dwutygodnik internetowy
3.10.2016
magazyn papierowy


Komu wolność, komu? Polska walka z terroryzmem

Teatralność przeżywania tragedii tych w sumie nielicznych ofiar z łatwością pozwala upędzić hektolitry paliwa potrzebnego do uprawiania banalnej i miałkiej nibypolityki o wątpliwej skuteczności. Tworzy się absurdalna atmosfera permanentnego stanu wyjątkowego, gdzie odstępstwo dominuje nad regułą.

ilustr.: Marta Basak

ilustr.: Marta Basak

Jednym ze skutków zamachów z 11 września było upowszechnienie się wśród Amerykanów lęku przed podróżowaniem samolotami. W konsekwencji wielu z nich, przemieszczając się po kraju, wolało przesiąść się za kierownicę własnego auta, aniżeli ryzykować śmierć z rąk terrorystów. Efekt takiej postawy okazał się zdumiewający. W ciągu trzech miesięcy po zamachach więcej obywateli Ameryki zginęło w wypadkach drogowych aniżeli w samym 9/11, ze względu na który przesiedli się do aut. Potwierdzające to badania przeprowadził niemiecki psycholog Gerd Gigerenzer po analizie danych z amerykańskiego Departamentu Transportu.

Irracjonalny antyterroryzm

Przykład ten dobrze oddaje istotę problemu, z jakim świat zachodni mierzy się już od kilkunastu lat. Ludzkie reakcje na zamachy terrorystyczne są na wskroś nieracjonalne. Zarówno społeczeństwa, jak i elity polityczne Zachodu podejmują decyzje w oparciu o medialne obrazki i funkcjonujące już w kulturze symbole. Posługując się zdjęciami płonących wież z 11 września czy też zwłok na paryskiej ulicy, wprowadza się regulacje ingerujące w prawa i wolności każdego z nas w sposób nieproporcjonalny do rzeczywistego zagrożenia. Teatralność przeżywania tragedii tych w sumie nielicznych ofiar, z łatwością pozwala upędzić hektolitry paliwa potrzebnego do uprawiania banalnej i miałkiej nibypolityki o wątpliwej skuteczności. Strach społeczeństw stwarza atmosferę przyzwolenia na wyjątki od standardowych, znanych prawu karnemu procedur. Wyjątków z czasem przybywa. W efekcie powstaje absurdalna atmosfera permanentnego stanu wyjątkowego, gdzie odstępstwo dominuje nad regułą.

Nie można jednak całkiem zbagatelizować zagrożenia terroryzmem na świecie. Jak pokazują badania australijskiego Institute for Economics and Peace, w skali globu liczba ofiar terroryzmu rośnie, momentami wręcz skokowo. Rekordowy pod tym względem był rok 2014, kiedy liczba ofiar terrorystów osiągnęła najwyższy poziom w historii pomiarów, około 32 tysięcy osób.

Dane WHO. Globalne przyczyny śmierci w 2015 i prognoza na 2030. Źródło: http://www.who.int/gho/mortality_burden_disease/en/

Rośnie wszędzie poza Europą. W analogicznym okresie spośród wspomnianych 32 tysięcy na Starym Kontynencie zginęło około dwudziestu osób. Począwszy od 11 września liczba ofiar terroryzmu w Europie nigdy nie przekroczyła dwóch setek rocznie. W porównaniu do krajów Bliskiego Wschodu i Afryki Europa jest po prostu bezpieczna. Potwierdzają to dane zebrane przez przywołany powyżej think-tank w corocznym raporcie „Global Terrorism Index”. Warto tez porównać śmierć w ataku terrorystów z innymi przyczynami zgonu. I tak, jak podaje WHO, działalność terrorystyczna jest tak rzadką przyczyną śmierci, że nie posiada nawet własnej kategorii – została włączona w szerszą kategorię przemocy ze strony innych osób.  32 tysiące ofiar terroru w 2014 roku, choć rekordowe, jest nadal nieznaczne, gdy porównać je z pierwszą dwudziestką przyczyn na liście WHO. Lider – choroby serca – odpowiedzialny za 13 procent zgonów na całym świecie, dotyka około 7,5 miliona osób każdego roku. Nawet samookaleczenia albo nieszczęśliwe upadki wygrywają w klasyfikacji z terrorystami.

