dwutygodnik internetowy
19.06.2017
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Gosek-Popiołek: Jako Matki Polki walczymy dla naszych dzieci

Bardzo ważne było dla nas pojechanie do Franciszka razem z naszymi dziećmi – bo ta akcja to walka o ich przyszłość, o dziedzictwo, jakie zostawiamy następnym pokoleniom. Nie chcę, żeby moja córka odziedziczyła betonową pustynię.

ilustr.: Zuzia Wojda

ilustr.: Zuzia Wojda

DAWID GOSPODAREK: Kim jesteście? I dlaczego „Matki Polki”?

DARIA GOSEK-POPIOŁEK: Inicjatorką akcji jest krakowska artystka, performerka i ekolożka, Cecylia Malik, od wielu lat zaangażowana w akcje związane z ochroną przyrody. To między innymi jej Kraków zawdzięcza ocalenie Zakrzówka przed zakusami deweloperów, którzy planowali na tych ekologicznie cennych terenach wybudować osiedle.

Cecylia tuż po wprowadzeniu tak zwanego lex Szyszko zaczęła karmić na wyrębach swojego kilkumiesięcznego syna Ignacego i to dokumentować. Zaprosiła mnie i inne matki karmiące piersią do udziału w tym happeningu, wkrótce też dołączyły do nas matki z innych miast. W akcję włączyli się też ojcowie, którzy zaczęli fotografować się ze swoimi dziećmi na wyrębach. Powstawały kolejne fotografie dokumentujące naszą niezgodę na niszczenie przyrody.

Ale ten jednorazowy i symboliczny akt sprzeciwu nie był w odczuciu Cecylii (ale też i wielu z nas) wystarczający. Dlatego zaczęłyśmy myśleć o tym, co dalej.

Trochę się udało osiągnąć.

Oczywiście w chwili obecnej lex Szyszko wygląda już nieco inaczej – dzięki naciskom stowarzyszeń ekologicznych wprowadzono dodatkowe ograniczenia, które miały ukrócić „wolną amerykankę” w wycince drzew. Jednak straty, które powstały przez te kilka miesięcy, są ogromne. A ostatnio powstało nowe rozporządzenie ministra, które niezwykle sprzyja deweloperom i umożliwia im wycinanie drzew właściwie bez ograniczeń. Zresztą, sam minister nie omieszkał zakomunikować, że nowe prawo ma dawać pierwszeństwo „Świętemu Prawu Własności”.

Dlaczego w ogóle lex Szyszko budzi w was tak duży sprzeciw?

Żyjemy w rzeczywistości, w której miasta coraz bardziej się rozrastają, tereny zielone są zabudowywane, kurczy się przestrzeń publiczna. Są miesiące, w których nie zdarza się żaden dzień wolny od smogu. Każde prawo, które umożliwia wycinanie zdrowych drzew w naszych coraz bardziej niezdrowych, zadymionych i zanieczyszczonych miastach, jest prawem złym. Powinniśmy dążyć do zachowania i powiększenia terenów zielonych – tymczasem obecne działania ministerstwa ochrony środowiska zmierzają w zupełnie inną stronę. W imię interesów prywatnych, interesów deweloperów i inwestorów (bo to oni zyskują najwięcej) niszczone są drzewa, lasy, rzeki.

I właśnie ta niezgoda na rabunkową politykę ministerstwa jest naszą podstawową motywacją. Bo te decyzje wpływają nie tylko na to, jak wygląda moje miasto teraz, ale na to, jak będzie wyglądało miasto, w którym w przyszłości będzie mieszkała moja córka. Nie chcę, żeby odziedziczyła betonową pustynię.

Skąd pomysł, żeby uderzać aż do Franciszka? Dlaczego nie zdecydowałyście się najpierw skorzystać z niższych, lokalnych instancji – Konferencji Episkopatu, może prymasa czy nuncjusza…

Powody są dwa: po pierwsze, wczytałyśmy się w ekologiczną encyklikę papieską „Laudato Si’” i znalazłyśmy w niej podobne obawy do naszych, podobną diagnozę i wezwanie do wspólnego działania. Podobnego impulsu niestety nie widziałyśmy w polskim episkopacie. Po drugie, zarówno minister Szyszko, jak i cały wspierający go rząd – a także takie środowiska jak myśliwi – bardzo mocno podkreśla swoją katolickość. Minister już kilkukrotnie organizował konferencje pod szyldem „katolickiej ekologii”, promując swoją politykę dewastacji przyrody i argumentując ją biblijnym wersetem: „Czyńcie sobie ziemię poddaną”. Tymczasem działania ministerstwa stoją właściwie w kontrze do tego, co głosi papież. Dlatego pomyślałyśmy, że możemy spróbować doprowadzić do tego, by pewne prawdy zostały wypowiedziane przez papieża ponownie. By zostały one tym środowiskom przypomniane.

