dwutygodnik internetowy
14.04.2014
magazyn papierowy


Kilka słów o milczeniu

Milczy Chrystus, milczy też Bóg, gdy słyszy wołanie z krzyża: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?”

ilustr.: Tomasz Obiński

Zanurzenie się w milczeniu byłoby wyjściem naprzeciw Bożego misterium, które dokonało się bez splendoru, w uniżeniu i w ukryciu przed światem.Ale czy milczenie rzeczywiście jest tajemnicą świata przyszłego, tak jak chcieli tego pisarze średniowieczni?
 
Jest w tym coś zastanawiającego: człowiek XXI wieku bierze do ręki anonimowy druk sprzed prawie dwustu pięćdziesięciu lat, otwiera go i słyszy mowę.
 
Oddzielony od kakofonii miasta, stawiam przed sobą Zegarek Czyscowy, tom z 1774 roku, „od jednej pobożnością znacznej Pani złożony”. „Zegarek”, czyli klepsydra, cichy zwiastun upływającego czasu. Nie wiem nic o autorce, skrytej za nabożnym zapewnieniem: „dla wszystkich na śmierć pamiętnych”; wiem jedynie, że przed laty podzielała powszedni człowieczy los i że pozostawiła po sobie dewocyjną księgę, dzięki której żywi mogą zanosić modlitwy w imieniu wielkiego milczenia umarłych. Przerzucając setki stron „affektów” i „wzdychań”, natrafiam w końcu na Naukę o przygotowaniu się do świątobliwej śmierci, dodany do kodeksu traktat Kaspra Drużbickiego, i czytam:
 
[Oddaję] Dobra, i majętności moje: dostatki, i zbiory moje, ciało, żywot, i zdrowie moje, serce, rozum, wolą, pamięć, duszę moję, wszytkie sprawy, sporządzenia, i postanowienia moje […].
 
Słowa te jawią się jako naśladowanie ostatecznego ogołocenia Chrystusa w chwili, gdy zawołał On: „Ojcze, w ręce Twoje oddaję moją duszę” (Łk 23, 46). Był to „donośny głos” (Mk 15, 37), po którym Zbawiciel „skonał” (Mk 15, 37). Na chwilę w rzeczywistość Bożo-ludzką wpłynęło milczenie. W tej perspektywie umieranie staje się ogołoceniem, a ogołocenie – wejściem w wielką ciszę, która nie jest jedynie nieobecnością głosu, ale wyrazem oderwania się od wszystkiego, a co za tym idzie – paradoksalnym potwierdzeniem swego istnienia, autonomią wobec świata poddanego znikomości i upływowi czasu. Zupełnie tak, jak nauczał św. Ignacy Antiocheński: „lepiej jest milczeć i być, niż mówić i nie być” (Ef XV, 1). Dla Ojców Pustyni nakaz milczenia stawał się sposobem przejścia od świata do przybytku serca; odnalezieniem w sobie tej cząstki, która nie przemija wraz z „postacią obecnego świata” (1Kor 7, 31). Przypomina to zresztą pewną faryzejską intuicję, wedle której istnieje w człowieku kość, która nigdy nie ulegnie zniszczeniu, i z której Bóg stworzy nowe ciało w dniu zmartwychwstania.
 
Staropolskie pisma ascetyczne obfitowały we fragmenty, w których przyjęcie sytuacji osoby dogorywającej stawało się lekiem na wszelkie doczesne cierpienia. Drużbicki radzi więc:
 
Bierz na się często postać umierającego człowieka […], śmierci się przypatruj, onej na się przymierzaj, i jakoby kosztuj. Osobliwie tak umierającego człowieka na sobie obraz wyrażaj, jako sobie umrzeć życzysz […]. Na każdy Miesiąc obierzesz sobie dzień jeden wolny […]. W te godziny obrane, odprawiwszy wszystkich od siebie, tak się przed Bogiem swoim ułożysz, jakobyś już była bliska ostatniej godziny i właśnie śmierci czekała.
 
Jest więc milczenie umarłych oraz milczenie w obliczu śmierci. „Ten dzień zaciemni oczy jak okna domu” – pisał św. Efrem Syryjczyk. – „Ten dzień zatrzyma kroki i zmaże ich ślady. Już ich człowiek nigdzie nie skieruje”. W innej pieśni poeta obwieszcza, że „dzień [śmierci] zamilknąć każe ustom”, ale i „zamknie uszy”, aby ucichli także wszyscy wokół. Wreszcie wznosi się lament: „Jak gorzki jest, bracia, kielich śmierci! Upaja nawet wstrzemięźliwych”. Dlaczego wciąż konieczne jest to oddzielenie? Ewangelia milczy, stawiając jedynie przed oczy wydarzenia Wielkiego Tygodnia, a jak mawiał o. Sergiusz Bułgakow, „należy pilnie wsłuchać się w to milczenie”. Pewnym echem tej duchowości byłaby następująca medytacja Nauki o przygotowaniu się do świątobliwej śmierci, mająca ułatwić chrześcijaninowi przekroczyć próg ziemskiego życia:
 
[…] jako cień za ciałem, jako piorko za wiatrem, obraca się i unosi zawsze, tak wola twoja, i ty wszytka, i wszytkie twoje rzeczy, rady, chęci, zamysły, myśli, za wolą Bożą się podnosiły.
 
