dwutygodnik internetowy
29.06.2015
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Subko: Integracja po polsku

Niepokojące jest przedstawianie migrantów jako „fali zagrożenia” czy „tych, na których trzeba płacić”. Przecież sama migracja to nie zbrodnia. Miliony osób na przestrzeni wieków migrowało zarówno w celach ekonomicznych, jak i w poszukiwaniu schronienia.

Ilustr.: Ania Libera

Ilustr.: Ania Libera

Z Joanną Subko rozmawia Zuzanna Morawska

 

Jacy migranci przyjeżdżają do Polski?

Można wyróżnić kilka grup. Pierwszą – migrantów dobrowolnych, którzy przyjeżdżają do Polski w konkretnym celu, na przykład migracji zarobkowej, studiów czy cudzoziemców, którzy wiążą się z obywatelami polskimi. Drugą są cudzoziemcy, którzy mają polskie pochodzenie i zamierzają osiedlić się na stałe w Polsce. Trzecią można określić jako migrantów przymusowych – uchodźców, których kraje ogarnięte są wojną lub grożą im tam prześladowania – ci przyjeżdżają do Polski w celu uzyskania statusu uchodźcy.

To ostatnia grupa to tak zwani nielegalni imigranci?

Staramy się wymazać to sformułowanie ze słownika. To określenie jest mocno stygmatyzujące. Nielegalny może być czyn, nie człowiek. Dlatego mówimy, że są nieudokumentowanymi migrantami, czyli nie mają dokumentu pozwalającego na pobyt w Polsce. Ich przyjazd tutaj, nawet bez dokumentów i wiz, jest legalny, co wynika z Konwencji Genewskiej.

Załóżmy, że człowiek poszukujący ochrony międzynarodowej przekracza naszą granicę. Co się z nim dalej dzieje?

Osoba taka, przekraczając granicę, na samym wstępie deklaruje, że jest uchodźcą i chce się ubiegać o przyznanie ochrony międzynarodowej. Drugim krokiem jest wypełnienie wniosku o przyznanie jej tego statusu, który Straż Graniczna przesyła do Szefa Urzędu ds. Cudzoziemców. W trzecim kroku informuje się ją o jej prawach i obowiązkach. Na tym etapie często pojawiają się problemy – głównie językowe. Funkcjonariusze Straży Granicznej często nie są w stanie skomunikować się z osobami, które nie mówią po polsku, rosyjsku czy angielsku. Dlatego bardzo ważne jest, żeby funkcjonariusze byli dobrze wyszkoleni lub mieli do pomocy tłumaczy.

Następnie uchodźca trafia do jednego z 12 ośrodków dla cudzoziemców. Tam czeka na rozpatrzenie wniosku.

Ile średnio trwa postępowanie?

Według przepisów powinno trwać do 6 miesięcy, w praktyce może niestety latami. Szczęście w nieszczęściu jest takie, że po tych 6 miesiącach osoba, która ubiega się o przyznanie statusu uchodźcy, może – jeżeli przedłużenie postępowania nie wynika z jej winy – zacząć legalnie pracować.

Jeśli migrant nie mieszka w ośrodku dla cudzoziemców, może wnioskować do Urzędu ds. Cudzoziemców o środki na samodzielne utrzymanie poza ośrodkiem. Świadczenia nie są wysokie, bo dla czteroosobowej i większej rodziny jest to około 375 zł miesięcznie na osobę. Za tego rzędu pieniądze rodzina musi wynająć mieszkanie na wolnym rynku i samodzielnie się utrzymać. A należy pamiętać, że ci ludzie przyjeżdżają tutaj bez żadnych rzeczy ani oszczędności.

Co można robić w czasie pobytu w takim otwartym ośrodku dla cudzoziemców?

