dwutygodnik internetowy
18.05.2015
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Kapitał zagraniczny w Polsce: Polska jako gospodarka poddostawcy?

W jakim stopniu inwestycje zagraniczne podtrzymują nierównorzędne relacje gospodarcze między Polską a rozwiniętymi krajami Zachodu i sprzyjają wpadnięciu w tzw. pułapkę średniego dochodu? Jak zmaksymalizować korzyści płynące z tych inwestycji, szczególnie w aspekcie stymulowania innowacyjności przedsiębiorstw? Czy obecne regulacje prawno-administracyjne nie faworyzują najbogatszych (zazwyczaj zagranicznych) inwestorów?

Relacją z debaty „Kapitał zagraniczny w Polsce: Polska jako gospodarka poddostawcy?” rozpoczynamy współpracę z Fundacją Kaleckiego, której twórcy sami piszą o sobie tak: „Fundacja Kaleckiego jest niezależnym think tankiem założonym w 2014 roku w Warszawie. Naszym celem jest poszerzenie debaty publicznej o wątki wykraczające poza dominujące sposoby myślenia o gospodarce. Analizujemy procesy ekonomiczne w duchu koncepcji heterodoksyjnych, takich jak ekonomia postkeynesowska, instytucjonalna i behawioralna. Jednocześnie kładziemy nacisk na badania empiryczne, uzupełniając metody nauk ekonomicznych metodologią socjologiczną, historyczną i prawną. W naszym polu zainteresowań znajdują się zagadnienia takie jak wpływ regulacji na rozwój gospodarczy, polityczne uwarunkowania ekonomii oraz problem nierówności socjoekonomicznych”.

 

Jednym z najczęściej poruszanych tematów w dyskusjach o polskiej gospodarce, także w kontekście trwającej kampanii prezydenckiej, jest struktura i pochodzenie kapitału. Coraz częściej politycy i media przeciwstawiają sobie interesy małych i średnich przedsiębiorców reprezentujących polski kapitał interesom międzynarodowych korporacji opartych o kapitał zagraniczny.

Głośna książka Thomasa Piketty’ego „Kapitał w XXI wieku” sprawiła, że dyskusja nad rolą kapitału międzynarodowego we współczesnej sfinansjalizowanej gospodarce zaczęła obejmować szerszy zakres skutków społeczno-gospodarczych. Główną tezą Piketty’ego jest słynne „r>g”, oznaczające, że stopa zwrotu z kapitału jest większa od stopy wzrostu gospodarczego, czego konsekwencją jest powiększanie się nierówności majątkowych. Z perspektywy Polski istotne są nie tylko pogłębiające się nierówności w dostępie do kapitału wewnątrz kraju, ale różnica między zwrotem z kapitału pochodzenia polskiego oraz zagranicznego.

W kontekście polskiej transformacji istotne wydaje się także podkreślenie odmiennej historii i uwarunkowań rozwoju gospodarczego, w szczególności budowy „kapitalizmu bez kapitału” w ramach transformacji gospodarczej. Ze względu na przyjęty model transformacji w krótkim czasie firmom z kapitałem zagranicznych udało się uzyskać kluczową pozycję w najzyskowniejszych sektorach gospodarki.

Dla wielu zagranicznych firm Polska stanowi źródło dobrze wykwalifikowanych i równocześnie tanich pracowników. Prócz stosunkowo niskich kosztów pracy inwestorów zagranicznych przyciągają ulgi oraz niespotykane już w Unii Europejskiej specjalne strefy ekonomiczne. W 2013 roku udział płac w PKB wyniósł w Polsce zaledwie 47%, czyli zaraz po Litwie najmniej w Unii Europejskiej (dane KE 2013). Również w ramach OECD wskaźnik ten sytuuje nasz kraj wraz z Meksykiem na końcu listy. Znacznemu wzrostowi produktywności odnotowanemu w Polsce w latach 2001-2012 (średni roczny wzrost na poziomie 3%) nie towarzyszył adekwatny wzrost wynagrodzeń (średni roczny wzrost poniżej 1%) (OECD 2001-2012).

Pomimo istotnych korzyści z inwestycji zagranicznych na początku transformacji współcześnie należy na nowo rozważyć omawianą kwestię i odpowiedzieć na szereg pytań. W jakim stopniu inwestycje zagraniczne podtrzymują nierównorzędne relacje gospodarcze między Polską a rozwiniętymi krajami Zachodu i sprzyjają wpadnięciu w tak zwaną „pułapkę średniego dochodu”? Jak zmaksymalizować korzyści płynące z tych inwestycji, szczególnie w aspekcie stymulowania innowacyjności przedsiębiorstw? Czy obecne regulacje prawno-administracyjne nie faworyzują najbogatszych (zazwyczaj zagranicznych) inwestorów?

