dwutygodnik internetowy
11.03.2013
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Kościół mój widzę zielony

Czy „kościelna ekologia” to domena lewicy, czy prawicy? Kościół wskazuje odpowiedzialność za Ziemię jako istotne zagadnienie dla każdego chrześcijanina i obowiązek płynący z wiary. Warto o tym przypominać tym, którzy jakiekolwiek napomknięcie o kwestiach ekologicznych traktują jako wyraz niepożądanego „lewactwa”.

Ilustr.: Olga Micińska

W styczniu bieżącego roku nastąpiło wydarzenie bez precedensu w polskim Kościele: Kościół katolicki oraz Kościoły zrzeszone w Polskiej Radzie Ekumenicznej wydały wspólny Apel o Ochronę Stworzenia. Jest to dopiero drugie wspólne wystąpienie polskich Kościołów w konkretnej sprawie.

 

Apel ten porusza wiele kwestii, wobec czego warto zapoznać się z oryginałem. Odwołuje się do biblijnych źródeł i podkreśla wagę działań proekologicznych, nie tylko ze strony działaczy zaangażowanych w ochronę środowiska, ale wszystkich ludzi oraz władz. Podnosi problem odpadów, ochrony lasów oraz zagrożonych gatunków, stosowania technologii ekologicznych i ochrony zasobów morskich. Nawołuje do unikania nadmiernej konsumpcji i do „mądrej ascezy”.

Można żałować, że autorzy apelu nie odnieśli się do jeszcze kilku spraw. Pierwszą z nich są zmiany klimatu – problem przez wielu słabo poznany, a przez rozmaitej maści szarlatanów wręcz negowany. Druga to ochrona dzikiej przyrody. W apelu nie poruszono też problemu stosunku do innych, niż człowiek, stworzeń. Choć nie należy utożsamiać działalności ruchów prozwierzęcych i proekologicznych, w wielu kwestiach panuje między nimi zgoda. Wielu ludzi – również chrześcijan – nie jest świadomych choćby tego, jak wiele aspektów związanych z ochroną środowiska łączy się z wegetarianizmem, sądząc, że najważniejszym powodem niezjadania zwierząt jest sentyment i niechęć do ich zabijania. Nie należy lekceważyć tej motywacji, ugruntowanej niekiedy również biblijnie (w Raju wszyscy byli wegetarianami!), warto jednak zauważyć, że niespożywanie mięsa pomaga znacząco zmniejszyć ilość wody potrzebnej do produkcji żywności. Wyżywienie roślinożercy wymaga znacznie mniejszego areału zajętego pod uprawę, niż wyżywienie mięsożercy. Wegetarianizm przeciwdziała też klęsce głodu na świecie – podkreślał to ONZ, apelując o zachowywanie diety wegańskiej. Ponadto wielkie fermy produkujące mięso stanowią zagrożenie dla środowiska, a zwierzęta są na nich przetrzymywane w bardzo złych, pełnych cierpienia warunkach. Tych aspektów nie są raczej świadomi w większości publicyści katoliccy (z wyjątkiem katolików-ekologów), dla których wegetarianizm często jest przykładem dziwacznej skrajności, w jaką popadają ekolodzy. Można więc żałować, że Kościoły chrześcijańskie w Polsce nie zasygnalizowały choćby problemu dobrego stosunku do zwierząt.

 

Apel Kościołów nie doczekał się zbyt licznych komentarzy w mediach. Najszerzej potraktowano go – co zrozumiałe – na portalu internetowym chrześcijańskich ekologów „Święto Stworzenia”, prowadzonym przez Ruch Ekologiczny św. Franciszka z Asyżu. Wyrażając radość z jego ukazania się i eksponując jego przesłanie, zauważono również (podniesione wyżej przez autorkę) braki. Ostrą reakcję apel wywołał u Darka Gzyry, działacza stowarzyszenia „Empatia”, na portalu „Krytyki Politycznej”. Publicysta skupił się na przemilczeniu problemu zwierzęcego, pozytywny wymiar apelu podsumowując stwierdzeniem, że „duchowni nieco odrobili zaległości”. Takie stwierdzenie jest raczej niesprawiedliwe. W Kościele katolickim nie brakuje wypowiedzi dwóch ostatnich papieży na tematy ekologiczne (a Paweł VI poruszał ten temat już w roku 1972). Episkopat polski wypowiadał się o ochronie środowiska w maju roku 1989 – choć, ze zrozumiałych względów, Polacy zajęci byli wtedy innymi sprawami i apel przeszedł bez większego echa.

