dwutygodnik internetowy
07.04.2014
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Jeden, święty i różnorodny

Nie wiem, jakiego katolicyzmu Polacy potrzebują. Inspiracji do rozmyślań nad tym pytaniem dostarcza książka Zbigniewa Nosowskiego, którą warto czytać, z którą warto dyskutować i którą nawet warto się kierować.

Nie wiem, jakiego katolicyzmu Polacy potrzebują. Mnóstwo inspiracji do rozmyślań nad tym pytaniem rzeczywiście dostarcza książka Zbigniewa Nosowskiego, którą warto czytać, z którą warto dyskutować i którą nawet warto się kierować. Ale siłą rzeczy może ona być jedynie wstępem, początkiem drogi.

 

Aż chciałoby się powiedzieć, że kiedy Zbigniew Nosowski, redaktor naczelny „Więzi”, wydaje nową książkę, to znak, że coś się dzieje. A przynajmniej znak, że należy wybrać się do księgarni.

 

Niezależnie od tego, że większość tekstów składających się na zbiór „Krytyczna wierność. Jakiego katolicyzmu Polacy potrzebują” była już wcześniej publikowana (niektóre aż dwadzieścia pięć lat temu), to ich uaktualnienie, wybór i dodanie kilku nowych artykułów, wciąż jest warte uwagi. Dlatego z radością przyjąłem zaproszenie do dyskusji, która odbyła się podczas premiery książki. I to niezależnie od tego, że wolałbym, by na postawione w jej tytule pytanie odpowiadali nie tylko publicyści.

 

Bo przecież rzeczywistość Kościoła jest bogatsza i ciekawsza, niż to publicyści widzą i mogą wyrazić. Nosowski kilkukrotnie cytuje w swoich tekstach słowa Hansa Ursa von Balthasara, który przekonywał, że„żaden święty nie twierdził nigdy, że czyni coś jedynie słusznego”. Dlatego tak marzę o chwili, gdy z pełnym przekonaniem będziemy umieli powiedzieć, że wierzymy w Kościół oczywiście jeden, święty, powszechny i apostolski, ale także i różnorodny. To banał powiedzieć, że w Kościele mnogość charyzmatów jest olbrzymim bogactwem. Jednak pytanie arcybiskupa Życińskiego, który zastanawiał się, „skąd więc narastające tęsknoty za tym, aby symfonię zastąpić śpiewem unisono?”, dodając, że „zespołowa recytacja jednym głosem bywa ceniona we wczesnych stadiach naszego rozwoju, np. na poziomie przedszkola” pozostaje aktualna. Swoje krótkie rozważania na ten temat, biskup Życiński kończy słowami: „otwarcie na wielość darów Ducha Świętego wymaga dojrzałości chrześcijańskiej”. Wydaje mi się, że nie tylko tego. Aby tę różnorodność dostrzec i naprawdę docenić, trzeba się również wzajemnie poznać.

 

Ostatnio dotarło do mnie, że gdyby ktoś mnie spytał, co najbardziej dzieli polskich katolików, w zasadzie nie umiałbym odpowiedzieć. Świetnie wiem za to, co dzieli polskich dziennikarzy katolickich, rozpoznawalnych księży czy obecnych w mediach biskupów. Ale nie mam zielonego pojęcia, na ile podziały wśród publicystów czy kościelnych „celebrytów” (cudzysłowu używam nie przez przypadek) odzwierciedlają różnice wśród tak zwanych „mas”. Nie wiem nawet, jakie poglądy na mnóstwo spraw mają ludzie, z którymi siadam co tydzień w jednej kościelnej ławce.

 

O ile więc doceniam przenikliwość Zbigniewa Nosowskiego w jego ocenach stanu polskiego katolicyzmu, o tyle nie przekonują mnie kilkukrotnie ponawiane przez autora próby zamknięcia ich w systematyczną klasyfikację różnych tegoż katolicyzmu oblicz. To z pewnością interesujące poznawczo, socjologiczne obserwacje, które jednak mnie osobiście ostatecznie dotykają dużo mniej niż jedno spojrzenie osoby, której przekazuję znak pokoju. Nie sądzę zresztą, by Nosowski chciał swoimi rozważaniami zastąpić spotkanie z drugim człowiekiem – do którego konsekwentnie w swoich tekstach nawołuje, zwłaszcza gdy dzieli się swoim doświadczeniem obcowania z prawdziwymi świadkami wiary jak Jean Vanier czy cytowany już ksiądz Józef. Rzecz jednak w tym, by podobne klasyfikacje (jak również wszelkie inne etykiety, których używamy do określenia tego czy innego nurtu myślenia w Kościele) nie przeszkodziły nam w spotkaniu z konkretnym człowiekiem. Tylko tyle.

 

A w jakich okolicznościach mogłoby się to spotkanie odbywać, podpowiedział podczas głosów z sali jeden z przysłuchujących się dyskusji gości. Zaproponował on, by podjąć inicjatywę regularnego organizowania po Mszach Świętych agap. By spróbować spotkać się z tymi, z którymi wspólnie uczestniczyliśmy w jednej Uczcie, na swoistym przedłużeniu liturgii – podczas spotkania przy znowu jednym, ale tym razem zastawionym ciastem i herbatą stole. Kiedy spytałem jednego z gimnazjalistów, z którymi tworzymy małą wspólnotę w warszawskim KIK-u, czego oczekuje od Kościoła, od razu zaczął mówić o Mszy – nie o zmianie nauczania, niemieszaniu się w politykę, także nie o zmianie języka. Powiedział, że chciałby, by Msza była radośniejsza, by nie była pustą celebracją, a także, byśmy podczas niej bardziej umieli tworzyć wspólnotę. Jego diagnoza była prosta: „każdy modli się sam i łączy nas tylko przekazanie znaku pokoju”. Wydaje mi się, że ów gimnazjalista i tak nieźle trafia, skoro chociaż podczas przekazania znaku pokoju czuje łączność z innymi.

 

Nie wiem więc, jakiego katolicyzmu Polacy potrzebują. Mnóstwo inspiracji do rozmyślań nad tym pytaniem rzeczywiście dostarcza książka Zbigniewa Nosowskiego, którą warto czytać, z którą warto dyskutować i którą nawet warto się kierować. Ale siłą rzeczy – czego autor zapewne jest całkowicie świadomy – może ona być jedynie wstępem, początkiem drogi. Drogi do spotkania.
 
Jeśli nie chcą Państwo przegapić kolejnych wydań naszego tygodnika, zachęcamy do zapisania się do naszego newslettera.