Te i inne zagadnienia były poruszane na debacie „Kapitał zagraniczny w Polsce: Polska jako gospodarka poddostawcy?” organizowanej przez Fundację Kaleckiego, w której udział wzięli: premier Jan Krzysztof Bielecki, profesor Elżbieta Mączyńska, profesor Andrzej Kondratowicz oraz doktor Adam Leszczyński. Debata realizowana była w ramach projektu edukacji ekonomicznej Narodowego Banku Polskiego ze wsparciem Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego.

Poniżej zaprezentujemy wybór najciekawszych wypowiedzi panelistów, które w naszych odczuciu najlepiej zdają relację z przebiegu debaty. W pierwszej części debaty dyskutanci wskazywali na historyczne podłoże obecnej sytuacji gospodarczej Polski. Przede wszystkim na fakt, iż polska gospodarka od stuleci pełniła rolę peryferyjną w ramach systemów gospodarczych, w których funkcjonowała. Sytuacja w 1989 roku była wyjątkowa – przejście z gospodarki centralnie planowanej do gospodarki kapitalistycznej nie było możliwe bez wielkich nakładów kapitałowych. Okoliczności historyczno-polityczne sprawiły, że deficyt kapitału został szybko wypełniony przez inwestorów zagranicznych.

*

Jan Krzysztof Bielecki – Polowanie na kapitalistę:

„Nie było kapitału, nie było kapitalistów i w zasadzie jedynymi takimi kapitalistami polskimi byli rzemieślnicy, których było siedemset tysięcy, którym wydawało się, że w momencie transformacji są dziedzicami kapitalistów. Niestety, większość z nich stała się po roku, po dwóch największymi oponentami tej zmiany, ponieważ wszyscy rzemieślnicy (a znam nawet kilku takich, byli moimi kolegami swego czasu) byli wychowani w systemie permanentnego niedoboru, gospodarce niedoboru, jak byśmy do literatury sięgnęli, economics of shortages. […] Więc przedsiębiorców nie ma, kapitału nie ma, kredytu nie ma, skłonności od inwestorów zagranicznych nie ma. Instytucja, po angielsku powiedzielibyśmy market institutions, też w powijakach, tak, bo dopiero żeśmy tam zaczęli tworzyć jakieś elementy rynku kapitałowego, nawet się zastanawiać, jakie mają być elementarne regulacje, bo niczego takiego nie było, więc instytucji nie ma. To w tych warunkach rodził się ten polski kapitalizm i on raczej polegał, przynajmniej do 1997-98 roku na polowaniu na kapitalistę”.

Adam Leszczyński – Smoła, zboże, meble:

„Polacy mają często skłonność do patrzenia na historię swojego kraju, jakby była absolutnie wyjątkowa, niedająca się porównać z żadną inną. Natomiast nasze problemy ekonomiczne są dość typowymi problemami krajów peryferyjnych. I polska gospodarka była zawsze, od kiedy można w ogóle o tym mówić, gospodarką peryferyjną. To znaczy myśmy zawsze byli od zachodu biedniejsi, myśmy zawsze importowali stamtąd idee i technologie i myśmy zawsze eksportowali produkty proste i nieprzetworzone albo względnie mało przetworzone. Kiedyś to była smoła, zboże, drewno, a teraz są to powiedzmy meble, a nadal odsetek produktów wysokiej ekonomii w polskim eskorcie jest bardzo niewielki.

[…]

[Zagraniczni inwestorzy] nie zbudują tutaj w Polsce na przykład centrum wysokich technologii, bo nie mają żadnego powodu, żeby to robić, natomiast będą tu budowali kolejne montownie, bo to im się opłaca. […] Wraz z zachodnim kapitałem przyszedł bardzo istotny know-how. Przyszedł w takich dziedzinach jak telekomunikacja czy bankowość, ale także marketing, nowoczesne techniki sprzedaży i wiele tego typu miękkich, powiedziałbym, dziedzin. Przyszło wiele dodatkowych miejsc pracy – lepszych i gorszych. Natomiast z drugiej strony ten napływ pociągnął za sobą koszty i kosztami było utrwalenie peryferyjnej pozycji Polski na rynku światowym”.

Andrzej Kondratowicz – mobilność i efektywność
„Są dwie optyki: jedna jest taka właśnie, że istnieje mobilność kapitału. Istnieje też ekonomia, która mówi o efektywności, tego są różne konsekwencje oczywiście, ale ja, jako ekonomista, nie mogę o nich zapominać i nie bardzo mogę wychodzić dużo dalej, zanim nie rozstrzygnę tych kwestii. Dlatego, że jeżeli zacznę je rozstrzygać, to będę właśnie tym rządem, tym regulatorem, tym wspaniałym człowiekiem, który wie wszystko i wie, że meble są niedobre, natomiast dobra jest nauka i należałoby zrobić wszystko, żeby rozwijać naukę. Ale co to znaczy ją rozwijać, kto ma ją rozwijać i w jaki sposób?”.

