dwutygodnik internetowy
07.12.2015
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

List otwarty do partii po latach

Tekst nie odnosi się do aktualnej sytuacji polityczno–społecznej w kraju, pozbawiającej jakiejkolwiek nadziei na ziszczenie się socjalistycznych marzeń w najbliższym czasie. W każdym razie nie chcę takiej analogii sugerować. Reakcją na rozgoryczenie tą sytuacją może być żywiołowy aktywizm, do którego potrzeba planu, lub ucieczka od rzeczywistości i biegu wydarzeń, która czasami pozwala na zachowanie odrobiny spokoju ducha. Przypomnienie historii „Listu otwartego” i czasów, w których gwałtowna przemiana społeczna wydawała się w zasięgu ręki, jest wynikiem tej drugiej strategii radzenia sobie z rozczarowaniem rzeczywistością.

ilustr.: Anna Krztoń

ilustr.: Anna Krztoń

Trudno sobie wyobrazić bukiet żółtych narcyzów opakowany w kilkudziesięciostronicową analizę społeczno–ekonomiczną, którą dzisiaj możemy nabyć w sklepie w postaci zwykłej książki. To dzięki takiemu fortelowi były powstaniec warszawski, dobiegający wówczas czterdziestki Jan Józef Lipski, późniejszy współzałożyciel KOR-u, mógł, nie wzbudzając większych podejrzeń, obdarowując kwiatami Basię Toruńczyk, przekazać egzemplarz poszukiwanego przez władze „Listu otwartego do partii”.

Lipski, który do końca życia pozostanie ideowym socjalistą, a po latach komuny podejmie próbę reaktywacji PPS-u, przeżył wojenną konspirację. W tego rodzaju pracy odznaczał się więc doświadczeniem znacznie większym niż jego młodsi towarzysze. Ci byli kompletnymi dyletantami w tej dziedzinie. Kilka miesięcy wcześniej bezpieka bez trudu dostała w swe ręce rękopis „Listu”, kiedy przeprowadziła niespodziewaną rewizję w mieszkaniu Jacka Kuronia przy ulicy Mickiewicza i aresztowała obu jego autorów. Karol Modzelewski po latach wspomina, że wraz z Jackiem nie zdawali sobie wówczas sprawy ze skuteczności infiltracji, której obaj byli poddani. Tłumaczył to brakiem doświadczenia i nadmierną nonszalancją w nawiązywaniu kontaktów podczas prac nad treścią „Listu”.

Mieli szczęście, bo po krótkim czasie zostali zwolnieni. Wykorzystali więc sytuację i niewiele chyba myśląc o czekających ich konsekwencjach, których namiastki już przecież zasmakowali, powodowani wewnętrznym imperatywem, niezwłocznie przystąpili do zrekonstruowania treści zarekwirowanego i zakazanego dokumentu. Postanowili zagrać va banque i nie konsultując swoich zamiarów już z nikim, 18 marca 1965 roku roznieśli finalną wersję tekstu do komitetów uczelnianych Związku Młodzieży Socjalistycznej i partii. Następnego dnia – czego można się już było tym razem spodziewać – obaj zostali aresztowani, a w lipcu w następstwie odbywającego się za zamkniętymi drzwiami procesu skazani odpowiednio na trzy i pół oraz trzy lata więzienia.

Autorzy zostali unieszkodliwieni, ale rewolucyjny w swej wymowie „List” w kilkunastu egzemplarzach pozostawał na wolności, spędzając sen z powiek władzy słusznością zawartych w nim wywrotowych racji. Agentura przeto niestrudzenie prowadziła dochodzenie, by przeszkodzić przyjaciołom Kuronia i Modzelewskiego, w tym Adamowi Michnikowi, którzy próbowali przemycić zakazany tekst na Zachód. Niespełna rok po zatrzymaniu Kuronia i Modzelewskiego, w lutym 1966 roku, planował wyjazd do Francji Jerzy Mink. Za namową Michnika miał przemycić „List”, ukrywając go w toalecie wagonu kolejowego. Ryzyko było jednak zbyt duże i Mink zrezygnował z tego planu. Przybywszy do Paryża, spotkał się jednak z przedstawicielami tamtejszej radykalnej lewicy, którym zreferował z pamięci ów dokument. Zafascynowani wysłuchanym referatem przyszli liderzy zachodniej rewolty zapalili się do tego, by sprowadzić do Francji sam tekst. Niedługo potem, 16 czerwca 1966 roku, dzięki ich pomocy mikrofilm z listem przekroczył granicę Polski, stając się nieuchwytnym dla władz kamieniem obrazy. Jego autorzy odsiadywali pierwszy rok swojej pierwszej w życiu kary więzienia. Jak się potem okazało, nieostatniej.

