dwutygodnik internetowy
23.11.2015
magazyn papierowy


Gra (nie)towarzyska

Od trzech lat  trwa konflikt w Fundacji św. Jana Jerozolimskiego. Myślałam, że jest moją prywatną sprawą. Prywatną, ale też i zawodową, bo byłam wieloletnim dyrektorem i twórcą dziennych domów dla dzieci. Miałam nadzieje, że sama zdołam udźwignąć ciężar konfliktu, chcąc ochronić podopiecznych oraz wszystkie osoby przez lata działające na rzecz Fundacji przed jego destrukcyjnym wpływem.

ilustr.: Marta Basak

ilustr.: Marta Basak

Teraz jednak czuję, że jako osoba osiemnaście lat prowadząca Fundację stanęłam pod ścianą, a właściwie murem. Zdałam sobie sprawę, że sama się przez ten mur nie przebiję. Uświadomiłam sobie, że nie należy tego konfliktu traktować w kategoriach gry politycznej, lecz wręcz przeciwnie, jest to spór o wartości. Stąd moja potrzeba publicznego zabrania głosu.

Od początku działań Fundacji św. Jana Jerozolimskiego, od roku 1990, byłam z nią związana. Najpierw jako długoletni wolontariusz, później prezes, a teraz jako jej dyrektor. Zawsze miałam potrzebę konkretnego i praktycznego działania, pomocy innym. W latach 90. wspólnie z wolontariuszami prowadziłam akcję zbiórki i dystrybucji darów dla najbardziej potrzebujących, zbierałam fundusze i organizowałam spotkania dla dzieci, w latach 2000–2015 otworzyłam cztery dzienne domy dla dzieci i młodzieży. Pracowałam także przy budowie Kuchni św. Jana oraz prowadzonej wspólnie z podopieczną  młodzieżą kawiarni Aldona 13, Małego Sklepiku z Wielkimi Rzeczami oraz przy „rozkręcaniu” ostatniego pomysłu, czyli Świetlicy dla Dorosłych.

Od zawsze bardzo ważny był dla mnie bliski kontakt z dziećmi, a także podopiecznymi rodzinami, chociaż często byłam świadkiem rodzinnej przemocy. Widziałam na plecach siedmioletniego Czarka krwawiące ślady klamry od paska ojca, widziałam Klaudię, ukrywającą się pod stołem przed pijanymi rodzicami, widziałam w spazmach krzyczącą Andżelikę, która bała się wrócić do domu, widziałam Przemka, który uciekł z domu, widziałam pijanych rodziców, którzy szarpali i poniewierali swoje dziećmi… Często odwiedzałam i odwiedzam naszych podopiecznych w ich domach. Moje rodzone dzieci były świadkami, współuczestnikami tego, co się działo w Fundacji. Między innymi dzięki temu świetnie wiedzą, jak ważne są wartości. Myślę, że to był dla nich ważny przekaz: potrzeba konkretnego i praktycznego działania na rzecz innych osób stała się moją codziennością. W moim domu rodzinnym zostałam nauczona, że wielką wartością jest „kochać bliźniego swego jak siebie samego”. Kieruję się tą zasadą na co dzień. Prawda, pokój, wolność, tolerancja, sprawiedliwość oraz miłość to są wartości, dzięki którym uczyłam się odróżniać dobro od zła. Wartości ważne nie tylko dla mnie, ale – mam nadzieję – dla całego chrześcijańskiego środowiska

Ze swoim Fundacyjnym zespołem pracujemy z radością, skutecznie, prowadząc domy z rodzinną atmosferą, gdzie każdy szanuje każdego, każdy z każdym umie rozmawiać, każdy czuje się bezpiecznie. Za swoją pracę, ku naszemu zaskoczeniu, otrzymaliśmy liczne nagrody i wyróżnienia. Dziś istnienie tych domów jest zagrożone.

GRA.

