dwutygodnik internetowy
3.10.2016
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Krajobraz rusza w Polskę

– Mając podstawowy kapitał kulturowy i jadąc do małej miejscowości w Polsce, możemy wiele z niej wyczytać, wniknąć w nią i spróbować zrozumieć. Za granicą wymaga to dużo większego nakładu pracy – mówi Janek Wiśniewski, jeden z założycieli Towarzystwa Krajoznawczego Krajobraz.

 

logo: zespół wespół, fot.: Tomek Kaczor

logo: zespół wespół, fot.: Tomek Kaczor

Mieli już dość narzekania na to, jak brzydko i nieciekawe jest w Polsce. Wykonują różne zawody: jest wśród nich fotograf, grafik komputerowy, animator kultury, psycholożka, filmowiec, socjolog, dziennikarka. Pracują w budżetówce, sektorze prywatnym i w NGO. Są z Warszawy. Ale tak naprawdę bardziej interesuje ich to, jak Polska wygląda poza nią i poza dużymi ośrodkami. W swojej pracy często odwiedzają i wspierają małe miejscowości – współpracują z domami kultury, bibliotekami i lokalnymi stowarzyszeniami. Wraz z mieszkańcami projektują mapy, szlaki turystyczne czy strony internetowe opowiadające o ich miejscowościach. Organizują też nietypowe wycieczki i mikro-wyprawy.

– Zebraliśmy grupę podobnie myślących ludzi i założyliśmy Towarzystwo Krajoznawcze Krajobraz. Początkowo rozwijaliśmy nasze przedsięwzięcie w Pracowni Badań i Innowacji „Stocznia”. Samodzielnie działamy od roku. Naszą misją jest reaktywowanie w Polsce zapomnianej idei krajoznawstwa. Chodzi nam o to, żeby ludzie na nowo odkrywali kulturę i historię miejsc w których żyją – wyjaśnia Jan Mencwel, jeden z założycieli.

fot.: Tomek Kaczor

fot.: Tomek Kaczor

fot.: Tomek Kaczor

fot.: Tomek Kaczor

Wiosną tego roku dostali dotację z Muzeum Historii Polski na projekt Muzeum Migracji. Kupili starą przyczepę kempingową kultowej marki „Niewiadów” i chcieli ją przerobić na mobilne muzeum – przestrzeń ekspozycyjną, która służy do opowiadania mikro-historii. Tworzą ją z myślą o mieszkańcach małych miejscowości, którzy pasjonują się historią swoich miejsc, kolekcjonują przedmioty, fotografie, wspomnienia, ale ze względu na brak miejsca nie mają jak zaprezentować innym tego, co robią. Pomysł był taki, aby ruszyć z przyczepą wzdłuż północno-zachodniej granicy Polski i poznać mikro-historie dotyczące powojennych przesiedleń i polskiego osadnictwa na terenach włączonych do Polski po II wojnie światowej (tak zwanych „Ziemiach Odzyskanych”).

– Dlaczego przyczepa? – odpowiada na pytanie Jan Mencwel – Miałem wrażenie, że aby zainteresować tematem zbierania historii musimy użyć jakiegoś niecodziennego gadżetu, który przyciągnie uwagę. Dawna „zapiekanka” wydawała się do tego celu idealna. Dodatkowo interesował też mnie sposób w jaki przebudujemy ją na mobilne muzeum.

Pieniądze na remont przyczepy zgromadzili dzięki akcji crowdfoundingowej. Prace wykonała Pracownia Tryktrak wraz z członkami Towarzystwa według projektu studia graficznego zespół wespół. W połowie sierpnia przyczepa wyruszyła do Białej Piskiej na Mazurach, pierwszej z pięciu miejscowości na trasie.

