dwutygodnik internetowy
27.01.2014
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Jagielski: Wchodząc w smutek

Z macew zrobiono pergole w parku na Grochowie. Gdy napisałem o tym do władz miasta, dostałem odpowiedź, że możemy sobie zabrać te nagrobki, ale musimy odbudować pergole z innych materiałów. Na własny koszt.

foto: Tomek Kaczor

„Z macew zrobiono pergole w parku na Grochowie. Gdy napisałem o tym do władz miasta, dostałem odpowiedź, że możemy sobie zabrać te nagrobki, ale musimy odbudować pergole z innych materiałów. Na własny koszt”.
Z Janem Jagielskim rozmawiają Tomek Kaczor i Cyryl Skibiński. Wywiad pochodzi z najnowszego, 23. numeru naszego kwartalnika Post-turysta, który jest już dostępny w sprzedaży.
 
Czemu interesują pana cmentarze?
Bo to często jedyne ślady, które zostały po społeczności żydowskiej w Polsce. W latach 60. pracowałem w Iraku. Po powrocie z zarobionych pieniędzy mógłbym kupić Fiata, ale zamiast tego poszedłem do urzędu, wyrobiłem paszport i zacząłem podróżować po świecie. Dużo też jeździłem po Polsce, robiąc zdjęcia cmentarzy żydowskich i synagog, jeśli takowa w danym miasteczku się zachowała. A że praca geochemika, którym jestem z wykształcenia, mnie nudziła, to z chęcią przyjąłem propozycję Żydowskiego Instytutu Historycznego, aby zająć się opracowywaniem ocalałej żydowskiej kultury materialnej. Od tamtej pory stworzyłem to, co widzicie tu naokoło – te wszystkie teczki, kartki, segregatory…
 
Zajmuje się pan jednak nie tylko dokumentowaniem, ale też ratowaniem żydowskich zabytków przed całkowitym zniszczeniem.
W 1981 roku powstał Społeczny Komitet Opieki Nad Cmentarzami i Zabytkami Kultury Żydowskiej. Istniał już Komitet Powązkowski z Jerzym Waldorffem na czele, funkcjonował też Komitet Ewangelicki. Obydwa opiekowały się wyłącznie cmentarzami warszawskimi. My byliśmy zmuszeni zająć się tym tematem w skali całego kraju. Na łamach „Tygodnika Solidarność” regularnie apelowaliśmy, żeby informować nas o zachowanych cmentarzach i o ich stanie.
 
Co działo się z żydowskim cmentarzem przy Okopowej po wojnie?
Zarastał. Ale ten cmentarz nigdy nie został zamknięty, cały czas był i jest otwarty dla pochówków. Nieprzerwanie istniała Gmina Żydowska i cały czas umierali ludzie, którzy chcieli być pochowani na cmentarzu żydowskim. My zaczęliśmy go porządkować w latach 80.. Przyłączały się do nas grupy chrześcijańskie, złożone głownie z członków KIK-u.
 
A jak wyglądała sytuacja na cmentarzu żydowskim na Bródnie?
Według powojennych założeń urbanistycznych, w obrębie dzielnic Bródno i Pelcowizna, do tej pory biednych i zaniedbanych, miał powstać duży park. Uznano, że można zorganizować go na terenie cmentarza żydowskiego. Wszystkie nagrobki, które tam stały, zostały poprzewracane rękami jeńców niemieckich. Duża część z nich została potem rozkradziona. Długi czas służyły za krawężniki w warszawskim ZOO, na terenie którego w czasie wojny ukrywali się Żydzi. Z macew zrobiono też pergole w parku na Grochowie, gdzie zresztą są do dziś. Gdy napisałem o tym do władz miasta, dostałem odpowiedź, że możemy sobie zabrać te nagrobki, ale musimy odbudować pergole z innych materiałów. Na własny koszt.
 
Gdzie obecnie znajdują się pozostałe nagrobki z cmentarza bródnowskiego?
Leżą tak, jak leżały. Gdyby chciano je z powrotem postawić, to powstałby teatr, bo według zasad judaizmu nie można ustawiać nagrobków na prochach osób, do których nie były przypisane. Trzeba by więc zrobić jakieś lapidarium, rodzaj pomnika, takiego jak w Kazimierzu nad Wisłą. Kłopot w tym, że tych nagrobków jest bardzo dużo i nie ma pieniędzy, żeby się nimi wszystkimi należycie zająć.
 
