dwutygodnik internetowy
23.02.2015
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

„Lewiatan”. Historia rosyjskiego Hioba

Świat „Lewiatana” jest światem, w którym Bóg opuścił biednych, samotnych, słabych, skazanych na klęskę. Jest światem, w którym słowa „prawda” czy „sprawiedliwość” nic już nie znaczą, a rację zawsze ma silniejszy. Bohaterowie filmu Zwiagincewa, pozostawieni sami sobie, rozpaczliwie walczą, nie wierząc zarazem w sens tej walki.

Główny bohater, Kola (grany przez Aleksieja Seriebriakowa ), żyje z młodą żoną Lilą (Elena Liadowa) i nastoletnim synem Romą (Sergiej Pokchodajew) w małej miejscowości nad morzem Barentsa w północnej Rosji. Poznajemy go, gdy szykuje się na rozprawę w sądzie. W walce z merem miasta o bezprawne zajęcie domu wspomaga go przyjaciel z wojska, zamieszkały w Moskwie prawnik o imieniu Dymitri (Władimir Wdowiczenkow).

Mylnie byłoby jednak sądzić, że „Lewiatan” to film opowiadający tylko o tym, bo jest to z pewnością dzieło, które na długo zapisze się w historii kina rosyjskiego. Choć jest pozycją stosunkowo świeżą, już zdołał on wywołać burzliwe dyskusje i wiele kontrowersji.

Czym jest Lewiatan?

Słowo „lewiatan”, oryginalnie określające wieloryba czy potwora morskiego, używane też było w odniesieniu do organizmu państwowego – potężnego i przekraczające ludzkie siły. W takim też sensie używa go Thomas Hobbes, XVII wieczny filozof, autor traktatu, którym – jak sam przyznał w wywiadzie przeprowadzonym przez polskiego krytyka filmowego Tadeusza Sobolewskiego – sugerował się Andriej Zwiagincew, tworząc scenariusz swojego filmu. Ujmując rzecz bardzo skrótowo, według Hobbesa, aby człowiek – istota z natury egoistyczna i skłonna do konfliktów – mógł żyć w społeczeństwie, unikając „wojny wszystkich przeciwko wszystkim”, powinien on – na zasadzie umowy społecznej – powierzyć całą władzę w ręce jednego suwerena. Lewiatan, czyli państwo, spełnia wtedy swoją funkcję opiekuńczą, zapewniając człowiekowi w miarę godny byt i chroniąc go przed zgubnymi konfliktami. Tyle tylko, że u Zwiagincewa tytułowy lewiatan przemienia się w potężny, biurokratyczny moloch, w którym ważna jest jedynie siła oraz sztuka manipulowania, zdobywania popleczników i utrzymania władzy. Kieruje się on zasadami polityczności bez etyki i idei, nie troszcząc się o przeciętnego obywatela ani o jego potrzeby lub pragnienia. Taki obraz państwa rosyjskiego ukazuje nam reżyser, wychodząc od lokalnej społeczności wioski, w której toczy się akcja filmu, kończąc zaś na Putinie, którego portrety wiszą w państwowych gabinetach. Niemniej ważnym graczem jest Cerkiew, która weszła w sojusz z „tronem”, zapominając całkowicie o najbiedniejszych i najbardziej potrzebujących członkach wspólnoty, powtarzając tylko raz po raz: „Wszelka władza pochodzi od Boga. A gdzie władza, tam siła”.

Społeczeństwo w takim państwie żyje w stanie anomii, a jego członkowie nie są w stanie zaufać sobie nawzajem. Relacje międzyludzkie ulegają zepsuciu, każdy troszczy się tylko o własny interes i stara się zapewnić sobie godne warunki do życia. Sam reżyser zresztą w wyżej już wspomnianym wywiadzie zauważył:

Coś się z nami [Rosjanami] stało w ostatnich latach. Nie mam tu na myśli wyłącznie ustroju politycznego czy gospodarki. Chodzi o odczuwanie i pojmowanie świata. Bardzo bolesne jest to nasze przechodzenie do kapitalizmu. Coś się obsunęło, popsuło w rosyjskiej duszy, czyli w ludziach. Zawsze dotąd miałem wyobrażenie rosyjskiego człowieka jako kogoś hojnego, otwartego, serdecznego. (…) Jeszcze pamiętam czasy, kiedy drzwi naszych domów były otwarte. Dosłownie. W ciągu ostatnich dwudziestu lat ludzie strasznie oddalili się od siebie. Już nie chodzimy w gości, nie nakrywamy stołów. Jesteśmy wyobcowani”.

W filmie „Lewiatan” nie ma postaci jednoznacznie dobrych, podczas gdy złych jest cały tłum. Są pojedyncze jednostki zawzięcie walczące z opresyjnym i autorytarnym aparatem – jak Dymitri i Kola – ale nie można o nich myślec jako o definitywnie pozytywnych bohateramch. A co z resztą? Ukazuje to ważna scena zabawy lokalnej społeczności – grupa znajomych wyjeżdża poza miasto, pije hektolitry wódki (która przez cały film leje się strumieniami) i ćwiczy wprawne oko poprzez strzelanie do… portretów przywódców Rosji. Na pytanie Koli: „A współczesnych to nie ma?”, jego znajomy z krzywym uśmiechem odpowiada: „Za krótka perspektywa historyczna”. Zwiagincew pokazuje nam, że cała historia Rosji jest jednym wielkim świadectwem walki przeciętnych, biednych Rosjan z Lewiatanem (carem, przywódcami ZSRR czy, w czasach nam już bliższych, Putinem) – trudno jednak nazwać to walką, gdy dzieje się to bez przekonania i bez udziału żadnych większych idei czy wartości. Częściej ta beznadziejna obrona – w dodatku sprowadzona do konformistycznej troski o swój własny interes, a nie interes  uciskanych mas – jest po prostu jedynym możliwym wyjściem.

