dwutygodnik internetowy
25.09.2017
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Granice europejskości na granicach Europy

Dwa lata po początku tak zwanego „kryzysu migracyjnego” temat warunków, w jakich żyją uchodźcy i migranci, niekoniecznie trafia na pierwsze strony gazet. Tymczasem dla tysięcy osób w Grecji, Włoszech, Bułgarii czy Serbii kryzys trwa, a właściwie jest nową normą.

ilustr.: Maria Cielecka

ilustr.: @marjacielecka

Niektórzy nadal próbują przedostawać się do państw Europy Zachodniej, mimo że z powodu stopniowego zamykania granic dotarcie do nich na własną rękę stało się niemal niemożliwe. Można ich spotkać między innymi na pograniczu serbsko-chorwackim, gdzie od miesięcy oddolne organizacje pomagają im przetrwać. Nie widać tu działań UNHCR-u, brak stałej obecności dużych organizacji pomocowych. Na polnej drodze niedaleko granicy są natomiast rozstawione dwa stoły, do których – w mniejszym lub większym porządku – podchodzą po kolei mężczyźni. Dostają herbatę, nieco ciepłego jedzenia: potrawki z warzyw, z ryżem lub makaronem, bułkę i owoc. Niedaleko końca kolejki rozłożony jest koc termiczny, czyli tak zwana klinika. Obok stoi samochód z bukłakiem czystej, pitnej wody. Niekiedy rozdają stworzone przez siebie wielojęzyczne słowniczki podręczne, mieszczące na poskładanej kartce A3 najpotrzebniejsze wyrazy i zwroty. Działania wolontariuszy finansowane są z internetowych zbiórek lub datków otrzymanych od jednostek. Tak działa oddolna pomoc skierowana do tych, którzy znaleźli się poza systemowym, jak się wydaje w Serbii, dość ubogim, wsparciem udzielanym osobom poszukującym azylu.

(Przy)graniczna gra

Należy do nich grupa ustawiona w kolejce na drodze przy serbskim polu kukurydzy. Mężczyzn jest około 150, czasem więcej, czasem mniej. Śpią w większości na polu, niedaleko granicy z Chorwacją. Są z Afganistanu, Pakistanu, Algierii, Maroka, Libii lub Tunezji – i idą do Europy. Wielu z nich nie ma jeszcze osiemnastu lat; część z nich wygląda, jakby nie miała nawet szesnastu. Są wszystkim, czego boi się duża część Europejczyków: młodymi mężczyznami, którzy mają jeszcze siłę desperacko próbować iść dalej. Próbę przekroczenia granicy nazywają „game”. Codziennie kilku, kilkunastu z nich decyduje się po raz kolejny starać się dostać do Chorwacji i dalej: Słowenii, Włoch. Część chodzi z niedużymi plecakami, niektórzy mają plastikową siatkę. Niektórzy nie mają nic.

Ci, którzy nie mają nic, prawdopodobnie kilka godzin wcześniej zostali przywiezieni przez chorwacką policję z powrotem na granicę. Tak najczęściej kończy się „gra”. Po jednym lub dwóch dniach marszu przez terytorium Unii Europejskiej zwykle są łapani. Policja zabiera ich z ulicy, z autobusów, którymi próbują przejechać choć część trasy, czy spod urzędów lub siedzib organizacji pozarządowych, do których zgłaszają się po pomoc i gdzie przychodzą w celu złożenia wniosku azylowego. Zgodnie z ich relacjami zwożeni są później na komendy, gdzie niekiedy się ich bije, zabiera lub niszczy telefony i buty, po czym odwozi z powrotem do Serbii. Można powiedzieć za Serbami: „nie ma problema”. Wieczorem znowu staną w kolejce po rozdawany przez wolontariuszy posiłek. Część tych bardziej poturbowanych wyląduje na kocu-klinice. A po kilku dniach pewnie znów spróbują pokonać drogę do Europy.