Co cmentarz mówi nam o życiu ludzi, którzy zostali na nim pochowani?
Na przykład to, jakie były w tej miejscowości stosunki między Polakami a Żydami. Niemal w każdym miasteczku w Polsce mieszkali Żydzi, niemal w każdym jest więc cmentarz albo jego pozostałości. Najczęściej nikt albo prawie nikt z miejscowych nie dba o te miejsca, bo nie są tam pochowani swoi, tylko obcy. W najlepszym wypadku ktoś, kto mieszka w dawnym domu przedpogrzebowym, dba o to, aby jego kury czy króliki nie pasły się na terenie cmentarza. Wchodzę więc na cmentarz i wchodzę w smutek.
 
Wygląd nagrobka dużo mówi o człowieku, który jest tam pochowany. Materiał, z którego jest zrobiony, świadczy o statusie zmarłego. Nawet nie znając alfabetu hebrajskiego, można odczytać symbolikę zdobień: złamana świeca oznacza grób kobiety; jeleń – nagrobek mężczyzny; ręce w geście błogosławieństwa – zmarły należał do rodu Kohenów; dzban – był potomkiem Lewich; złamane drzewo, gniazdko i pisklęta to kobieta, która osierociła dzieci itd.. Jeżeli na cmentarzu przy Okopowej znajdziesz nagrobek z napisami w języku polskim, to wiesz, że leży tu osoba należąca do grupy zasymilowanej inteligencji. Jeśli wejdziesz w głąb, zobaczysz wyłącznie napisy po hebrajsku, czyli pochowani tam zmarli pochodzili z rodzin tradycyjnych.
 
Czy zniszczoną żydowską Warszawę należy odbudowywać?
Na Muranowie, w miejscu dawnej dzielnicy żydowskiej, nie ostał się po wojnie żaden dom. Jedyny budynek, który przetrwał, to kościół świętego Augustyna. Przed wojną ta dzielnica rzeczywiście była specyficzna, w większości bardzo biedna, ulice obwieszone tysiącami szyldów, labirynty podwórek… Ale tego przecież nie da się odbudować. Zresztą nie wiem, w jakim celu mielibyśmy to robić.
 
Ale mykwy, synagogi?
Tylko dla kogo je odbudowywać? W Synagodze Nożyków czy na cmentarzu często trzeba długo czekać, zanim zbierze się minian, czyli dziesięciu Żydów (mężczyzn) potrzebnych do modlitwy. W Krakowie słynna synagoga Tempel otwierana jest tylko na koncerty. Jeszcze gorzej jest w małych miastach. Tam już naprawdę nie ma komu się modlić. W dawnej synagodze w Kolnie jest hotel. I dobrze, bo przynajmniej budynek nie niszczeje.
 
To może trzeba upamiętniać, a nie odbudowywać?
Tylko upamiętniać! Gdy oprowadzam wycieczkę po Muranowie, idę najpierw do bramy, gdzie na muralu przedstawiony jest Ludwik Zamenhoff, a potem do kolejnej bramy, gdzie namalowanych jest sześć znanych kobiet Muranowa, wśród nich Marysia Ajzensztadt. I już mam pretekst do opowiedzenia kilku historii. Szkoda, że w Warszawie nadal nie ma żadnego upamiętnienia Bashevisa Singera, który przecież tyle o niej pisał. Oby tylko nie postawili mu jakiejś nieszczęsnej ławeczki. Karskiemu już postawili, w dodatku gadającą. Gdy stoję przy pomniku Bohaterów Getta i co chwilę słyszę tubalny głos Karskiego, to myślę, że to jednak przesada.
 
Jan Jagielski jest pracownikiem Żydowskiego Instytutu Historycznego, znawcą historii cmentarza żydowskiego przy ul. Okopowej i przewodnikiem po żydowskiej Warszawie.
 
Jeśli nie chcą Państwo przegapić kolejnych wydań naszego tygodnika, zachęcamy do zapisania się do naszego newslettera.