dwutygodnik internetowy
29.04.2019
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Hierarchowie! Zrzućcie szaty króla, a zamiast nich przyodziejcie wory pokutne [List do redakcji]

Upadam na twarz przed każdą z osób, które odważyły się publicznie podzielić koszmarem swojego dzieciństwa i swego dorosłego życia. Cały Kościół powinien upaść na twarz, błagać o wybaczenie i podjąć wielką narodową pokutę.

list_do_redakcji

Czy chcę być jeszcze w Kościele? Dziś czuję wstręt, odrazę i niepohamowaną złość. Ale przede wszystkim czuję, że straciłam zaufanie. Nie wierzę już w Kościół i w to, że w obecnej postaci ma jeszcze cokolwiek do zaoferowania.

Dzień 11 maja 2019 roku chyba dla nas wszystkich stał się częścią naszej własnej historii, a zarazem wszedł na zawsze do historii Polski. Wielu zapłakało przed ekranem komputera, nie mogło zasnąć tamtej nocy albo śniło koszmary. Właściwie nikt tak naprawdę nie rozdarł wówczas zasłony milczenia, bo o wielu konkretnych przypadkach i o sprawcach już w przeszłości było głośno w polskich mediach. Jednak zebranie w dokumencie braci Sekielskich dotychczasowej wiedzy o niektórych znanych dziennikarzom historiach molestowania, spotkanie z ofiarami (nie tylko przestępstw seksualnych księży, ale również zmowy milczenia w Kościele), konfrontacja prawdy z kłamstwem, jaka się przed nami dokonuje na ekranie w ciągu dwóch długich godzin, patroszy emocjonalnie. Jeśli widz nie płakał w trakcie seansu, to zapewne fala emocji wstrząsnęła nim już po czasie, kiedy usłyszane świadectwa i pojawiające się w trakcie całego filmu twarze sprawców długo jeszcze nie dawały o sobie zapomnieć.

Upadam na twarz przed każdą z osób, które odważyły się publicznie podzielić koszmarem swojego dzieciństwa i swego dorosłego życia. Cały Kościół powinien upaść na twarz, błagać o wybaczenie i podjąć wielką narodową pokutę. Polscy hierarchowie: zrzućcie szaty króla, a zamiast nich przyodziejcie wory pokutne.

Opuśćcie swoje pałace, zrezygnujcie z wygodnych, ciepłych, wysiedzianych przez lata kościelnych posadek. Usuńcie się w cień. Bo siejecie zgorszenie, wycierając swe brudy obliczem Boga. Bo jesteście głusi i obojętni na wołanie ludu, który ponoć tworzy ten Kościół w nie mniejszym stopniu niż wy. Bo wasze usta pełne są Ewangelii, a w istocie to puste frazesy i umoralniające kazania. Bo siebie stawiacie ponad wszystko i wszystkich. Bo zdajecie się nie bać nawet Bożej sprawiedliwości, o której grzmicie z ambon w swoich świątyniach. Bo kościoły i parafie są tak naprawdę waszymi świątyniami, które skrywają wszystkie obrzydliwości, skrzętnie chowane przed ludźmi.

Myślicie, że jesteście namaszczonymi kapłanami – namiestnikami Chrystusa, uświęconymi i uświęcającymi innych. W rzeczywistości jednak przypominacie zdemoralizowane, zepsute do szpiku kości książęta. Wieża z kości słoniowej, w której odgrodziliście się od świata trochę ze strachu, przede wszystkim jednak z wygody i lenistwa, chyli się ku upadkowi. Ściany już dawno popękane uginają się pod ciężarem stropu. Rozsiedliście się wygodnie w środku, nawet nie przeczuwając, że budowla za moment runie.

I na nic się zda wasz dzisiejszy popłoch. Tej katastrofie już nie da się zapobiec.

Teresa Poniewierska

*

Autorka listu należy do krakowskiej wspólnoty Hanna zajmującej się osobami bezdomnymi i wykluczonymi. W przeszłości członkini wspólnoty Sant’Egidio, jedna z inicjatorów Zupy na Plantach. Córka katolików zaangażowanych w życie Kościoła.