dwutygodnik internetowy
30.01.2012
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Kult łatwości

Bożkiem dzisiejszego człowieka stała się łatwość. Jest takie powiedzenie, że Amerykanie gotowi są zapracować się „na śmierć”, aby tylko trochę ułatwić sobie życie. Ten kult, imperatyw łatwości w niewidoczny i podstępny sposób przenika naszą kulturę. W rezultacie przewraca cały nasz system wartości, zmienia sposób spędzania czasu, zmienia nasz stosunek do innych ludzi, a w końcu nas unieszczęśliwia. „Łatwość” bowiem nie jest wartością, ale jedynie właściwością, przypadłością wykonywanych przez nas czynności.

Bożkiem dzisiejszego człowieka stała się łatwość. Jest takie powiedzenie, że Amerykanie gotowi są zapracować się „na śmierć”, aby tylko trochę ułatwić sobie życie. Ten kult, imperatyw łatwości w niewidoczny i podstępny sposób przenika naszą kulturę. W rezultacie przewraca cały nasz system wartości, zmienia sposób spędzania czasu, zmienia nasz stosunek do innych ludzi, a w końcu nas unieszczęśliwia. „Łatwość” bowiem nie jest wartością, ale jedynie właściwością, przypadłością wykonywanych przez nas czynności. To, że coś nie sprawia nam trudności, nie zmienia wartości naszego czynu. Na ogół jednak to, co osiągamy z łatwością, jest błahe, pozbawione waloru, banalne.

W przeszłości ludzie lepiej to rozumieli i czuli, że warto się trudzić, by osiągnąć cel. W dzisiejszych czasach świat uważa wysiłek, trud, żmudne pokonywanie oporu za dowód zacofania, za przeżytek niegodny współczesnego człowieka. Żyjemy w czasach powierzchownych, łatwych kontaktów, barów szybkiej obsługi, w czasach jednorazowych talerzy i jednorazowych znajomości, jedzenia w puszkach, zup w proszku, kawy instant, sztucznych tkanin, seriali, reprodukcji i komiksów. Wszystko stało się powtarzalne. Zapewne tendencja ta zaczęła się już nasilać wraz z wprowadzeniem taśmowej produkcji, mechanizacji, która wyparła rzemiosło, zdehumanizowała ludzką pracę a jej produkt pozbawiła cech indywidualnych.

A przecież to, co naprawdę wartościowe, nigdy nie przychodzi bez wysiłku. Przeciwnie – to, co naprawdę cenne i piękne, wymaga wyrzeczeń, zdobywamy to z trudem a nawet za cenę cierpienia. Dzieje się tak zapewne dlatego, że rzeczy cenne i piękne są z definicji wyjątkowe, nadzwyczajne, niepowtarzalne. Dlatego musimy ich szukać odrzucając to, co bezwartościowe, łatwe, tuzinkowe. Ale te rzeczy łatwe, tanie, przyjemne osaczają nas, otaczają nas, są wszechobecne i bliskie właśnie przez swoją banalność, powtarzalność.

Wszechobecności łatwizny towarzyszy też złudzenie, że to, co jest tak łatwo dostępne, jest również mało ważne, nie podlega osądowi moralnemu, że jest moralnie obojętną igraszką. Dlatego rzeczy łatwe mamią nas często przez swoją pozorną nieszkodliwość. Być może błahość tych błyskotek pozwala nam nie dostrzegać, zakłamywać zło, które w sobie noszą. W pewnym sensie łatwiej jest dostrzec zło wielkie, zło oczywiste a trudniej dostrzec to małe, przewrotne zło czające się w małych kompromisach, małych nieuczciwościach, małych kłamstwach. To właśnie powoduje, że tak trudno jest odrzucić te pozorne niewinne przyzwyczajenia, przyjemności, które zawracają nas z drogi, które zabijają nasz czas. Tak trudno jest zrezygnować z wygody, z różnych „skarbów”, które gromadzimy a które niepostrzeżenie stają się naszymi właścicielami.

Jezus przestrzegał, że bogaczowi trudno jest przejść przez bramę niebieską a my stajemy się bogaczami przywiązując się do tego, co zdobyliśmy, stajemy się bogaczami lokując nasze pragnienia w dobrach tego świata, nawet wtedy, gdy pragniemy pozornie niewiele. Gdyż bogacz to ten, kto jest niewolnikiem dóbr, które – jak sądzi – posiada. Bogacz z definicji pragnie posiadać rzeczy, i to rzeczy, które są obiektem pożądania dla innych. Jeżeli pragnienie takie – pragnienie posiadania, pragnienie używania, pragnienie przyjemności – jeśli ono właśnie stanie się motorem naszego życia, jeżeli zawładnie ono naszą wolą, to wkrótce staniemy się niewolnikami tego pragnienia, przemieni ono nasze serce, zaćmi nasze oczy, zwiąże nasze dłonie. To pragnienie, znajdujące potwierdzenie w tym, co nam proponują media, reklama, kultura “masowa”, jest dla nas fałszywym zwierciadłem, w którym odbija się świat, to pragnienie staje się fałszywą wagą, na której ważymy nasze uczynki, triumfy i niepowodzenia. Jeśli przyjmiemy za rzeczy godne pożądania to, co nam dyktuje świat, to być może będziemy odnosili sukcesy, lecz nasze działania nie przybliżą nas do tego, co jest prawdziwym celem życia człowieka, do tego, co jest naszym powołaniem, nie przybliżą nas do życia w Bogu.

Dlatego łatwość, atrybut wielu rzeczy i działań, powinna być dla nas pewnego rodzaju ostrzegawczym sygnałem, czerwonym światłem zachęcającym do zastanowienia się, do refleksji, do pytania o prawdziwą wartość tego, co przychodzi z taką „łatwością”. Często rezygnacja z błyskotek, które pochłaniają tyle naszej energii, pozwala dostrzec to, co naprawdę jest warte zachodu, daje szansę by odnaleźć radość w trudzie