Konflikt trwa trzy lata. Polega na różnicach w podejściu do świata oraz pracy dobroczynnej, które zaistniały między kilkorgiem członków Rady Fundacji oraz mną i moim zespołem. Rozpoczął się nagle, z zaskoczenia i do dziś nie wiem dlaczego. Większość Rady stanowią osoby ze sobą spokrewnione lub spowinowacone bądź też „namaszczone” przez Związek Polskich Kawalerów Maltańskich. Najczęściej osoby powszechnie znane i cenione. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że działają w przysłowiowych „białych rękawiczkach”. Część członków Rady z Adamem Zamoyskim  na czele nie wspiera fundacyjnych działań. Przy podejmowaniu decyzji personalnych i strategicznych dotyczących Fundacji, spotykam  się z ich lekceważeniem i, jak to odczuwam, nękaniem mnie jako dyrektora. Prezes Fundacji, którym obecnie jest Magdalena Kryńska, po zrelacjonowaniu bieżących działań Fundacji jest wypraszana z zebrań. Proponowałam przyjęcie nowych członków do Rady, osób kompetentnych, konkretnie działających, oddanych. Jednak członkami Rady stają się osoby wyłącznie polecane przez nich samych. Rada, podważając nasz autorytet, omawia i umawia się na wspólne cele z przedstawicielami Związku Kawalerów Maltańskich, którzy mają skłonności do działania bardzo interesownie i na pokaz. Chcą stać się rozpoznawalną marką, licząc na prestiż i pieniądze. Dobrze znam to środowisko i ich sposób działania. W czerwcu tego roku zorganizowaliśmy uroczyste obchody dwudziestopięciolecia działań Fundacji Św. Jana Jerozolimskiego. Uroczystość nie miała na celu jedynie fetowania jubileuszu. Przy okazji zbieraliśmy środki na wakacyjny wyjazd naszych dzieci. Członkowie Rady zostali zawiadomieni i zaproszeni. W październiku 2015 z powodów niezrozumiałych dla mnie oraz moich pracowników zorganizowali kolejną uroczystość związaną z obchodami tej samej rocznicy. Msza w Katedrze Św. Jana, cocktail w Zamku Królewskim… Na uroczystość zapomnieli zaprosić dyrektora Fundacji Św. Jana Jerozolimskiego, czyli mnie. Zostałam mailowo przeproszona za to „niedopatrzenie organizacyjne”. Stało się, przykro. Niestety Rada dalej ukrywa swoje cele i tylko pozornie jest zainteresowana działaniami na rzecz podopiecznych. Od trzech lat spotkania Rady odbywają się poza siedzibą Fundacji i konkretne sprawy związane z praktyką dnia codziennego, czyli pomoc podopiecznym dzieciom, nie są ich prawdziwym celem. Zamiast pomocy i mądrej rady doznaję fałszu, który jest odległy od prawdziwej praktyki chrześcijańskiego działania na rzecz drugiego człowieka. Sytuacja ma destrukcyjny wpływ na codzienne działanie Fundacji.

Związek Polskich Kawalerów Maltańskich  był współzałożycielem Fundacji Św. Jana Jerozolimskiego. Jednak już na samym początku wspólnej drogi okazało się, że Fundacja ma zupełnie inne pryncypia niż arystokratyczny Związek. Nasze drogi rozeszły się, a każda organizacja jest do dzisiaj niezależnym podmiotem prawnym. Nie wyobrażam sobie jakiejkolwiek współpracy. Od dawna każdy idzie inną drogą. I niech tak pozostanie.

Od roku 2012 rozpoczęły się „towarzyskie gierki”.

Gra  odbywała się w różnych odstępach czasowych. Czasami częściej, a czasami rzadziej. Raz na miesiąc. Raz na pół roku. Graczami są niektórzy członkowie Rady Fundacji oraz zapraszani do gry wybrani maltańczycy. Gra odbywała się i odbywa zawsze poza mną. Rozgrywają, omawiają, ustalają. Intuicyjnie od dawna czuję, że Maltańczycy „mają chrapkę” na Fundację, a właściwie na jej siedzibę przy ulicy Królowej Aldony 13. Siedzibę znajdującą się na warszawskiej Saskiej Kępie, czyli otwarcie mówiąc: posiadłość wartej dużo pieniędzy.

29 października 2015 roku wystosowałam do p.o. przewodniczącej Rady Fundacji e-mail. Zatytułowałam go „Wyrażam sprzeciw”. W tekście napisałam, że od dzisiaj planuję mówić o konflikcie otwarcie, opowiadając i wyrażając wszędzie, gdzie tylko będę mogła, moje zdanie, niezgodę oraz oburzenie.

