dwutygodnik internetowy
30.01.2017
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Kościół tragicznie niekonsekwentny

Wydaje się, że duszpasterstwo zarażonych ksenofobią opiera się na przekonywaniu ich, że w Kościele znajdą swoje miejsce, zamiast na nakierowywaniu wypaczonego myślenia na ewangeliczne tory. Z początkiem stycznia na Jasną Górę znów dotarła „Patriotyczna Pielgrzymka Kibiców”. Nikomu nie przeszkadzały sprzeczne z nauką Kościoła szaliki z napisem „Śmierć wrogom Ojczyzny”.

Ilustr.: Dominika Hoyle

ilustr.: Dominika Hoyle

Najpierw był Ełk. W mieście niepokój wyczuwano od dawna. Pracownicy tamtejszych barów z kebabem niejednokrotnie doświadczali zniewag na tle religijnym i etnicznym. Napięcie rosło. Aż do sylwestrowej nocy, kiedy z rąk obsługi jednego z barów w wyniku trzech zadanych nożem ciosów zginął młody mężczyzna.

Szczegóły zajść będziemy jeszcze poznawać. Intencją sprawców nie musiało być zabójstwo. Zadecydował cios, w rezultacie którego nóż wbił się w serce tylko koniuszkiem. A jednak. Człowiek zabił człowieka. Czyn zbrodniczy i nieusprawiedliwiony. Niemniej trzeba pamiętać, co leżało u jego podstaw. Nienawiść, jakiej ofiarami byli sprawcy. To nękanie o podłożu ksenofobicznym miało sprawić, że nie wytrzymali presji.

Tragiczna śmierć dwudziestojednoletniego Daniela nie owocowała otrzeźwieniem. Przeciwnie – wyzwoliła lawinę negatywnych emocji. W gwarze rasistowskich haseł doszczętnie zniszczono bar i zaatakowano policję. Następnie próba spalenia mieszkania właściciela baru, demolowanie mienia należącego do rodziny sprawcy… W mieście próżno było szukać ciszy i zadumy, których dopominała się tragiczna śmierć. Zamiast tego cała Polska zobaczyła zadymę, widowisko i usłyszała wyrok: wszystkiemu winni islamscy imigranci.

Bez kropki nad „i”

Skoro znamy winnego, pora na karę. W ten sposób lawina rozprzestrzeniła się na inne miasta, z których docierały kolejne sygnały o atakach na cudzoziemców i prowadzone przez nich punkty gastronomiczne. Jak te o podpaleniu baru prowadzonego przez Egipcjanina czy wybiciu szyby w lokalu należącym do Kurda – obu zlokalizowanych w pobliżu miejsca, w którym mieszkam.

Na szczęście nie zabrakło dobrych reakcji. W odpowiedzi na akcję narodowców nawołujących do bojkotu w całej Polsce barów z kuchnią arabską wiele osób ruszyło do kebabów, by finansowo i duchowo wesprzeć napiętnowanych obcokrajowców prowadzących podobne biznesy. Biskup ełcki podczas mszy w katedrze przypomniał niedawne słowa papieża Franciszka o tym, że „wszyscy możemy być twórcami pokoju”. Zaapelował o opanowanie i nieszukanie zemsty, bo „droga przemocy, agresji to nie jest droga chrześcijanina”.

Na stronie ełckiej kurii próżno jednak szukać odniesień do sytuacji w mieście. Choć wiele tam relacji z licznych na terenie diecezji Orszaków Trzech Króli, upamiętniających przecież misję przedstawicieli różnych ras i kultur. Pośród nich jedynie zadziwiające oświadczenie:

„«Niech miłość i wyrzeczenie się przemocy inspirują sposób, w jaki traktujemy siebie nawzajem».

/Papież Franciszek/

W związku z pojawieniem się w mediach społecznościowych informacji o rzekomym organizowaniu przez jedną z ełckich parafii rzymsko-katolickich marszu popierającego ludność muzułmańską na terenie miasta Ełku, pragniemy poinformować, że taki fakt nie miał miejsca, a ta informacja jest jedynie poszlaką.

Wszystkich zapewniamy o modlitwie.

Ełcka Kuria Diecezjalna”.

Opinia publiczna nie usłyszała wyraźnego głosu żadnego z czołowych hierarchów w Polsce, tak przecież w tej sytuacji potrzebnego i przez wielu wyczekiwanego. W obliczu rozprzestrzeniających się antymuzułmańskich nastrojów, za którymi idą czyny przywołujące skojarzenia z wydarzeniami lat 30. XX wieku, tego głosu zabraknąć nie może.

