dwutygodnik internetowy
29.06.2015
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Lewica po polsku. Wersja dla dociekliwych

„Po dwakroć niepokorni” stanowi lekturę obowiązkową nie tylko dla ludzi sympatyzujących z ideami „katolewicy” i lewicy niepodległościowej. Ta książka to solidna dawka wiedzy, antidotum na antylewicowe resentymenty centroprawicy i uproszczone narracje lewicy, stanowiące na ogół swoistą mieszaninę „antyhistoryczności w imię nowoczesności” i odpryski post-PRL-owskich poglądów na dzieje socjalizmu/komunizmu.

po-dwakroc-niepokorni-okladka

ilustr.: materiały prasowe

Stereotypowe wyobrażenia związane z „lewicą po polsku” odsyłają do koszulek z napisem „red is bad” i znanego rozszyfrowania skrótu „PZPR”: „Płatni zdrajcy, pachołki Rosji”. Długo by mówić o tym, dlaczego właśnie tak ukształtowała się polityka historyczna III RP w jej popularnej wersji, której bardziej intelektualne przejawy właściwie niewiele różnią się od podstawowego przekazu. Kilkadziesiąt lat PRL i dzieje post-PZPR-owskiej formacji w III RP to wystarczająco dobry powód, by termin „lewica” traktować przynajmniej nieufnie.

Z drugiej strony trudno mieć wątpliwości, że centroprawicowe oraz neoendeckie narracje w duchu wspomnianych wyżej skrótów bazują na całej masie uproszczeń, niekiedy też złej woli i z premedytacją wykorzystują historyczny bagaż Polski Ludowej dla ugruntowania własnej hegemonii światopoglądowej. Przeszłość bywa wykorzystywana jako argument w walce o „prawdziwy wolny rynek”, w promocji coraz bardziej obskuranckich i „darwinistycznych” wizji społeczno-gospodarczych.

Zapomniane dziedzictwo

Istnieje zupełnie inna opowieść o lewicy. Nie pozbawiona trudnych kwestii, krnąbrna wobec sztampowych ocen. Historia dla dociekliwych. Jej wersję przekazał na kartach książki „Po dwakroć niepokorni. Szkice z dziejów polskiej lewicy patriotycznej” Jarosław Tomasiewicz. To rzecz zdecydowanie niszowa. Nie tylko dlatego, że zupełnie nie pasuje do powyżej zarysowanego wzorca polityki (a)historycznej, ale i dla tej przyczyny, że autor jest skrzętnym badaczem terytoriów leżących nieco dalej od głównych dróg historii i idei. Rzecz jasna, na kartach książki pojawiają się wielkie nazwiska (Adam Mickiewicz, Stanisław Brzozowski, Edward Brzozowski czy Adam Ciołkosz) i wielkie sztandary, jak Polska Partia Socjalistyczna. Ale znaczną część pracy zajmują biografie i koncepcje ludzi zdecydowanie mniej znanych: Jana Hempela, Kazimierza Zakrzewskiego, Juliana Brun-Bronowicza, Jana Stachniuka, Henryka Dembińskiego. A jeden z rozdziałów poświęcony jest zdecydowanie kontrowersyjnemu, a wciąż mało rozpoznanemu zjawisku – tendencjom narodowokomunistycznym w Polsce.

Tytuł książki wprost nawiązuje do klasycznej pracy Bohdana Cywińskiego, czyli „Rodowodów niepokornych”. Znamienny jest opis przedstawionych na jej kartach radykałów społecznych z końca XIX i początku XX w.: „Na tle ogółu, lękającego się niebezpiecznej, bo przecież nielegalnej działalności społeczno-ideowej, na tle dość powszechnego – jak się zdaje – w tym pokoleniu zmaterializowania i bezideowości, stanowili oni cenne elity nonkonformistyczne, które stać było na dokonanie wyborów ideowych, w każdym przypadku oznaczające płynięcie pod prąd, zakwestionowanie własnej kariery, często nawet wolności, a w momentach krańcowych – życia”.

