dwutygodnik internetowy
10.02.2014
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

„Jesteśmy dziećmi 4 czerwca”

Jeśli przyjmujemy dziedzictwo solidarnościowych twórców transformacji, Okrągły Stół raczej niż powodem do dumy, powinien być stałym przypomnieniem o obowiązkach moralnych względem tych, którzy znaleźli się po gorszej stronie przemian.

ilustr.: Katarzyna Majchrowska

Jeśli przyjmujemy dziedzictwo solidarnościowych twórców transformacji, Okrągły Stół raczej niż powodem do dumy, powinien być stałym przypomnieniem o obowiązkach moralnych względem tych, którzy znaleźli się po gorszej stronie przemian.

Organizacje pozarządowe, inicjatywy samorządowe, lokalni aktywiści i ich obywatelskie akcje, inne formy samoorganizacji społecznej – wszyscy jesteśmy dziećmi 4 czerwca. Tak głosi deklaracja programowa Inicjatywy Razem 89, koalicji organizacji pozarządowych, która odpowiada za koordynację obchodów 25. rocznicy przemian ustrojowych w Polsce. Rozpoczęte 6-ego lutego obchody służą budowaniu nowoczesnego patriotyzmu, w którym podkreśla się polityczny wymiar transformacji. Oto naród powstał i pokazał, że chce wolności. Okrągły Stół przedstawiany jest jako mit założycielski III RP.

Koalicja Razem 89 pisze dalej: Chcemy budzić radość i dumę z osiągnięć i sukcesów, ale też namysł nad tym co się nie udało, co zrobiliśmy źle i czego zaniechaliśmy. (…) To nie ma być „akademia ku czci”, lecz autentyczne działanie obywatelskie, któremu towarzyszy refleksja: co zrobiliśmy z naszą wolnością, jakie nowe bariery – ekonomiczne, socjalne, mentalne – utrudniają korzystanie z niej niektórym grupom (…). Wystarczy pobieżny rzut oka na dotychczas zaplanowane uroczystości, by zobaczyć, że życzenie organizatorów nie spełnia się. Na liście są spotkania z opozycjonistami, którzy opowiedzą o swojej walce o wolność, ktoś wygłosi wykład o znaczeniu przemian demokratycznych, a na koniec goście przejdą po wystawie plakatów i wierszy na temat transformacji dziecięcego autorstwa.

Polityka tożsamościowa rządzi się swoimi prawami. Pokolenie, które chodziło do szkół na początku lat dwutysięcznych z pewnością pamięta apologetyczne akademie ku czci Unii Europejskiej. Nie wiele wskazuje na to, żeby tym razem narrację obchodów udało się zróżnicować. Trudno budować tożsamość w oparciu o złożone dystynkcje, opisy uwzględniające odcienie szarości. Stąd narracja wychodzi od jednomyślnego zrzucenia przez lud okowów zniewolenia w pierwszych wolnych wyborach, a potem żwawym krokiem przechodzi do roku 2004, wstąpienia do Unii i rzekomego powrotu na łono cywilizacji zachodniej. Na heterodoksję nie ma tu miejsca.

W polskiej debacie Okrągły Stół i wybory czerwcowe brane są często poza nawias. Bez względu na wydarzenia poprzedzające i konsekwencje, bezpośrednie i długofalowe, oba wydarzenia miałyby pokazywać, że – jak powiedział Lech Wałęsa – Polacy jak chcą, mogą ze sobą zawsze porozumieć się. Wyabstrahowane spojrzenie jest sednem mitu założycielskiego III RP – bez względu na to, co się wydarzyło potem, u samego zarania wolności byliśmy zgodni. Cóż z tego jednak, skoro przemiany dzieliły Polaków od samego początku.

Obchody zbudowane wokół symboli takich jak obrady Okrągłego Stołu, czy postacie Mazowieckiego, Geremka i Kuronia mają duży potencjał stać się paradą dominującej narracji beneficjentów przemian (jak chociażby Michała Żebrowskiego w głośnej dyskusji z Pawłem Demirskim). Mówią oni, że owszem, pewne rzeczy „nam” się nie udały, ostatecznie jednak odnieśliśmy nieprawdopodobny sukces. Zubożenie dużej części społeczeństwa zostanie ocenione negatywnie, ostatecznie jednak przystaniemy na to, że „inaczej się nie dało”. Rachunek ekonomiczny sztucznie zobiektywizuje narrację wygranych.

Z perspektywy popegeerowskiej wsi zaklęcie: „inaczej się nie dało, bez reform byłoby tylko gorzej”, nie ma jednak żadnego sensu. O ile gorsze mogłoby być życie polskich wykluczonych bez planu Balcerowicza? Pracy nie mają i tak – raczej nigdy jej mieć nie będą. Ich dzieci prawie na pewno nie pójdą na studia, co najwyżej wyjadą do Anglii czy Irlandii i tam już zostaną. Nigdy nie wyjdą z roli przedmiotu historii – będą trwać w abstrakcyjnej kategorii „społecznych kosztów transformacji”. Zdanie „inaczej się nie dało” ma sens tylko dla tych, którzy faktycznie korzystają z opiewanej przez Razem 89 wolności słowa i działania, wolności wyboru drogi życia, nauki, kariery, także za granicą, wolności pracy dla dobra wspólnego i wolności sporów o Polskę. Ma sens tylko dla wygranych transformacji. I dlatego, aby obchody ćwierćwiecza III RP były kompletne, potrzebne jest otworzenie ich na narrację tych, którzy w transformacji przegrali.

Skoro próbujemy budować nowy patriotyzm, niech to nie będzie tylko patriotyzm wdzięczności. W upamiętnianiu roku ’89 nie powinno zabraknąć istotnych pytań etycznych o to, co jesteśmy winni tym, którzy wylądowali po gorszej stronie przemian. Przyjmując dziedzictwo solidarnościowych uczestników rozmów Okrągłego Stołu, musimy zmierzyć się ze zgubnymi skutkami ich zapatrzenia w neoliberalne recepty. Nawet jeśli ich samych tłumaczymy faktem, że historia paliła im się w dłoniach, nas samych nic już jednak nie zwalnia z tego, by życie społeczne pojmować w kategoriach nie tylko ekonomicznych, i aby za cel istnienia państwa rozumieć coś więcej niż jedynie zapewnienie niskich podatków i warunków do prowadzenia działalności gospodarczej. Ponosimy odpowiedzialność za to, że przez 25 lat tak mało zrobiliśmy, by naprawić szkody, które w życiu tak wielu ludzi wywołała transformacja. Obchody okrągłej rocznicy początku przemian powinny tym bardziej nam przypomnieć o naszych moralnych powinnościach względem nich. Ostatecznie wszyscy jesteśmy dziećmi 4 czerwca.

Jeśli nie chcą Państwo przegapić kolejnych wydań naszego tygodnika, zachęcamy do zapisania się do naszego newslettera.