dwutygodnik internetowy
30.01.2012
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Ircha Clarinet Quartet, „Watching Edvard”

We współczesnej muzyce improwizowanej klarnet cieszy się coraz większą popularnością i uznaniem. Najbardziej znanym i święcącym coraz większe sukcesy klarnecistą ostatnich lat jest na pewno Wacław Zimpel, reprezentujący przede wszystkim kwartet Hera. Oprócz niego na polskiej scenie królują też m.in. Paweł Szamburski (SzaZa, Cukunft) i Michał Górczyński (Cukunft, Profesjonalizm).

We współczesnej muzyce improwizowanej klarnet cieszy się coraz większą popularnością i uznaniem. Najbardziej znanym i święcącym coraz większe sukcesy klarnecistą ostatnich lat jest na pewno Wacław Zimpel, reprezentujący przede wszystkim kwartet Hera. Oprócz niego na polskiej scenie królują też m.in. Paweł Szamburski (SzaZa, Cukunft) i Michał Górczyński (Cukunft, Profesjonalizm). Wszystkich ich zebrał jeszcze inny wirtuoz (m.in. klarnetu) Mikołaj Trzaska i stworzył formację Ircha – klarnetowy kwartet.

Pod sam koniec ubiegłego roku, nakładem wydawnictwa Kilogram Records ukazał się ich drugi album „Watching Edvard”. Wydawać by się mogło, że bez kontrabasu i perkusji brzmienie zespołu będzie surowe, niepełne, ograniczone. Tymczasem na obu albumach Irchy współbrzmienie czterech klarnetów okazuje się nie tylko muzyką pełnowartościową, ale bardzo bogatą, wręcz mięsistą. To niczym nieograniczony wachlarz brzmień, medytacyjne skupienie i improwizatorska inwencja. Wprawdzie próżno tam szukać wpadających w ucho melodii, ale ktoś, kto sięga po płytę firmowaną nazwiskiem Trzaski, raczej ich nie oczekuje. Są tu natomiast olśniewające harmonie. Gdy z drażniących ucho dysonansów dźwięki zlewają się nagle w czyste interwały, po plecach przebiega mi zawsze przyjemny dreszcz. Tych dysonansów zresztą w muzyce Irchy jest stosunkowo niewiele, więc ci, którzy w obawie przed stroikowym jazgotem nie sięgają z zasady po płyty Mikołaja Trzaski, tym razem mogą zaryzykować. Muzyczne frazy klarnetowego kwartetu często bywają delikatne niczym właśnie irchowa ściereczka. Warkocz klarnetowych dźwięków rozplata się na poszczególne kosmyki, by za chwilę znów pięknie połączyć się w nowej harmonii.

Gdybym nie znał poprzedniej płyty Irchy, z pewnością bardziej entuzjastycznie zareagowałbym na album „Watching Edvard”. Wszakże wszystko to, co pisałem powyżej, dotyczy zarówno pierwszego, jak i drugiego wydawnictwa klarnetowego kwartetu. Być może jest to po prostu kwestia tytułu, ale płyta „Lark Uprising” znacznie skuteczniej działa na moją wyobraźnię. Słuchając jej, niemal widzę stado skowronków (lark) to budzących się przed świtem, to podrywających się nagle do lotu, albo skubiących coś spokojnie w bezpiecznym zaciszu gęstego krzaku. Jednak w przeciwieństwie do pierwszego albumu, na który składało się pięć dłuższych kompozycji, z których dwie kilkunastominutowe, „Watching Edvard” to aż szesnaście krótkich utworów. Z tak wielu krótkich form trudno jest ułożyć zwartą, zamkniętą całość i niestety mam wrażenie, że tym razem się to nie udało. Płyta przypomina trochę ścieżkę dźwiękową do filmu, gdzie krótkie motywy odpowiadają jakimś konkretnym scenom (Trzaska jest zresztą autorem muzyki do dwóch filmów Wojtka Smarzowskiego – „Dom zły” i „Róża”), trudno jednak jest słuchać jej w całości od początku do końca. „Lark uprising” było bardziej nastrojowe, „Watching Edvard” wyszło raczej ilustracyjne.

Ircha ma jeszcze jedno oblicze, które, choć leży u podstaw tej wyjątkowej formacji, do tej pory nie przerodziło się jeszcze w wydawnictwo płytowe. Ich projekt – Zikaron Lefanaj (z hebrajskiego: Pamięć przede mną) – to próba takiego odczytania muzyki żydowskiej, jakby tej kultury nie dotknęło doświadczenie Zagłady. Jak rozwinęłaby się i brzmiała ona dziś, gdyby nie Shoah. Ich koncert w warszawskiej Synagodze Nożyków był dla mnie jednym z silniejszych muzycznych doznań ubiegłego roku.

Również płyta „Lark Uprising” jest zapisem koncertu, jaki Ircha dała w 2009 roku na poznańskim Tzadik Festivalu. Moje doświadczenie mówi mi, że rzadko kiedy nagranie oddaje emocje występu na żywo i w domowym zaciszu lepiej sprawdzają się nagrania studyjne. W przypadku albumów kwartetu Ircha najwyraźniej wyszło na odwrót.

1kg Records, 2011

 

PS W sieci póki co dostępne są tylko nagrania Irchy z koncertu w Synagodze Nożyków. Muzyka z projektu Zikaron Lefanaj różni się dość wyraźnie od tego, co można usłyszeć na obu albumach. Tym niemniej warto posłuchać, jak rozmawiają ze sobą czterej klarnetowi mistrzowie, choć w tym przypadku naprawdę żadne nagranie nie może równać się z tym, co można było poczuć na żywo.