dwutygodnik internetowy
27.06.2016
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Kobiety/artyści

W warszawskiej Królikarni możemy oglądać zderzenie dwóch nietuzinkowych artystycznych osobowości. Autorskie zestawienia prac Rodina i Dunikowskiego pozwalają dostrzec nam zarówno istotne podobieństwa, jak i diametralne różnice w ich podejściu do sztuki i modela, a w tym konkretnym przypadku: kobiety.

 

Xawery Dunikowski, "Kobiety brzemienne", 1906

Xawery Dunikowski, „Kobiety brzemienne”, 1906

 

Auguste Rodin i Xawery Dunikowski. Dwóch wielkich rzeźbiarzy, których prace spotkały się w maju na wystawie w warszawskiej Królikarni. Zestawienie to z pewnością nieprzypadkowe. Sławny i doceniany już za życia francuski rzeźbiarz wywarł ogromny wpływ na sztukę europejską. Rodin stał się wzorem dla kolejnych generacji artystów, w tym dla o 35 lat młodszego Dunikowskiego. Zapatrzenie polskich artystów w kulturę francuską skutkowało licznymi wyjazdami do Paryża, gdzie mogli oni czerpać inspirację. Xawery Dunikowski przybył do Paryża w 1914, a więc na trzy lata przed śmiercią Rodina. Choć nie ma żadnych źródeł potwierdzających bezpośrednie spotkanie obydwu artystów, wydaje się ono wysoce prawdopodobne, gdyż wielu młodych rzeźbiarzy starało się o nawiązanie kontaktu z francuskim mistrzem, aby ten obejrzał ich prace. Biorąc pod uwagę wielki autorytet, jakim cieszył się w Europie Rodin, łatwo zaklasyfikować relację między nim a o pokolenie młodszym Dunikowskim jako mistrz-uczeń. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że gdy polski rzeźbiarz przyjeżdżał do stolicy Francji, był już ukształtowanym, odnoszącym sukcesy artystą, profesorem Warszawskiej Szkoły Sztuk Pięknych. Potencjalne spotkanie z Rodinem mogło mieć więc bardziej charakter towarzyskiej wymiany poglądów niż konsultacji z mistrzem. Właśnie tak, po partnersku, obydwaj artyści zostali przedstawieni na wystawie. Jej celem jest ukazanie ich jako dwóch wybitnych, nowatorskich twórców, a autorskie zestawienia ich prac pozwalają dostrzec nam zarówno istotne podobieństwa, jak i diametralne różnice w ich podejściu do sztuki i modela. Tematem przewodnim wystawy, jak również – co stara się udowodnić jej autorka – głównym motywem dorobku obydwu rzeźbiarzy jest postać kobiety. To właśnie sposób patrzenia na kobietę pozwala zidentyfikować wspólny mianownik prac Dunikowskiego i Rodina oraz podstawowe rozbieżności między nimi.

Na wystawie witają nas stojące przed wejściem do pierwszej sali „Kobiety brzemienne” Dunikowskiego. Ten najbardziej znany cykl polskiego rzeźbiarza ukazuje kobiety w trzech różnych stadiach ciąży. Te tajemnicze, nieomal mistyczne figury – kiedyś do tego stopnia oburzające, że jeden z krytyków ułamał „Brzemiennej I” przedramię – wprowadzają nas w najobszerniejszą część wystawy zatytułowaną „One/ Egzystencjalnie”. To sala, gdzie zestawione zostały rzeźby stanowiące komentarz do sensu ludzkiej egzystencji, przemijania, macierzyństwa.

