dwutygodnik internetowy
27.07.2015
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Islamofobia a „echo fundamentalnej jedności objawienia”

Kościół nie dostrzega rosnącej w siłę islamofobii, która pod sztandarem krucjat i obrony katolicyzmu sieje strach, utrwala uprzedzenia, a w końcu rozmija się z nauczaniem Kościoła.

Ilustr.: Agnieszka Wiśniewska

Ilustr.: Agnieszka Wiśniewska

„Wiara rodzi się z tego, co się słyszy – pisał święty Paweł – tym zaś, co się słyszy, jest słowo Chrystusa”. U źródeł wiary oprócz słowa czytanego leży też kantylacja – forma wykonywania tekstu liturgicznego, łącząca śpiew z deklamacją.

Zmęczenie nadmiarem słów i myśli pozwala otworzyć się na dźwięk. Do uszu dochodzą drgające półtonami głosy śpiewające chorał. Wiele w nim ozdobników, retorycznej dynamiki, surowych, niekiedy chrypliwych głosów, tak odległych od sterylnych i wiotkich śpiewów solesmiańskich. Śpiew pociąga za sobą ciało i duszę – mimo zmęczenia i przesytu dniem pojawia się spokój, poczucie trwania przy tym, co święte. Dotknięcie pełni, także kulturowej. Bo czy nie brzmią w tej modlitwie-medytacji śpiewy muezzinów? Czy daleko im do śpiewów synagogi?

Jedność

„Pierwsi chrześcijanie – wierni nauczaniu Jezusa, który, jak sam powiedział, nie przyszedł, aby burzyć, lecz aby wszystko wypełnić – podczas swoich zgromadzeń obok opowieści o życiu Jezusa w dalszym ciągu praktykują kantylację podstawowych tekstów hebrajskich […]. Przesłanie wygłaszane przez Muhhamada przyjmuje uprzywilejowaną formę kantylacji księgi, która została później spisana. Muhhamad odwiedzał żydowskie i chrześcijańskie wspólnoty, które wówczas zamieszkiwały Półwysep Arabski; kontaktując się z nimi, poznał ich święte teksty i słuchał ich kantylacji. W ten sposób kantylacja Koranu […] wpisuje się w strumień tej samej tradycji proklamacji świętego tekstu, która ma swoje źródło w judaizmie […]”. Mimo że tradycje te oddaliły się od siebie, badania muzykologów pozwalają dziś „usłyszeć echo tej fundamentalnej jedności Objawienia” [Marcel Peres, „Sztuka kantylacji u źródeł przekazu wiary”].

Wracam do tekstów Akwinaty, by po zmęczeniu językiem współczesnej filozofii odpocząć w prostych formułach łaciny. Ale kim byłby Tomasz bez islamu? Bez Awicenny i jego odróżnienia istoty od istnienia? Bez Awerroesa? Ale także bez Majmonidesa. Czy i tu nie można dosłyszeć się echa „fundamentalnej jedności Objawienia”?

W Nostra aetate, deklaracji z II soboru watykańskiego, czytamy:

„Przeto wzywa synów swoich, aby z roztropnością i miłością przez rozmowy i współpracę z wyznawcami innych religii, dając świadectwo wiary i życia chrześcijańskiego, uznawali, chronili i wspierali owe dobra duchowe i moralne, a także wartości społeczno-kulturalne, które u tamtych się znajdują.

Kościół spogląda z szacunkiem również na mahometan, oddających cześć jedynemu Bogu, żywemu i samoistnemu, miłosiernemu i wszechmocnemu, Stwórcy nieba i ziemi, Temu, który przemówił do ludzi; Jego nawet zakrytym postanowieniom całym sercem usiłują się podporządkować, tak jak podporządkował się Bogu Abraham, do którego wiara islamu chętnie nawiązuje. Jezusowi, którego nie uznają wprawdzie za Boga, oddają cześć jako prorokowi i czczą dziewiczą Jego Matkę Maryję, a nieraz pobożnie Ją nawet wzywają. Ponadto oczekują dnia sądu, w którym Bóg będzie wymierzał sprawiedliwość wszystkim ludziom wskrzeszonym z martwych. Z tego powodu cenią życie moralne i oddają Bogu cześć głównie przez modlitwę, jałmużny i post.

Jeżeli więc w ciągu wieków wiele powstawało sporów i wrogości między chrześcijanami i mahometanami, święty Sobór wzywa wszystkich, aby wymazując z pamięci przeszłość szczerze pracowali nad zrozumieniem wzajemnym i w interesie całej ludzkości wspólnie strzegli i rozwijali sprawiedliwość społeczną, dobra moralne oraz pokój i wolność”.

Echo tych słów, echo fundamentalnej jedności Objawienia, odbija się na kartach Katechizmu Kościoła Katolickiego, który o muzułmanach mówi w numerze 841.

Codzienność

Tomasz Terlikowski wzywa do powrotu do ducha krucjat i rekonkwisty. Do odrodzenia męskiego chrześcijaństwa. „Tylko pełna prawda o islamie pozwala ocenić zagrożenie. Niestety zarówno politycy, jak i ludzie Kościoła nie chcą o niej mówić oraz sprawiają wrażenie, jakby opowiadanie bajek mogło kreować politykę.

