dwutygodnik internetowy
18.06.201818.12.2017
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Kontakt 35/2017: Czyje są dzieci?

Dorota Borodaj – Anna Dzierzgowska – Krzysztof Górski – Emilia Janasek – Kenan Malik – ks. Grzegorz Michalczyk – s. Radosława Podgórska FSK – Katarzyna Rakowska – Roma Sendyka – Piotr Stańczyk – Alexandre de Streel – Tomasz Szkudlarek – Agnieszka Szypulska – Ewa Wołkanowska-Kołodziej – Magdalena Zowczak

„Wiara w pełną autonomię władzy rodzicielskiej jest zwykłą utopią” – pisze Szymon Rębowski w tekście otwierającym ten
numer „Kontaktu”. Ma rację. Choćbyśmy nie wiadomo jak zaklinali rzeczywistość, musimy pogodzić się z tym, że nasze dzieci wychowywane są również przez innych i poza uwitym przez nas gniazdkiem – u naszych znajomych i rodziny, w szkole, na podwórku, w kościele, internecie. Wpływ na nie ma nie tylko atmosfera rodzinnego domu, ale również sposób, w jaki funkcjonują inne, otaczające rodzinę środowiska i instytucje – od tych najmniejszych, sąsiedzkich, przez te nieco większe – jak szkoła – po te najszersze: państwo i Kościół.

Banał? Oczywiście. Ale już znalezienie konkretnej odpowiedzi na tytułowe pytanie, „Czyje są dzieci?”, banalne wcale nie jest. Zwłaszcza w konkretnych, niekiedy mocno kontrowersyjnych światopoglądowo sprawach. Zwłaszcza gdy na scenie pojawiają się trudne do pogodzenia przekonania o roli rodziny, państwa, szkoły czy wspólnoty religijnej w procesie kształtowania i rozwoju dziecka.

Warto przyglądać się zarówno poszczególnym poglądom na ten temat, jak i instytucjom odpowiedzialnym za opiekę nad dziećmi. Dlatego nie zastanawiamy się nad relacjami między rodzicami a ich potomkami tak, jakby działy się w społecznej próżni. Pytamy również o model wychowawczy szkoły – ukryty w całym systemie edukacji, jak i w sposobie funkcjonowania konkretnej placówki. Nie unikamy refleksji nad potrzebą wprowadzenia do szkół edukacji seksualnej. Zastanawiamy się nad rolą przestrzeni wspólnej i przebywania w niej rodziców z dziećmi dla procesu wychowawczego. Zadajemy pytania o wpisany w kulturę model wychowania religijnego. Wreszcie: postulujemy wpisanie wychowania i edukacji – dokonującej się również w życiu dorosłych – w procesy emancypacyjne, służące rzeczywistemu wyzwoleniu uciśnionych. Bo w wychowaniu nie chodzi ostatecznie tylko i wyłącznie o konkretne dziecko. Jego dobro powinno oczywiście być dla nas najważniejsze. Nie zadbamy o nie jednak należycie, jeśli nie będziemy się również zastanawiać nad kształtem wspólnoty, w której żyje i w której przyjdzie mu żyć, gdy dorośnie. Łatwiej byłoby mu, gdyby żyło we wspólnocie, w której ludzie biorą za siebie nawzajem rzeczywistą odpowiedzialność. A jeśli tak, to muszą ją brać również za wychowanie dzieci – i musi to czynić więcej osób niż tylko rodzice i najbliższa rodzina. Bo skoro, odwracając logikę tabliczek i regulaminów, „za szkody wyrządzone przez rodziców odpowiadają dzieci”, to wychowanie staje się misją, której podjąć powinna się świadoma swoich obowiązków i współzależności wspólnota, wspierająca rodzinę w jej trudzie.