dwutygodnik internetowy
12.01.2015
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Kobiety, Solidarność, historia

Kiedyś obok zdjęcia Wałęsy w Stoczni zawisną zdjęcia kobiet, które sprawiły, że strajk osiągnął sukces.

materiały prasowe

Kiedyś obok zdjęcia Wałęsy w Stoczni zawisną zdjęcia kobiet, które sprawiły, że strajk osiągnął sukces.

 

Jeżeli spojrzymy na zdjęcia z obrad Okrągłego Stołu, który w roku 1989 doprowadził w Polsce do przemiany ustrojowej, wśród czarnych, męskich garniturów zauważymy czerwoną plamkę. Kiedy przyjrzymy się bliżej, rozpoznamy Grażynę Staniszewską, jedyną kobietę dopuszczoną do udziału w obradach tzw. „dużego” stołu. Pojawia się więc ważne pytanie: skoro Okrągły Stół zakończył komunizm i stworzył podwaliny nowej Polski, to czy kobiety były tych przemian jedynie biernymi obserwatorkami? Czy to ich brak zaangażowania w działalność opozycyjną usprawiedliwiał wyłączenie ich z procesu podejmowania najważniejszych decyzji? Uważnie przyglądając się historii opozycji antykomunistycznej i „Solidarności”, dochodzimy do innego wniosku.

 

Trójgłos o kobietach „Solidarności”

W grudniu, w ramach festiwalu WATCH DOCS, można było obejrzeć film dokumentalny „Solidarność według kobiet” w reżyserii Marty Dzido i Piotra Śliwowskiego. To kolejny głos w trwającej z przerwami od lat 90. dyskusji na temat obecności kobiet w historii opozycji w PRL. Temat ten podjęła wtedy amerykańska badaczka, Shana Penn, która w swojej książce „Podziemie kobiet”(amerykańska wersja książki pod tytułem „Sekret «Solidarności»” niedawno ukazała się nakładem wydawnictwa W.A.B.) opublikowała wywiady z działaczkami, a także postawiła tezę o szczególnej, właściwie przywódczej roli niektórych z nich, szczególnie grupy zajmującej się wydawaniem konspiracyjnego „Tygodnika Mazowsze”. Twierdzenie to wywołało burzę wśród bohaterek książki, które protestowały przeciwko przypisywaniu im roli liderek, a także przeciwko wpisywaniu ich w zachodnią wizję feminizmu i działalności kobiecej. W nawiązaniu do książki Penn powstawały kolejne artykuły i publikacje, z których najbardziej znany jest chyba zbiór wywiadów przeprowadzonych z mniej więcej tymi samymi rozmówczyniami przez Ewę Kondratowicz. Nosi on tytuł „Szminka na sztandarze” (nota bene zupełnie nieoddający treści książki). Do dwugłosu Penn i Kondratowicz dołączył w tym roku film „Solidarność według kobiet”, pokazując, jak duże wciąż jest zainteresowanie tematem i jak wiele luk badawczych pozostało.

Krytycznie o historii kobiet

Warto jednak na te wszystkie prace spojrzeć krytycznie. Po pierwsze, żadna z nich nie jest pracą stricte historyczną, czyli nie wykorzystuje metodologii badawczej właściwej historykom. Po drugie, wszystkie one bardzo mocno osadzone są w kontekście feministycznym i związanym z nim postulatem „odzyskiwania historii” dla kobiet, a także próbują (w szczególności Penn) tłumaczyć zjawiska przez zastosowanie odniesień feministycznych. Ani jedno, ani drugie nie jest złe samo w sobie. Potrzebujemy prac niehistorycznych poświęconych historii, bo pobudza to interdyscyplinarny dialog i wymusza na historykach nowe spojrzenie na pewne kwestie. Potrzebujemy też feministycznej wrażliwości obecnej w badaniach nad przeszłością, a w szczególności większej wrażliwości na problematykę rodzaju (gender). Niebezpieczne jednak jest łączenie tych dwóch cech z trzecią – prawie zupełnym brakiem stricte historycznych monografii na ten temat (w Polsce cały czas nie doczekaliśmy się całościowego opracowania historii kobiet w PRL – badania na ten temat są dopiero prowadzone w ramach grantu realizowanego przez IBL PAN).

Zjawisko to można już obserwować na innych obszarach badań związanych z historią kobiet. Została ona przejęta przez środowiska feministyczne, które – w ramach oporu wobec tradycyjnej, „męskiej” wizji historiografii – postanawiają pisać własną, genderową opowieść. Zajmują się tym socjolożki, filozofki czy literaturoznawczynie (autorką głośnej książki „Płeć powstania warszawskiego” jest Weronika Grzebalska, absolwentka socjologii), a co najgorsze, ignorują przy tym dorobek badań historycznych, w najlepszym wypadku traktując historyków jako dostarczycieli faktografii, a nie równorzędnych partnerów w naukowym dyskursie o historycznej narracji. Dyskurs wokół historii kobiet kształtowany jest więc przez nie-historyczki/ków, co nie tylko obniża jego wartość naukową, ale zniechęca również profesjonalistów do podjęcia tych wątków, gdyż znajdują się one na obrzeżach historiografii i nie są traktowane jako pełnowartościowy temat badawczy.

