fbpx Wesprzyj nas!

magazyn lewicy katolickiej

Londyn. Imigranci chcą godnej pracy

Pracownicy sektora usług długo nie istnieli w wyobraźni mieszkańców Londynu. Wielu z nich jest dodatkowo zepchniętych na margines z racji swego imigranckiego pochodzenia i jeszcze trudniej jest im zyskać swoje miejsce w przestrzeni publicznej. Zatrudnieni przez firmy zewnętrzne, na dyskryminujących kontraktach, źle opłacani i czasem słabo mówiący po angielsku zazwyczaj nie byli wysłuchiwani. Teraz z zaskakującą odwagą domagają się godności i szacunku bardzo głośno.

Bębny na czele marszu podczas protestu United Voices of the World przed budynkiem Sotheby's w Londynie; fot. Gordon Roland Peden

Bębny na czele marszu podczas protestu United Voices of the World przed budynkiem Sotheby’s w Londynie; fot. Gordon Roland Peden


W maju 2015 odbyły się wybory parlamentarne w Zjednoczonym Królestwie. Brytyjska Partia Pracy na swojej stronie internetowej sprzedawała kubki, na których wypisano najważniejsze postulaty wyborcze. Jednym z nich było „Controls on Immigration”. Wybory z miażdżącą przewagą wygrali konserwatyści, którzy obiecywali, że roczne saldo migracji zostanie zredukowane poniżej 100,000. W rzeczywistości od tego czasu imigrantów przybyło ponad trzy razy więcej i temat wyraźnie staje się kluczową kwestią w kontekście referendum dotyczącym członkostwa w UE. Na pierwszych stronach gazet codziennie pojawia się artykuł o imigracji.
Pośród wielu opinii, które niekoniecznie znajdują odzwierciedlenie w rzeczywistości, niewiele mówiło się o prawdziwym życiu imigrantów na Wyspach. Standardowe hasło głosi „Imigranci przyjeżdżają wykorzystywać socjal”. Jest to mit, który należy odrzucić, ze względu na niekwestionowany wpływ do budżetu państwa, wypracowany właśnie przez nich. Natomiast kwestią, o której nie mówi się wystarczająco, jest los pracujących imigrantów.
Najciężej jest w usługach
Najgorzej jest w sektorze usług. Charakteryzuje się on nie tylko niskimi płacami i długimi godzinami pracy, ale też wykorzystywaniem pracy imigrantów.
W czerwcu trafiłam na spotkanie zorganizowane przez związek reprezentujący pracowników i pracownice hoteli, na którym dowiedziałam się o historii polskich pracownic z Park Plaza County Hall Hotel w Londynie. Początkowo były zatrudnione przez kontrahenta hotelu, na którego warunki pracy się zgadzały, ale w pewnym momencie hotel zmienił firmę dostarczającą usługę sprzątania. Wbrew zapewnieniom okazało się, że będą musiały sprzątać więcej pokoi, szybciej i za mniejszą stawkę. Postanowiły dołączyć do związku i firma zgodziła się zachować pierwotne warunki.
Ich problem jest bardzo charakterystyczny dla całego sektora. Wiele firm zatrudnia kontrahentów, a wielu pracowników jest w związku z tym dyskryminowanych. Często ze względu na pochodzenie. Spytałam organizatorkę Hotel Workers’ Branch Ewę Jasiewcz, która wspomogła kampanię w Park Plaza Hotel, o specyficzne problemy związane z pracą związkową wśród środowisk imigranckich. Z jej doświadczeń wynika, że potrzeba solidarności we wspólnym przeciwstawianiu się wyzyskowi jest bardzo częsta, ale nadal istnieją bariery językowe, a czasem pojawiają się też obawy związane z doświadczeniami w krajach pochodzenia, gdzie opinie o uzwiązkowieniu są negatywne. Ewa zwróciła również moją uwagę na to, że niektórzy pracownicy, zwłaszcza z Bułgarii lub Rumunii, którzy dopiero od niedawna mogą swobodnie pracować w Wielkiej Brytanii, nie posiadają tak rozwiniętych sieci społecznych, jak pracownicy z Polski czy z Anglii. Dodała również, że przyczyną, dla której walka o sprawiedliwe warunki pracy dla pracowników hoteli jest często trudna, a ich wyzysk łatwiejszy, jest fakt, że głównymi ich klientami są turyści. W związku z tym większość społeczeństwa nieczęsto zwraca uwagę na warunki pracy w tej branży.
W restauracjach i kawiarniach również pracuje wielu imigrantów, których prawa są zagrożone. Problemem są często umowy, w których pracownicy nieświadomie zrzekają się praw do przerw między zmianami czy limitowanych godzin pracy. Zazwyczaj powodem jest nieznajomość języka, a zwłaszcza tego prawniczego, używanego w umowach.
Ale brak wystarczającej ochrony dotyczy również treści samego prawa. W Barbican Center – największym centrum sztuki i kultury w Europie – personel sprzątający otrzymuje tak zwany Statutory Sick Pay (ustawowy zasiłek chorobowy), który wynosi 88.46 funtów za tydzień. Ale prawo do niego przysługuje dopiero od czwartego dnia nieobecności, co oznacza, że aby opłacić mieszkanie czy rachunki, wielu pracowników musi przychodzić do pracy podczas choroby. Dla porównania – średni koszt miesięczny za wynajem mieszkania w Londynie to 1,500 Funtów, a koszty życia w Londynie są tak wysokie, że płaca minimalna nie wystarcza na utrzymanie.
„Chcę żyć, a nie tylko istnieć
Park Plaza County Hotel to nie jedyne miejsce, gdzie pracownicy powiedzieli, że mają dość. W ciągu ostatnich kilku miesięcy miałam okazję poznać ludzi, których odwaga jest często niezauważona. Uczestniczyłam w akcjach przeprowadzonym przez United Voices of the World (UVW) – związek zawodowy nieco inny niż te tradycyjne. Jest budowany oddolnie i zarządzany bezpośrednio przez członków, w większości imigrantów (chociaż każdy może dołączyć). Kampanie organizowane przez UVW cechują się zaangażowaniem i kreatywnością. UVW i Hotel Workers’ Branch angażują nie tylko członków i pracowników sektora, ale i szersze grupy społeczne, dzięki czemu ich kampanie coraz częściej kończą się sukcesem.
Jedną z szerszej komentowanych akcji była ta w domu aukcyjnym Sotheby’s. Rozpoczęła się od negocjacji w sprawie zasiłku chorobowego i tak zwanego London Living Wage dla sprzątaczy i portierów. Po pierwszym proteście czterech pracowników zostało jednak zawieszonych. Dziewiętnastu członków brytyjskiego Parlamentu postanowiło zgłosić swój sprzeciw wobec dyskryminacji należących do związku pracowników. Jednak dopiero po kolejnych protestach pod siedzibą domu aukcyjnego udało się zapewnić powrót do pracy dwojgu z zawieszonych. Kampania zdobyła zainteresowanie dzięki zastosowaniu nietradycyjnych metod. Zorganizowano głośne marsze w ręcznie robionych maskach wokół kompleksu budynków Sotheby’s w Mayfair – jednej z najbogatszych dzielnic Londynu, pełnej ekskluzywnych butików i restauracji. Odbyły się również pikiety z udziałem chóru śpiewającego piosenki o prawach pracowniczych i grą na bębnach. To wszystko działo się podczas wielkich aukcji, na których sprzedawano obrazy warte miliony funtów, tak by każdy ich uczestnik musiał skonfrontować się z prawdą o wysokości płac i dyskryminacji pracowników najniższego szczebla.
To właśnie kontrast stanowi największą siłę nowych organizacji. Pracownicy sektora usług długo nie istnieli w publicznej wyobraźni. Wielu z nich jest dodatkowo zepchniętych na margines z racji swego imigranckiego pochodzenia i jeszcze trudniej jest im zyskać swoje miejsce w przestrzeni publicznej. Zatrudnieni przez firmy zewnętrzne, na dyskryminujących kontraktach, źle opłacani i czasem słabo mówiący po angielsku zazwyczaj nie byli wysłuchiwani. Teraz z zaskakującą odwagą domagają się godności i szacunku bardzo głośn

