dwutygodnik internetowy
17.07.2017
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Kim są „Ostatni w Aleppo”?

Trudno krytykować dokument o bohaterach, a tym właśnie jest „Ostatni w Aleppo”. Zostajemy przytłoczeni obrazami umierających pod gruzami dzieci, bombardowanego miasta w ruinach i poczuciem ciągłego zagrożenia. Chociaż film pomaga lepiej pojąć codzienność wojenną w Syrii, to zostajemy z szeregiem pytań, na które reżyser nawet nie próbował udzielić odpowiedzi.

ilustr.: Zuzia Wojda

ilustr.: Zuzia Wojda

Tegoroczna produkcja „Ostatni w Aleppo” zdobyła już kilkanaście nagród na festiwalach filmów dokumentalnych, w tym na Millennium Docs Against Gravity. Bohaterem zbiorowym filmu są Białe Hełmy, czyli Syryjska Obrona Cywilna, których działania w atakowanym przez wojsko Assada i siły rosyjskie Aleppo pokazane są głównie przez historię dwóch wolontariuszy: Khaleda i Mahmouda. Widzimy młodych mężczyzn, którzy wpatrują się w niebo, starając się wypatrzyć samoloty bombardujące miasto. Śledzimy ich żmudną, niebezpieczną i frustrującą pracę, polegającą głównie na odnajdywaniu skrawków ludzkich ciał pod tonami zrujnowanych domów. Towarzyszymy im w nielicznych chwilach radości, kiedy u ulicznego sprzedawcy kupują rybki i próbują w wojennych realiach odgrywać normalność. Słuchamy rozmów i komentarzy, które pozwalają zrozumieć, przed jakimi dylematami stoją Syryjczycy: czy próbować uciekać z miasta? Czy życie w obozie dla uchodźców mogłoby być choć trochę lżejsze niż to w Aleppo? Czy decydować się na rozłąkę z rodziną i tym sposobem starać się ułatwić przetrwanie swoim bliskim? Czy szansa przeżycia jako jeden z ponad pięciu milionów syryjskich uchodźców w Libanie, Jordanii, Turcji czy Grecji jest większa niż w bombardowanym mieście?

Wybór dokonany przez Białe Hełmy predestynuje ich do bycia bohaterami. Decyzja o narażaniu własnego zdrowia i życia w celu niesienia pomocy bezbronnym cywilom przedstawiona jest w filmie bez zbędnego patosu. Obraz ich codziennych wysiłków nie wydaje się w żaden sposób upiększony: widzimy powolne przerzucanie kawałków gruzu w otoczeniu grupki mieszkańców miasta i zrozpaczonego członka rodziny pogrzebanych pod zrujnowanym budynkiem, które częściej kończy się odnalezieniem pojedynczych kończyn niż triumfalnym wyłowieniem jeszcze żyjących ofiar ataków. Mimo perspektywy skupiającej się na praktycznych działaniach wolontariuszy reżyser Firas Fayyad nie zdecydował się podjąć kwestii dotyczących na przykład źródeł zaopatrzenia Białych Hełmów. Widz nie dowiaduje się, skąd wzięły się ich jednolite mundury, sprzęt, z którego korzystają, jak przebiega rekrutacja do ich szeregów ani jaka jest historia samej formacji. Wiemy tyle, że trzeba oszczędzać worki na zwłoki, bo jest ich mało.

Niewiele dowiadujemy się również o stronach w konflikcie. Wojna sprowadza się do ataków strony Bashara al-Assada i wojsk rosyjskich na bezbronne miasto. Pokazane są dwie demonstracje, w czasie których mieszkańcy manifestują swój sprzeciw wobec reżimu. Reżyser pomija temat obecności kilkudziesięciu innych państw i ugrupowań biorących udział w wojnie czy nawet problem tak zwanego Państwa Islamskiego – jakby kontekst polityczny i do pewnego stopnia także kontekst historyczny nie były ważne. Wybór ten można interpretować z jednej strony jako wyraźny sygnał pokazujący, że liczy się uniwersalny przekaz dotyczący poświęcenia i odwagi Białych Hełmów. Z drugiej zaś podkreślana jest samotność miasta, obojętność całego świata, w tym przede wszystkim sąsiadów Syrii, na los cywilów.

