dwutygodnik internetowy
21.12.2015
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

„Każdy się poczuł – niedoczłowieczony”. Pastorałki Jacka Kaczmarskiego

Dzięki różnorodności i świadomej grze konwencjami program „Szukamy stajenki” jest dziełem w zupełności uniwersalnym. Owszem, z jednej strony głęboko osadzony w kontekście biblijnym i orbitujący cały czas wokół znanych nam zdarzeń, postaci i miejsc, jednak z drugiej abstrahujący daleko od samej tradycji chrześcijańskiej, która stanowi jedynie punkt wyjścia dla rozważań nad naturą człowieka, jego miejsca w świecie i społeczeństwie – które są niewątpliwie dominującym tematem w całej twórczości Kaczmarskiego.

szukamy_stajenki_cd_orginal

materiały prasowe

Boże Narodzenie to czas niebywałego dysonansu. Z jednej strony jego istotą jest religijne święto, narodzenie Chrystusa, z założenia – owszem – radosne, ale też niezwykłej wagi. Z drugiej – najbardziej odczuwalnym na co dzień jego aspektem wydaje się komercyjna otoczka, która trąbi nam w ucho „Merry Christmas” za każdym razem, gdy próbujemy przebić się przez tłum poszukiwaczy prezentów. Szczęśliwie pomiędzy głębokim, religijnym przeżyciem a kiczowatym profanum istnieje jeszcze dużo przestrzeni, w której jedną z najjaśniejszych gwiazdek jest naszym zdaniem program „Szukamy stajenki”, zachwycający niezmiennie swoją kompleksowością, głębią, a w końcu po prostu estetyką.

***

W 1993 i 1994 roku ze współpracy Jacka Kaczmarskiego i Zbigniewa Łapińskiego powstał zbiór nowych pastorałek i kolęd. Deklarowana przez autorów chęć ciągłego aktualizowania, przewartościowywania tradycyjnych treści (zarówno na poziomie tekstu, jak i muzyki) znalazła wyraz w cyklu szesnastu utworów łączących motywy zaczerpnięte z polskich, żydowskich, ukraińskich, arabskich czy węgierskich tradycji muzycznych.

Program „Szukamy stajenki” pisany był z myślą o wielu rożnych wykonawcach (między innymi artystach krakowskiej Piwnicy Pod Baranami), został przepróbowany w wielu składach instrumentalnych i wokalnych, z których ponoć żaden nie zaspokajał w pełni rozbudzonych ambicji autorów programu. Mimo to pod względem kompozycyjnym i aranżacyjnym stanowi bodaj najbogatsze, najbardziej kunsztowne dzieło obu twórców. Bowiem fortepianowi Łapińskiego nie towarzyszy tylko gitara, a flet, trąbka, klarnet, obój, kwartet smyczkowy i kontrabas. To niespotykane wcześniej w zestawieniu z twórczością Kaczmarskiego instrumentarium przeobraża punkciki nut w galilejskie landszafty i chłodne zakamarki stajenki, a pociągnięcia smyczkiem w deszcz spadających gwiazd, to znów w rżenie osła. Artyści wypełniają akustyczną przestrzeń szerokim wachlarzem muzycznych barw i faktur, ustępując jednak pierwszego planu słowom. Te zaś usłyszymy nie tylko w wykonaniu Kaczmarskiego (pokazującego obok ironicznego swoje delikatne, liryczne oblicze); do „Szukamy stajenki” niejako „w roli” Matki Boskiej została zaangażowana także Elżbieta Adamiak ze swoim łagodnym, subtelnym wokalem.

***

W warstwie tekstowej „Szukamy stajenki” stanowi swoisty kolaż stylizacji literackich, kontekstów i nawiązań. Słuchając „Kolędy barokowej” trudno nie ulec złudzeniu, że ma się do czynienia z poetyckim opisem autentycznego pejzażu pędzla siedemnastowiecznego artysty, pełnego światłocienia, o określonej kompozycji i ikonografii. Zaś „Kolęda ludowa” – relacja pastuszków, pragnących powitać Jezusa w stajni – każe wierzyć, że Boże Narodzenie miało miejsce gdzieś pomiędzy Bugiem a Odrą. Program pełen jest zaskakujących motywów, praktycznie nieużywanych w tekstach dotyczących Bożego Narodzenia. Znajdziemy tu utwory takie jak wzruszająca „Kołysanka”, przedstawiająca Maryję w czysto matczynym, bardzo ludzkim wydaniu, „Tyle złota i purpury” używające perspektywy narracyjnej Józefa czy zupełnie nowatorski „Straszny rwetes” – dialog mało zazwyczaj eksploatowanych figur osła i woła.

