dwutygodnik internetowy
03.03.2014
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Jim Jarmush. Tylko kochankowie przeżyją

Nowy film Jarmusha to najciekawszy film o wampirach od czasów „Wywiadu z wampirem” Neila Jordana. Chociaż w filmie praktycznie nic się nie dzieje, nie ma tu ani chwili na nudę.


Chociaż Jim Jarmush filmy robi rzadko – ostatnio równo co cztery lata – wciąż jest w doskonałej formie. Najlepszym tego przykładem jest wchodzący właśnie na ekrany naszych kin egzystencjalny dramat o wampirach „Tylko kochankowie przeżyją”.
 
Adam i Ewa to para kochających się od lat wampirów. On mieszka w zrujnowanym Detroit, ona spędza czas na Bliskim Wschodzie. Kiedy jednak widzi, że Adam ponownie popada w depresję, natychmiast przyjeżdża w odwiedziny. Jednak jej wizytę wkrótce zakłóci pojawienie się Avy, młodszej siostry Ewy.
 
Reżyser opowiada o wampiryzmie i nieśmiertelności w sposób bardzo ciekawy. Nie popadając w grafomanię, tworzy fascynujące studium głównej wampirzej przypadłości. W końcu wieczne życie, jakkolwiek pociągające, jest równocześnie pułapką. Bo jak można czymkolwiek się cieszyć, jeśli widziało i przeżyło się już wszystko? Z tej perspektywy cywilizacja ludzi, których Adam nazywa zombie, składa się z takich samych, powtarzanych wciąż elementów. Od wzrostu, przez kryzys, po upadek i odrodzenie. Nieprzypadkowo rzecz dzieje się w zbankrutowanym Detroit, które niszczeje na naszych oczach – Jarmush zdaje się mówić, że nie jest to stan nieodwracalny, tylko konieczny etap historycznego cyklu. Adam, chociaż tworzy muzykę, wyraźnie jest znudzony wszystkim co się dookoła niego dzieje. Także dlatego „Tylko kochankowie przeżyją” to tak wolny, celebracyjny film – tempo dostosowuje się do życia jego bohaterów. Co równie ważne, Jarmush dodaje do swojej wizji delikatny, często ledwie wyczuwalny humor oraz sporo tak zwanych małych pomysłów. Wśród nich szczególną uwagę zwracają krwiste lody na patyku i sceny pokazujące, co dzieje się z wampirami po wypiciu krwi – przypominają one trochę efekty zażycia narkotyków. W ten sposób Jarmush prowadzi bardzo poważny wywód o życiu i śmierci, jednocześnie bawiąc się najbardziej oczywistymi wampirycznymi kliszami.
 
Jarmush ma niezwykły talent do prowadzenia narracji. Chociaż w jego filmie nic się praktycznie nie dzieje, ma on bardzo wolne i spokojne tempo, nie ma tu ani chwili na nudę. Wynika to przede wszystkim z niezwykłego, magnetycznego klimatu, który zbudowany został za pomocą świetnych zdjęć i obłędnej muzyki, w rytm której bohaterowie poruszają się po ekranie. Niemal zewsząd bije tu apatia, która nie udziela się jednak widzowi. Doskonale sprawdzają się też aktorzy. Tom Hiddleston udowadnia, że nadaje się nie tylko do grania czarujących złoczyńców, Tilda Swinton potwierdza zaś swoją pozycję jednej z najlepszych współczesnych aktorek. Na drugim planie znakomici są też Mia Wasikowska oraz John Hurt.
 
„Tylko kochankowie przeżyją” nie są filmem dla każdego. Kto jest spragniony akcji, walk wampirów, czy napięcia obejść się będzie musiał smakiem. Nowemu dziełu Jima Jarmusha zdecydowanie warto poświęcić jednak uwagę, bo tak ciekawego, klimatycznego i wciągającego filmu o wampirach nie było w kinie od czasów „Wywiadu z wampirem” Neila Jordana.
 

 
Jeśli nie chcą Państwo przegapić kolejnych wydań naszego tygodnika, zachęcamy do zapisania się do naszego newslettera.