Milczy Chrystus, milczy też Bóg, gdy słyszy wołanie z krzyża: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?” (Mt 27, 46). „Pszenica jest cicha, kiedy się ją miele, jak Pan, kiedy Go sądzono. Przenica nie woła, gdy się ją zabija, jak Pan, gdy Go krzyżowano”, pisał Cyryllonas, poeta syryjski z końca IV wieku. Wprawdzie Chrystus „wołając donośnie i płacząc, zanosił modły” (Hbr 5, 7), ale w spotkaniu z Piłatem „milczał” (J 19, 9). Herod „zasypywał Go pytaniami, ale On wcale nie odpowiedział” (Łk 23, 9). Czy jest to cisza męczeństwa, a więc – wedle Diadocha z Fotyki – „najdoskonalszego wyznania wiary”? Czy dlatego św. Ignacy Antiocheński uważał, że najwyższą cnotą biskupa powinna być właśnie nieskłonność do zabierania głosu? „Im dłużej biskup zachowuje milczenie, tym bardziej należy go szanować” (Ef VI, 1).
 
Zanurzenie się w milczeniu byłoby wyjściem naprzeciw Bożego misterium, które dokonało się bez splendoru, w uniżeniu i w ukryciu przed światem, bo – jak pisał św. Ignacy – „nie pojął książę tego świata dziewictwa Maryi ani Jej macierzyństwa, podobnie jak i śmierci Pana, owych trzech głośnych tajemnic, które dokonały się w ciszy Boga” (Ef XIX, 1). Ale czy milczenie rzeczywiście jest tajemnicą świata przyszłego, tak jak chcieli tego pisarze średniowieczni? Zdaniem św. Izaaka z Niniwy, trwając w ciszy w sekretny sposób wyśpiewuje się Bogu psalmy; w ten tajemniczy sposób rozniesie się także okrzyk radości. Przypomina to wiersz Antoniego Langego, który wprawdzie usiłuje jakoś przeniknąć doskonałość życia wiecznego, ale w gruncie rzeczy robi to przy pomocy topiki śmierci:
 
Świat marmurów tak białych jak pióra łabędzie,
Jak zimowe śniegi, białością promienny (…).
Wasza białość – ta białość łabędziego puchu,
Wszystkie barwy stopiła w głazy marmurowe;
Spokój wasz – to związanie wszystkich ruchów ruchu;
Milczenie wasze streszcza lat tysiąca mowę.

 
Z drugiej strony, jak wyjaśniał kard. Tomáš Špidlík, „celem [milczenia] jest oczyszczenie języka i docenienie ludzkiej mowy, które są obrazem Słowa Bożego i narzędziem komunikacji w miłości”. Wszakże przejmujący moment ciszy, gdy Chrystus „oddał ducha” (Mt 27, 50) w istocie poprzedził chwilę, w której „grobowce pootwierały się” (Mt 27, 52). Czy zatem Ojcowie Pustyni zapychali kamieniami swe skłonne do grzechu usta właśnie po to, aby ostatecznie uzdolnić język do wyrażenia czystej miłości w chwili, gdy zaświta dzień zmartwychwstania? Współczesny indyjski poeta, Aśok Wadźpeji, bardziej chyba ludzki w swej wizji od Langego, być może również bliski apokaliptycznym zapowiedziom (Ap 21, 24.26), pisał:
 
Po śmierci
nie będziemy milczeć.
Będziemy dyskutować,
będziemy poszukiwać,
będziemy przekraczać granice.

 
Może więc cisza Wielkiej Soboty zapowiada, oczyszcza i przygotowuje miejsce na donośną, dynamiczną pieśń życia wiecznego? „Wiele ciał świętych, którzy już pomarli, odzyskało życie” (Mt 27, 52); nie tylko „wyszły z grobów po Jego zmartwychwstaniu”, ale wybrały się w drogę i „przyszły do miasta” (Mt 27, 53)…
 
Jeśli nie chcą Państwo przegapić kolejnych wydań naszego tygodnika, zachęcamy do zapisania się do naszego newslettera.