dwutygodnik internetowy
26.03.2018
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Klęska narodu państwowego. Refleksja wokół książki Pawła Brykczyńskiego

Tydzień między 9 a 16 grudnia 1922 był decydujący dla młodej Niepodległej. Ostatecznie zburzył możliwości współpracy ponad podziałami, utrwalił wąską koncepcję narodu polskiego i utorował drogę ku dyktaturze.

materiały prasowe

materiały prasowe

logo_NIESKONCZENIE_NIEPODLEGLA_kolor

Magazyn Kontakt jest jednym z partnerów programu Nieskończenie Niepodległa organizowanego przez Ośrodek KARTA. Na przestrzeni 2018 roku na łamach dwutygodnika pojawiać się będą opinie, komentarze i wywiady wpisujące się w narrację programu wyznaczaną przez cotygodniowe teksty w „Rzeczpospolitej”. W obecnym wydaniu komentujemy dramatyczne wydarzenia związane z wyborem pierwszego prezydenta II RP Gabriela Narutowicza i zamachem na niego.

***

Przy okazji trwających obchodów stulecia niepodległości przez wszystkie przypadki odmienia się pochwały na temat „współpracy ponad podziałami dla dobra wspólnego”, którą podjęli w kluczowych dla Rzeczypospolitej pierwszych latach jej istnienia zaciekli rywale polityczni z Józefem Piłsudskim i Romanem Dmowskim na czele.

To prawda. Do końca walki o granice państwa i jego ustrojowy kształt, czyli do roku 1921, spór polityczny, choć momentami ostry, był utrzymywany w ryzach, aby dodatkowo nie zaszkodzić młodemu państwu, którego byt i tak kilkakrotnie wisiał na włosku.

I. Kres współdziałania

Choć należy docenić wzajemne ustępstwa, jakich w pierwszych miesiącach i latach dokonali wobec siebie protagoniści, nie można ulegać romantyzowanej opowieści o narodowej zgodzie, gdyż jest ona zwyczajnie nieprawdziwa i zaciemnia obraz kluczowych dla tamtego czasu sporów.

Główne siły polityczne były na kursie kolizyjnym, gdyż reprezentowały różne wizje podstawowych spraw publicznych. Ten konflikt osiągnął pierwszą tragiczną kulminację już cztery lata po listopadzie 1918 roku. Prezydent Rzeczypospolitej, wielki patriota i wybitny człowiek, padł w gmachu Zachęty od kuli  wystrzelonej przez innego człowieka, uważającego się za patriotę jeszcze większego. Jak do tego doszło i o czym świadczy to dramatyczne wydarzenie?

Koniec podstawowej zgody między rywalizującymi siłami politycznymi został przypieczętowany w toku kampanii wyborczej 1922 roku, kiedy to walczące ugrupowania zaczęły wyciągać przeciwko sobie najcięższe działa. Język agitacji był brutalny i pozbawiony skrupułów. Lewica przeciwko endekom kierowała oskarżenia o współpracę z caratem, kontynuowanie tradycji Targowicy, a przede wszystkim obronę wyzyskiwaczy. „Robotniku polski! Nie słuchaj podszeptów endeków i bolszewików – najgorszych wrogów ojczyzny! Głosuj na PPS, głosuj na dwójkę”; PSL „Wyzwolenie” obiecywał nawet, że „czapkami zakryjemy obszarników, kłonicami walić będziemy opornych. Ziemię im odbierzemy i chłopom rozdamy!”. Endecy lewicę oskarżali o „analfabetyzm polityczny” i internacjonalizm, partie ludowe siebie nawzajem o zdradę ludu wiejskiego. Co jednak bodaj najistotniejsze, w toku agitacji rozpoczęła się brutalna antysemicka akcja endecji, która uczyniła z niej swój naczelny oręż polityczny.

II. Definiowanie narodu

Jak wykazał w wyniku imponującej kwerendy źródłowej Paweł Brykczyński, autor niedawno wydanej książki „Gotowi na przemoc. Antysemityzm, mord i demokracja w przedwojennej Polsce”, antysemityzm stał się leitmotivem całej kampanii Chrześcijańskiego Związku Jedności Narodowej, przez przeciwników zwanej pogardliwie „chjeną”. Koalicja ta przedstawiała się jako jedyna siła uprawniona do reprezentowania narodu polskiego, którego nieodzowną cechą jest katolickość. Wszystkich zaś przeciwników wskazywała jako „żydowskie sługi”. Miała zresztą ułatwione zadanie. Na co dzień skłócone mniejszości narodowe z powodu niekorzystnej dla nich ordynacji wyborczej postanowiły zjednoczyć siły, tworząc wspólny blok wyborczy, który łatwo było przedstawić jako „żydowski”. Endecja podobnie atakowała również PPS, w którym znajdowało się wielu działaczy żydowskiego pochodzenia. Oto próbka antysocjalistycznej propagandy: „PPS wystawiła na liście nr 2 w Warszawie Żyda Feliksa Perla […]. Macie dowód, pod czyją komendę chcą Was oddać socjaliści. Czy chcecie, aby i naszym narodem rządzili Lejby Trockie i Radki-Sobelsony?!”.

W swojej pracy Brykczyński wskazuje, jak endeccy propagandyści profilowali swój antysemityzm do poszczególnych grup ludności: chłopów, robotników, kupców czy „kobiet polskich”. Wszystkim im miała zagrażać „inwazja żydowska” w postaci Bloku Mniejszości albo ugrupowań centrowych lub lewicowych.