Tomasiewicz podąża tropem Cywińskiego, odpowiadając czytelnikom na pytanie: „dlaczego po dwakroć niepokorni”? Wskazuje, że część bohaterów jego własnej pracy należało do tamtego pokolenia radykałów społecznych. Tak jest w przypadku Brzozowskiego, Abramowskiego, Hempela. Na tym nie koniec: opisani na kartach jego szkiców byli niepokorni nie tylko dlatego, że odrzucili panujące w ich czasach status quo. Znamienne są losy ich dziedzictwa: „nie mieszczą się w schematach współczesnej sceny ideowo-politycznej. Jeśli nawet bywają wciągani na sztandary przez samozwańczych spadkobierców, to tylko po spreparowaniu na Prokrustowym łożu politycznej poprawności. Wszyscy nasi bohaterowie łączą »lewicową« walkę o postęp, równość, wolność i sprawiedliwość z ideami klasyfikowanymi dziś na ogół jako »prawicowe« – z patriotyzmem lub religijnością. Te heterodoksyjne elementy ich dziedzictwa na ogół zbywane są pełnym zakłopotania milczeniem”.

Niecodzienne związki

Nie mamy do czynienia z książką apologetyczną. Tomasiewicz chłodnym okiem przygląda się jej bohaterom i reprezentowanym przez nich ideom. Podkreślają tę kwestię wydawcy: „nie jest to prezentacja (…) wyłącznie postaw i idei godnych naśladowania – bywa i tak, że są to zjawiska, które (…) należy poznać raczej ku przestrodze na przyszłość”. Z pewnością do takich rozdziałów należy analiza narodowokomunistycznych tendencji w Polsce, ukazująca wzajemne przenikanie komunizmu i nacjonalizmu.

Na obrzeżach polskiego komunizmu istniały środowiska, które – zgłaszając swoje votum separatum względem „rosyjskiej/radzieckiej drogi do komunizmu” – uznawały sens walki o niepodległą II Rzeczpospolitą. Stąd udział komunistów (spartakistów) w I powstaniu śląskim w 1919 r.: „proletariacki skład ludności polskiej [na Górnym Śląsku – K. W.] sprawił, że walka narodowa splatała się tam ze społeczną”. A członkowie dawnej Komunistycznej Partii Ziem Śląskich (która stała się częścią struktur Komunistycznej Partii Górnego Śląska), mimo nawoływania przez KPGŹ do bojkotu śląskiego plebiscytu, wzięli w nim udział i głosowali za Polską. Na marginesie: jak bardzo ahistoryczny jest przekaz polityki historycznej dzisiejszej prawicy wskazuje taki oto drobny fakt. W asortymencie sklepu internetowego z tożsamościową odzieżą „Red is bad” nabyć można było koszulki odnoszące się do powstań śląskich. A przecież w zrywach tych brały udział po polskiej stronie nie tylko środowiska komunistyczne, ale znaczna reprezentacja lewicy niepodległościowej. Na portalu dzieje.pl znaleźć można choćby mówioną opowieść Adama Ciołkosza, dowódcy pociągu pancernego, dotyczącą jego udziału w III powstaniu śląskim.

Alians komunizmu i nacjonalizmu w dwudziestoleciu międzywojennym miał i inne oblicza. W Narodowej Partii Robotniczej istniało środowisko podnoszące nieodzowność koalicji z komunistami przeciwko władzy sanacji w celu stworzenia rządu robotniczo-chłopskiego. Gloryfikowano tam radziecki ustrój, wzywano do rewolucji, a wzrost antysemickich nastrojów na uczelniach tłumaczono faktem, że „studiujący na uniwersytecie Żydzi rekrutują się w większości ze sfer kapitalistycznych”. Z kolei ze sprawozdania Komunistycznej Partii Polski z 1934 r. dowiadujemy się, że część komunistów z Podlasia opowiadała się za współpracą z Obozem Narodowo-Radykalnym: „oni są ci sami co my, tego samego chcą, tylko bez żydów – myśmy powinni się z nimi połączyć” (pisownia oryginalna – K. W.). Przyciąganie (i upodabnianie) skrajności prowadziło do powstawania takich inicjatyw jak Narodowa Partia Komunistyczna w Poznańskiem w 1936 r.

