dwutygodnik internetowy
31.03.2014
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Indianie Guarayos – milczący krzyk o pomoc

Głos Indian Guarayos to milczący krzyk rozpaczy, który wznosi się aż do Boga. Nie zmienimy świata, ale możemy nakarmić jednego głodnego, odziać jednego nagiego, przyjąć jednego przybysza. A w każdym z nich jest sam Chrystus.

Pan powierzył mi tych, którzy nieustannie przypominają mi ewangeliczną prawdę o tym, że do ludzi prostych i ubogich w pierwszym rzędzie należy Królestwo Niebieskie. Teraz staję z nimi u progu waszego domu.
 
Zdaję sobie sprawę, że nie trzeba wyruszać za Ocean, aby znaleźć ubogich i potrzebujących; jakże wiele osób w naszym kraju cierpi na skutek ubóstwa. Nie chcę także wskazywać na skalę politycznych i ekonomicznych powiązań, które sprawiają, że ubodzy są coraz bardziej ubodzy, gdy tymczasem ludzie bogaci bogacą się jeszcze bardziej. Nie zmienimy świata i nie w naszej mocy zmienić cały ten system, jednakże możemy być pewni, że jeśli jednego z tych ubogich nakarmimy, odziejemy lub pod dach przygarniemy, to tym samym samego Chrystusa nakarmimy, odziejemy i ugościmy.
 
Może starczy na kilka dni
 
W Orędziu na Wielki Post 2014 roku Papież Franciszek pisze o trzech rodzajach nędzy: nędzy materialnej, moralnej i duchowej. „Nędza materialna – pisze papież – to ta, którą potocznie nazywa się biedą i która dotyka osoby żyjące w warunkach niegodnych ludzkich istot, pozbawione podstawowych praw i dóbr pierwszej potrzeby, takich jak żywność, woda, higiena, praca, szanse na rozwój i postęp kulturowy”. Czytając te słowa, staje mi przed oczyma dziesięcioletni Roland i siedmioletnia Cristina, którzy kilka dni temu zapukali do mych drzwi, prosząc o coś do jedzenia. Ich ojciec zachorował, nie może iść do pracy i od kilku dni żyją wyłącznie dzięki pomocy sąsiadów. Znam dość dobrze tę rodzinę: piętnastoletnia Vanesa, najstarsza z sześciorga rodzeństwa, aktywnie działa w młodzieżowych grupach parafialnych. Juanito, trzynastoletni organista, często przygrywa w czasie Mszy świętej dla dzieci i młodzieży. Wspomniany wyżej Roland jest ministrantem w parafii. Cristina potrafi oczarować swoim dziecięcym spojrzeniem i uśmiechem. I jeszcze Manuel i David – wszyscy oni wraz z rodzicami i chorym dziadkiem żyją w szałasie z palmowych liści. Jedna rodzina, a ile podobnych w mojej wiosce.
 

Odwiedziłem ich w domu. Pomimo tego, że wzrok mój przywykł już do obrazów nędzy, to jednak nadal w takich sytuacjach trudno mi pogodzić się z własną bezradnością. W dachu liczne prześwity pozatykane kawałkami folii. Nie chroni to jednak przed tym, aby woda w obecnej porze deszczowej obficie kapała do wnętrza. W jednym niewielkim pomieszczeniu śpi cała rodzina. Tam też dzieciaki odrabiają lekcje. Ojciec pracuje w miejscowym tartaku, gdzie zarabia równowartość dziesięciu dolarów dziennie. Jest to jedyny przychód tej liczącej dziewięć osób rodziny (dolar dziennie na osobę w kraju, w którym koszty utrzymania porównywalne są z Polską). Obecnie jednak zachorował, a tutejszy system pracy nie przewiduje jakichkolwiek zasiłków chorobowych. Tak więc rodzina pozbawiana została środków do życia. W paczce przyniosłem trochę ryżu, cukru, makaronu. Może wystarczy na kilka dni. Z funduszy, które otrzymuję od Dobrodziejów, kupiłem dzieciom zeszyty i inne najpotrzebniejsze rzeczy do szkoły (jest to początek roku szkolnego). Cóż to jednak jest w obliczu potrzeb?
 