Uzasadniać opinię Gzyry może do pewnego stopnia brak kolejnych, oficjalnych wypowiedzi biskupów polskich w kwestii ekologii, zdarzająca się (choć, miejmy nadzieję, coraz rzadziej) niechęć do ekologów w kręgach identyfikujących się z gorliwym katolicyzmem, oraz lekceważenie tematu wśród duchowieństwa i w obrębie ruchów katolickich, nie mówiąc już o „zwykłych” wiernych. Niewielu z nas miało okazję słyszeć w swoim parafialnym kościele na kazaniu wezwanie do troski o środowisko – autorce artykułu się to jak dotąd (w żadnym z odwiedzanych kościołów) nie przytrafiło.

 

Nauczanie papieży: Jana Pawła II i Benedykta XVI w sprawie ochrony stworzenia warte jest upowszechniania. Jan Paweł II wspominał o ekologii choćby w encyklikach: „Sollicitudo rei socialis”, „Evangelium vitae” i „Centesimus annus”, a także poruszył ten temat w Orędziu na Światowy Dzień Pokoju w roku 1990. Benedykt XVI w trakcie swego pontyfikatu wypowiadał się często na ten temat, między innymi w encyklice: „Deus Caritas est”, czy poświęcając ekologii całe orędzie na Światowy Dzień Pokoju w roku 2010.

Warte podkreślenia jest to, że w papieskim nauczaniu ekologia jest problemem dotyczącym wszystkich ludzi, a dla chrześcijanina troska o środowisko wypływa bezpośrednio z wiary w Boga Stwórcę. Dbanie o środowisko łączy się z troską o pokój i sprawiedliwość społeczną – i nie jest to stwierdzenie lewaka-alterglobalisty, lecz zauważenie przez obu papieży powiązań między nierównościami społecznymi a niszczeniem środowiska. Przyrodę zaś niszczą przede wszystkim postawy ludzkie, w tym materializm i konsumpcjonizm, niekoniecznie zaawansowana technologia sama w sobie.

 

Ilustr.: Olga Micińska

Jednocześnie Benedykt XVI w swoim nauczaniu akcentuje stanowisko, iż działanie na rzecz ochrony stworzenia nie powinno łączyć się dla chrześcijanina z przyjmowaniem postawy biocentrycznej, czyli akcentującej równość poszczególnych gatunków na Ziemi. Dla papieża – mimo wielokrotnych, pozytywnych wypowiedzi o ekologii i ekologach – ważne jest zwrócenie uwagi na różnicę między wywodzącym się z Biblii antropocentryzmem, a tendencjami biocentrycznymi w myśli ekologicznej. Co ta ostrożność może oznaczać? Można na to patrzeć wielorako.

Antropocentryzm biblijny, wyrażający się w słynnym „czyńcie sobie Ziemię poddaną” był często krytykowany przez myślicieli ekologicznych jako przyczyna degradacji środowiska. Wielu chrześcijan z tym stanowiskiem polemizowało. Jednak z punktu widzenia działaczy ekologicznych, również nastawionych bardziej radykalnie, różnica między antropocentryzmem ekologii chrześcijańskiej a – jakkolwiek rozumianym – biocentryzmem niektórych innych nurtów ekologii, najprawdopodobniej będzie trzeciorzędna, o ile zarówno chrześcijańską, jak niechrześcijańską myśl ekologiczną potraktuje się jako motywację do czynnego zaangażowania w ochronę środowiska lub przynajmniej do dbałości o środowisko na co dzień. O ile Kościół katolicki, a niekiedy całe chrześcijaństwo, wśród wielu działaczy ekologicznych wywołuje negatywne emocje, związane zarówno z kształtem instytucji, postawami wiernych, jak i z Biblią, chrześcijańską filozofią czy teologią, o tyle niechęć ta raczej nie przenosi się na ekologów-chrześcijan. Choć stanowisko Kościoła w sprawie ochrony stworzenia bywa poddawane przez ekologów krytyce ze względu na brak ustosunkowania się do pewnych spraw czy np. łączącą się z nim kwestię dopuszczalności środków antykoncepcyjnych i aborcji, przeważa jednak zadowolenie z kolejnych wypowiedzi papieży i biskupów na temat ochrony środowiska. Wypowiedzi te są bowiem odczytywane jako istnienie silnego – choć powściągliwego – sprzymierzeńca w walce o zdrowszą Ziemię. Z pewnością więc ta różnica inspiracji duchowych i filozoficznych nie uniemożliwia współdziałania.

 

Kościół, ostrzegając przed biocentryzmem, zwraca uwagę na łączenie się z nim tendencji panteistycznych. Od strony teologicznej (choć autorka zahacza o ten aspekt z dużą tremą) nie wydaje się, aby przeciwwagą dla panteizmu musiał być silnie podkreślany antropocentryzm. Jeśli wielkich Izraela i Kościoła stać było na wyznania, że są prochem i pyłem u stóp Pana, a święty Franciszek nazywał inne Boże stworzenia braćmi i siostrami, można spojrzeć na „równościowe” podejście do człowieka i innych Bożych stworzeń jako na pewien rodzaj teocentryzmu – uniżenia wszystkich stworzeń przed obliczem Boga.

