dwutygodnik internetowy
12.11.2012
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Kontrkultura elegantów

Myślę, że James Dean nosiłby dziś dobrze skrojony garnitur, a nie biały podkoszulek i dżinsy. Styl ubierania i życia promowany przez Szarmanta jest buntem przeciw przaśnej rzeczywistości, jaka nas otacza – mówi Roman Zaczkiewicz.

Fot. Maciej Cioch/Garniturukrawca.pl

 

Z Romanem Zaczkiewiczem rozmawia Jarosław Ziółkowski.

 

Kim jest Walter Szarmant?

Postacią wykreowaną. To doskonale ubrany elegant, esteta czerpiący wzory stroju z klasycznej elegancji XX wieku, inspirujący się ikonami stylu z lat trzydziestych, czterdziestych i pięćdziesiątych. Walter Szarmant świetnie czuje się w garniturach, krawatach. Chodzi w nich na co dzień. Cechuje go też duża ogłada towarzyska, potrafi odnaleźć się w każdej sytuacji. To wreszcie osoba, która cieszy się zainteresowaniem kobiet. Albowiem wiele z pań wciąż pragnie przebywać w towarzystwie mężczyzn, którzy potrafią odnosić się do nich uprzejmie i właśnie szarmancko, a mój bohater kultywuje tę tradycję.

 

Gdzie go mogę spotkać?

Obecnie pod adresem szarmant.pl

 

Powiedział Pan postać wykreowana. Ile z pana jest w Szarmancie?

Na pewno sporo. To częściowo moje alter ego, choć nie jestem dokładnym odzwierciedleniem Szarmanta. Podobnie jak pisarze tworzą postacie literackie bazując na własnym życiu czy osobowości, tak i Szarmant posiada pewne prywatne inspiracje. Choć to nie autobiografia, nie jesteśmy tożsami. Zostawiam sobie więc furtkę do zmian. Szarmant to ideał, ja ideałem nigdy nie będę. Ale próbować warto.

 

W pana tekstach Szarmantowi przeciwstawiony jest Mr Każual.

Mr Każual to typowy współczesny mężczyzna, który w zgodzie z obowiązującą normą nie dba o swój strój. Potocznie określa się to jako każualizację ubioru – w moim odczuciu osiągnęła ona taki poziom, że mężczyźni nie mogą już wyglądać gorzej. Mam tu na myśli zarówno przeciętnego Kowalskiego, jak i promowane przez media wzorce celebrytów w trampkach, rozchełstanych koszulach i źle dopasowanych marynarkach. Szarmant jest w kontrkulturze. Myślę, że dziś James Dean nosiłby dobrze skrojony garnitur, a nie biały podkoszulek i dżinsy. Styl ubierania i życia promowany przez Szarmanta jest buntem przeciw przaśnej rzeczywistości, jaka nas otacza.

 

Przypomina mi pan Artura z „Tanga”. Pokolenie rodziców zakwestionowało wszystkie normy, bunt polega więc na ich rekonstrukcji.

Po części to prawda, ale ja po prostu lubię garnitury. Stały się moją drugą skórą. To jednak zajęło dużo czasu – każdy początkujący elegant ma wiele problemów w swoim środowisku, które nie jest przyzwyczajone do tego, że na co dzień chodzi on w marynarce. Przez jakiś czas kojarzyć go będzie z dawnym wizerunkiem, bo przecież we współczesnym świecie nikt nie rodzi się pod krawatem. Pokolenie moich rodziców nie ubiera się w ten sposób, to mój dziadek częściej zakładał krawat, niż mój ojciec.

Z drugiej strony, nie uważam, żebym był członkiem grupy rekonstrukcji historycznej. Staram się tworzyć coś na nowo. Inspiruję się oczywiście klasyczną elegancją, ale ubierając się wybiegam w przyszłość.

 

Czy egalitaryzm „każualizacji”, wiążąca się z nią swoboda, oszczędność czasu i środków nie przemawiają na jej korzyść?

Nie. Uważam, że przemawiają na niekorzyść. Męska elegancja nie jest dla każdego, jest zjawiskiem niszowym i elitarnym. Przecież kultura wysoka jest dostępna i zrozumiała tylko dla nielicznych. Chciałbym żeby inteligentny mężczyzna z wyższym wykształceniem ubierał się elegancko, inni niech noszą każualowe ubrania.

 

Skąd wziął się pomysł na blog o Szarmancie?