1 Ofiary zamachow w Europie 1970-2015. Zrodlo: http://www.datagraver.com/case/people-killed-by-terrorism-per-year-in-western-europe-1970-2015

Ofiary zamachów w Europie 1970-2015. Źródło: http://www.datagraver.com/case/people-killed-by-terrorism-per-year-in-western-europe-1970-2015

Wszechwładza służb

Jedną z takich regulacji jest polska tak zwana „ustawa antyterrorystyczna” z 10 czerwca bieżącego roku. Warto ją przeanalizować z dwóch powodów. Po pierwsze: dobrze oddaje peryferyjność naszej kultury politycznej, która bezkrytycznie kopiuje nietrafione, poddane szerokiej krytyce rozwiązania prawne wprowadzone w Centrum. Po drugie: w interesujący sposób zmienia ład instytucjonalny naszego państwa.

Ustawa antyterrorystyczna bardzo wzmacnia pozycję ABW. To właśnie szef Agencji jest odpowiedzialny za koordynację polityki antyterrorystycznej oraz zapobieganie zdarzeniom o charakterze terrorystycznym. Jak zauważył Rzecznik Praw Obywatelskich w jednej ze swoich opinii, już w tym nieprecyzyjnym sformułowaniu kryje się największe zagrożenie, jakie niesie ta ustawa. Brak jest jasnych i wyraźnych kryteriów pozwalających wyróżnić zdarzenie o charakterze terrorystycznym. Ustawa określa je jako sytuację, co do której istnieje podejrzenie, że powstała na skutek przestępstwa o charakterze terrorystycznym, o której mowa w art. 115 § 20 Kodeksu Karnego, lub zagrożenie zaistnienia takiego czynu. Ponieważ nie przewidziano żadnej procedury oceny, czy dane zdarzenie mieści się w ustawowej definicji, czy też nie, najprawdopodobniej pozostanie to w gestii ABW. Dlaczego jest to tak groźne? Ustawodawca zdecydował, że by zapobiec temu, co zostanie uznane za zdarzenie, należy posłużyć się arsenałem środków naruszających konstytucyjne prawa i wolności w stopniu dotychczas niespotykanym. W wielu przypadkach sądowa kontrola ich stosowania jest albo iluzoryczna, albo nie ma jej wcale.

Dyskryminacja „obcych”

W świetle ustawy grupą najbardziej narażoną na nadużycia władzy są cudzoziemcy. Inaczej niż w dotychczas obowiązujących przepisach, nie jest już konieczne uzasadnione podejrzenie popełnienia przestępstwa, by pobierać i przechowywać ich dane biometryczne. ABW może robić to tak na wszelki wypadek. Szef Agencji jest również uprawniony do samodzielnego zarządzenia trzymiesięcznej inwigilacji, włącznie z kontrolą korespondencji, wobec cudzoziemca podejrzanego o działalność terrorystyczną. Jak podkreśla RPO w swojej opinii o ustawie, w świetle konstytucji dopuszczalne jest różne traktowanie obywateli i cudzoziemców przez organy administracji publicznej (wyrok TK sygn. K23/11). Niczym nieuzasadnione jest jednak pozbawianie cudzoziemców jakiejkolwiek, choćby i ograniczonej, ochrony prawnej. Zbieranie danych biometrycznych oraz trzymiesięczna inwigilacja nie wymagają uprzedniej zgody sądu. Wszystko zależy jedynie od woli szefa, a de facto funkcjonariuszy ABW. I choć w określonych przypadkach dopuszcza się zróżnicowanie sytuacji prawnej obywateli i cudzoziemców, to wiele wskazuje na to, ze powyższe rozwiązania, w zakresie pozyskiwania informacji o cudzoziemcach przez administracje publiczną, są niezgodne z Konwencją o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności (art. 14 w zw. art. 8), Traktatem o funkcjonowaniu Unii Europejskiej (art. 18) oraz Kartą Praw Podstawowych (art. 20). Pogląd taki przedstawił RPO w przywoływanej opinii. Należy się spodziewać, że abstrahując już od barbarzyńskiego standardu ochrony prawnej przyznanej cudzoziemcom, ustawa może zostać zakwestionowana na forum międzynarodowym ze względu na rażąco nierówne traktowanie Polaków i obcokrajowców.

