dwutygodnik internetowy
19.11.2012
magazyn papierowy


Hipokryzja, polityka, Kościół

Gdyby katoliccy politycy w USA przeczytali „Populorum progressio“ czy „Caritas in veritate“, być może łatwiej by im było za oceanem stworzyć to, co Paweł VI nazwał „cywilizacją miłości“ i zrealizować wizję gospodarki, której priorytetem jest likwidacja nędzy. Nauczanie społeczne Kościoła nie ogranicza się bowiem do aborcji.

ilustr.: Hanka Owsińska

 

Po raz pierwszy w historii Stanów Zjednoczonych obaj kandydaci na wiceprezydenta – Demokrata Joe Biden oraz Republikanin Paul Ryan – byli zadeklarowanymi katolikami. Choć obecność katolików w amerykańskiej polityce rośnie, od czasu, gdy John F. Kennedy został pierwszym katolickim prezydentem w 1961 roku (wówczas sporą część amerykańskiego społeczeństwa ogarnęła antykatolicka paranoja i wielu obawiało się, że Kennedy jest agentem Watykanu, który chce zamienić Amerykę w jezuicką teokrację), amerykańscy politycy katoliccy często mają problemy z pełnym utożsamianiem się z katolicką nauką społeczną.

Pod koniec tegorocznej debaty wiceprezydenckiej prowadząca Martha Raddatz zapytała kandydatów, jaką rolę odgrywa katolicka wiara w ich przekonaniach politycznych. Nie było zaskoczenia. Odpowiedzi dotyczyły głównie aborcji i pokrycia kosztów antykoncepcji przez katolickie firmy ubezpieczeniowe. Paul Ryan opowiadał o tym, jak zobaczył ultrasonografię swojej najstarszej córki, co utwierdziło go w przekonaniu, że aborcja jest złem. Joseph Biden odpowiedział, że jako katolik jest gorliwym przeciwnikiem aborcji, ale nie chce nikomu narzucać tego poglądu i w związku z tym powinna być legalna na życzenie.

 

Aborcja niewątpliwie jest niesłychanie ważnym problemem etycznym. W Ameryce funkcjonują skrajnie liberalne przepisy dotyczące przerywania ciąży, gdyż w większości stanów aborcja dozwolona jest nawet w trzecim trymestrze ciąży. Co trzecia Amerykanka dokonała aborcji, a w ciągu ostatnich czterdziestu lat w USA wykonano prawie 50 milionów zabiegów usunięcia ciąży. Nic więc dziwnego, że amerykańscy katolicy (a także protestanci ewangelikalni, ortodoksyjni Żydzi i inni) mocno angażują się w ruch pro-life. Katoliccy politycy, jak choćby Ryan, często podkreślają, że ich postawa wobec tego zjawiska wiąże się z ich wiarą. I słusznie: katolik ma moralny obowiązek sprzeciwiać się aborcji i eutanazji. Jednak nauczanie społeczne Kościoła nie dotyczy tylko aborcji…

Kardynał Joseph Bernardin, arcybiskup Chicago w latach 1982-1996, zasłynął ukuciem pojęcia consistent life ethic, czyli zgodnej etyki życia. Kardynał Bernardin – jedna z najwybitniejszych postaci amerykańskiego Kościoła – przekonywał, że katolik jest zobowiązany do odrzucenia nie tylko aborcji i eutanazji, ale także niesprawiedliwych wojen i kary śmierci. Katolik musi szanować i bronić ludzkiego życia nie tylko tuż po jego poczęciu, ale także później. Z tym katoliccy politycy w USA często mają jednak problem.

 

Jan Paweł II jest wielkim autorytetem dla wielu Republikanów. Wraz z Ronaldem Reaganem, Margaret Thatcher i Lechem Wałęsą jest symbolem walki z komunizmem. Tegoroczny kandydat na prezydenta Mitt Romney cytował Jana Pawła II w jednym ze swoich spotów wyborczych, a były spiker Izby Reprezentantów Newt Gingrich wyprodukował film dokumentalny o pierwszej pielgrzymce Papieża-Polaka do Polski pt. „Dziewięć dni, które zmieniły świat“.

Jednak w 2003 roku Jan Paweł II zaskoczył swoich neokonserwatywnych amerykańskich sympatyków ostrą krytyką rządu Stanów Zjednoczonych za wojnę w Iraku. Nie tylko Republikanie byli zdziwieni, w końcu także większość Demokratów (w tym Joe Biden, ówczesny przewodniczący senackiej komisji do spraw zagranicznych) głosowała za wysłaniem wojsk do Iraku. Mimo że był już ciężko chory i mówił z wielkim trudem, Papież błagał Busha o pokój i za pośrednictwem nuncjusza apostolskiego w Waszyngtonie próbował przekonać amerykańskiego prezydenta i Kongres, by nie rozpętywać kolejnej wojny. – Nie rozumiem stanowiska Papieża – powiedziała wówczas sekretarz stanu Condoleezza Rice.

 

Niemniej ta postawa nikogo nie powinna dziwić. Choć większość lewicowych mediów typu „New York Times“ nieustannie krytykuje Kościół za rzekome prawicowe politykowanie i krytykę aborcji oraz związków homoseksualnych, Kościół katolicki często sprzeciwia się niesłusznym działaniom wojennym, zajmując identyczne stanowisko, co amerykańska Partia Zielonych czy radykalni lewicowi intelektualiści w typie Noama Chomsky’ego. W 1962 roku, podczas kryzysu kubańskiego, Papież Jan XXIII apelował do katolika Kennedy’ego, by kierował się nie interesami Stanów Zjednoczonych, lecz troską o pokój. Natomiast Paweł VI ostro krytykował następcę Kennedy’ego – Demokratę Lyndona Bainesa Johnsona – za wojnę w Wietnamie. W latach 80tych liczni amerykańscy misjonarze porzucili wszystko, by pomóc chłopom i Indianom walczącym o godność z prawicowymi juntami finansowanymi przez Stany Zjednoczone w Salwadorze i w Gwatemali. Niektórzy, jak Ita Ford, zapłacili za to męczeńską śmiercią.