Na zafascynowanie rzeźbiarzy zmianami dokonującymi się w ciele kobiety podczas ciąży niewątpliwie wpłynęły narodziny ich dzieci. Młody Auguste, choć nosił imię po ojcu, nigdy nie został przez niego uznany. Mimo to pojawienie się dziecka zaowocowało wieloma rzeźbiarskimi wyobrażeniami matek z małymi dziećmi. Urocze, czułe przedstawienia kontrastują z brutalnym, niemalże odrażającym obrazem kobiety ciężarnej u tego samego artysty. Rodin nie krył się ze swoim radykalnym poglądem na temat piękna kobiety brzemiennej: „Zniekształcające kobietę macierzyństwo, wyczerpujące pożądanie i gorączka namiętności rozluźnia tkanki i psuje linie ciała. Dziewica staje się kobietą, jest jeszcze piękną, może być nawet cudowna, ale to inny rodzaj urody, mniej czysty”. Swemu okrutnemu poglądowi dał wyraz w jednym z rysunków prezentowanych na wystawie. Naturalistyczne przedstawianie wizerunków kobiet to z pewnością cecha wspólna dla obydwu rzeźbiarzy. Większe zafascynowanie motywem macierzyństwa widać jednak u Dunikowskiego. Obok wspomnianych już „Kobiet brzemiennych” kolejną niezwykle znaną jego pracą jest „Macierzyństwo”, gdzie z dwóch zespolonych ciał jedno – dziecko – wybija się z ciała matki, która zwisa bezsilnie jak zwiędły kwiat. Rzeźba ta wspaniale kontrastuje z inną, stojącą w holu. Poruszająca „Matka i umierająca córka” Rodina pokazuje odwróconą sytuację. Szkicowo odkuta, ledwie widoczna twarz dziewczynki zanika w surowych kamiennych objęciach matki. Choć nie zestawione bezpośrednio, rzeźby korespondują ze sobą i jest to dialog wart zauważenia.

A. Rodin, "Matka i umierająca córka", niedatowany

A. Rodin, „Matka i umierająca córka”, niedatowany

Artyści podejmują temat przekazywania życia nie tylko z ludzkiej, ale i z boskiej perspektywy. I tutaj również trudno nie zauważyć, że Rodin przedstawia kobietę jako źródło grzechu, zagrożenie. W pięknej rzeźbie „Ręka Boga” dostrzegamy wyłaniające się z kamienia dwie postaci – kobietę i mężczyznę. W „Ręce diabła” widać już tylko kobietę. Z kolei „Ewa”, stojąca w centrum tej części ekspozycji, przybiera pozę zawstydzonej i przywodzi na myśl „Wypędzenie z raju” z Kaplicy Sykstyńskiej Michała Anioła, wielkiego mistrza Rodina. Historia powstawania tej rzeźby znów pokazuje nam negatywny stosunek artysty do kobiet ciężarnych – gdy Rodin dowiedział się, że modelka jest w ciąży, przerwał pracę nad rzeźbą i postanowił dokończyć po porodzie, po raz kolejny pokazując swoje przedmiotowe podejście do kobiet. Zupełnie inne są „Ewy” Dunikowskiego stojące w tej samej sali. To dwie – betonowa i drewniana – sztywno stojące postaci trzymające w dłoniach embrion. Z tego zestawienia możemy wysnuć dalej idące wnioski dotyczące różnic w oddawaniu ciała. Podczas gdy akty Rodina niemalże ociekają erotyzmem, ciała wychodzące spod dłuta Dunikowskiego dalekie są od zmysłowości, to schematyczne, sztywne bryły. Różnice w podejściu do ciała i nagości najsilniej uwypuklają się przy zestawieniach w sali „One/Erotycznie”. Szkice Rodina emanują seksualnością, ocierają się o pornografię. Tego rodzaju ekspresji nie znajdziemy w obrazach Dunikowskiego. Na nielicznych namalowanych przez niego aktach kobiety za nic nie są przedstawione jako erotyczny obiekt pożądania.