Po wysłaniu maila szybko zostałam zaproszona przez Radę na nieformalne spotkanie do mieszkania  jednego z członków. Okazuje się, że dla niektórych członków Rady zaczęło być ważne, co myślę i co mówię. W odpowiedzi przeczytałam: „Bardzo chcemy w tej rozmowie uwzględnić Twój punkt widzenia  na dalsze działania i rozwój Fundacji”. Na spotkanie pójdę. Po spotkaniu dalej planuję mówić otwarcie, opowiadać i wyrażać swoje zdanie. Chętnie podzielę się także dalszymi wiadomościami z czytelnikami „Kontaktu”.

Nie chciałabym traktować  tego konfliktu personalnie czy politycznie. Pytanie o pryncypia wydają mi się jednak ważne dla nas wszystkich. Na naszych oczach wydarza się fundacyjny konflikt na niewielką skalę, w Warszawie, dalej – na skalę zupełnie nieporównywalną na samym szczycie, w Watykanie.

 

Przemyślała, opisała i wyraziła  swoje osobiste zdanie Joanna Radziwiłł.

  • Zofia Bocheńska

    Od wielu lat jestem członkiem Zarządu Fundacji św Jana Jerozolimskiego.Z wielkim smutkiem przeczytałam artykuł Joanny Radziwiłł.
    Treść tego artykułu zawiera wyłącznie prywatne opinie autorki,wieloletniej przewodniczącej Zarządu,obecnie dyrektorki naszego domu przy ul.Krolowej Aldony.
    Zarząd Fundacji nie był poinformowany o tej publikacji , a ja jako członek Zarządu nie podzielam opinii w niej wyrażonych.
    Wieloletnia,ofiarna,pełna serca praca nie upoważnia,w żadnym stopniu do tak głęboko niesprawiedliwych,krzywdzących i wrogich ocen osób pracujących społecznie w Fundacji.
    Rownież dyskusje i rozbieżności zdań członków Rady Fundacji,Zarządu i pracownikow nie usprawiedliwiają takich wypowiedzi.
    Są to sytuacje normalne i zdarzają sie wszędzie na świecie w fundacjach i firmach.
    Nie zauważyłam,podczas pełnienia funkcji w Zarządzie,naruszenia kompetencji przez Radę,a Fundacja pracowała nieprzerwanie ,przez wiele lat zarządzana przez Joannę Radziwiłł,a w ostatnich latach przez Magdę Kryńską.
    Jako członek Zarządu czuję się zobowiązana przeprosić wszystkie osoby pomówione w artykule “Gra(nie)towarzyska”.
    Przepraszam przede wszystkim naszych braci ze Związku Polskich Kawalerów Maltańskich, z którymi wspólnie modliliśmy się podczas pielgrzymki z niepełnosprawnymi do Lourdes.Proszę wybaczcie i w imię Naszej Pani z Lourdes budujmy nadal zgodę i przyjaźń.
    Przepraszam tez członków Rady Fundacji pracującej ostatnio intensywnie,z dobra wola i rozwagą nad bierzacymi sprawami organizacyjnymi i przyszłością Fundacji.

    Członek Zarządu Fundacji
    Zosia Bocheńska

    • Elżbieta Golińska

      Każdy ma prawo do własnej oceny wydarzeń, zawsze też
      szanuję zdania odrębne. Ale pisanie o “wrogości”? To chyba spora
      nadinterpretacja… Przykre.

      Cóż. Niekiedy żądza splendorów i pieniędzy (a siedziba
      Fundacji to niemały majątek) stają się kosmicznie odległe od celów, dla jakich
      Fundację powołano przed niemal 20 laty. Dziś jej pierwsi podopieczni to już
      dorośli ludzie, którym wskazano inne wartości niż te, które obserwowali w
      domach rodzinnych. Wielu dokonało dobrych życiowych wyborów, wielu już ma własne
      dzieci. Fundacja to Joanna – tak czuje ogromna większość tych, którzy się z nią
      zetknęli. Pomijanie jej podczas tych spotkań, wiele zaskakująco nieprzyjemnych
      i – niestety – dość powszechnie komentowanych działań, o których Joanna tu
      szlachetnie nie wspomina, budzi rosnące, powszechne oburzenie. Nie widzę nic
      złego w tym, że w tym gremium zasiadają tylko kuzyni i przyjaciele. Chodzi o
      to, że – bez względu na to, kto zasiada – cynicznym i niegodziwym byłoby
      zaprzepaszczenie misji i sukcesów Fundacji dla wyszarpania do innych celów
      posesji Aldony 13. Myślę, że spotkałoby się z powszechnym potępieniem, fatalnie
      psując wizerunek Kawalerów Maltańskich, na których znakomitą renomę pracowały
      przecież całe pokolenia przez blisko tysiąc lat. Nie obyłoby się zapewne bez
      nikomu niepotrzebnego szumu i skandalu medialnego. To nie służyłoby żadnej ze
      stron. I ostatnia rzecz – NAJWAŻNIEJSZE SĄ DZIECI! NAJWAŻNIEJSZE JEST
      NIESTRUDZONE NIESIENIE POMOCY!