Zaraz po studiach spędziłem kilka lat w Anglii i Irlandii pracując w bankowości i na uczelni. W tym czasie zacząłem się interesować marynarkami i krawatami oraz eleganckim stylem bycia. Dotychczasowe dżinsy i podkoszulek przestały mi odpowiadać. Kiedy w wieku trzydziestu lat wróciłem do Warszawy, okazało się, że muszę się tu stworzyć na nowo. Nie mam zawodu specjalistycznego, jestem z wykształcenia etnologiem i antropologiem kulturowym, nigdy nie byłem rozrywany na rynku pracy, jak mógłby być na przykład informatyk. Szarmant pomógł mi w wymyśleniu na nowo siebie i swojej kariery. Myślę, że z podobnym problemem spotyka się wielu wracających z emigracji ludzi z wyższym wykształceniem humanistycznym. W Polsce zderzają się z zupełnie inną rzeczywistością niż na Zachodzie. Tak naprawdę na rynku pracy nikt na nich nie czeka. Trzeba wszystko zacząć od nowa – w korporacji albo założyć własna firmę. Wybrałem to drugie, zacząłem importować angielskie tkaniny garniturowe i to była najlepsza decyzja, jaką mogłem podjąć.

 

Jaki jest podstawowy cel pana bloga?

Chciałbym, aby Szarmant pełnił rolę edukacyjną, umożliwiał czytelnikom rozwijanie wiedzy na temat elegancji. Zależy mi by mężczyźni dzięki blogowi ubierali się coraz lepiej, rozwijali swój zmysł estetyczny. W efekcie mają szansę podnieść swoją samoocenę, bo przecież elegancki mężczyzna jest dobrze postrzegany przez otoczenie. W nienagannie skrojonym garniturze zyskujemy pewność siebie wobec świata zewnętrznego. elegancki mężczyzna może przenosić góry i jest panem swojego losu.

 

Świat zewnętrzny to także norma. Dlaczego nie podoba się panu współczesny wzorzec ubioru?

Norma została dramatycznie obniżona. Często wini się za to komunizm, nie do końca słusznie, bowiem norma tak samo obniżyła się w Anglii, w USA, czy we Francji. Dzisiaj nie trzeba już zwracać uwagi na swój strój, niechlujny wygląd może zostać zaakceptowany w bardzo różnych kontekstach społecznych. W niektórych środowiskach wręcz nobilituje. Tymczasem nie ma nic niemęskiego w trosce o własny wizerunek. Dobrze się ubierając pokazujemy światu, że mamy wykształcone poczucie smaku i stylu.

 

Jakie widzi pan przyczyny takich zmian w sposobie ubierania się mężczyzn?

Myślę, że kiedyś zmysł estetyczny w społeczeństwie stał na wyższym poziomie niż teraz. I dotyczy to nie tylko elegancji, ale gazet, książek, etc. Szczęśliwie, chyba już sięgnęliśmy dna, niżej niż „Fakt” nie da się upaść. Teraz powinno być tylko lepiej.

O drugiej przyczynie pisał między innymi Alan Flusser w książce Dressing the man. Zanikły ikony stylu. Kiedyś mężczyźni chcieli wzorować się na Carym Grancie, księciu Windsoru czy Gregorym Pecku. Każdy z nich był kapitalnie ubrany, do tego mieli w sobie siłę i urok, które sprawiały, że kobiety za nimi szalały. W naturalny sposób mężczyźni chcieli być tacy jak oni. Dzisiaj takich wzorców nie ma.

Trzeci aspekt, to krawiectwo miarowe. Kiedyś nie było konfekcji, szyło się u krawca, a on miał swój etos zawodowy i nie wypuścił klienta w źle dopasowanym garniturze. Teraz sprzedawcom w sieciach odzieżowych zależy na tym, by garnitur jak najszybciej sprzedać. A często nie znają się na ubiorze.

 

Czy rzeczywiście nie ma dziś męskich ikon stylu?

Niektórzy twierdzą, że współczesną ikoną stylu jest George Clooney, ale porównanie go z Carym Grantem wypada komicznie. W Polsce też nie ma na kim się wzorować. Przecież nie będzie to żaden z naszych aktorów. W dwudziestoleciu międzywojennym ikonami byli Jan Kiepura czy też Józef Beck. Po wojnie ostatnią wielką ikoną mody był Leopold Tyrmand. Właśnie w jego stylu szuka inspiracji wielu współczesnych elegantów. Tyrmand był zresztą nawet bardziej dandysem niż elegantem. Uwielbiał wyróżniać się strojem, zakładał różne fantazyjne kompozycje. Jest takie słynne zdjęcie z redakcji Tygodnika Powszechnego z 1953 roku, na którym Tyrmand ma czarną koszulę i jasny krawat. To kompozycja bardzo trudna do opanowania, a jemu się udało.

 

Pan próbuje stworzyć nową ikonę stylu.