Z opowieści cudzoziemców, z którymi się spotkałam, wiem, że to jest dla nich dość ciężki czas. Większość ośrodków znajduje się na obrzeżach miast lub w lasach, więc samo ich położenie wyklucza możliwość jakiejkolwiek integracji z Polakami. Poza tym są one dość mocno zinstytucjonalizowane – często trzeba przestrzegać restrykcyjnego regulaminu, na przykład ograniczeń w zapraszaniu gości do ośrodka, określonych godzin przebywania poza ośrodkiem czy pory posiłków. W sytuacjach zwiększonego napływu uchodźców ośrodki bywają przeludnione, a cudzoziemcy pochodzący z różnych kultur, mający inne zwyczaje, często po bardzo traumatycznych doświadczeniach, muszą ze sobą koegzystować na mocno ograniczonej przestrzeni.

Ze względu na obowiązek szkolny dzieci posyłane są do lokalnych szkół. W ośrodkach zasadniczo odbywają się lekcje języka polskiego. Przy tej okazji pojawiają się kłopoty wynikające z odmienności kulturowej. Zdarza się, że zajęcia prowadzone są w jednej grupie, a w przypadku na przykład osób pochodzących z Czeczenii powinien być zachowany podział na kobiety i mężczyzn. Często istnieje tylko jedna grupa, w której uczą się wszyscy, niezależnie od poziomu znajomości języka, co powoduje, że starsze dzieci nudzą się i rozpraszają innych. Niekiedy sam poziom zajęć pozostawia wiele do życzenia.

W ośrodku na Targówku w Warszawie prowadzone są różne aktywności kulturalne, ale ich animatorami są organizacje pozarządowe. Jeżeli ich brakuje, jak na przykład w Lininie za Górą Kalwarią, to bardzo mało się dzieje. Wychodzi się z założenia, że skoro nie wiadomo, czy oni dostaną status uchodźcy czy nie, to nie warto wydawać pieniędzy na jakieś sensowne działania aktywizujące.

Jeśli już ktoś dostanie status uchodźcy, co się z nim dalej dzieje?

Może wystąpić o indywidualny program integracyjny (IPI). Program ten trwa 12 miesięcy. IPI rodzi obowiązki i prawa po obu stronach – pracownika socjalnego i uchodźców. Uchodźcy muszą się zarejestrować w urzędzie pracy, aktywnie poszukiwać pracy, uczestniczyć w kursach języka polskiego i regularnie – minimum dwa razy w miesiącu – kontaktować się z pracownikiem socjalnym. W zamian za to uzyskują środki finansowe na życie. Teraz jest do 1200 złotych miesięcznie na osobę samotnie gospodarującą i do 630 zł na osobę w rodzinie 4-osobowej i większej.

Założeniem IPI jest to, żeby cudzoziemiec po tych 12 miesiącach był całkowicie zintegrowany – mówił po polsku, znalazł pracę, czyli był samodzielny ekonomicznie, zintegrował się kulturalnie i społecznie w swoim środowisku, żeby znał swoje prawa i obowiązki w Polsce. Po tych 12 miesiącach cudzoziemiec nadal może korzystać z pomocy społecznej, ale już na ogólnych zasadach.

A jak to wygląda w praktyce?

W praktyce ten program najczęściej nie jest wystarczająco zindywidualizowany i trwa zdecydowanie za krótko, żeby przynieść założone efekty – cudzoziemiec po jego zakończeniu nie jest w stanie jeszcze poradzić sobie samodzielnie, ale już jest zdany sam na siebie. IPI, żeby było skuteczne, powinno trwać optymalnie trzy lata (tak wynika między innymi z doświadczeń państw skandynawskich) i dawać więcej indywidualnego wsparcia cudzoziemcowi, równocześnie motywując go do podejmowania działań. Cudzoziemiec, który określi swoje potrzeby i cele oraz dostanie więcej pomocy na starcie, będzie się potem lepiej integrować i szybciej się usamodzielni. Niestety polscy decydenci zdają się wciąż tego nie rozumieć.