Drużyna „graczy” jest mozaiką społeczno-politycznych problemów świata. Tłumacz, który w Afganistanie pracował dla międzyrządowej organizacji, za co jego rodzeństwo zostało porwane przez Talibów – ma prawo ubiegać się o azyl? Nieletni syn Afgańczyka, który otrzymał już azyl w jednym z państw UE – powinien móc dołączyć do ojca? Aktywista społeczny i polityczny z jednego z państw afrykańskich – czy zasługuje na możliwość złożenia wniosku azylowego w Europie? A ci Pakistańczycy, którzy stracili źródło utrzymania ze względu na sytuację w Afganistanie? Algierczycy? Marokańczycy? Co z nimi?

Świadkowie z Europy

W tym samym czasie, w którym część z „graczy” prawdopodobnie maszeruje przez Chorwację, a część zbiera siły na „game” w przygranicznej serbskiej miejscowości, grupa wolontariuszy przygotowuje posiłki dla ludzi koczujących na polu. Oprócz gotowania i codziennej pierwszej pomocy wolontariusze prowadzą również coś na kształt mobilnej wymienialni ubrań, czyli codziennych dystrybucji. W ich czasie możliwe jest wymienianie przez uchodźców i migrantów spodni, koszulek czy swetrów na czyste. Wyprane ubrania następnie wracają do obiegu i w czasie kolejnej dystrybucji trafiają do innej osoby. Darów adekwatnych do warunków pogodowych i o pożądanych rozmiarach jest na tyle mało, że niemożliwe jest rozdawanie kilku rzeczy. Zresztą i tak istnieje duża szansa, że ubrania pozostaną w czasie „gry” w Chorwacji. Dodatkową barierę w zdobywaniu potrzebnych szczególnie teraz ciepłych rzeczy stanowi fakt, że przywożone do Serbii ubrania muszą przejść przez specjalną procedurę ze względu na przekraczanie granicy Unii Europejskiej. Pojawia się konieczność dokumentacji ich czyszczenia i możliwość potraktowania przywożonych z innych państw darowizn przez straż graniczną jako towarów na handel i przez to podlegających opodatkowaniu.

Przede wszystkim jednak wolontariusze rozmawiają z tymi, o których wielu lubi w Europie mówić, a mało kto ma ochotę usłyszeć, co ich do Europy sprowadza. Słuchają historii o dawnym życiu, oglądają zdjęcia rodzinnych stron, uczą ich słówek po angielsku, hiszpańsku i francusku, pytają, jak coś powiedzieć w pasztu, urdu czy po arabsku. Co nie mniej ważne, zbierają świadectwa policyjnej przemocy i łamania prawa. Notują imiona i wiek, zeznania dotyczące sposobu traktowania przez policję. W miarę możliwości fotografują obrażenia, próbują zrozumieć, gdzie i w jaki sposób dane osoby zostały złapane, czy wyraziły chęć ubiegania się o azyl i dlaczego złożenie wniosku zostało im uniemożliwione. Wydaje się, że najczęstszą odpowiedzią ze strony funkcjonariuszy jest po prostu: „no asyl”.

Na straży europejskich wartości

Kilkadziesiąt lat temu, niedługo po drugiej wojnie światowej, kiedy tworzono współcześnie istniejący system prawa dotyczącego uchodźców, oparto go na prostym pomyśle: status uchodźcy nie powinien być powiązany z konkretną narodowością czy danym konfliktem. Każda osoba, która ze względu na jedną z zawartych w konwencji genewskiej przesłanek jest narażona w państwie swojego pochodzenia na prześladowania, powinna mieć prawo ubiegać się o azyl. Konsekwencją takiej konstrukcji prawnej jest między innymi zakaz „collective expulsion”, czyli zbiorowych wydaleń, zapisany między innymi w art. 4 protokołu 4 do Europejskiej konwencji praw człowieka. Zakaz ten nie pozwala na odsyłanie przez granicę grup osób, które deklarują chęć ubiegania się o azyl, bez umożliwienia im złożenia wniosku. Niezgodne z prawem jest traktowanie jednostek w sposób niezindywidualizowany i uprzednie zakładanie, że ich sytuacja jest identyczna, a szanse na azyl niewielkie lub żadne. Chorwacja jest państwem-stroną tego protokołu. Zakaz ten powtarza art. 19 Karty praw podstawowych Unii Europejskiej. Chorwacja jest również państwem członkowskim Unii Europejskiej.