Męczeństwo 21 koptyjskich chrześcijan zamordowanych przez zwolenników Państwa Islamskiego w Libii jest doskonałym dowodem na to, że opowieść o nowoczesnym islamie, zdolnym do reformy i reformacji, jaką od dawna karmią nas politycy, eksperci, a niestety również duchowni, to zwyczajna bajka. Owszem, islam się zmienia, modernizuje, a nawet reformuje, tyle że w kierunku, jaki wyznaczają mu Koran i sam Mahomet, a nie w tym, jakiego chciałby Zachód. Państwo Islamskie, terroryści z Al-Kaidy, radykałowie odpowiedzialni za zamachy w „Charlie Hebdo” to bowiem właśnie najdoskonalsze wcielenie nowoczesnego, zokcydentalizowanego islamu” – pisze na łamach DoRzeczy (9/2015).

„Dlaczego mamy przyjmować wszystkich «jak leci», bez zważania na to, czy się zasymilują, czy są nam bliscy kulturowo i religijnie? Dlaczego nie spojrzymy na doświadczenia Zachodu, gdzie multi-kulti już dawno okazało się klapą? Dlaczego nikt nie sprawdza, czy uciekinierzy będą podejmować tutaj pracę, czy raczej liczą na pomoc socjalną i przywileje podatkowe? A w związku z tym, czy Polskę stać na utrzymywanie narzuconych imigrantów? Czy nie warto pomyśleć prewencyjnie o skutkach otwarcia granic dla ludzi, których życiorysów nikt nie jest w stanie sprawdzić, a co za tym idzie wyeliminować terrorystów? Odpowiedzi muszą prowadzić do wniosku, że obecnie należy powiedzieć „nie”. A zamiast tego stworzyć system repatriacji Polaków z terenów b. Związku Sowieckiego” – ostrzega Anita Gargas w Gazecie Polskiej Codziennie.

Działacze Polskiej Ligi Obrony wysyłają z kolei porcje boczku do Centrum Kultury Islamu, żeby zesłać niedobrych muzułmanów do piekła. To początek krucjaty, której kolejne elementy zapowiada Dariusz Mazurek: „Pracujemy nad nową platformą informacyjną, która zwierałaby sklep, gazetę i info do obywateli naszego kraju. Ponadto w opracowaniu jest również strona internetowa i miejsca zamieszkania i pracy muzułmanów u nas w kraju. Obywatele mają wiedzieć, gdzie muzułmanie mieszkają, będziemy publikować ich adresy zamieszkania, adresy pracy, jak się nazywają itd”.

Przez Internet, w tym Facebook, przelewa się fala islamofobicznych wypowiedzi i wpisów. Można odnieść wrażenie, że polscy obywatele muszą zmagać się z szariatem. Nie ma sensu argumentować, że mniejszość muzułmańska w Polsce to 0,1% ludności; że współdziała ze społecznościami lokalnymi, że w dawnych czasach przelewała za Polskę krew. Nic nie da przypomnienie ludobójstwa w Srebrenicy, organizacji terrorystycznych jak IRA czy ETA, podobnie donikąd nie prowadzi mówienie o niechlubnym udziale katolików w czystkach w Rwandzie.

Wspomnienie o buddyjskich ekstremistach z Birmy walczących z chrześcijanami i tak prowadziłoby tylko do jednego – umocnienia poczucia, że chrześcijan, a zwłaszcza katolików, się prześladuje.

Wrogość wynikająca ze strachu

Strach ma wielkie oczy. Tym większe, im więcej wokół nas przemocy, zamachów terrorystycznych, bezsensownej śmierci. Sprzyja to uogólnieniom i stereotypizacji, powoduje także, że wpada się w błędne koło przemocy – by walczyć z przemocą domniemaną, usprawiedliwia się własną przemoc i nienawiść. W mało fortunnym wystąpieniu w Ratyzbonie Benedykt XVI wezwał do rzeczy arcyważnej – do próby zdiagnozowania związków religii i przemocy. Precyzyjny namysł nad tym, jak przenikają się te porządki, mógłby stanowić pomoc w rozwiązywaniu nabrzmiewających konfliktów, uspokajaniu lęków, przezwyciężaniu resentymentów. Polska jednak nie poszła za tym wskazaniem.

Polski episkopat wiele mówi o in vitro, pasjonuje się gender, gromi polityków. Tak jakby nie dostrzegał rosnącej w siłę islamofobii, która pod sztandarem krucjat i obrony katolicyzmu sieje strach, utrwala uprzedzenia, a w końcu rozmija się z nauczaniem Kościoła. Ofiarami tej nagonki stają się choćby Syryjczycy, ofiary wojny, w których – o ile nie są chrześcijanami – część Polaków nie potrafi dostrzec ludzi, skrzywdzonych ludzi. Zastanawiam się, dlaczego polscy biskupi nic nie mówią na ten temat? Dlaczego nie podejmują dyskusji o związkach przemocy i religii? Dlaczego nie pokazują, że zasada miłości bliźniego nie pozwala na uogólnienia, ale domaga się precyzyjnego diagnozowania problemów? Dlaczego dopuszczają do utrwalania postaw antyreligijnych?

Straszy się nas szariatem. Ale czy polityczna walka Kościoła nie jest walką o „katolicki szariat”? Może zgoda na ducha krucjat, na uogólnienia i stereotypizację bierze się stąd, że trzeba walczyć z konkurencją? Tak, jak lekceważy się tak zwany Kościół otwarty i katolewicę, tak można lekceważyć islam, który nie jest fundamentalistyczny i terrorystyczny?

To pytanie prowokacyjne. Boję się jednak, że odpowiedź mogłaby okazać się bardzo gorzka.