Bo gdy papież w encyklice „Laudato Si’” pisze o tym, że obowiązkiem rządów jest zadbać o to, by partykularne interesy i zyski nie zasłoniły prawdziwego zadania, jakim jest dbanie o dziedzictwo naturalne danego kraju, to przecież od razu przychodzi na myśl niszczona przez leśników i ministerstwo Puszcza Białowieska…

Czy wszystkie jesteście katoliczkami?

Nie, nie wszystkie. Natomiast wszystkie uważamy, że troska o naszą planetę jest najważniejszym zadaniem ludzkości (niezależnie od wyznania i rasy) i ta myśl nas połączyła.

Czyli ekologia rzeczywiście może być przestrzenią do spotkania, dialogu i wspólnego działania ludzi o różnym wyznaniu i światopoglądzie.

Ja uważam, że nie tylko może, ale przede wszystkim – musi. To nasza wspólna odpowiedzialność – i właśnie także o tym przypomina Franciszek. Niszczymy ziemię w zastraszającym tempie. Co więcej, wiele środowisk nie chce tego dostrzegać i w imię zysku eksploatuje ziemię jeszcze bardziej. Zadaniem człowieka, jak głosi Franciszek, ale i wcześniej Jan Paweł II oraz Benedykt XVI, jest troska i dbanie o wspólną ziemię, a nie bezmyślne wykorzystywanie natury do egoistycznych celów.

Czy uciekaniem się do papieża nie wzbudzacie niechęci u koleżanek feministek czy działaczy lewicowych?

Zapewne u wielu tak. Negatywne recenzje przychodzą do nas zresztą i z lewej, i z prawej strony. Dla mnie jednak – jako dla osoby wierzącej, dla której lewicowość nie tylko nie stoi w sprzeczności z katolicyzmem, ale w jakiś sposób wypływa z Katolickiej Nauki Społecznej – w tej prośbie skierowanej do papieża nie ma nic złego. Wielu lewicowców na pewno niechętnie patrzy na takie wyciąganie ręki do instytucji kościelnych i widzi je jako łamanie rozdziału Kościoła od państwa. Wydaje mi się jednak, że musimy mieć świadomość tego, że często nawet świeckiej lewicy z Kościołem „jest po drodze” i należy współpracować w tym zakresie, gdzie nasze cele się pokrywają. W polskim kontekście warto zauważyć, że od niedawna część postulatów Franciszka dotyczących właśnie kwestii społecznych cieszy się większą popularnością wśród polskich lewicowców niż mainstreamu katolików, którzy dali się uwieść retoryce partii rządzącej w takich kwestiach jak właśnie ekologia, ale też pomoc uchodźcom czy krytyka globalnego kapitalizmu.

Ponadto słowa papieża mają wpływ na miliony katolików i katoliczek, a dla wielu niewierzących jest on także autorytetem. My próbujemy zawalczyć o przyrodę w każdy możliwy sposób.

Co zawiera wasz raport przekazany papieżowi?

Składają się na niego cztery teksty przygotowane przez polskie organizacje pozarządowe: Krzysztof Cibor z Greenpeace Polska przedstawia sytuacje Puszczy Białowieskiej, Tomasz Borejza z Krakowskiego Alarmu Smogowego podsumowuje obecny stan powietrza, Karol Ciężak z Towarzystwa na Rzecz Ziemi relacjonuje rządowe plany dotyczące regulacji rzek, a Mariusz Waszkiewicz z Towarzystwa na Rzecz Ochrony Przyrody podsumowuje efekty masowej wycinki drzew, która nastąpiła w ostatnich kilku miesiącach. Oprócz tego w raporcie znalazły się zdjęcia z akcji Matek Polek na Wyrębie. Dołączyłyśmy też list, w którym prosimy Franciszka o wsparcie.

