dwutygodnik internetowy
23.04.2012
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Gorzki kraj lat dziecinnych

Czytając „Stracony poranek” trudno uniknąć porównań do książek Herty Muller. Łączy je nie tylko wspomnienie Rumunii, ale przede wszystkim pewna melancholia przejawiająca się też w obrazowym, poetyckim stylu.

 

Wydawać by się mogło, że współczesna literatura raczej niechętnie podejmuje temat ojczyzny. W zglobalizowanym świecie, gdzie różnice kulturowe zacierają się coraz bardziej, można by sądzić, że pisarz powinien być skupiony na tematach uniwersalnych. W czasach, gdy modne poniekąd jest określanie siebie jako kosmopolity, zwrócenie się ku przeszłości swojego narodu, sprawia wrażenie wyjątkowego archaizmu. Jednak wiele książek wydanych już w XXI wieku świadczy o tym, że opowieści o „kraju lat dziecinnych” nie należy sprowadzać wyłącznie do mickiewiczowskiego obrazu Soplicowa. Wręcz przeciwnie, jest to chyba jeden z najchętniej podejmowanych tematów przez współczesną literaturę europejską.

Dowodów nie trzeba szukać daleko. Wystarczy spojrzeć na twórczość kilku niedawnych noblistów. Ot, chociażby „Stambuł. Wspomnienia i miasto” Orhana Pamuka, czyli dzieło bardzo retrospekcyjne, w którym jednym z głównych bohaterów jest miasto i jego życie codzienne. Albo dorobek pisarski Herty Muller, na którym swoje mocne piętno odcisnęło dzieciństwo spędzone w Rumunii. W tym kontekście powieść „Stracony poranek” (pierwsza książka Gabrieli Adameşteanu przetłumaczona na polski, wydana na początku 2012 roku przez wydawnictwo W. A. B.) wydaje się niezwykle aktualna i jednocześnie świeża – nie mamy wiele okazji do kontaktu z literaturą rumuńską, a o samej Rumunii i jej społeczeństwie, choć niedalekim, wiemy bardzo mało.

 

Czytając „Stracony poranek” trudno uniknąć porównań do książek Muller właśnie. Łączy je nie tylko wspomnienie Rumunii, ale przede wszystkim pewna melancholia przejawiająca się też w obrazowym, poetyckim stylu. Adameşteanu kreśli obraz trzech pokoleń rumuńskiego społeczeństwa w niezwykle delikatny i pełen współczucia sposób. Bolesne wydarzenia historyczne są właściwie w cieniu tragicznych losów bohaterów. A spojrzenie na nich staje się pełniejsze dzięki zmieniającej się perspektywie narracji i licznych retrospekcjach.

Mimo zalet, których nie można odmówić powieści Adameşteanu, nie jest ona lekturą porywającą i głęboko zapadającą w pamięć. Paradoksalnie dlatego, że jest tak bliska życiu. Adameşteanu kreuje swoich bohaterów tak precyzyjnie, że można odczytać to niemal jako głęboką relację, która ją z nimi łączy. Tworzy to jednak „przegadaną” narrację, a dramatyczne historie bohaterów stają się nużące z powodu opisu właściwie każdego uczucia, jakiego doznaje postać, czy to odnośnie przystąpienia Rumunii do I wojny światowej, czy zaniedbanego tarasu w swojej willi. Kobieca wrażliwość literacka Adameşteanu, tak chwalona, może się stać więc także słabą stroną jej twórczości.

 

Warta dostrzeżenia jest jednak tendencja, która przejawia się także w książce „Stracony poranek”, a której tak brakuje w polskiej literaturze odwołującej się do przeszłości. Bo kiedy u nas pisze się o wielkich tragediach i rozlicza ze zbrodni (nawet w prozie fikcyjnej), w literaturze europejskiej można dostrzec bardzo kameralne i w gruncie rzeczy skromne opowieści o zwykłych ludziach, których los jednak nierozerwalnie złączony jest z dziejami ich ojczyzny albo chociaż małej społeczności, w której mieszkają. To chyba kwestia silnej chęci uniknięcia patosu, na którym z kolei budowane jest polskie spojrzenie na historię, także tę najnowszą. Kiedy my budujemy obraz przeszłości jako cierpienia lub po prostu losów narodu, spojrzenie zagranicznych pisarzy kierowane jest na pojedynczego człowieka. I właśnie to spojrzenie jest największą wartością tej literatury, bo chociaż jednostkowe, daje głębszy obraz mentalności całego społeczeństwa.