Protest związkowców i sympatyków w Centrum Sztuki Barbican podczas wystawianego tam "Hamleta"; fot. Gordon Roland Peden

Protest związkowców i sympatyków w Centrum Sztuki Barbican podczas wystawianego tam „Hamleta”; fot. Gordon Roland Peden


Z ulicy do salonów
Ale dyskryminacja nie kończy się wraz ze zwycięstwem w kwestii London Living Wage. Po kampaniach przeciwko firmom zabierającym część napiwków kelnerkom i kelnerom wiele z nich postanowiło wycofać się z tej niesprawiedliwej praktyki. Tymczasem rząd proponuje wprowadzenie prawa, które ustaliłoby wysokość odbieranych przez firmy napiwków. Dlatego pozostaje pytanie, czy coś rzeczywiście zmienia się w brytyjskiej polityce.
4 listopada tego roku odbyła się pikieta pod hasłem „Witamy Uchodźców”. Przemawiali na niej reprezentanci partii politycznych, związków zawodowych i organizacji pozarządowych, które walczą z rasizmem i dyskryminacją. Wielu z nich mówiąc o potrzebie pomocy uchodźcom, mówiło też o potrzebie ochrony praw imigrantów i pracowników. Ostatnim mówcą był nowy lider Partii Pracy Jeremy Corbyn, który dla wielu stał się nadzieją na to, że w końcu naprawdę stanie ona po stronie wszystkich zmarginalizowanych grup. Myślę, że solidarność społeczna, której już można doświadczyć na ulicach Londynu, znajduje swoją reprezentację w nowym dyskursie Corbyna. Jednak pomimo tych pozytywnych znaków imigranci z Unii Europejskiej nie mogą głosować ani w wyborach parlamentarnych, ani w referendum dotyczącym członkostwa w UE. Bez bezpośredniej reprezentacji politycznej wspólna walka o prawa pracownicze pozostaje dla nich jedynym sposobem na pozytywną zmianę.
Ze względu na negocjacje prowadzone obecnie przez United Voices of the World w tekście zostały pominięte imiona zaangażowanych oraz część późniejszych wydarzeń.
 

Potrzebujemy Twojego wsparcia
Od ponad 15 lat tworzymy jedyny w Polsce magazyn lewicy katolickiej i budujemy środowisko zaangażowane w walkę z podziałami religijnymi, politycznymi i ideologicznymi. Robimy to tylko dzięki Waszemu wsparciu!
Kościół i lewica się wykluczają?
Nie – w Kontakcie łączymy lewicową wrażliwość z katolicką nauką społeczną.

I używamy plików cookies. Dowiedz się więcej: Polityka prywatności. zamknij ×