Chciałabym też, żeby wybrzmiało, że nie chodziło nam tylko o to, by przekazać raport papieżowi. Chcemy zwrócić uwagę Polek i Polaków na wycinki drzew, zniszczenie Puszczy Białowieskiej, katastrofalne decyzje ministerstwa, by betonować nasze rzeki. Ta akcja to też próba nagłośnienia tych działań. Bo niestety świadomość ekologiczna Polek i Polaków wciąż jest bardzo mała.

Wyprawa do Rzymu to spore przedsięwzięcie, zwłaszcza z bardzo małymi dziećmi.

To prawda. Podróż z pięciorgiem małych dzieci łatwa nie jest. Przede wszystkim logistycznie – bo trzeba zaplanować ją tak, by była dla maluchów jak najbardziej komfortowa. A jak się okazało, Rzym nie jest miastem, które może pochwalić się dużą ilością udogodnień dla osób z niepełnosprawnościami czy na przykład matek, które przemieszają się po mieście z wózkiem. Kto był w rzymskim metrze, zgodzi się ze mną, bo zjeżdżanie ruchomymi schodami z wózkiem jest jakimś rodzajem sportu ekstremalnego. Ale bardzo ważne było dla nas bycie tam z naszymi dziećmi – bo ta akcja to walka o ich przyszłość, o dziedzictwo, jakie zostawiamy następnym pokoleniom. Poza tym karmiące piersią matki nie bardzo mają z kim zostawić swoje dzieci, prawda? Nie miałyśmy więc wyboru.

A sama podróż możliwa była dzięki wsparciu ponad dwustu osób, które wzięły udział w akcji crowdfundingowej (za co bardzo im dziękujemy!).

Jak udało się wam dotrzeć do papieża?

Raport wręczyłyśmy podczas audiencji generalnej – dzięki naszym dzieciom zwróciłyśmy uwagę papieża. Ale skorzystałyśmy też z oficjalnej drogi – raport, list i zdjęcie Matek Polek na Wyrębie zostało przez nas złożone także w kancelarii papieskiej.

W Watykanie osiągnęłyście sukces. Co dalej?

Sukcesem było dla nas wręczenie raportu, ale mamy nadzieję, że doczekamy także reakcji Franciszka na list i naszą prośbę. Cieszy nas także to, że o akcji jest głośno – to dla nas szansa, by trafić z tymi postulatami do tych, którzy jeszcze nie wiedzą i nie zdają sobie sprawy, jak bardzo polska przyroda jest zagrożona.

Jako katoliczka bardzo bym chciała, by polski Kościół, polscy biskupi zabrali głos w tej sprawie. Niestety, w chwili obecnej bardziej słychać o księżach wspierających myśliwych niż o księżach-ekologach (choć wiem, że zaangażowanych ekologicznie księży i zakonników czy zakonnic jest wiele).

Jak można wam pomóc?

Planujemy kolejne działania, a na razie zachęcamy wszystkich do udziału w protestach i marszach w obronie Puszczy Białowieskiej. Od kilku tygodni ekolodzy i ekolożki blokują wycinkę Puszczy – można brać udział w akcjach solidarnościowych, które odbywają się w całej Polsce, można też przekazać jedzenie, karimaty czy koce blokującym. Brakuje nam charyzmatycznych duchownych, którzy mogliby wesprzeć takie protesty. Może nie od razu takich świętych jak Dorothy Stang, siostra walcząca z wycinką puszczy Amazońskiej, ale jakakolwiek pomoc i dobre słowo bardzo by się przydały i byłyby na pewno zauważone.

O tym, co planujemy, informujemy za pośrednictwem naszej strony na Facebooku: Matki Polki na Wyrębie. Jesteśmy inicjatywą, która się rozrasta, jest otwarta na nowe pomysły, więc w każdej chwili każda i każdy może do nas dołączyć. Nieważne, czy jest matką, osobą samotną, mężczyzną, dzieckiem, osobą o innej narodowości. Walczymy przecież o wspólną przyszłość – i dlatego powinno być nas jak najwięcej.

***

Daria Gosek-Popiołek jest mamą pięciomiesięcznej Róży. Kierowniczka (na tak zwanym „urlopie macierzyńskim”) osiedlowego domu kultury w Nowej Hucie. Absolwentka teatrologii, obecnie pisze doktorat na temat domów kultury na Wydziale Zarządzania i Komunikacji Społecznej UJ. Członkini Partii Razem i Stowarzyszenia Zakład Usług Miejskich, redaktorka portalu „Nowe Peryferie”, współzałożycielka Ogrodu Osiedlowego na Siemaszkach.