Ani Kuroń, ani Modzelewski nie spodziewali się, że jest to początek międzynarodowego rozgłosu wokół ich rozprawy, bez porównania większego niż ten, którym cieszyła się i cieszy do dzisiaj w kraju. Angielski, niemiecki, włoski i francuski – to tylko niektóre z języków, w których „List” był czytany przez lewicowych działaczy, stając się dla nich lekturą obowiązkową i klasyką myśli marksistowskiej. Daniel Cohn-Bendit, zapytany w 1968 roku przez sędziego o nazwisko – powołując się na ikony rewolty, której był liderem – z dumą odparł: „Nazywam się Kuroń-Modzelewski”.

Na fenomen „Listu” składa się osobliwy paradoks: o ile na Zachodzie wzniecił ekscytację, a przedstawiciele tamtejszej lewicy zaliczyli go bez wahania do kanonu studiów marksistowskich i znali jego treść na wyrywki, o tyle w Polsce nie wywarł on wpływu nawet zbliżonego ani co do wielkości, ani co do doniosłości. Grono najbliższych znajomych autorów, choć na początku czyniło starania, by ocalić go przed zakusami władzy, do samych tez zawartych w tekście odnosiła się ze sceptycyzmem. Sceptycyzmem narastającym w następnych latach, aż do dzisiaj, kiedy tezy i dziesiątki stron krytycznej analizy, opartej o rzetelne dane statystyczne, w zbiorowej pamięci zredukowane zostały do sztubackiego projektu utopii lub po prostu popadły w niebyt. Dlatego należy przypomnieć podstawowe założenia i metodologię, która posłużyła autorom do nakreślenia obrazu socjalistycznego społeczeństwa powojennej Polski.

Państwo polskie po 1945 roku było w stanie opłakanym. Infrastruktura i tak zacofanej gospodarki została wyniszczona lub rozgrabiona przez lata wojny. Przed nowymi komunistycznymi władzami stało zadanie podźwignięcia kraju z owej zapaści. Niezależnie od tego część robotników własnym wysiłkiem i z oddolną inicjatywą przystąpiła do otwierania fabryk. Nie było to wcale zjawisko rzadkie. Warto o tym pamiętać, zwłaszcza jeżeli ktoś wątpi w zdolności samoorganizacji i efektywnej logistyki ludzi pracy. Samorządne i organizowane na zasadach spółdzielczości zakłady, choć tak bliskie socjalistycznej teorii, w praktyce musiały zostać znacjonalizowane dla realizacji narzuconego planu, który ułożony był przez centralny organ władzy. Do uspołecznionych fabryk wkroczyło więc państwo, nacjonalizując całą gospodarkę. Procesowi temu autorzy „Listu otwartego” poświęcają cały rozdział swojej rozprawy, rozpoznając i przypisując mu rolę koniecznego etapu, który umożliwił przeprowadzenie zintensyfikowanej i przyspieszonej industrializacji.

Kuroń z Modzelewskim przekonywali, że państwo, by móc inwestować w rozwój fabryk i budować nowe, musiało akumulować wartość wypracowaną przez robotników już zatrudnionych w fabrykach istniejących i powołanych do działania. Analiza ta przebiega zgodnie z założeniami marksowskiej teorii i metodologią badania akumulacji kapitału, posługującą się kategorią wartości dodatkowej i nieodłącznym od niej pojęciem stopy wyzysku. Stopa wyzysku jest stosunkiem wartości wytworzonego produktu do rozmiarów płacy roboczej, która w kapitalizmie utrzymuje się na poziomie minimum niezbędnego do reprodukcji siły roboczej (tak brzmi to w języku marksowskiej ekonomii), czyli do tego, żeby robotnik mógł każdego dnia nabyć podstawowe środki do przeżycia. Pozostała wartość przeznaczona jest na akumulację.