Najstarsze – Vanesa i Juanito – marzą o tym, aby uczyć się i zdobyć jakiś zawód. Gdzie jednak zdobyć środki, aby dzieciom z podobnych rodzin zagwarantować stypendia? Odnosząc się do nędzy materialnej, papież pisze: „W obliczu takiej nędzy Kościół spieszy ze swoją posługą, ze swoją diakonią, by zaspokajać potrzeby i leczyć rany oszpecające oblicze ludzkości. W ubogich i w ostatnich widzimy bowiem oblicze Chrystusa; miłując ubogich i pomagając im, miłujemy Chrystusa i Jemu służymy. Trzeba zatem, aby ludzkie sumienia nawróciły się na drogę sprawiedliwości, równości, powściągliwości i dzielenia się dobrami”.
 

Trudno mi ich potępić
 
W swoim orędziu papież pisze także o nędzy moralnej. To ona „czyni człowieka niewolnikiem nałogu i grzechu. Ileż rodzin żyje w udręce, bo niektórzy ich członkowie – często młodzi – popadli w niewolę alkoholu, narkotyków, hazardu czy pornografii!”
 
W mojej malutkiej, bo liczącej zaledwie pięć tysięcy mieszkańców, miejscowości w ciągu ostatnich dwóch lat zdiagnozowano trzydzieści dwa przypadki zachorowań na AIDS. Biorąc pod uwagę, że według wskaźników Południowamerykańskiej Organizacji Zdrowia, na każdy wykryty przypadek zachorowań, istnieje dziesięć osób zarażonych wirusem i niezdiagnozowanych, należy przyjąć, że chorych lub zarażonych wirusem HIV jest już ponad trzysta osób. Jest to najwyższy wskaźnik nie tylko w całej Boliwii, ale w całej Ameryce Łacińskiej.
 
Wśród tych wspomnianych wyżej trzydziestu dwóch przypadków chorych na AIDS przeważają ludzie młodzi, w wieku od piętnastego do dwudziestego ósmego roku życia (dwadzieścia jeden przypadków). Dwa zdiagnozowane przypadki dotyczą dzieci poniżej piątego roku życia. W ubiegłych roku na skutek AIDS oficjalnie zmarły cztery osoby.
 
Oczywiście do największej ilości zarażeń wirusem HIV dochodzi poprzez kontakty seksualne. Na tak wysoką ilość chorych na AIDS ma wpływ dość spora grupa osób homoseksualnych i biseksualnych. Można bardzo łatwo potępiać tych ludzi i mówić, że sami są sobie winni i że płacą cenę swego niemoralnego stylu życia. Papież Franciszek jednakże słusznie zauważa: „Iluż ludzi zagubiło sens życia, pozbawionych zostało perspektyw na przyszłość, utraciło nadzieję! I iluż ludzi zostało wepchniętych w taką nędzę przez niesprawiedliwość społeczną, przez brak pracy, odbierający godność, jaką cieszy się żywiciel rodziny, przez brak równości w zakresie prawa do wykształcenia i do ochrony zdrowia. Takie przypadki nędzy moralnej można słusznie nazwać zaczątkiem samobójstwa”.
 

Patrzę na twarze moich młodych parafian, o których często wiem, że żyją z wyrokiem śmierci. O wielu wiem, że są homoseksualistami. Znam przypadki pięknych, młodych dziewczyn, nawet trzynasto- czy piętnastoletnich dziewczynek, które oddają swe ciało nawet za dziesięć bolivianos (około półtora dolata). Bardzo często rodzice przyzwalają na prostytuowanie się własnych córek, traktując to jako ich skromny wkład do domowego przychodu. Być może niektórych mogłaby zgorszyć kokieteryjność tutejszych młodych dziewczyn, ich prowokujący sposób ubierania się. Co poniektórzy mogliby zarzucić nam, duszpasterzom, zbyt daleko idącą pobłażliwość i to, że za słabo przeciwstawiamy się seksualnym wynaturzeniom. Jakoś trudno mi jednak potępić tych młodych ludzi. Widzę w nich przede wszystkim ofiary dzisiejszego zwariowanego świata. Cała ta moralna nędza to prosta konsekwencja wielkiego problemu, jakim jest dezintegracja struktur życia rodzinnego – najczęściej spowodowana wielką falą migracji. Średnia wieku w mojej parafii nie przekracza osiemnastu lat; rodzice wyemigrowali do miasta, do dalekiej Hiszpanii, do Stanów Zjednoczonych. I właśnie brak więzi, rodzinnego ciepła i oparcia w domu to główna przyczyna zjawisk takich jak narkomania, alkoholizm, AIDS, duża liczba aborcji.
 