Osobną kwestią jest łączenie wspomnianego ekologicznego panteizmu z pojemną etykietką New Age. Wydaje się jednak, że to raczej grupom i osobom silnie identyfikującym się z New Age zależy na połączeniu myśli ekologicznej z ezoteryką „Ery Wodnika”, nie jest zaś to zwykle celem zaangażowanych ekologów. Trudno brać na poważnie łączenie z New Age np. Greenpeace-u, a sami działacze tej organizacji mogą być rozbawieni takimi skojarzeniami. Nie negując szczerości poszukiwań duchowych i tęsknoty do harmonii ze stworzeniem u New Age-owców, można stwierdzić, że myśl ekologiczna bez New Age również sobie nieźle radzi. Przy tym pojęcie New Age, wraz z oddalaniem się przełomu wieków, straciło mocno na nośności, problemy ekologiczne zaś, niestety, tylko przybrały na sile.

 

Inną, otwartą kwestią jest to, czy w najbliższych latach Kościół ustosunkuje się w odmienny niż dotąd sposób do problemu wzrastającej liczby ludności na świecie i czy zmieni to jego nauczanie odnoszące się do antykoncepcji. Choć znacznie większy problem od eksplozji demograficznej w krajach ubogich stanowi nadkonsumpcja w krajach bogatej Północy, nie sposób ignorować faktu, że stosunkowo niski udział ludności z krajów Południa w zużyciu zasobów naturalnych wynika z bardzo skromnych warunków bytowania i braku zaspokojenia podstawowych potrzeb. Humanitaryzm nie pozwala na zadowolenie z faktu, że obecnie wzrastająca liczba ludności w krajach ubogich jest hamowana przez epidemię AIDS czy klęski głodu w niektórych rejonach.

Odrębnym zagadnieniem jest zaangażowanie chrześcijan (a węziej – katolików) w działalność ekologiczną. Na świecie mamy tego liczne przykłady. Wiele zgromadzeń zakonnych podjęło działalność na rzecz środowiska, powstały też organizacje ekologiczne zrzeszające katolików świeckich, nie wspominając już o wierzących zaangażowanych w ruchy niemające charakteru religijnego.

 

Katolicy z całego świata mają nawet (obok kanonizowanych patronów ekologii, takich jak św. Franciszek i św. Kateri Tekakwitha) swoją niekanonizowaną męczennicę za sprawę ekologii i ubogich jednocześnie. Siostra zakonna Dorothy Stang została zamordowana w roku 2005 w Brazylii za bezkompromisowe zaangażowanie na rzecz amazońskiej dżungli i mieszkańców tamtych okolic.

W Polsce zakony nie podejmują – z wyjątkiem franciszkanów konwentualnych – działalności na rzecz środowiska, choć wśród tych, które mają charakter międzynarodowy, wiele posiada struktury działające na rzecz ekologii, pokoju i sprawiedliwości społecznej na świecie. Zaangażowanie proekologiczne w Polsce zamierza podjąć powstające aktualnie zgromadzenie żeńskie Sióstr Maryi Misjonarek Pokoju. Choć nie prowadzą jeszcze takiej działalności, jedna z sióstr współpracuje ze świecką organizacją ekologiczną. Spośród kościelnych organizacji zrzeszonych w Ogólnopolskiej Radzie Ruchów Katolickich profil ekologiczny ma jedynie wspomniany Ruch Ekologiczny św. Franciszka z Asyżu, działający od ponad trzydziestu lat.

 

Jeśli chodzi o dbałość o środowisko w życiu codziennym, pozostawia ona w Polsce wiele do życzenia. Można jednak mieć nadzieję, że wielu gorliwym katolikom świeckim i zakonom nie jest ona obca ze względu na wiążący się z nią wymiar ubóstwa i ograniczenia konsumpcji – owej „mądrej ascezy”, do której nawołuje wspomniany na wstępie apel. Z konkretnych prośrodowiskowych zachowań polskich zakonników można wymienić termomodernizację klasztoru benedyktynów w Tyńcu czy pozyskiwanie energii z wiatraków w klasztorze karmelitów w Zawoi.

I – na koniec – czy „kościelna ekologia” to domena lewicy, czy prawicy? Choć autorka identyfikuje się osobiście zarówno z ruchami ekologicznymi, jak z lewicą, Kościół w swojej mądrości wskazuje odpowiedzialność za Ziemię jako istotne zagadnienie dla każdego chrześcijanina i obowiązek płynący z wiary. Warto o tym przypominać tym, którzy jakiekolwiek napomknięcie o kwestiach ekologicznych traktują jako wyraz niepożądanego „lewactwa”.