O ile w kapitalizmie akumulacja służy już tylko dobru samych właścicieli kapitału, o tyle w rzeczywistości powojennej Polski akumulacja służyła postępowi gospodarczemu całego społeczeństwa. Toteż dążąc do uprzemysłowienia, a także wzrostu zatrudnienia, który jest celem ogólnospołecznym, będącym również w interesie klasy robotniczej, pewien stopień wyzysku, czyli wywłaszczania z produktu pracy, jest niezbędny na pierwszym etapie gospodarczego rozwoju. Ten stan, choć konieczny, nie może trwać jednak bez końca, jeżeli państwo ma być państwem robotniczym. Władza, która, dotychczas administrując zmianą i wyznaczając jej kierunki, cieszyła się szerokim poparciem społecznym, poczęła alienować się ze swej społecznej bazy i przestała reprezentować jej rozmaite interesy. Dobiegł końca okres forsownej fazy budowy podstaw przemysłu, kiedy można było tolerować sprzeczność między rozbudowanym potencjałem wytwórczym a niskim poziomem życia. Sprzeczność nie została rozwiązana i nic nie wskazywało na to, żeby władza kwapiła się, by zmierzyć się z nią dla dobra reszty społeczeństwa.

Co więcej okazało się, że robotnicy pozbawieni są wpływu na kierunki inwestycji, mimo że potrzeba centralistycznego zarządzania produkcją już się skończyła. W skutek tego nastąpił poważny kryzys ekonomiczny i społeczny, który w tym czasie objął poza Polską ZSRR, Węgry, NRD i Czechosłowację. „List otwarty” pisany jest pod wpływem doświadczenia tego kryzysu i wywołanych przez niego rewolucyjnych nastrojów 1956 i 1957 roku.

Był to również czas, gdy szczególnego znaczenia nabrały partykularne interesy klasowe. Wcześniej bowiem wzrost gospodarczy umożliwiał poprawę bytu większej części społeczeństwa dzięki awansowi z niższej klasy do wyższej, tymczasem w końcowym okresie stalinizmu ruch ten zamarł, gdyż w produkcji zatrudnione zostały już wszystkie nadwyżki siły roboczej. W takiej sytuacji polepszenie materialnych warunków egzystencji w wymiarze indywidualnym wiązało się z poprawą bytu całego środowiska. Decydującego znaczenia nabrał konflikt klasowy między społeczeństwem a biurokracją państwową, do której należały środki produkcji. Okazało się wówczas – zdaniem Kuronia i Modzelewskiego – że państwo nie jest własnością całego społeczeństwa, ale klasy panującej.

Konflikt i klasowy charakter państwa, który zauważyli w „Liście” jego autorzy w latach 50., pozostanie dla nich podstawową ramą interpretacji sytuacji politycznej i społecznej w następnych dekadach. Nie znaczy to, że rozprawa ta pomija pozostałe aspekty ważne dla naukowej diagnozy. Refleksja w niej zawarta obejmuje również innych aktorów społecznych, którzy mieli znaczenie dla tego konfliktu, i bierze pod uwagę ich – mających często ambiwalentny charakter – interesy (Jest tak w przypadku technokracji, osób ze szczebla dyrektorskiego, złudnie przekonanych o zgodności swoich interesów z biurokracją). Ponadto obaj opozycjoniści, nie poprzestając na teoretycznym szkielecie, uzupełniają go rzeczywistym elementem analizy roczników statystycznych GUS-u, jak również wyliczeniami badaczy ówczesnej epoki, wśród których znajdują się nazwiska bezdyskusyjnie uznane i doniosłe. Przykładem może być tu profesor Michał Kalecki. Wnioski wyciągnięte z danych statystycznych i uważnego obserwowania zachodzących w nich tendencji pozwoliły bezbłędnie niemal przewidzieć Kuroniowi i Modzelewskiemu nadejście kolejnego, głębszego kryzysu gospodarczego w perspektywie kilku lat, czego obaj dowiadywali się, przyjmując gratulacje zza więziennych krat. To wszystko sprawia, że przedstawiony w „Liście” obraz społeczeństwa jest zarazem szeroki i pogłębiony, dlatego też zasługuje na poważne traktowanie, a także naukową i uczciwą polemikę.