Dzięki tej różnorodności i świadomej grze konwencjami program „Szukamy stajenki” jest dziełem w zupełności uniwersalnym. Owszem, z jednej strony głęboko osadzony w kontekście biblijnym i orbitujący cały czas wokół znanych nam zdarzeń, postaci i miejsc, jednak z drugiej abstrahujący daleko od samej tradycji chrześcijańskiej, która stanowi jedynie punkt wyjścia dla rozważań nad naturą człowieka, jego miejsca w świecie i społeczeństwie – które są niewątpliwie dominującym tematem w całej twórczości Kaczmarskiego.

***

Na wielowymiarową i – nie ma co ukrywać – bardzo gorzką wizję człowieka w „Stajence” Kaczmarskiego składają się po trosze wszystkie występujące w niej podmioty. Odbicie tej wizji znajdziemy przede wszystkim w osobie nowo narodzonego Jezusa – do szpiku kości ludzkiego (Na co dziecku hołdy koronne?/ Dziecko Boga – a takie bezbronne!), cielesnego (Już Zbawiciel, choć dzieciątko,/ Buzia i paluszek ), od samego początku wetkniętego między tryby społecznych oczekiwań i nadziei („Nieś radosne wieści,/ Zdejmij z nas boleści,/ Łaski, Synu Pana!/ Ofiaruj się za nas!” ). W większości pastorałek jego kołyska stoi w cieniu krzyża – los jednostki znajduje swój finał w zaangażowaniu w „wielkie sprawy” i niezasłużonej śmierci. Na Matce, oddalającej się z każdą chwilą coraz bardziej od Dzieciątka („Mój, a już nie mój”) i na przybranym ojcu ciążą nie tylko prozaiczne problemy i prorocze wizje („Józef przyszłość widzi w popiołach: / Krzyż, koronę z cierni i ranę”), ale także trudność odnalezienia Boga w człowieku – tym leżącym obok na sianie i każdym innym witającym do betlejemskiej groty, a składającym się „z cieni i światła”.

Jacek Kaczmarski kreśli też dookoła postaci szkic historiozofii poprzez przedstawienie wyobrażonej, metaforycznej Galilei przełomu er. W „Jak długo grać będą…” zadaje pytanie o trwałość wywołanego Bożym narodzeniem communitas ludzi i zwierząt, pastuszków i królów, które – prędzej czy później – musi zostać przerwane, „gdy krzywda znów wsączy nienawiść do krwi”. Do tego „nad uśpioną Galileą” unosi się widmo niezażegnanego konfliktu pomiędzy ludem oraczy i pasterzy a władzą siły – Cesarstwem Rzymskim.

Wreszcie w najszerszej perspektywie autor portretuje ludzkość złożoną z osób „odmiennych mową, wiarą, obyczajem” dążących wspólnie, pomimo różnic i pomimo swoich ułomności, do wspólnego ideału – uosobionego na końcu drogi przez świętą rodzinę:

Czekał nas widok najzwyklejszy w świecie:
Stajenka, żłobek, ojciec, matka, dziecię.

Cud w tym był tylko, że na widok onych –
Każdy się poczuł – niedoczłowieczony

W tym, że odchodził przejęty tęsknotą.
I tylko o to chodziło.

Tylko o to.

***

„Szukamy stajenki” jest więc dziełem, o którym warto pamiętać nie tylko w grudniowe wieczory, ale także zawsze, gdy ktoś do nazwiska autora przylepić chce łatkę „barda Solidarności”. Czerpiący garściami z rozległych kulturowych źródeł inspiracji, przekuwający stare motywy w nowe pytania i refleksje, uprawiający językową i stylistyczną ekwilibrystykę – oto jakim poetą był Jacek Kaczmarski. W programie „Szukamy stajenki” znajdziemy to wszystko, obleczone w dodatku w wyjątkowo kunsztowną muzykę.