Brak zindywidualizowania IPI wynika też z tego, że jest za mało pracowników socjalnych i nie mogą poświęcić wystarczająco dużo czasu danej rodzinie, ograniczając program do regularnej wypłaty pieniędzy.

Ważną rolę odgrywają w praktyce organizacje pozarządowe, bo za przyznane w IPI pieniądze trzeba między innymi opłacić naukę języka polskiego. W Warszawie to funkcjonuje o tyle dobrze, że jest wiele organizacji, które organizują darmowe kursy polskiego. Pieniądze z IPI są więc bardziej „na przeżycie” niż na naukę języka polskiego, ale na przykład w mniejszych miastach taki kurs bywa bardzo drogi, a i tak trzeba na niego uczęszczać.

Jakie inne role spełniają w życiu migrantów organizacje pozarządowe? Jak się rozkłada podział między programami państwowymi a trzecim sektorem, jeśli chodzi o całościową opiekę nad uchodźcami, którzy przyjeżdżają do Polski?

Na organizacje pozarządowe spada na przykład konieczność poinformowania cudzoziemca w sposób dla niego zrozumiały o jego prawach i obowiązkach. Istnieje taki obowiązek prawny dla instytucji państwowych, ale gorzej z jego wykonywaniem. Gdyby uchodźcy nie trafiali do organizacji pozarządowych, chociażby takiej jak nasza, nie wiedzieliby, co robić, jak wygląda postępowanie o nadanie statusu uchodźcy, jak przygotować się do wywiadu statusowego i tak dalej. Zresztą wielu z nich nie od razu do nas trafia, przychodzą na ogół wtedy, gdy już dostali decyzję odmowną i zaczynają się problemy.

Brakuje też zinstytucjonalizowanej pomocy tłumaczeniowej – tu znowu ważną rolę odgrywają organizacje pozarządowe. Nasi wolontariusze chodzą z uchodźcami do przychodni i szpitali, tłumaczą w trakcie wizyt lekarskich.

Wiele NGO-sów pomaga w sytuacjach życia codziennego, na przykład w zapisaniu dzieci do szkoły, w znalezieniu mieszkania i pracy. One też organizują kursy językowe, zawodowe, wydarzenia integracyjne mające na celu wzajemne poznanie cudzoziemców i Polaków. Starają się w każdy możliwy sposób zapewnić pomoc.

Skąd biorą na to wszystko pieniądze?

Funkcjonują dzięki środkom unijnym i grantom. Środki te nie są na trwale wpisane do programów mających za cel pomoc cudzoziemcom. Niedawno rząd polski z opóźnieniem wdrożył fundusz na ten cel, co bezpośrednio przełożyło się na brak możliwości kontynuowania wielu projektów przez niektóre organizacje, a zatem odbiło się negatywnie na sytuacji migrantów.

A co z mniejszymi miastami, gdzie nie ma takich organizacji?

Niektóre organizacje udzielają pomocy prawnej przez telefon albo drogą mailową, ale to też jest forma wykluczenia, bo nie wszyscy mają równy dostęp do tych środków komunikacji. Bardzo często uchodźcy po prostu przyjeżdżają do nas z innych miast. Niektóre organizacje z kolei specjalnie planują działania wyjazdowe, by pomocą objąć osoby z oddalonych miejscowości. Wyraźnym ułatwieniem jest jednak to, że uchodźcy gromadzą się w większych miastach

Z jakich państw przyjeżdżają do Polski największe grupy uchodźców?

W latach 2000-2013 największą grupą osób ubiegających się o status uchodźcy byli Czeczeni. Obecnie są to obywatele Ukrainy. Z tym że w ciągu ostatnich dwóch lat tylko jeden z nich dostał status uchodźcy, było to w 2013 roku.

Ilu Ukraińców złożyło wnioski o przyznanie statusu uchodźcy?