Świetnie by było, gdybym się nią stał w przyszłości, ale nie ja o tym zadecyduję. Styl buduje się przez dekady, a ja zacząłem dopiero kilka lat temu. Komentarze i rady czytelników mojego bloga bardzo mi pomagają i mobilizują do pracy nad sobą.

 

Czy w świetle tego, co mówił pan o upadku normy, możliwa jest jeszcze dyskretna elegancja, czy też każdy elegant musi być dzisiaj dandysem?

Ojciec chrzestny męskiej elegancji Beau Brummell napisał, że “kiedy ludzie oglądają się za Tobą na ulicy, nie jesteś dobrze ubrany”, ale chyba nie był z nami do końca szczery. Dyskretna elegancja zawsze zwracała uwagę, mężczyzna, który opanował tę sztukę był podziwiany przez otoczenie. Tym bardziej w dzisiejszym świecie mężczyzna w dobrze skrojonym ciemnym garniturze, czarnych wiedenkach, białej koszuli, z asymetrycznym węzłem krawata i z poszetką w kieszonce marynarki piersiowej będzie przykuwał wzrok innych. Będzie wyróżniał się w gronie mężczyzn tylko odzianych. A w jakim stylu będzie się nosił, czy formalnie w garniturach trzyczęściowych, czy po angielsku w tweedach albo po włosku w bawełnach bez podszewki, to ma już drugorzędne znaczenie.

 

Wspomniał Pan na wstępie o zainteresowaniu kobiet…

Na pewno w zjawisku określanym ogólnie jako męska elegancja kobiety odgrywają dużą rolę. Chcemy ubierać się tak, żeby im się podobać, a wiele kobiet lubi, jeśli facet jest dobrze ubrany. Mężczyzna w garniturze wciąż jest pewnym archetypem męskości. W oczach wielu pań jest po prostu seksowny.

Jako ciekawostkę powiem, że mężczyzna pod krawatem jest często odbierany jako zagrożenie ze strony nieeleganckich mężczyzn – mają świadomość, że jeżeli stoimy razem obok kobiety, ona zwróci uwagę na mnie, nie na nich. To może powodować złośliwe, uszczypliwe uwagi, czasem nawet agresywne. Trzeba być przygotowanym i mieć w zanadrzu celną ripostę.

Myślę jednak, że częściowo także i kobiety ponoszą odpowiedzialność za niechlujność mężczyzn. Zaakceptowały ją, a przecież gdyby kobieta powiedziała „jeśli nie założysz krawata w dzień, nie pójdę z Tobą do łóżka wieczorem”, mężczyźni musieliby dalej je nosić i dbać o siebie. Mówię to z przymrużeniem oka, ale przecież oczekiwania kobiet w olbrzymim stopniu kształtują męskie wyczucie stylu.

 

Czy w takim razie zależy panu na zmianie normy? Wzrosłaby panu liczba konkurentów.

Elegantów nigdy nie będzie tak wielu, by stali się dla mnie realnym zagrożeniem. To nigdy nie będzie estetyczna rewolucja, klasyczna elegancja pozostanie niszowym zjawiskiem stojącym w awangardzie współczesności. Zresztą, nie ma dla mnie nic przyjemniejszego niż pozytywny komentarz czytelnika mówiącego, że go inspiruję do lepszego ubierania się.

 

Roman Zaczkiewicz (ur. 1980) jest twórcą bloga Szarmant.pl Niedawno otworzył Studio Szarmant w Warszawie, w którym propaguje elegancki styl bycia. Absolwent etnologii i antropologii kulturowej Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, studiował także w Londynie i Dublinie. Pracował na University of Oxford i Dublin Institute of Technology oraz w Bank of Ireland.

 

Przeczytaj inne wywiady na stronie “Kontaktu”.

  • blue

    trzeba przyznac, ze Szarmant podpowiadajac kobietom mysl “nie zalozysz krawata w dzien, nie pojde z Toba do lozka” robi potencjalnie bardzo dobra robote z punktu widzenia zagregowanych stosunkow damsko – meskich. zaprogramowanie kobiet na takie myslenie uprosci sprawe z kobietami na tyle ze nawet Nash by tego nie wymyslil. zakladasz krawat i masz….

    • kset

      widze tu blednie przyjete zalozenie, ze krawat jest warunkiem nie tylko koniecznym, ale i wystarczajacym, do tego, aby kobieta poszla z Toba do lozka; zupelnie nie rozumiem, skad to zalozenie.

  • Arekadamczuk

    Bardzo mi się podoba takie podejście, znalazłem  w sieci kiedyś graficzkę z napisem:  szyk jest nowym punkiem.