– Pracowaliśmy warsztatowo z dziećmi w wieku od sześciu do dwunastu lat i równolegle robiliśmy wywiady z mieszkańcami. Następnie na ich podstawie zrobiliśmy spacer po miejscowości, infografikę dotyczącą migracji oraz wystawę pocztówek. Okazało się, że w Białej Piskiej została przerwana ciągłość historyczna, symbole i miejsca sprzed 1945 roku są niszczone lub odrzucane – wyjaśnia Michalina Izert, która wraz z Łukaszem Izertem działała na Mazurach.

fot.: Tomek Kaczor

fot.: Tomek Kaczor

fot.: Tomek Kaczor

fot.: Tomek Kaczor

Następnym postojem dla Muzeum było Lisewo Malborskie na Żuławach Wiślanych. – Tutaj pracowaliśmy z młodzieżą, która na wszystkie dni pracy z nami została zwolniona ze szkoły. Przeprowadzaliśmy razem z nimi wywiady ze starszymi mieszkańcami. Mieliśmy też wejście do regionalnej zamkniętej izby, poszliśmy tam z dzieciakami, wybieraliśmy każdy przedmiot, oglądaliśmy go wspólnie. Potem przedmioty zostały połączone z opowieściami i stały się treścią wystawy zorganizowanej we wnętrzu przyczepy – wyjaśnia Jan Mencwel, który wraz z Janem Wiśniewskim działał w Lisewie Malborskim.

Muzeum czeka jeszcze podróż na zachód do Czarnocina, Kotli i Wałbrzycha. Tymczasem równolegle z wędrówkami po Polsce członkowie Krajobrazu nieustannie podróżują w okolicach Warszawy.

fot.: Tomek Kaczor

fot.: Tomek Kaczor

Pierwsza kategoria krajobrazowych okołowarszawskich podróży dotyczy przewodnika po dojazdowych liniach kolejowych do Warszawy. Dotychczas odbyło się osiem wycieczek różnymi liniami dojazdowymi pod hasłem „Po kolei”. Odwiedzono Podkowę Leśną, Milanówek i Tworki, gdzie mimo remontów uczestników dowiozła WKD. Potem dzięki Kolejom Mazowieckim dotarli do Modlina i Pomiechówka, a także Wołomina, Tłuszcza, Urli i Łochowa oraz Sulejówka, Dębe Wielkiego, Grodziska i Cegłowa. SKM dojechali do Falenicy, Otwocka i Kołbieli. – Wymarzyliśmy sobie, że forma przewodnika to jest coś, co Krajobraz chciałby robić – wyjaśnia Jan Wiśniewski, koordynator działań. – Łamiemy stereotyp, że Mazowsze jest nudne i pokazujemy, w jaki sposób kolej wpływała na rozwój miast. Z jednej strony mamy na przykład Tłuszcz, który był stacją przesiadkowo-przeładunkową jeszcze w czasach kolei wileńsko-petersburskiej, oraz Podkowę Leśną, czyli inteligenckie osiedle, które powstało, bo postanowiono tam wtedy ekstrawagancko poprowadzić WKD.

W sumie na liście odwiedzonych miejsc znalazło się ponad dwadzieścia miejscowości. W wycieczkach wzięła udział grupa piętnastu wolontariuszy w różnym wieku. Uczestnicy spotykali się w miejscowościach z przedstawicielami lokalnych organizacji pozarządowych, odwiedzali regionalne muzea, poszukiwali nowej tożsamości miejsc. Na jesieni będą mieć szansę współtworzenia przewodnika. – Spotkaliśmy całą rzesze ludzi, którzy oprowadzili nas po swoich miejscowościach i nie chcieli za to ani złotówki – wyjaśnia Janek. – Bardzo zapadła mi w pamięć historia jedwabników w Milanówku. W okresie międzywojennym Henryk Witaczek wymyślił sobie, że będzie tu hodował jedwabniki. Wybudował zakłady, które do lat 90. świetnie prosperowały. Jedwabniki jedzą tylko drzewo z morwy, więc mieszkańcy zaczęli sadzić w ogródkach drzewa morwowe, żeby sprzedawać te liście do fabryk. Drzewa do dziś dnia stoją, a historią fabryki zajmuje się Stowarzyszenie Muzeum Jedwabnictwa Milanowskiego.

Innym rodzajem podróżowania po okolicach Warszawy była seria miejskich ekspedycji towarzyszących zakończonej w sierpniu wystawie w Zachęcie „Podróżnicy”. Przewodnikami byli członkowie Krajobrazu. Odbyła się wyprawa kajakowa w nieznane, podróż do źródeł Kanału Bródnowskiego, a także rowerowa ekspedycja wokół wulkanu Radiowo i mikrowyprawa na południowy biegun Warszawy.

Przewodnik po liniach dojazdowych ukaże się pod koniec roku. Na wtedy też planowane jest podsumowanie podróży Muzeum Migracji.