dwutygodnik internetowy
24.09.2012
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

“Jesteś Bogiem”? Uświadom.

Chaos i wielowątkowość fabuły, która część osób zniechęca do filmu, może się podobać. Podczas projekcji odnosiłem wrażenie, że to raczej reżyser po Różewiczowsku „posuwał akcję”, niż bohaterowie planowali i podejmowali decyzje.

 

Wieloletnia walka Macieja Pisuka, scenarzysty „Jesteś Bogiem”, udramatyzowana przez prasę i jego własną osobę do rangi symbolicznej, napełniała mnie od początku mieszanymi odczuciami wobec filmu. Opowiada on o początkach efemerycznej, ale kultowej grupy Paktofonika. Olbrzymi bagaż oczekiwań, wywołany mieszaną, medialno-osiedlową legendą Magika, lidera zespołu, spoczywający na filmie, sprawiał, że nawet jeśli scenarzysta i reżyser nie czuli, że kroczą po polu minowym, to na pewno powinni. Pisuk wspomina, że zanim zainspirował go reportaż Lidii Ostałowskiej o śmierci Magika i historii zespołu, hip-hopem się zbytnio nie interesował. Swoją pracę zaczynał zatem z przygotowaniem teoretycznym, które byłoby tak samo użyteczne przy hodowli jedwabników. W połączeniu z podjętą później, pedantyczną i trwającą lata pracą zbierania danych i wchodzenia w temat, mogło to zaowocować przeładowanym dziełem neofity, które nie trafi do współczesnego widza.

Scenariuszem, któremu daleko było wówczas do realizacji, zainteresowała się w 2008 roku „Krytyka Polityczna”, wydając go w formie papierowej, co w dużej mierze przyczyniło się do powstania „Jesteś Bogiem”. Historia o Leszku Dawidzie, który w radio usłyszał o promocji książki i problemach Pisuka ze znalezieniem producenta, wydaje się mało prawdopodobna, jednakże rozgłos, jaki „Krytyka” nadała młodemu scenarzyście, niewątpliwie mu pomogła. Podczas lektury wywiadu z Agnieszką Graff można odnieść wrażenie, że pieczeni, które „Krytyka” chciała na Paktofonicznym rożnie upiec, jest tak dużo, że trzaśnie on jak zapałka. Film socjologiczny, obraz polskiego blokowiska, krytyka kapitalizmu… Trudno to zmieścić w bardzo osobistym dramacie rapującego dwudziestolatka. Pamiętając, że wielu rodzimych filmowców sypie mądrościami społeczno-filozoficznymi z lekkością Tomasza Zimocha, wybierałem się na ten film, spodziewając się tragifarsy, w czym utwierdzał mnie marny trailer.

 

Na szczęście, wraz z coraz głębszym zatapianiem się w kinowy fotel, moje prognozy chwiały się coraz bardziej. Od sceny, w której grający Magika debiutant, Marcin Kowalczyk wykonuje, wbrew wyzywającej go publiczności, „Nowiny”, film zaczął wciągać. Największa niewiadoma – gra aktorska odtwórców ról Magika, Fokusa i Rahima, okazała się największym pozytywem filmu. Reżyserowi udało się uniknąć popularnego w narodowej kinematografii (czego przykładem jest choćby „Edi” ) zabiegu romantyzowania biedy. Członkowie Paktofoniki w swoich problemach ani na chwilę nie stają się Kurtami Cobainami blokowisk. Oddanie prostoty i nieociosania bohaterów, widocznego choćby w znanym fragmencie wywiadu: „to jest ten skład nie? Nazywa się…Piz*efka i jego członkami jest Ma Zmazik i Fikus, i Strah, albo Pachwin, to jesteśmy myyy”, to bardzo duży atut filmu Leszka Dawida.