„Aprobata dla tego typu myślenia nie tylko jest niewłaściwa, ale wręcz heretycka – tak nie może być. To odciąga od tego, co jest istotą chrześcijaństwa” – powiedział podczas ostatniego Forum Ekonomicznego w Krynicy Prymas Polski abp Wojciech Polak. Wypowiedź prymasa na temat nacjonalizmu, jako rzadka i uchodząca za radykalną, odbiła się szerokim echem. „W Polsce doszedł do głosu chory nacjonalizm, który uważa, że szacunek dla kraju wyraża się w nienawiści do obcych. To ludzie, którzy zagubili swoją tożsamość”. To już słowa przewodniczącego episkopatu abpa Stanisława Gądeckiego sprzed roku, wygłoszone na spotkaniu z Rzecznikiem Praw Obywatelskich i osobami zaangażowanymi w pomoc potrzebującym.

Tego rodzaju wystąpień szukać musimy w archiwach. Słowa, które warto, by wybrzmiały w tej konkretnej sytuacji, padły jednak w niezrozumiałych okolicznościach i nie były skierowane do szerokiego grona odbiorców. Krytyce nacjonalizmu i jego pochodnych nie towarzyszy w episkopacie przemyślana strategia komunikacyjna. Trudno pojąć, dlaczego ważne słowa prymasa padają w otoczeniu elit gospodarczych, natomiast głos abpa Gądeckiego prostuje późniejsze oświadczenie rzecznika kurii, który ogłasza, że słowa nie miały wyciec do mediów, zostały wyrwane z kontekstu i niewłaściwie zrozumiane.

Pogłaskać po głowie

Ważne narzędzie dotarcia pod strzechy w postaci listu pasterskiego często wykorzystywane jest nieumiejętnie i w sprawach niższej rangi. Razi nieatrakcyjnością języka, a czasem zbytnim zaangażowaniem w sprawy polityczne. Wartościowy i potrzebny list biskupów w pięćdziesiątą rocznicę deklaracji „Nostra Aetate”, mówiący o potrzebie dialogu i tolerancji, nie został przedłożony parafiom do publicznego odczytu, przez co stracił moc dotarcia ze swoim przesłaniem do każdego zakątka Polski. W sprawie wydarzeń ełckich i ich ogólnopolskiego pokłosia listu zabrakło.

Wydaje się, że duszpasterstwo zarażonych ksenofobią opiera się na przekonywaniu ich, że w Kościele znajdą swoje miejsce, zamiast na nakierowywaniu wypaczonego myślenia na ewangeliczne tory. Z początkiem stycznia na Jasną Górę znów dotarła „Patriotyczna Pielgrzymka Kibiców”. Przewodniczący modlitwie kapłan wpisywał się w prawicowy nurt myślenia o świecie. Nikomu nie przeszkadzały sprzeczne z nauką Kościoła szaliki z napisem „Śmierć wrogom Ojczyzny”. Zatrzymać w Kościele. Pogłaskać po głowie, poklepać po plecach i niech idą dalej, przekonani, że robią dobrze.

Potrzeba, by z Kościoła wyszedł głośny i odważny głos: powołaniem chrześcijan jest zaprowadzanie pokoju. „Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi”, jak słyszeliśmy w Ewangelii czytanej w ostatnią niedzielę. Nie jest zaprowadzaniem pokoju myślenie budowane na rasizmie, ksenofobii czy islamofobii. Nie są budowaniem pokoju idące za tym czyny skierowane przeciwko bliźniemu. Nie jest zaprowadzaniem pokoju porządkowanie świata drogą odwetu, samosądu, z pominięciem prawa stanowionego i Prawa Bożego. Nie ma nic wspólnego z wprowadzaniem pokoju generalizacja. Wyznawane, głoszone, powielane i kształtujące nienawiść myśli i czynów przekonanie, że muzułmanin = terrorysta.

Rzeczywistość uczy nas, że niedostateczna edukacja to także niedostateczne edukowanie przez Kościół. Przepowiadanie to ciągłe przypominanie. Praca u podstaw. “Edukowanie ludzi to bardzo długi proces. Budowanie pokojowego świata to nie przyrządzanie kawy rozpuszczalnej. To o wiele bardziej złożona kwestia.

Jeżeli naprawdę chcemy pójść za radą papieża Franciszka (i ogólnochrześcijańskim przesłaniem zaprowadzania pokoju – dopisek odautorski), to bardziej niż kiedykolwiek potrzebujemy rozwinąć w sobie tę rzadką i wymagającą w dzisiejszym zabieganym świecie cnotę: cierpliwości, konsekwencji i myślenia długoterminowego. Mówię tu o prawdziwej rewolucji kulturowej. Jest to całkowite przeciwieństwo świata, w którym rzeczy zaczynają się starzeć, zanim się jeszcze narodzą.

Zatem: cierpliwości! Skupmy się na celach długoterminowych. Spoglądajmy w stronę światła w tunelu, niezależnie od tego, jak dalekie nam się ono wydaje”. O tym nam, chrześcijanom, na kilka miesięcy przed śmiercią przypominał w Asyżu Zygmunt Bauman. Budujmy kulturę szacunku i czekajmy na plony, które muszą przyjść.