Zebrane przez wolontariuszy świadectwa są historią dziesiątek naruszeń praw, które teoretycznie obowiązują wszystkie państwa unijne. Grupowane są w trzech kategoriach. Pierwsze dotyczą wydaleń zbiorowych. Przykład: grupa dziesięciu afgańskich nastolatków, w wieku 13–17 lat, została złapana na terenie Chorwacji, tuż za granicą, przez policję. Zostali pobici i zabrani autobusem do Serbii. Nie pozwolono im złożyć wniosków azylowych. Nie pozwolono im wyjaśnić, skąd i dlaczego uciekają. Druga kategoria obejmuje historie opowiedziane przez jednostki, które często jednak dotyczą całych grup osób. W wielu z nich powtarza się ten sam wątek: prośba o azyl kończy się zatrzymaniem na komendzie policji i po paru godzinach odesłaniem z powrotem do Serbii. Trzecia kategoria, która przenika również historie grupowane w dwóch pierwszych, to tak zwane „violence reports”. Przykład: na dwudziestu stronach świadectw zebranych w sierpniu i na początku września słowo „bić” powtarza się ponad trzydzieści razy. W kilku pojawia się informacja o używaniu pałek. W kilkunastu przypadkach policja zniszczyła telefony próbujących się dostać do Unii Europejskiej. Bez nich trudniej jest odnaleźć drogę dalej, próbować wezwać pomoc czy skontaktować się z rodziną.

Podobne sytuacje do tych codziennie mających miejsce na pograniczu serbsko-chorwackim dzieją się na granicy z Węgrami. Cofane są tam całe rodziny. Podobny mechanizm stosuje się wobec Czeczenów, którzy koczują na pograniczu polsko-białoruskim. Łamane są ustalenia dotyczące prawa do poszukiwania azylu oraz zakazu zbiorowych wydaleń. Stosowana jest przemoc, która zniechęcić ma do prób przekraczania unijnych granic. Przepisy dotyczące tego, w jaki sposób powinni być traktowani nieletni w części przypadków, przynajmniej dotyczących tych, którzy próbują przedostać się przez serbsko-chorwacką granicę, są zasadniczo martwe. Obrona granic Unii Europejskiej odbywa się kosztem rezygnacji z – teoretycznie kluczowych dla europejskiej tożsamości – wartości.

***

Według książki R. Jones „Violent Borders: Refugees and the Right to Move” na zewnętrznych granicach Unii Europejskiej w minionej dekadzie doszło do ponad połowy ogólnej liczby śmierci powiązanych z próbami przekraczania granic na świecie (Verso 2016: 51). Większość z nich ma miejsce na morzu. O wiele mniejsza liczba, dla pierwszego półrocza 2017 wynosząca czterdzieści osób, to tak zwani „dead along land routes (reported)”.

Kilkanaście dni temu do tej liczby powinna zostać dodana kolejna osoba. Jeden z koczujących przy granicy serbsko-chorwackiej mężczyzn został porażony prądem na drodze do Europy, próbując dostać się pod mający przekroczyć granicę pociąg. Dead along land routes. Reported.

***

Jeśli chciałbyś wesprzeć działania wolontariuszy w Serbii poprzez zbiórkę crowdfundingową NoNameKitchen, kliknij tutaj.

***

Pozostałe teksty z bieżącego numeru dwutygodnika „Kontakt” można znaleźć tutaj.