Można więc pomyśleć, że „Lewiatan” jest głosem, a raczej rozpaczliwym krzykiem, tej części rosyjskiej inteligencji, która nie godzi się na niesprawiedliwość. Ale, choć widz dostrzega portrety rosyjskich przywódców oraz zdjęcia Putina w gabinecie, choć zauważa też mignięcie napisu „PUSSY RIOT” w telewizorze i choć sama publiczność okrzyknęła film „antyputinowskim”, to… nie jest to film polityczny, jak zgodnie zapewniają operator, Michaił Krichman oraz uważający się za apolitycznego Andriej Zwiagincew. „Lewiatan”nie jest manifestem politycznym i z kilku powodów nie powinien być za taki uważany.

Apolityczność i uniwersalność „Lewiatana”

W pewnym momencie filmu widz może dostrzec pływającego w morzu wieloryba. Wielkie, ciemnogranatowe cielsko wyłania się na moment z toni morskiej, by po chwili znów się zagłębić w lodowatym morzu, niknąc złowrogo pod powierzchnią wody. Oto Lewiatan – symbol współczesnej, putinowskiej Rosji. Jednakże na plaży dostrzec możemy ogromny szkielet innego wieloryba. Przekaz jest jasny – jednego Lewiatana zastępuje drugi; po rozpadzie ZSRR sowiecki totalitaryzm zostaje zastąpiony autorytaryzmem. Film nie ukazuje walki Koli z władzą podległą Putinowi, który jest tylko uosobieniem kolejnego Lewiatana – on ukazuje odwieczną walkę jednostki z ogromnym, bezlitosnym aparatem zła, ze wszelkim istniejącym cierpieniem. I nie jest to walka heroiczna, jak to bywa w filmach typowych dla twórców z Zachodu, w których protagonista przegrywa, ale przecież odnosi moralne zwycięstwo. To beznadziejna walka człowieka słabego, z góry skazanego na klęskę, ponieważ po każdym potworze pojawi się kolejny. Aby dokładniej zrozumieć ten przekaz Zwiagincewa, trzeba pojąć symbolikę Lewiatana w Starym Testamencie – jest to w końcu reżyser, który do motywów biblijnych sięga niezwykle często.

Lewiatan w Piśmie Świętym oznacza morskiego potwora, który panował pod wodą – to właśnie tam miał żyć, przyczajony, niezwyciężony przez człowieka. Warto zwrócić na to uwagę, ponieważ to właśnie dlatego film zaczyna się i kończy długim, wystudiowanym ujęciem na morze (przy akompaniamencie cudownej muzyki Philipa Glassa) i to właśnie nad morzem, na krawędzi klifu, stoi Lila – żona Koli – rozmyślając w rozpaczy nad popełnieniem samobójstwa. Zdjęcia morza nie tylko więc dodają więcej szarości i zimna do barwy filmu, ale i nasuwają skojarzenia z biblijnym Lewiatanem.

Księgą Starego Testamentu, w której najczęściej występuje symbol Lewiatana, jest księga Hioba. To właśnie jej fragment cytuje miejscowy ksiądz. Zapytany przez Kolę: „No i gdzie twój Bóg miłosierny?”, duchowny odpowiada:

Czy Lewiatana chwycisz na wędkę, lub sznurem wyciągniesz mu język,
czy przeciągniesz mu powróz przez nozdrza, a szczękę hakiem przewiercisz?

Cytat ten nie jest przypadkowy, bowiem historia Koli jest niczym innym jak współczesną wersją przypowieści o Hiobie. Główny bohater jest człowiekiem niewinnym, który niesprawiedliwie traci wszystko – dom, żonę, syna, a na końcu… wolność. I zupełnie tak jak Hiob, zwraca się z rozpaczliwym pytaniem „czemu, Panie?”. Różnica jest jednak taka, że Koli Bóg się nie objawia, nie odpowiada na jego zawołanie. Pytanie trafia w metafizyczną pustkę, a zamiast zadośćuczynienia za krzywdy mamy apokaliptyczny obraz niszczonego domu. Można powiedzieć, że Zwiagincew w jakimś sensie rzuca oskarżenie przeciwko Bogu. Dowodem mogą być długie ujęcia na wyrzeźbioną twarz Chrystusa (z nasuwającym się niemym pytaniem: „Jak możesz na to pozwalać?”) czy dwie analogiczne sceny – jedna przedstawiająca mszę w nowo wybudowanej, pełnej przepychu cerkwi, w której uczestniczą w przeważającej części bogaci politycy (ze skorumpowanym merem na czele); druga zaś przedstawiająca wieczorne popijawy miejscowych chłopaków przy ognisku – także w cerkwi, ale starej i zrujnowanej, w której Boga już nie ma.

Jest tak, ponieważ świat „Lewiatana” jest światem, w którym Bóg opuścił biednych, samotnych, słabych, skazanych na klęskę. Jest światem, w którym słowa „prawda” czy „sprawiedliwość” nic już nie znaczą, a rację zawsze ma silniejszy. Bohaterowie filmu Zwiagincewa, pozostawieni sami sobie, rozpaczliwie walczą, nie wierząc zarazem w sens tej walki.

Nie otrzymawszy odpowiedzi na rozpaczliwe : „Czemu?”, jedyne, co pozostaje, to wypić kolejny kieliszek. Jak Kola, który w jednej z ostatnich scen mówi zrezygnowany do sklepowej sprzedawczyni: „Wódki. A co innego?”.