 

Fascynujące opowieści

A temat jest przecież niesamowicie interesujący, zarówno jeżeli chodzi o indywidualne biografie aktywistek, jak i o organizacyjną sferę ich działalności i postulaty polityczne. W bardzo dobry sposób pokazuje to film Marty Dzido i Piotra Śliwowskiego, wydobywając z cienia postacie kobiece i odtwarzając ich rolę w tworzeniu się opozycji. Znane nam dotąd archiwalne zdjęcia tłumów robotników z wąsatym Wałęsą na czele nabierają nowych znaczeń, kiedy autorzy filmu odnajdują na nich postaci kobiece i starają się wyśledzić ich losy. Przypominają o zapomnianych już nieraz faktach – o tym, że strajk w Stoczni Gdańskiej rozpoczął się w obronie kobiety; o tym, że to trzy kobiety zatrzymały wychodzących ze Stoczni mężczyzn i tym samym doprowadziły do historycznego sukcesu, jakim było podpisanie porozumień sierpniowych. To kobiety prowadziły konspiracyjne gazety, siedziały w więzieniach i obozach internowania (słynny kobiecy ośrodek w Gołdapi). Wreszcie fakty niemal zupełnie zapomniane – historie Ewy Kubasiewicz, która otrzymała najwyższy, dziesięcioletni wyrok więzienia w stanie wojennym, i Jadwigi Chmielewskiej, najdłużej spośród opozycjonistów poszukiwanej listem gończym. Anna Walentynowicz, Joanna Duda-Gwiazda, Helena Łuczywo, Joanna Szczęsna, Barbara Labuda, Anna Bikont, Alina Pienkowska, Ewa Ossowska, Jadwiga Staniszkis, Henryka Krzywonos, Janina Jankowska, Grażyna Staniszewska i wiele wiele innych. Po dołożeniu tych brakujących puzzli historia „Solidarności” staje się nagle dużo bardziej wielowymiarowa.

 

Nie tylko kobiety

Nie chodzi jednak tylko o oddanie historycznej sprawiedliwości wybitnym działaczkom, których rola w obaleniu komunizmu nie została w pełni doceniona. Cel filmu jest jeszcze inny i właśnie to czyni go bardzo ważnym, miejmy nadzieję, że wreszcie usłyszanym głosem. Stawia pytania o to, co stało się po transformacji i w jaki sposób piękne idee solidarności społecznej zmieniły się w realia reform Balcerowicza, dziką prywatyzację i rzeszę ludzi wykluczonych społecznie. Wśród wykluczonych są również kobiety, szczególnie narażone na niebezpieczeństwa związane z kapitalistyczną gospodarką. „Solidarność według kobiet” jest więc filmem nie tylko o kobietach, ale być może przede wszystkim o tym, jak rewolucja solidarnościowa zdradziła tych, którzy sprawili, że mogło w ogóle do niej dojść.

Jak mówi Ewa Ossowska w ostatnich minutach filmu – kiedyś obok zdjęcia Wałęsy w Stoczni zawisną zdjęcia kobiet, które sprawiły, że strajk osiągnął sukces. Pozostaje mieć nadzieję, że film „Solidarność według kobiet” nie będzie ostatnim krokiem w procesie odkrywania kobiecej historii „Solidarności” i zostanie uzupełniony przez rzetelne, naukowe badania historyczne. Bez wiedzy na temat przeszłości nie jesteśmy w stanie tworzyć naszej tożsamości i dlatego badania, które sprawiają, że polska historia staje się bardziej wielowymiarowa, są szczególnie ważne przy refleksji nad tym, w jakim kraju żyjemy obecnie.

 

Najbliższa okazja do obejrzenia filmu „Solidarnośc według kobiet” już w najbliższą środę o 19 w kinie Antropos. Wstęp wolny. Po projekcji spotkanie z twórcami filmu.

 

  • Elronora

    Gdzie bi polscy historycy, gdy wywiady z opozycjonistkami robiły Shana Penn czy Ewa Kondratowicz tuż po ’89??? Kto im zabronił czytać b. ważny tekst “Gender jako użyteczna kategoria analizy historycznen” autorstwa Noan.W.Scott (historyczki)?? Autorka, jak rozumiem reprezentantka historyków polskich, zwróciła uwagę na dość późe zainteresowanie historyków polskich rolą kobiet w historii najnowszej oskarżając jednocześnie te, które zbierały wywiady z opozycjonistkami m.in. Shana Penn i Ewa Kondratowicz, że zrobiły to one nie tak dobrze jak by to zrobili historycy, którzy uznali ten temat za marginalny w latach 90. Teraz ścieżki przetarte dla historyków dokumenty w archiwach zebrane, opracowane, można dostać grant na wreszcie modny temat i krytykować pionierki. Jest logika pokrętna tzw.błędne błędne koło i niechęć do wyjrzenia poza solidne mury szacownej dziedziny Historia PL.

  • Eleonora

    Chodzi o tekst Joan. W.Scott. Jak poprawić literówki poście?

  • Pingback: Zwrócić historię kobietom | Magazyn Kontakt()

  • Pingback: Złota dwunastka | Magazyn Kontakt()