dwutygodnik internetowy
27.01.2014
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Lars von Trier. Nimfomanka cz. II

W „Nimfomance” von Trier mówi, że zachodnie społeczeństwo jest pełne hipokryzji i tchórzostwa. Gdy tylko boi się jakiegoś słowa, zostaje ono zakazane pod pozorem politycznej poprawności.

Z powrotem do “Nimfomanki” Larsa von Triera nie ma żadnego problemu. Film zaczynamy od kolejnego ujęcia sceny kończącej część pierwszą. Jednocześnie jednak zmienia się bardzo dużo. Po pierwsze, Joe starzeje się, więc młodziutką Stacy Martin zastępuje Charlotte Gainsbourg. Po drugie, zupełnie zmienia się tonacja filmu. W pierwszej części było wiele scen groteskowych oraz komediowych, nastrój (poza fragmentem, kiedy umarł ojciec Joe) był też znacznie luźniejszy. Teraz jednak kierujemy się ku coraz większej powadze i dramatyzmowi. Oczywiście zdarzają się wciąż momenty bardzo zabawne – jak scena z dwoma Afroamerykaninami, z którymi Joe chciała uprawiać seks, ale im dalej, tym śmiech coraz bardziej grzęźnie w gardle. Zmiana ta, chociaż stopniowana, sprawia jednak, że widz czuje się dość dziwnie i nieswojo. Odbiór spowodowany jest w głównej mierze przez podział filmu na dwie części – nie mam wątpliwości, że oglądane jednym ciągiem, zostaną przyswojone znacznie łatwiej.

Von Trier prowadzi nas przez kolejne opowieści Joe, dodając jednak trochę nowych rzeczy. Dowiemy się chociażby więcej o samym Seligmanie, zrozumiemy dlaczego jest najlepszą osobą do wysłuchania historii, jej najlepszym sędzią. Są tu również nawiązania – na przykład do wcześniejszego filmu Duńczyka, „Antychryst”, oraz do tego, co przytrafiło mu się w Cannes. Gdy podczas konferencji prasowej pozwolił sobie na żart związany z Hitlerem, został wyrzucony z festiwalu. W „Nimfomance” von Trier komentuje to, mówiąc, iż zachodnie społeczeństwo jest pełne hipokryzji i tchórzostwa. Gdy tylko boi się jakiegoś słowa, zostaje ono zakazane pod pozorem politycznej poprawności. Generalnie w filmie kontynuujemy próbę zrozumienia Joe, dzięki czemu mamy okazję jeszcze więcej zastanawiać się nad sytuacją kobiet, o tym jak są traktowane, jak się o nich myśli. Ciężej jest jej jednak współczuć, a przynajmniej mi coraz mniej podobało się to, co robiła. Są tu też momenty dość nieprzyjemne, bo brutalne, nakręcone naturalistycznie. Przemoc jednak jest też psychiczna, czego przykładem jedna z ostatnich scen, z której dowiadujemy się, kto pobił Joe.

Wszystko to prowadzi do finału, w którym Seligman wygłasza przemowę podsumowującą wprost wszystko, o czym chciał powiedzieć von Trier. W pierwszej chwili byłem mocno zawiedziony, zdawało mi się, że reżyser traktuje widza jak idiotę, któremu trzeba wytłumaczyć, o co chodziło. Na szczęście zaraz później zostało to rozbrojone ironią Joe. Nie sposób napisać więcej, bez zdradzania zakończenia. Dość powiedzieć, że to, co dzieje się tuż przed napisami jest szalenie kontrowersyjne – wielu osobom taki obrót spraw się bardzo nie spodoba. A i ja im dłużej o tym myślę, tym bardziej przekonuję się do tego, że zakończenie jest złe, bo zbyt przewidywalne, zbyt banalne i zbyt oczywiste.

W jakiś sposób druga część „Nimfomanki” jest rozczarowująca. Może wynika to z tego, że spodziewałem się czegoś trochę innego? Może miałem zbyt wygórowane oczekiwania po pierwszym, znakomitym epizodzie? Może von Trier po prostu nie poradził sobie z całą historią? A może wynika to z tego, że „Nimfomankę” ogląda się w dwóch częściach? Tak czy siak, trzeba będzie obejrzeć trwającą pięć i pół godziny wersję reżyserską. Może wtedy będzie wiadomo, czy von Trier nakręcił film wielki, czy zmarnował potencjał, który miał w rękach.