      • Joanna Radziwiłł

        Dziękuję za konkretny komentarz. Mam nadzieję, że zaprosi on kolejne osoby do dalszej otwartej dyskusji.

  • Joanna Radziwiłł

    Moim celem jest zaproszenie do dyskusji, dialogu aby nazwać to, co jest najistotniejsze. Zapraszam.

  • Janina Ligner-zeromska

    Szanowni Państwo, wyraziłam swoje poparcie dla Joanny na facebooku, tutaj dodam i potwierdzę tyle, że dla mnie (jako osoby wspierającej Fundację od lat), Fundacja to Joanna a Joanna to jedna z najlepszych osób, które mam zaszczyt znać. Jestem adwokatem i z natury rzeczy nie wyciągam pochopnych wniosków ani nie wyrażam nieprzemyślanych i opartych jedynie na emocji opinii na temat osób lub zdarzeń. Nie znam kulis tej sprawy, wiem natomiast z całą pewnością, że w Joannie jest prawda, dobro i miłość. Widzę, ile zrobiła i robi dla podopiecznych Fundacji a jej intencje są najwyższej próby. Wiem też, że niełatwo ją “złamać”, jest osobą wielkoduszną (i dającą każdemu ogromny kredyt zaufania) a zatem musiało się bardzo wiele stać aby napisała poniższy list. Joanno,
    jest mi niezmiernie przykro, że przez to przechodzisz, powinnaś od nas wszystkich otrzymywać jedynie pomoc i szacunek.. . Mam głęboką nadzieję, że tak będzie. Możesz na mnie liczyć. pozdrawiam. Janina Ligner-Żeromska

    • Elżbieta Golińska

      Wspaniała, mądra wypowiedź.

      • Joanna Radziwiłł

        tak, wypowiedz wspaniała!

    • Joanna Radziwiłł

      Dziękuję za Twe słowa, za zaufanie i za zrozumienie.To bardzo dla mnie ważne i dla Fundacji, w takim kształcie w jakim jest od lat. Dziękuję.

  • Adam Radziun

    Joanno. To sztuka jasno i otwarcie mówić o tym co się myśli. To co robisz ma wymiar większy niż jakiekolwiek modlitwy.

  • Elżbieta Golińska

    Minęło kilka dni.
    Bardzo mnie dziwi uporczywe milczenie członków rady. Jak
    mam je rozumieć? Naprawdę sądzą, że nikomu nie muszą niczego wyjaśniać?
    Trudno w to uwierzyć, zbyt wiele osób wspiera i jest zaangażowanych, choć w
    różnym stopniu, w fundację, z którą rada chyba się identyfikuje?!
    A może rada po
    prostu nie ma nic do powiedzenia w odpowiedzi na pytanie, co konkretnie zrobiła
    dla Fundacji? Szlachetność i godność Kawalerów Maltańskich tym zadziwiającym milczeniem są wystawiane na ciężką próbę, a rada jak dotychczas pokazała tylko,
    że umie rzucać tyleż poważne, co żenujące i bezpodstawne oskarżenia na Joannę, jak choćby niegodziwe oskarżanie jej powyżej (Zofia Bocheńska) o… wrogość! Joannę!
    Wielka, wielka szkoda.
    Joanno, ogromnie Ci współczuję i mam nadzieję , że rada nie dopuści do skandalu,
    który z pewnością odbiłby się szerokim echem w mediach, z ogromną szkodą nie
    tylko dla dzieci, a cała sprawa jest coraz głośniejsza i głośniejsza…
    Trzymam kciuki za dobre rozwiązanie tej zastanawiającej sytuacji.