Jednocześnie jednak widz nie ma szans zapoznać się z perspektywą, która zbliżałaby go do innych niż wolontariusze Białych Hełmów mieszkańców Aleppo. W filmie niemalże nie pojawiają się kobiety. Widzimy je jedynie w tle, w chwilach, w których bohaterowie uczestniczą w akcjach ratunkowych lub nielicznych sytuacjach codziennych, takich jak wizyta na placu zabaw. Nie zostaje pokazana żona Khaleda, chociaż kilkukrotnie widzimy wolontariusza w jego mieszkaniu, kiedy rozmawia ze swoimi dziećmi. Wiemy, że brakuje leków, jednak sytuacja żywnościowa zostaje zarysowana jako w miarę stabilna. Los mieszkańców zrujnowanych budynków pozostaje zagadką: możemy jedynie domyślać się, co stało się z tymi, którym udało się przeżyć. Reżyser zdecydował się do tego stopnia skupić na zobrazowaniu życia Białych Hełmów, że niemalże pomija odpowiedź na pytanie, kim są i w jakich warunkach żyją ratowane przez nich ofiary bombardowań.

„Ostatni w Aleppo” jest ważnym filmem. Osobom, których news feed nie jest zalany informacjami udostępnianymi przez uchodźców z Syrii, dzielącymi się przerażającymi wiadomościami z rodzinnych stron czy filmami „Live Updates From Syria”, może on otwierać oczy na okropności wojny. Odczytywany w szerszym kontekście powinien stanowić wyrzut sumienia wszystkich państw rozwiniętych, które ociągają się z przyjmowaniem uciekających z Syrii osób. Stanowi kolejny argument za tym, że kiedy codzienność wojny jest w czasie rzeczywistym ukazywana całemu światu, nie ma sposobu, aby przekonująco udawać, że się o niej nie wie. Jednocześnie jednak jest on obrazem, który ukazuje jedynie wycinek syryjskiego koszmaru. Wolontariusze Białych Hełmów, „Ostatni w Aleppo”, są jednocześnie pierwszymi, których historia zyskała szeroki rozgłos. Zeszłoroczna nominacja Syryjskiej Obrony Cywilnej do nagrody Nobla, akcja People’s Million, w ramach której ponad dwieście tysięcy osób przekazało środki finansowe na sprzęt mający służyć wolontariuszom w prowadzonych przez nich działaniach czy film „The White Helmets”, który otrzymał Oskara w kategorii krótkometrażowy film dokumentalny, pokazują, że wyjątkowe bohaterstwo Białych Hełmów jest zauważane (pomijając w tym miejscu fakt, że to niewiele zmienia, jeśli chodzi o samą wojnę).

Pozostaje jednak pytanie, na ile taki obraz wojny w Syrii pozwala szerszemu gronu widzów bardziej solidaryzować się z innymi bohaterami tego konfliktu: dziećmi, nastolatkami i kobietami ruszającymi w samotną podróż do Europy, rodzinami, które musiały opuścić swoje domy, milionami Syryjczyków żyjących w nieludzkich warunkach obozów w Turcji, Libanie, Jordanii, Grecji czy Serbii, młodymi Syryjczykami, którzy podjęli decyzje o próbie wyjazdu z ogarniętego wojną państwa i szukają możliwości ułożenia życia gdzieś indziej. Kiedy oni będą opowiadać swoje historie – czy będziemy gotowi wysłuchać opowieści ofiar, których bohaterstwo jest nieoczywiste, i dowiedzieć się, kim – oprócz Białych Hełmów – byli ostatni w Aleppo?

***

Pozostałe teksty z bieżącego numeru dwutygodnika „Kontakt” można znaleźć tutaj.