W 2014 roku o status uchodźcy ubiegały się 2253 osoby. 6 osobom przyznano ochronę uzupełniającą, a 11 osób uzyskało pobyt tolerowany. Statusu uchodźcy nie otrzymał nikt.

Od czasu konfliktu na wschodzie Ukrainy fala osób przyjeżdżających stamtąd do Polski zwiększyła się o 300%. Z jednej strony mówi się, że nie chcemy przyjmować uchodźców z Syrii, ponieważ zalewają nas migranci z Ukrainy, ale jest to ułamek prawdy, ponieważ niemal w 100% przypadków odsyłamy ich z powrotem.

Czy osoba, której odmówiono statusu uchodźcy, musi wyjechać?

Tak, jeśli nie dostanie statusu uchodźcy lub ochrony uzupełniającej (inna forma ochrony międzynarodowej), to nie może w żaden inny sposób zalegalizować swojego pobytu w Polsce. Chyba że w międzyczasie poślubi obywatela/obywatelkę RP.

Nawet jeśli taka osoba zostałaby zatrudniona i chciałaby tutaj dalej pracować, to niestety nie może tego zrobić. Jest zobowiązana opuścić terytorium Polski w ciągu 30 dni od ostatecznej decyzji urzędu.

Jakie są powody decyzji odmawiających przyznawania Ukraińcom statusu uchodźcy?

W ich przypadku najczęstszym powodem jest to, że wojna nie toczy się na terenie całej Ukrainy. Co ciekawe nawet uchodźcy z Krymu nie dostają statusu. Uzasadnienia decyzji są bardzo podobne, Szef Urzędu ds. Cudzoziemców twierdzi, że Ukraina jest w stanie zapewnić bezpieczeństwo i pomoc wszystkim swoim obywatelom. Jednak z relacji naszych klientów Ukraińców, jak i na przykład raportów UNHCR, wynika, że sytuacja ekonomiczna i społeczna jest tam bardzo ciężka i Kijów nie jest w stanie zapewnić pomocy wewnętrznym przesiedleńcom.

W jakich kontekstach mówi się o imigrantach w naszych mediach?

Niestety temat migrantów pojawia się wtedy, kiedy ma miejsce tragedia. W 2013 roku mówiono głośno o katastrofie na Lampedusie. Od tamtej tragedii minęły dwa lata, w trakcie których temat migrantów nie był, z małymi wyjątkami, w ogóle podnoszony w debacie publicznej. Dopiero po kolejnej ogromnej katastrofie podniesiono temat migrantów przymusowych.

Niepokojące jest przedstawianie migrantów jako „fali zagrożenia” czy „tych, na których trzeba płacić”. Przecież sama migracja to nie zbrodnia. Miliony osób na przestrzeni wieków migrowało zarówno w celach ekonomicznych, jak i w poszukiwaniu schronienia. Tak samo my w pewnych historycznych okresach szukaliśmy schronienia na uchodźctwie.

Od niedawna tematem coraz częściej pojawiającym się w mediach jest pytanie o to, czy i jak Polska przyjmie uchodźców, którzy obecnie znajdują się we Włoszech i Grecji.

Chodzi o pomysł Komisji Europejskiej o rozdzielaniu migrantów między Państwa Członkowskie?

Tak, Unia Europejska stoi przed migracyjnym wyzwaniem w obliczu wielkiego kryzysu humanitarnego. Wydaję mi się, że Komisja Europejska zdała sobie sprawę, że pomimo wybudowania fortyfikacji na granicach unijnych (na przykład grecko-tureckiej) czy wydawania większych środków na działania FRONTEXU ludzi się nie zatrzyma. Syryjczycy, Erytrejczycy czy Somalijczycy są zdeterminowani, by uciekać ze swoich krajów, bo pozostanie tam jest dla nich równoznaczne ze śmiercią.