Stany Zjednoczone należą do ostatnich demokracji, które stosują karę śmierci, cieszącą się zresztą ponadpartyjnym poparciem. Jako gubernatorzy zarówno Bill Clinton, jak i George W. Bush nie zgadzali się na ułaskawienie wielu skazanych na śmierć. Katoliccy politycy obu partii – w tym wspomniani Joe Biden oraz Paul Ryan – w większości popierają wymierzanie kary najwyższej. To jednak amerykańscy biskupi należą do jej najsurowszych krytyków. Siostra Helen Prejean, zakonnica z Luizjany, należy do najbardziej aktywnych działaczy na rzecz zniesienia kary śmierci, a Jan Paweł II podczas wizyty w St. Louis w 1999 roku ostro potępił karę najwyższą jako niemoralną.

 

Dochodzimy wreszcie do kwestii gospodarki. Od Średniowiecza Kościół przyciągał uwagę ze względu na swoją troskę o najsłabszych. Nawet głośny krytyk Kościoła, jakim był Wolter, podziwiał chrześcijańskie miłosierdzie. Nawet jeśli określenie to powstało w Ameryce Łacińskiej dopiero po II Soborze Watykańskim, to jednak przez całą swoją historię Kościół propagował „preferencyjną opcję na rzecz ubogich“. W świetle katolickiej nauki społecznej chrześcijanie winni żyć bardziej jak św Franciszek z Asyżu, św Brat Albert Chmielowski czy Dom Helder Camara niż jak renesansowi papieże.

Kapitalizm sam w sobie nie jest sprzeczny z katolicyzmem. W końcu próby wcielenia katolickiego korporacjonizmu przez prawicowe dyktatury wojskowe w Portugalii czy Hiszpanii zakończyły się porażką. Jednak katolicka akceptacja liberalizmu gospodarczego nie może wiązać się z odrzuceniem ludzkiej osoby na rzecz mamony.

 

Większość amerykańskich prawicowców odwołuje się do filozofii Ayn Rand, która uważała, że egoizm jest cnotą (od niej pochodzi słynna maksyma, spopularyzowana przez film „Wall Street”: Greed is good), i podobnie jak Nietzsche gardziła chrześcijanami ze względu na ich troskę o najsłabszych.

Nawet Paul Ryan, z wykształcenia ekonomista, był pod wielkim wpływem filozofii Rand. Gdyby katoliccy politycy w USA, zamiast czytać Ayn Rand, przeczytali „Populorum progressio“, „Centesimus annus“ czy „Caritas in veritate“ być może łatwiej by im było za oceanem stworzyć to, co Paweł VI nazwał „cywilizacją miłości“ i zrealizować wizję gospodarki, której priorytetem jest likwidacja nędzy.

 

Kiedy Matka Teresa otrzymała pokojowego Nobla, powiedziała, że aborcja jest największym zagrożeniem dla pokoju, gdyż skoro matka może własnemu dziecku odebrać życie, to wszystko wolno. Dla wielu stanowisko to wydawało się dziwne: jak osoba tak „postępowa“, poświęcająca swoje życie ubogim, może zajmować stanowisko tak konserwatywne?

Odpowiedź na to pytanie można znaleźć w profetycznym nauczaniu kardynała Bernardina. Nauka Kościoła nie jest ani prawicowa, ani lewicowa. Ten podział polityczny istnieje niespełna 200 lat, a chrześcijańska troska o godność człowieka powstała znacznie wcześniej. Amerykańscy politycy mogą dać wzór swoim kolegom zarówno z laicyzującej się Europy, gdzie partie chadeckie odpuszczają wizję Monneta, de Gasperi’ego i Adenauera, oraz z borykającej się ze skrajnymi nierównościami społecznymi Ameryki Łacińskiej, w obrębie której żyje obecnie połowa wszystkich katolików na ziemi. Chrześcijański humanizm wymaga jednak szanowania ludzkiej godności we wszystkich okolicznościach, co łączy się z podejmowaniem niepopularnych decyzji, zarówno o zabraniu głosu przeciwko aborcji, jak również przeciw karze śmierci, niesprawiedliwym wojnom oraz wykluczeniu najsłabszych. To, jak mocno taka postawa kłóci się z dowolnym systemem politycznym, jest dowodem na ponadczasowość chrześcijaństwa.

 

Przeczytaj inne teksty tego Autora.

 

  • Misza Tomaszewski

    Bardzo dobry tekst. W zasadzie mam jedną tylko uwagę, którą pospiesznie kreślę na marginesie. Nie stawiałbym znaku równości pomiędzy „chrześcijańskim miłosierdziem” a „preferencyjną opcją na rzecz ubogich”. To ostatnie pojęcie, po raz pierwszy użyte przez Pedro Arrupe w liście do latynoamerykańskich jezuitów w roku 1967 czy 1968, przechwycone następnie przez Kongregację Nauki Wiary, zakłada – tak mi się zdaje – coś więcej niż miłosierdzie; zakłada ono również odpowiedzialność za struktury społeczne. Odsyła więc nie tylko do miłosierdzia, ale i do sprawiedliwości pojmowanej w sposób bardziej systemowy. Taki zaś pojawia się w społecznej nauce Kościoła chyba dopiero na Soborze Watykańskim II.