Prace na wystawie skupiono wokół różnych wątków. Oprócz wspomnianego już egzystencjalnego i erotycznego znajdziemy też salę rzeźb oficjalnych, robionych na zamówienie. Tu uwagę przyciąga cykl Dunikowskiego „Głowy wawelskie”, tworzone w latach 20.,przeznaczone do kasetonów rekonstruowanego stropu Sali Poselskiej na Wawelu. Choć nigdy nie zawisły w przeznaczonym im miejscu, do dziś stanowią własność Zamku Wawelskiego. Ciekawym elementem rzeźb z tego cyklu (jak i innych mieszczących się w tej sali) są fryzury. Nietuzinkowe stylizacje to efekt współpracy z zaprzyjaźnionym wirtuozem fryzjerstwa o międzynarodowej sławie – Antonim Cierplikowskim. Jego kreacje z pewnością inspirowały Dunikowskiego, który jednak, jako artysta o wielkim ego, nie omieszkał wspominać, jak to on sam w Paryżu projektował uczesania dla Antoine’a.

X. Dunikowski, "Francuzka I", 1927

X. Dunikowski, „Francuzka I”, 1927

A jeśli już o wielkim ego mowa, warto skupić się na stosunku obydwu artystów do samych siebie. Wystawę wieńczy sala zatytułowana „Ja/ Narcyz”, która daje nam do zrozumienia, że zarówno Rodin, jak i Dunikowski mieli pełną świadomość znaczenia własnej twórczości. Ich narcystyczne zapatrzenie we własne potrzeby i aspiracje z pewnością odbiły się na kobietach, z którymi dzielili życie. Rose Beuret, krawcowa, którą Rodin poznał podczas pracy przy frontonie teatru Gobelins, wierna mu przez lata, okładała jego gliniane rzeźby mokrymi ścierkami, żeby nie wyschły, podczas gdy on wiązał się z innymi kobietami (jego najsłynniejszą kochanką była młoda uczennica Camille Claudel, z którą oprócz łoża dzielił również pracownię). Rose poślubił dopiero na kilkanaście dni przed jej śmiercią, jak gdyby w geście wynagrodzenia jej 53 lat wierności. Dunikowski, przez lata związany z rzeźbiarką Sarą Lipską, w przeciwieństwie do Rodina uznał ich dziecko już przy narodzinach, jednak nigdy nie poślubił Lipskiej, mimo że uznaje się ją za najważniejszą kobietę jego życia. Z zapisków wypowiedzi Dunikowskiego łatwo wysnuć wniosek, że sztuka była dla niego dalece ważniejsza niż kobiety: „Artysta nie powinien się żenić, tak jak ksiądz. Albo sztuka, albo żona. Albo sakralna służba, albo babskie baby. Innego wyjścia nie ma”. Prace Sary Lipskiej i Camille Claudel również znalazły się na wystawie. Niestety obie zapatrzone w swoich wielkich mistrzów, choć równie utalentowane, na zawsze pozostały w cieniu swoich partnerów. Zarówno dla Rodina, jak i dla Dunikowskiego kobiety stanowiły raczej źródło inspiracji niż stojące na równi z nimi towarzyszki życia. Liczyły się przede wszystkim dlatego, że były istotami z krwi i kości, a nie abstrakcją.

Zestawienie prac obydwu rzeźbiarzy to próba szukania nowych interpretacji dla Dunikowskiego, patrona warszawskiego Muzeum Rzeźby. Konfrontacja ta dodaje nowe konteksty do jego twórczości, a jednocześnie jest też pierwszą okazją do wystawienia prac francuskiego mistrza w Polsce. Miejmy nadzieję, że współpraca z paryskim Muzeum Rodina zaowocuje szerszym zainteresowaniem osobą Dunikowskiego, tak znanego w Polsce, a jeszcze niewystarczająco rozpoznawalnego we Francji.

***

„Rodin/ Dunikowski. Kobieta w polu widzenia”. Muzeum Rzeźby im. Xawerego Dunikowskiego w Królikarni we współpracy z Muzeum Rodina w Paryżu oraz z Muzeum Narodowym w Krakowie, 24 maja–18 września 2016.

Wystawę będzie można oglądać w Muzeum Narodowym w Krakowie w dniach 7 października 2016 – 15 stycznia 2017.