Chaos i wielowątkowość fabuły, która część osób zniechęca do filmu, może się podobać. Podczas projekcji odnosiłem wrażenie, że to raczej reżyser po Różewiczowsku „posuwał akcję”, niż bohaterowie planowali i podejmowali decyzje. Historia Magika po prostu się mu przydarza, jest bezradny wobec rzeczywistości, która nie potrafi go zrozumieć. Jedynym momentem przebudzenia jego woli jest kulminacyjna kłótnia wokół kawałka „Jesteś Bogiem”, w której samookreślenie się Magika jako wolnego artysty musi trafić w próżnię, nie sposób jej wyrazić w języku blokowych aspiracji, kodowanych w PLN. Przedświąteczna rozmowa załamanego Magika, artysty finansowo wdeptanego w chodnik, z rozentuzjazmowanym producentem, Gustawem, królem komercji, i ich wzajemne niezrozumienie chyba przekonująco oddaje tragiczne położenie wyalienowanego rzemieślnika rymów, który nawet nie próbuje walczyć ze współczesnością, z której musi odejść.

Niestety, pomimo sporej mocy perswazyjnej filmu, niektóre jego aspekty drażnią, jak sweter z anilany.

 

Chociaż Leszek Dawid podkreśla, że film nie jest reportażem, to temat filmu porusza zbyt wiele osób, aby pominąć pytanie o jego prawdziwość. Chociaż dochodzenie do Prawdy o historii zespołu pozostawiam raczej osiedlowym strażnikom świętego ognia, to votum separatum Abradaba, który z Magikiem i Joką tworzyli istniejący przed Paktofoniką zespół Kaliber 44, argumentującego, że Magik, będąc gwiazdą Kalibra, miał z wydaniem Paktofoniki kłopoty dużo mniejsze, niż chciałby scenarzysta, może dla wielu podważać wiarygodność filmu. Jeżeli natomiast większość scen, jak twierdzi Pisuk, jest metaforyczna, raczej oddająca klimat zespołu niż precyzyjnie odtwarzająca wydarzenia, to trochę boli posmak banału, wydobywający się z niektórych epizodów. Justyna, żona Magika, nakrywająca go przypadkiem, za pomocą kamer hipermarketowych na ściskaniu fanki to niestety niejedyny kiczowaty moment filmu. Historia, pomimo tragicznego zakończenia, jest miejscami kanonicznie Hollywoodzką opowieścią o młodych, wybijających się, z prowincji. Trochę szkoda, że przy tak olbrzymim nakładzie pracy autor scenariusza nie wysilił się na jakieś fabularne eksperymenty – chociaż może dzięki temu film ma szanse trafić do bardzo szerokiego grona odbiorców.

Obawiam się, że rzekomo głęboką socjologiczność filmu zobaczą jedynie ci, którzy zamiast drzew w parku widzą fakty społeczne. Mówienie o antropologii blokowiska czy krytyce kapitalizmu odczuwam jako nadpisywanie filmu, skupiającego się na bardzo osobistych problemach trójki raperów. Jeżeli w ogóle można przekonująco mówić o socjologiczności „Jesteś Bogiem”, to w kontekście socjologii publicznej, aktywnie rozszerzającej horyzont opowiadania o młodych mieszkańcach blokowisk. Mówienie o hip-hopie często wyzwala skrajne emocje, nierzadko wiążące się z wyobrażeniem dotyczącym polskich nizin społecznych. Stanowiska, zajmowane wobec postaci Magika, są częstą odbiciem społecznych lęków i fascynacji. Wartość socjologiczna filmu polegałaby raczej na przystępnym przetłumaczeniu odmiennych sposobów myślenia na język osób czujących do kultury hip-hopowej jedynie odrazę. Takie podejście broni się moim zdaniem z pomocą udziału rzeczywistego Fokusa i Rahima na planie filmowym. Być może dla wielu, kwalifikujących Magika jako „skaczącego z okna ćpuna”, film wkłada kij w duchowe mrowisko – i chyba dobrze. Ciekawym polecam monitorowanie dyskusji o „Jesteś Bogiem” na forum filmweb.pl, połączone z obserwacją klasowych napięć, które ujawniają się przy okazji premiery filmu.

 

Film ogląda się z zainteresowaniem i, co istotne, po przetrawieniu opinia o nim raczej się polepsza. Dzięki płynnemu wpleceniu kawałków Paktofoniki w fabułę filmu klimat będą mogli podłapać zarówno weterani, którzy mogą spojrzeć na stare płyty świeżym okiem, jak i osoby, które zaklasyfikują „Paktofonikę” do działu elektroniki orientalnej – dla nich wzloty i upadki trójki z Katowic i Mikołowa mogą być początkiem drogi jeszcze ciekawszej.