*

W drugiej części debaty rozmawiano o szansach na przełamanie procesów peryferyzacyjnych i wyrwanie kraju z pułapki średniego dochodu. Wszyscy paneliści zgodzili się, że polska gospodarka potrzebuje wzmożonej akcji inwestycyjnej. Według większości z nich rolę inwestora w świetle bierności inwestycyjnej sektora prywatnego powinno odgrywać państwo.

Inwestycje w nowe technologie oraz edukację kadr mogą być sposobem na stworzenie lepszych warunków pracy, zwiększenie wydajności. Tymczasem w Polsce odnotowuje się bardzo niski (czwarty od końca wśród krajów OECD i dziewiąty w UE w 2013 roku) udział wydatków na badania i rozwój w PKB. Dzieje się to pomimo zobowiązania Polski do realizacji strategii EU2020, która również kładzie nacisk na zwiększenie innowacyjności. Wszystkie te okoliczności sprawiają, że dowartościowanie kapitału jako źródła bogactwa w opozycji do mało opłacalnej płacy, o czym pisze Piketty, staje się w Polsce szczególnie widoczne.

*

Adam Leszczyński – państwowi czempioni inwestycji?

„My już nie staniemy się dużo bogatsi, nadal skręcając meble i produkując fotele samochodowe dla niemieckich koncernów. I stąd rozumiem ewolucję, którą przeszła część przynajmniej środowiska osób, które robiły transformację wcześniej, i rozumiem, skąd takie pomysły jak koncern państwowe inwestycje gospodarcze. Źródło inwestycji publicznych, którym przynajmniej w teorii ma być przełamanie tej strukturalnej bariery i umożliwienie Polsce wejścia na wyższy poziom produkcji, rozwoju technologicznego i na lepsze miejsce w tym światowym podziale pracy.

[…]

My, Polacy, jesteśmy biedni, mamy mało kapitału, mamy mały potencjał techniczny, mamy małe możliwości. I teraz jedyną instytucją, która może coś zmienić, podziałać jak dźwignia rozwojowa, jest państwo. Bardzo często w ten sposób odpowiadano na to pytanie. Państwo powinno budować fabryki, to była recepta z lat 30-tych, państwo powinno stworzyć narodową grupę kapitałową czy gigantyczną spółkę inwestycyjną– to jest już odpowiedź zupełnie współczesna”.

Elżbieta Mączyńska – Inwestorzy, ale jacy?

„Panowie mówili, że trzeba było zapraszać tych inwestorów, ale różnie można było zapraszać, różnych inwestorów i do różnych przestrzeni. Wystarczy podać przykład Singapuru, który z biednego kraju poprzez odpowiednie, selektywne zapraszanie inwestorów stał się krajem w tej chwili należącym do czołówki bogatych krajów, bez bezrobocia”.

Jan Krzysztof Bielecki – Młodzi, utalentowani ludzie jako kapitał

„Ja bardziej się martwię w tej chwili tym, że jak rozmawiam z firmami zagranicznymi, potentatami z rynku IT, to oni umiejętnie penetrują talenty w Polsce, lepiej niż polskie firmy. Jak rozmawiam z firmami z sektora farmaceutycznego, to jak tylko słyszą o jakiejś ciekawej konferencji, to od razu przychodzą, penetrują i patrzą, czy by nie zakontraktować. Nigdy nie było takiego popytu na polskie talenty”.

*

Poruszone tematy będą w pogłębiony sposób przedstawione w raporcie, który Fundacja Kaleckiego opublikuje w ciągu najbliższych miesięcy. Projekt „Kapitał w Polsce w XXI wieku” obejmuje jeszcze debatę „Czy opłaca się pracować? Regulacje kapitału i pracy”, która odbędzie się 3 czerwca o godzinie 18:30 w auli B Wydziału Nauk Ekonomicznych UW.

 

  • krzysztof

    W 2013 roku udział płac w PKB wyniósł w Polsce zaledwie 47%, czyli zaraz po Litwie najmniej w Unii Europejskiej. Również w ramach OECD wskaźnik ten sytuuje nasz kraj wraz z Meksykiem na końcu listy.

    I to się dzieje.
    A co polityczny robią kłócą się między sobą a polska mój kraj ze zwykłymi ludźmi upada .Jeszcze wiele cwaniaków w biznesie .
    Wiele firm jeszcze zeruje na tym chorym prawie pracy .Wliczając agencje pracy które wykorzystują ludzi wraz z firmami .