Komisja Europejska proponuje wdrożyć program relokacji migrantów. Relokacja to przeniesienie cudzoziemca z państwa członkowskiego UE, w którym się on znajduje, do innego państwa unijnego. Jest to proces wewnątrzunijny, będący wyrazem solidarności pomiędzy państwami. Komisja chce wprowadzić ten program na podstawie art. 78 ust. 3 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej, który stanowi, że gdy jedno lub więcej państw członkowskich znajdzie się w nadzwyczajnej sytuacji charakteryzującej się nagłym napływem obywateli państw trzecich, Rada Europejska może wprowadzić tymczasowe rozwiązania mające na celu odciążenie jednego z państw członkowskich.

Warto również dodać, że nie wszyscy migranci, którzy dostali się do wybrzeży Włoch, będą relokowani. Przesiedleni zostaną obywatele państw, z których uciekinierzy w ciągu ostatnich lat uzyskiwali ochronę międzynarodową w Europie. Będą to prawdopodobnie tylko Syryjczycy i Erytrejczycy, czyli uchodźcy, którzy potrzebują realnej pomocy, których życie znajduje się w zagrożeniu, a nie jak twierdzą niektórzy sceptycy – migranci ekonomiczni.

Wielu ekspertów jest zgodnych co do tego, że liczba migrantów będzie u nas rosła. Czy podejmujemy jakieś kroki, aby się na to przygotować?

W 2012 roku rząd polski przyjął dokument, który nazywa się „Polityka migracyjna Polski”. Wyznacza on kierunki kształtowania polityki względem zjawisk migracyjnych, niektóre z jego założeń są całkiem sensowne. Także z jednej strony w tym dokumencie podnosi się kwestie zmniejszania się siły roboczej i niżu demograficznego, ale z drugiej nasze migracyjne prawo wcale nie odpowiada na te problemy. A mogłoby.

Badania Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) z 2014 roku wskazują, że ze zjawisk migracyjnych państwa zazwyczaj czerpią korzyści. Znaczy to w dużym skrócie tyle, że dla państwa migracja powoduje więcej przychodów niż kosztów.

Polska jest krajem o ujemnym saldzie migracji, więcej osób z naszego kraju wyjeżdża, niż przyjeżdża. Obecnie migranci stanowią mniej niż 1% naszej populacji. Dodatkowo według prognoz demograficznych GUS mamy do czynienia ze zjawiskiem depopulacji.

Wyciągając wnioski z takich rokowań, warto zatroszczyć się o to, aby imigranci, którzy mogliby u nas zostać, zrobili to i mieli szansę stać się pełnoprawnymi mieszkańcami Polski.

W jaki sposób możemy się o to starać?

Bardzo ważne jest angażowanie cudzoziemców w życie publiczne i zachęcanie ich do partycypacji politycznej w Polsce.

Dla przykładu rezydenci długoterminowi czy osoby z pobytem stałym, które mieszkają tutaj po kilkanaście, kilkadziesiąt lat, mają takie same obowiązki – jak polscy obywatele płacą podatki, pracują, nie mają jednak możliwości realnego wpływu na władze nawet na szczeblu lokalnym. Nadanie takim cudzoziemcom praw wyborczych w wyborach samorządowych wpłynie na ich szybszą i skuteczniejszą integrację.

Przede wszystkim jednak należy tworzyć dobrą politykę migracyjną i integracyjną, która powinna składać się z dwóch komplementarnych elementów, to znaczy działań na rzecz integracji migrantów, ale i wprowadzaniu wszelkich rozwiązań mających na celu tworzenie spójności społecznej, przeciwdziałaniu tworzeniu się zjawiska wykluczenia, w tym wykluczenia obcokrajowców.

Joanna Subko jest absolwentką prawa na Uniwersytecie Warszawskim oraz prawa biznesowego na Uniwersytecie w Poitiers. Obecnie pracuje jako prawniczka w Stowarzyszeniu Interwencji Prawnej.