Cała ta kampania była nastawiona na wylansowanie własnej, „nowoczesnej” wizji narodu, w której dla mniejszości po prostu nie było miejsca. Wizji, w której „narodem” są tylko mówiący po polsku katolicy lub ci, którzy z Kościołem się identyfikują. A wyrazicielem ich woli mogła być oczywiście tylko lista „Chjeny”. Tak przeprowadzona kampania dała prawicy zwycięstwo, choć nie zapewniła większości w sejmie. Zbudowała jednak doskonały grunt pod to, co wydarzyło się później, czyli skuteczną nagonkę przeciwko wybranemu demokratycznie prezydentowi Rzeczypospolitej, która doprowadziła do wielotysięcznych demonstracji, ulicznych bitew i ostatecznie, pośrednio, do morderstwa.

III. Rejterada nieprawicy

W tym miejscu trzeba poświęcić nieco uwagi tym, którzy Narutowicza na urząd wybrali, czyli politycznym przeciwnikom narodowo-katolickiej koalicji. Było ich wielu i byli różni, od socjalistów, przez wewnętrznie podzielonych ludowców (choć ci bardziej umiarkowani z „Piasta” zawierali sojusze z endekami). Wszyscy wspólnie zdołali, wbrew endecji, prezydenta wybrać. Nie zdołali go jednak obronić. W swojej masie, poza socjalistami, właściwie zrejterowali z pola walki, pozwalając prawicowym bojówkom lżyć i obrzucać śnieżkami powóz wiozący głowę państwa. Kwintesencją tej abdykacji była postawa premiera Juliana Nowaka, który najpierw nie zaszczycił Narutowicza obecnością na jego zaprzysiężeniu, a następnie haniebnie uciekł z miejsca jego śmierci.

Jeszcze bardziej rozczarowujące było zachowanie naturalnego lidera tego obozu, Józefa Piłsudskiego. Nie tylko nie stworzył on w 1922 roku swojego obozu wyborczego, ukradkiem tylko udzielając poparcia Unii Narodowo-Państwowej, która okazała się politycznym niewypałem. De facto abdykował z życia publicznego, nie godząc się na przyjęcie żadnej roli publicznej wynikającej z nowej Konstytucji. Można powiedzieć, że „obraził się” na nowy ustrój tylko dlatego, że nie był on skrojony pod niego. W ten sposób umył ręce od odpowiedzialności za losy kraju w kluczowym dla niego momencie.

Największą przewiną „nieendencji” była jednak kapitulacja na tle symbolicznym. Wizji narodu etniczno-religijnego zaproponowanej przez Dmowskiego, Strońskiego, Korfantego et consortes nie przeciwstawiono na poważnie wizji narodu państwowego, zjednoczonego więzami obywatelstwa, praw i obowiązków. Poszczególne partie centrum i lewicy, nawet jeśli takie rozumienie wspólnoty było im bliskie, nie uznały, że ich odpowiedzialnością jest wstawić się za nim i przeciwdziałać wizji endeckiej. W swoich działaniach skupiały się raczej na realizacjach bardziej partykularnych (w dużej mierze słusznych) żądań programowych, dotyczących głównie kwestii ekonomicznych. Z pola widzenia umknął im temat szerszy i kluczowy – samodefiniowanie się Polaków w świeżo odzyskanym państwie.

Skutkiem tej abdykacji była milcząca zgoda na endecką koncepcję „polskiej większości”. Autor studium doskonale opisuje, w jaki sposób została ona stworzona i rozpropagowana. Takiej operacji nie powstydziliby się dzisiejsi spin doktorzy obozu władzy. Ostatecznie wszystkie partie, włącznie z lewicowymi, de facto zaakceptowały sytuację, w której mniejszości narodowe w sejmie były izolowane, a o stworzeniu z nimi rządu nie myślał właściwie nikt (choć byłaby to jedyna opcja dla realizacji centrolewicowej agendy). Bagatela, nawet w przyjętym przez sejm sprawozdaniu dotyczącym zabójstwa prezydenta niemal zignorowano wątek antysemicki, choć przecież głównym zarzutem endecji pod adresem Narutowicza była jego rzekoma „żydowskość”.

***

Reasumując, endecja nie tylko nie została potępiona jako polityczna sprawczyni mordu na Pierwszym Obywatelu, ale de facto odniosła zwycięstwo w walce o kluczowe pojęcie w polskim imaginarium. W niebyt odeszły wielokulturowe tradycje Pierwszej Rzeczypospolitej. Nikt nawet nie podjął próby budowy demokratycznego „narodu konstytucyjnego” i takiegoż patriotyzmu. Jedyną odpowiedzią na endecki nacjonalizm okazał się piłsudczykowski autorytaryzm i rządy silnej ręki z silnym zabarwieniem kastowym. Zadziałały one z pewnością jako tama dla państwowego antysemityzmu, spowodowały jednak jego wybuch w momencie, w którym głównego inżyniera tej tamy zabrakło w roku 1935. Okazało się, że 16 grudnia 1922 roku umarł nie tylko wybitny inżynier, profesor szwajcarskiej politechniki, gorący polski patriota rodem z Wielkiego Księstwa Litewskiego i pierwszy prezydent Państwa Polskiego. Umarła też pewna piękna, inkluzywna wizja narodu polskiego. Czy była utopijna? Tego nie wiemy, nikt nie dał jej szansy zaistnieć.

***

Pozostałe teksty z bieżącego numeru dwutygodnika „Kontakt” można znaleźć tutaj.

***

Polecamy także:

Jak wybudować szklane domy?

Rzeczpospolita wszystkich ludzi

Razem – PPS 2.0