Łatwo dostrzec w tym łańcuch zazębiających się zjawisk: ubóstwo materialne zmusza do emigracji, emigracja niszczy rodziny, a najwyższą cenę płacą za to najsłabsi, czyli dzieci i młodzież. Do tego brak więzi rodzinnych, naturalnego oparcia w domu, powoduje, że dzieci wchodzące w młodzieńcze życie, poszukując ciepła i czułości, łatwo mogą stać się ofiarą własnej łatwowierności lub czyjejś bezwzględności.
 

Chcę głosić Chrystusa
 
Papież w orędziu przypomina, że nędza moralna, „prowadząca także do ruiny ekonomicznej, wiąże się zawsze z nędzą duchową, która nas dotyka, gdy oddalamy się od Boga i odrzucamy Jego miłość”. Dlatego tak ważna jest ewangelizacja. „Ewangelia to prawdziwe lekarstwo na nędzę duchową: zadaniem chrześcijanina jest głosić we wszystkich środowiskach wyzwalające orędzie o tym, że popełnione zło może zostać wybaczone, że Bóg jest większy od naszego grzechu i kocha nas za darmo i zawsze, że zostaliśmy stworzeni dla komunii i dla życia wiecznego. Bóg wzywa nas, byśmy byli radosnymi głosicielami tej nowiny o miłosierdziu i nadziei!” Naszym podstawowym zadaniem jest głosić Chrystusa, dlatego też Kościoła nie można sprowadzić do jakiejś dobroczynnej organizacji humanitarnej. Jednakże „wiara – przypomina święty Jakub – jeśli nie byłaby połączona z uczynkami, martwa jest sama w sobie. Jeśli na przykład brat lub siostra nie mają odzienia lub brak im codziennego chleba, a ktoś z was powie im: «Idźcie w pokoju, ogrzejcie się i najedzcie do syta!» – a nie dacie im tego, czego koniecznie potrzebują dla ciała – to na co się to przyda?”. Papież Benedykt XVI trafnie zauważył, że Kościół nie rozwija się poprzez prozelityzm. Wzrasta przez przyciąganie, a tym, co pociąga, jest świadectwo. A święty Franciszek dopowiada: „nieustannie głoście Ewangelię, a gdyby to było konieczne, to także słowami”.
 

***
Dlatego też staję teraz na progu waszego domu i proszę w imieniu moich Guarayos. Może wspólnie w oparciu o struktury naszego franciszkańskiego sekretariatu misyjnego prowincji Matki Bożej Anielskiej w Krakowie uda nam się wypracować sposoby pomocy najuboższym i najbardziej potrzebującym. Być może uda się zorganizować system stypendialny, aby umożliwić naukę młodzieży znajdującej się w trudnej sytuacji ekonomicznej. Jako proboszczowi tej parafii marzy mi się stworzenie odpowiedniego centrum pastoralnego, w którym młodzi mogliby bezpiecznie spędzać czas. Byłaby to przestrzeń modlitwy, nauki i zabawy w gronie rówieśników pod okiem duszpasterzy i wychowawców. Wiadomo przecież, że o wiele lepiej jest zapobiegać niż leczyć. Odpowiednie zaplecze już istnieje, konieczne jest tylko odpowiednie jego zaadaptowanie. Stara stolarnia mogłaby wspaniale spełniać rolę dużego salonu spotkań i zabawy, a magazyn drewna mógłby w przyszłości pełnić rolę sali kinowej. Na zewnątrz mogłaby powstać boisko do siatkówki. Mamy już siatkę, stół do ping-ponga, kilka piłek… Oczywiście potrzebne są środki ekonomiczne, aby zrealizować projekt.
 
Moi Guarayos przychodzą wraz ze mną do Waszych domów i proszą o pomoc. Ich głos to milczący krzyk rozpaczy, który wznosi się aż do Boga. Nie dopuśćmy do tego, abyśmy stali się nieczuli na to wołanie. Prośmy Pana o łaskę płaczu nad okrucieństwem, jakie jest w świecie, ale także i nad naszą obojętnością. Nie zmienimy świata, ale możemy nakarmić jednego głodnego, odziać jednego nagiego, przyjąć jednego przybysza. A w każdym z nich jest sam Chrystus.
 
 
Jeśli chcą Państwo pomóc Guarayos, z którymi pracuje ojciec Kaproń, prosimy o kontakt z Zakonem Braci Mniejszych.
 
Sekretariat Misyjny Zakonu Braci Mniejszych
ul. Ojcowska 1, 31-344 Kraków
tel kom.: 731 09 72 57
e-mail: misjeofm@tlen.pl
Nr konta bankowego: 04 1020 2892 0000 5102 0016 8435