Tomasiewicz prowadzi tę opowieść dalej, wskazując choćby na list Władysława Gomułki do Stalina z 1948 r., z zawartą tam wypowiedzią: „mogę stwierdzić z całą odpowiedzialnością, że część towarzyszy żydowskich nie czuje się związana z narodem polskim, a więc i z polską klasą robotniczą żadnymi nićmi, względnie zajmuje stanowisko, które można by określić mianem nihilizmu narodowego”. Ukazuje także historię „szturmowego oddziału” polskiego nacjonalkomunizmu, czyli Zjednoczenia Patriotycznego „Grunwald”, którego ludzi po 1989 r. znajdziemy w bardzo różnych środowiskach prawicy. Wskazuje również na tak niszowe zjawiska jak działające od 2000 r. Dolnośląskie Stowarzyszenie Obrony Proletariatu, które pryncypialnie z pozycji nacjo-komunistycznych krytykowało Sojusz Lewicy Demokratycznej za jego współodpowiedzialność za polskie realia: „bilans zysków i strat [III RP – K. W.] jest porażający. Ukazuje on z jednej strony ciągłe, pogłębiające się zubożenie olbrzymich mas ludzkich, z drugiej zaś wzbogacenie się wąskiej grupy burżuazji powiązanej z interesami kapitalizmu zachodniego”. Choć dziś często formułuje się zarzut pod adresem Czesława Miłosza, że mylił się, twierdząc: „jest ONR-u spadkobiercą partia”, faktografia zaprezentowana przez Tomasiewicz wskazuje na realne przesłanki dla tego poglądu.

Długi rodowód katolewicy

Powyższy wątek nie wyczerpuje tematyki „Po dwakroć niepokornych”, choć wyobrażam sobie, jak „ciężką zniewagę” musi stanowić dla wcale licznego grona miłośników centroprawicowej, uładzonej polityki historycznej z jej manichejskim podziałem na „świętą prawicę” i „demoniczną lewicę”. Podobnie niejednego miłośnika „lewicowości radykalnie zeświecczonej” w stupor wprawi wiele fragmentów tej pracy wiążących w jedno dziedzictwo chrześcijaństwa i nadzieje na społeczny postęp.

Dla tej ostatniej przyczyny na wnikliwą lekturę zasługuje otwierający książkę rozdział „Ojczyzna i rewolucja. Polski niepodległościowy socjalizm i patriotyczny radykalizm XIX-XX wieku”. Problematy wzajemnych odniesień między rodzimą lewicą i ultralewicą, tradycją religijną a myślą i praktyką patriotyczną są słabo rozpoznane i mało dyskutowane. Stoimy przed zagadką, której przez dekady nie można było rzetelnie badać, ani upowszechniać. Po dwudziestu pięciu latach III RP sytuacja nieznacznie tylko zmieniła się na lepsze. Tomasiewicz zwraca uwagę, że ogromna część publikacji naukowych poświęconych ruchowi robotniczemu i społecznemu, którymi dysponujemy, powstała przed 1989 r. Myśl religijna i patriotyczna polskiej lewicy zbyt długo była zakładnikiem „kustoszów pamięci” z ośrodków ideologicznych i naukowych PZPR: „opisywane wydarzenia przykrawano do wymogów panującej ideologii, przemilczając bądź bagatelizując wątki niewygodne, wyolbrzymiając pożądane”. Konieczność wyjścia poza ten narzucony dawno temu paradygmat „wiąże się z koniecznością żmudnego wyszukiwania faktów rozproszonych w dziełach historyków PRL, konfrontowania ich ze źródłami, reinterpretowania”. Z tego zadania Tomasiewicz wywiązuje się skrupulatnie, przywracając rodzimej historii idei ważne treści i postaci, ukazując je w nieznanym dotąd świetle.

„Po dwakroć niepokorni”, obok „Sacrum i rewolucji” prof. Andrzeja Chwalby i wyboru pism „Wskrzesić Polskę, zbawić świat. Antologia polskiej chrześcijańskiej myśli społeczno-radykalnej 1831-1864” Damiana Kalbarczyka stanowią lekturę obowiązkową nie tylko dla ludzi sympatyzujących z ideami „katolewicy”. Ta książka to solidna dawka wiedzy, antidotum na antylewicowe resentymenty centroprawicy i uproszczone narracje lewicy, stanowiące często jeszcze swoistą mieszaninę „antyhistoryczności w imię nowoczesności” i odpryski post-PRL-owskich poglądów na dzieje socjalizmu/komunizmu. Rzecz wymaga odwagi myślenia, która jest cnotą dociekliwych, niezależnie od tego po jakich stronach ideowych się sytuują.

Jarosław Tomasiewicz, “Po dwakroć niepokorni”, Łódź 2014.