  • Mateusz Karski

    Fundacja to dom, piękne miejsce gdzie wszystko jest prawdziwe, gdzie każdemu można zaufać. Kto stworzył i nadal tworzy to miejsce? Ciocia Joanna, znana nam bohaterka! Jestem z fundacją związany od małego do teraz i do końca jej trwania będzie. Małym człowiekiem wrażliwym na fałsz i prawdę byłem, nie ufałem, smutnym chodziłem. świąt bożego narodzenia? bez libacji alkoholowych nie znałem. Pamiętam gdy Ciocia Joanna zaprosiła mnie i mojego brata na Święta do swojego domu, to w tedy były nasze pierwsze Święta Bożego Narodzenia !!! Były one pełne miłości, radości, i pięknych wartości oraz wszystko było prawdziwe! Od dawna widzę jak Ciocia Joanna i Magda są zmęczone tą sytuacją z radą, jak rada zatrzymuje je w działaniach! Bardzo boli mnie to że nic nie mogę zrobić by pomóc. Zwracam się do rady, proszę byście przejrzeli oczyma! Nie pchali się tam gdzie was nie chcą! Na zdjęciu Zosia Radziwill, Joanna Radziwiłł i ja!

  • Hanna Kochel

    Szanowni Państwo
    Współuczestniczę w życiu i działaniach Fundacji od przeszło czterech lat jako wolontariuszka , widzę i czuję że się coś złego dzieje. Działania kilku osób z Rady Fundacji nie mogę zrozumieć, nie potrafię. Osoby które nazywają się
    katolikami i chrześcijanami niszczą te wartości jakie powinny im przyświecać w życiu, a jeżeli są to osobiste urazy? to nie powinny zaważać na losie tak cudownego miejsca.
    Fundacja Św. Jana to dla mnie Pani Joanna Radziwiłł, która obdarza miłością i dobrocią obcych ludzi, pokazuje że można żyć pięknie, że mogą eliminować z życia to zło, jest z nimi każdego dnia.Martwi się o przeciekające dachy, opłaty za ogrzewanie, remonty a Członkowie Rady jedynie raz na pół roku towarzysko i poza Fundacją.
    Może Członkowie Rady Fundacji zechcą poznać codzienne życie Fundacji ,przebywając częściej, zetknąć się
    z DOMEM FUNDACYJNYM PIĘKNYCH WARTOŚCI
    Pozdrawiam
    Hanna Kochel

  • Hanna Kochel

    Szanowni Państwo
    Kolejne dni pokazały że Rada Fundacji ma swoje plany, jest niezmiernie przykro że w okresie Świąt Bożego Narodzenia pokazali kolejny raz na co ich stać .
    Żyjecie Państwo w innym świecie oderwani od rzeczywistości.
    Dla kilku osób blichtr, ordery, tytuły , błyskotki tego świata są ważniejsze od miłości bliźniego, nie widzicie że wasze działania szkodzą! ( może o to chodzi?)
    Wielu wolontariuszy działa dla dobra Fundacji od wielu lat, wspierając i budując dobre imię tak zacnej instytucji ,
    ale też wielu nie może zrozumieć waszego działania.
    Życzę Członkom Rady na święta aby Bóg zamieszkał w waszych sercach, odmienił wasze postępowanie na godne prawdziwego chrześcijanina.
    Pozdrawiam
    Hanna Kochel

  • Hanna Kochel

    Szanowni Państwo
    Przez 25 lat Sercem i Duszą Fundacji Jana Jerozolimskiego była Pani Joanna Radziwiłł,
    działała nie dla poklasku ale dla samego czynienia dobra,
    stworzyła piękne miejsce otaczając miłością podopiecznych i potrzebujących
    ale mogą to tylko ludzie oddani, otwarci na dobro drugiego człowieka, kochający ludzi.
    Poczynania kilkorga członków Rady ,osób nazywających się chrześcijanami
    doprowadziło do odejścia Pani Joanny Radziwiłł z Fundacji Jana Jerozolimskiego
    Ile złego musiało się wydarzyć aby doprowadzić do zaistniałej sytuacji??
    Co członkowie Rady mają na swoją obronę??
    Niektórzy członkowie Rady muszą już sami ponieść konsekwencje
    swojego postępowania , będzie ciężko naprawić to co zniszczyli.
    Uporczywym milczeniem udowadniają że są to osoby zadufane w sobie
    i przekonane o swojej nieomylności i nie mają nic do wyjaśnienia osobom zaangażowanym, wspierających tak zacną instytucję od wielu lat.
    Pozdrawiam
    Hanna Kochel