Podstawowym problemem dla Kuronia i Modzelewskiego jest klasowy charakter państwa, które miało być państwem robotniczym. Włodzimierz Wesołowski jest jednym z polskich socjologów, którzy zajmowali się powojenną strukturą społeczną i wychodzili z podobnych co Kuroń i Modzelewski założeń. Książka „Klasy, warstwy i władza” z 1966 roku przedstawia jednak odmienną, znacznie bardziej przychylną dla ustroju diagnozę, która jest niewypowiedzianą wprost polemiką z „Listem otwartym”. Wesołowski twierdzi, że w społeczeństwach socjalistycznych klasowa struktura uległa dekompozycji, ponieważ czynnik ekonomiczny, który w najwyższej mierze determinuje pozycję klasową, przestał odgrywać tę rolę. W takich społeczeństwach zanikają klasy, zdefiniowane przez stosunek do środków wytwórczych, a w ich miejsce do opisu społecznego bardziej nadają się „warstwy”. Struktura społeczna ulega więc wyrównaniu. Wesołowski podważa także założenie o tym, że panowanie klasowe w państwie oznacza dosłownie, że państwo należy do określonej klasy społecznej. Nie można bowiem – jak przekonuje – na gruncie Marksowskiej teorii utożsamić panowania klasowego ze sprawowaniem władzy państwowej, która powierzona jest zazwyczaj wyspecjalizowanym grupom ludzi. Dotyczy to zarówno społeczeństwa kapitalistycznego, jak i socjalistycznego. Pozostaje jednak w mocy pytanie o to, jakie panowanie klasowe realizowane jest rękami tych zawodowych polityków. Otóż – brzmi wniosek Wesołowskiego – jeżeli w społeczeństwie kapitalistycznym panowanie burżuazji oznacza, że kapitaliści, dzięki sankcjonowanemu przez państwo prawu własności, kontrolują środki produkcji, to w społeczeństwie socjalistycznym, w którym środki produkcji zostały znacjonalizowane, o panowaniu jakiejś klasy żadną miarą mówić nie można.

***

Obie perspektywy są płodne i ważne także dla współczesnych badań, choć można mieć wrażenie, że problem klasowego charakteru państwa ma drugorzędne, a nawet nikłe znaczenie w czasie, kiedy stoimy w obliczu potyczek o Trybunał i sporów, których stawką jest demokratyczne państwo. Prawdopodobnie autorzy obu prac stanęliby dzisiaj po stronie obrońców liberalnej demokracji, gdyż jest ona warunkiem możliwości artykulacji klasowych żądań. Jednakże decyzje władzy, którą znamionuje centrystyczna tendencja i która zmierza do absolutnej samodzielności w rozporządzaniu państwem, mają zawsze swoje klasowe konsekwencje. Decyzje takie będę zawsze modyfikować lub stwarzać stosunki społeczne, przeto zawsze też będzie można je rozpatrywać, biorąc pod uwagę korzyści i straty poszczególnych klas.

Do takiej perspektywy przekonują nas i Wesołowski, i znacznie bardziej od niego radykalni Kuroń z Modzelewskim. Ten ostatni, w autobiograficznym rozliczeniu ze swoim współautorstwem „Listu”, w sposób ambiwalentny traktuje zawarty w nim projekt utopii. Z jednej strony wizję przyszłego państwa robotniczych rad poddaje nieprzejednanej krytyce. Z drugiej zaś przypisuje perspektywie utopijnej kluczowe znaczenie dla postawienia wyrazistej diagnozy i wyznaczania pożądanych kierunków rozwoju. „Aksjologiczny horyzont utopii jest wprawdzie nieosiągalny, lecz jest nieodzowny dla ostrości widzenia. Programowy rozdział «Listu otwartego» był – mimo całej swojej nieporadności – taką właśnie utopią i pełnił tak funkcję w naszym krytycznym spojrzeniu na system”. Poprzestańmy na tych słowach, tym bardziej, że nie uległy one przedawnieniu.