dwutygodnik internetowy
14.05.2012
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

LemON, czyli łemkowski cud

Śpiewając po łemkowsku i wykorzystując motywy klasyczne dla zbiegu kultur, aranżują całość w sposób nadający jej nowoczesnego sznytu i artystycznej maestrii.

Tak zwane „talent shows” zwykle nie podnoszą mi napięcia ani nie wzbudzają we mnie wielkich emocji. Nieczęsto zdarza się, by występujący w podobnym programie piosenkarz czy zespół rzeczywiście osiągnął sukces. Jeśli pominąć dawne dzieje i garstkę artystów, którzy wybili się na niedawno zdjętej z anteny „Szansie na sukces”, jedynym wyrazistym wyjątkiem od tej reguły jest zespół Enej, który, po wygraniu pierwszej edycji „Must be the music. Tylko muzyka”, zdobył serca słuchaczy piosenką „Radio Hello”.

Programy typu „Mam Talent” czy „X Factor” oglądam więc zwykle dla odpoczynku, gdy zmęczony umysł nie jest w stanie przyswajać czegoś bardziej wyrafinowanego. Wszakże oglądam ludzi, którzy może i nieźle śpiewają, ale na ogół nie mają własnego repertuaru i szybko znikną z pamięci. Z podobnego stuporu wybiła mnie jednak tegoroczna edycja polsatowskiego show „MBTM”. Nie tylko dlatego, że występowała w nim niezwykła kapela Chłopcy kontra Basia. Przede wszystkim dlatego, że występował w niej zespół LemON, któremu, wbrew flegmatycznemu podejściu do zjawiska „talent shows”, kibicowałem z całego serca.

 

Gdy dwóch braci, Łemków, z których jeden śpiewa i gra na fortepianie, a drugi na gitarze, postanowiło spróbować swoich sił w „Must be the music. Tylko muzyka” pewnie nie spodziewali się tego, co nastąpi. Kiedy przeszli przez pierwszy etap eliminacji, postanowili skrzyknąć jeszcze paru muzyków: skrzypka, perkusistę i basistę, tworząc zespół w zasadzie na potrzeby programu. Swoją debiutancką kompozycję, „Litaj Ptaszko”, zagrali w tym składzie po raz pierwszy dopiero na castingu. Przez resztę programu przeszli jednak jak burza, tworząc zespół zgrany, świadomy swojej drogi, kompozycyjnie i wykonawczo znakomity. Jeszcze w półfinale jury (w składzie muzycznie nie byle jakim, bo zasiadają w nim: Kora, Ela Zapendowska, Adam Sztaba i Łozo) wieszczyło im zwycięstwo w całym show, a Adam Sztaba, kompozytor, dyrygent i aranżer, przekonywał, że lepszej kompozycji w ciągu trzech edycji show nie słyszał. W finale jurorzy swoje wsparcie wyrażali już zupełnie bezkompromisowo, jednomyślnie i otwarcie: apelowali do narodu, mówili, że czegoś takiego potrzeba polskiej muzyce, wyrażali miłość.

Czym się jednak tak zachwycać? LemON to zespół łemkowsko-ukraińsko-polski, tworzący muzykę unikatową. Oto, śpiewając po łemkowsku i wykorzystując motywy klasyczne dla zbiegu tych kultur, aranżują całość w sposób nadający jej nowoczesnego sznytu i artystycznej maestrii. Perkusja i gitary elektryczne, skrzypce i delikatny fortepian, a to wszystko okraszone hipnotyzującym głosem wokalisty zespołu, który, jak sam mówi, za dziewczynę wybrał sobie muzykę.

 

To nie jest folklor, choć z folkloru po części czerpie. To nie jest sentymentalna podróż w przeszłość, choć przeszłość przywołuje. To nie jest rock, choć i wokalista umie porządnie krzyknąć, i gitary dodać mocy. To nie jest muzyka łatwa, choć trafia, jak się okazuje, do bardzo szerokiej publiczności.

To, że takiego rozumienia kultury unikalnej, ludowej, dziedzictwa lokalnego, jakie prezentuje LemON czy Chłopcy Kontra Basia, nam brakuje, uwydatniła dyskusja wokół hymnu polskiej reprezentacji na Euro. Trzeba bowiem przyznać (choć w przypadku utworu o takim przeznaczeniu trudno to uznać za zarzut), że „uwspółcześnienie” piosenki zespołu Jarzębina zostało wykonane tandetnie. Z drugiej jednak strony alergiczna reakcja, z jaką spotkała się ta wpadająca w ucho przyśpiewka, pokazuje, że mamy chyba poważny problem ze słowami „lokalność” czy „folklor”, po prostu się ich wstydzimy.

 

Sposób na to, by nie być hermetycznym (niby Zespół Pieśni i Tańca „Mazowsze”), a jednocześnie nie dać się uwieść prostemu (by nie powiedzieć prostackiemu) uwspółcześnianiu ludowego motywu przez dodanie do niego elektronicznego podkładu; jak trafić z czymś wyjątkowym i niepowtarzalnym do wielu słuchaczy, pokazuje właśnie LemON. I gdy słucham tych trzech kompozycji, które stworzyli od założenia zespołu, nie mogę doczekać się tylko dwóch chwil: tej, gdy wysłucham stworzonej przez nich płyty, oraz tej, gdy pójdę na ich koncert. Co i Tobie, słuchaczu, polecam.
 

 

  • Merida

    Ja również wyczekuję płyty LemON-a … wstyd się przyznać ale od lat nie kupiłam oryginalnej płyty ale teraz to nadrobię, mam w planach kupić kilka płyt i obdarować nimi moich “zakochanych” w LemON-ie przyjaciół i rodzinę. Trzymamy kciuki za LemON od początku – czyli od “objawienia” w polsatowskim MBTM. Grają i śpiewają cudnie, a poza tym wokalista jest przemkowianinem, więc cały Przemków zwiera szyki by wspomóc młodego artystę, który nie wstydzi się swoich korzeni.