Mogą wiedzieć wszystko

Ponadto ABW uzyskało też bezpośredni dostęp do wszystkich rejestrów publicznych, między innymi ZUS-u czy NFZ-u oraz informacji objętych tajemnicą bankową. W połączeniu z dostępem do informacji gromadzonych przez pozostałe służby oznacza to, że Agencja, która jeszcze niedawno, bo za ostatniego rządu PO, miała przejść gruntowną reformę i zostać odchudzona z kompetencji oraz etatów, stała się jedną z najpotężniejszych instytucji w kraju. To na Rakowieckiej gromadzi się teraz cała wiedza, jaką państwo polskie oraz sektor bankowy kiedykolwiek o kimkolwiek zgromadziły. Wiedza ta uzupełniana jest również materiałami z dowolnego systemu monitoringu będącego w gestii instytucji państwowych.

W celu zapobiegania, przeciwdziałania i wykrywania przestępstw o charakterze terrorystycznym oraz ścigania ich sprawców szef ABW za zgodą Prokuratora Generalnego (sic!) może zarządzić albo zażądać zablokowania dowolnych danych informatycznych. Czym są dane informatyczne? Znowu: nie wiadomo. Prawdopodobnie wszystkim, od stron internetowych po środki komunikacji elektronicznej. Jak ścisły ma być związek tych danych z przestępstwem o charakterze terrorystycznym? Również nie wiadomo. Ustawodawca zostawił to de facto ocenie ABW. W efekcie nawet niekorzystny dla władzy przekaz medialny na temat zdarzenia o charakterze terrorystcznym może na podstawie tych przepisów zostać zablokowany. Czy na decyzje szefa ABW o zablokowaniu treści przysługuje zażalenie? Tak. Komu? Szefowi ABW.

Nieskuteczne obostrzenia

Czy pozwoli to zapobiegać zamachom w przyszłości? Doświadczenie USA pozwala nam w to wątpić. W udzielonym w maju ubiegłego roku wywiadzie William Binney, sygnalista, który odszedł z amerykańskiej NSA, twierdzi, że obecna polityka inwigilacji wszystkich i wszystkiego ma zerową skuteczność. Jego zdaniem na serwerach NSA gromadzi się tyle danych, że aby je skutecznie przeanalizować, każdy z funkcjonariuszy musiałby dziennie skontrolować dane dotyczące dwustu tysięcy osób. Nazywa to porażką masowej inwigilacji. Jako wieloletni pracownik NSA stawia dość śmiałą tezę, że podsłuchiwanie całego świata nie pozwoliło do tej pory zapobiec choćby i jednemu zamachowi.

Uzasadnienia tak głębokiej ingerencji w prawa człowieka, jak obecne w polskiej ustawie, mogą być dwa. Z jednej strony rządzący mogą być naprawdę przekonani, że zagrożenie terrorystyczne jest realne i rzeczywiście wymaga tak radykalnych rozwiązań prawnych. Z drugiej strony: ustawa może być jedynie cyniczną manipulacją mającą pod płaszczykiem walki z terroryzmem rozszerzyć kompetencje ABW i wzmocnić pozycję jej szefa. Niełatwo jest stwierdzić, które z powyższych jest większym powodem do zmartwień.