dwutygodnik internetowy
20.02.2012
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Gorzej tylko w państwie duńskim

Wszechobecna bieda, ciężko dorobić się samochodu, benzyna i frank drożeją. Rośnie akcyza na alkohol i papierosy, VAT na książki. Demokracja jest zagrożona, bo już drugą kadencję jest ten sam premier. Ale dość tego mazgajenia i narzekactwa. Co znaczą nasze problemy, gdy na całym świecie poza Europą i Ameryką ludzie przymierają głodem

Wszechobecna bieda, ciężko dorobić się samochodu, benzyna i frank drożeją. Rośnie akcyza na alkohol i papierosy, VAT na książki. Demokracja jest zagrożona, bo już drugą kadencję jest ten sam premier. Ale dość tego mazgajenia i narzekactwa. Co znaczą nasze problemy, gdy na całym świecie poza Europą i Ameryką ludzie przymierają głodem, giną w katastrofach humanitarnych, albo choćby, jak u naszego sąsiada w Białorusi, prezydent przykuł się do swojego stołka na kilkanaście lat i nie zamierza ustąpić? Na tle globu Polska jawi się krajem mlekiem i miodem płynącym, raczej szanującym prawa człowieka i o względnie stabilnej demokracji. Nadwiślański naród puszy się swoją „Solidarnościową” kartą, gdy dzięki mądrości, umiłowaniu wolności, ułańskiej fantazji i odwadze przegnał Ruskich..

 

Zwolnieni z pomocy

Mimo szumnych deklaracji, niechętnie dzielimy się naszą „małą stabilizacją” finansową i chwalebnym doświadczeniem transformacji. W tym gąszczu narzekań o wiązaniu końca z końcem, wiadomości o kryzysie, o ciągłym dorastaniu do Zachodniego Świata, gonieniu w piętkę za strefą Euro, czujemy się zwolnieni z pomocy innym społeczeństwom, aby mogły zbudować u siebie demokrację i podnieść poziom życia. Niech portfele otworzą bogatsi: Niemcy, Amerykanie, Brytyjczycy. Polak na dorobku chętnie powalczy o swój własny dobrobyt, wyrazi troskę o problemy innych krajów poza cywilizowanym światem, ale złotówki na to nie da.

Niewielu parlamentarzystów umie się w ogóle merytorycznie wypowiedzieć w sprawie ewentualnej pomocy innym krajom poza wyuczoną odpowiedzią: „Pomożemy!”. W ciągu dwudziestu lat nie nauczyliśmy się dyskutować o celach polityki zagranicznej, zwłaszcza że przez wiele lat istniał konsens w tej sprawie.

Jak więc widać, brak pieniędzy na pomoc gospodarczą i wspieranie demokracji za granicą nie spotkają się w Polsce ze sprzeciwem w postaci palenia opon pod Kancelarią Premiera. Ale zakręcenie kurka z pomocą z pewnością nie wesprze obywateli tamtych krajów (Afganistan, Białoruś, Ukraina – te trzy kraje otrzymywały ponad połowę Polskiej pomocy ze środków pozostających w dyspozycji MSZ) w ich ewentualnych protestach przeciwko sfałszowanym wyborom, bezprawnym szykanom wobec obrońców praw człowieka, budowaniu instytucji obywatelskich.

 

Kasa to nie wszystko

Okazało się, że wszystkie dotychczasowe sposoby działania, pomoc rozwojowa, wsparcie trzeciego sektora i partii politycznych nie są w stanie skutecznie odpowiedzieć na realne problemy. Pomoc musi być szybka i inteligentna. Dla północnej Afryki Unia Europejska miała zarezerwowane 5 mld Euro na działania demokratyzujące w przypadku sytuacji kryzysowej w krajach ościennych. Pieniądze próbowano uruchomić w momencie wybuchu rewolucji. Niestety, nie można było wydać tych pieniędzy zgodnie z przeznaczeniem ze względu na zbyt żmudne procedury biurokratyczne. Potrzebne jest działanie pozwalające na szybką reakcję na wydarzenia polityczne, pozwalające skutecznie przekazać pieniądze w zaufane ręce z możliwością elastycznego zarządzania środkami na pomoc prawną, ekspercką, socjalną, humanitarną, wsparcie techniczne ruchów budujących się ad hoc. Tego nie da się przewidzieć z półrocznym wyprzedzeniem.

 

Niedźwiedzia przysługa

Sięgając po przykład z naszej części świata, państwo Białoruskie wprawdzie jest przyjacielem w kwestiach zachowania porządku publicznego (przestępstwa kryminalne i gospodarcze), ale wrogiem numer jeden w sprawach dotyczących wolności obywatelskich. Okazało się, że Łukaszenko może za pomocą legalnych polskich procedur zdobyć dowody obciążające Alesia Białackiego. Z jednej strony barykady stoi sprawnie działająca maszyna urzędnicza nastawiona na cyniczne wykorzystywanie prawa, pozwalające na rozbicie organizacji pozarządowych, czy grup protestu w ciągu kilku dni. A z drugiej państwa hołdujące zasadom  przejrzystości, procedurom i porządkowi prawnemu. W przypadku polskiego MSZ oznacza to, że zatrzymanie listem gończym Interpolu białoruskiego działacza Alesia Michalewicza musiało zostać anulowane interwencją wiceministra. A plany działań polskich organizacji, muszą być opóźniane przez procedury konkursowe w MSZ, które mogą trwać nawet po kilka miesięcy.

Wydarzenia na Białorusi z 19 grudnia 2010 roku w całej okazałości obnażyły słabość zachodniej polityki wobec swoich sąsiadów. „Łukaszenko: szykuj samolot” grzmiał rok temu w Warszawie na konferencji „Solidarności z Białorusią” minister Sikorski, w obecności przedstawicieli ponad trzydziestu krajów i kilkuset organizacji pozarządowych. W tym czasie przedstawiciele polskich NGOsów maskowali ironiczny uśmiech lub czerwienili się, słysząc efekciarstwo polskiego ministra. Na konferencji prasowej odtrąbiono sukces, czyli zebranie milionów na wsparcie białoruskiego społeczeństwa obywatelskiego. Choć najwięcej organizacji zajmujących się demokratyzacją i wsparciem rozwoju Białorusi poza jej granicami działa w Polsce, nasz rząd nie przoduje w dotowaniu takich inicjatyw. Nawet Telewizja Bielsat, zauważana na całym świecie jako jedno z najważniejszych przedsięwzięć medialnych w języku białoruskim, boryka się z niekończącymi się problemami finansowymi permanentnie stawiającymi tę instytucje na granicy przetrwania.

 

Nie wiedzieć jak

Już rok temu pojawiły się zapowiedzi stworzenia fundacji mającej koordynować polską pomoc MSZu na cały świat. Jednak dopiero po dwunastu miesiącach doczekaliśmy się: 20 stycznia 2012 została powołana w pełnym kształcie Fundacja Solidarności Międzynarodowej „Wiedzieć jak”. Ale wciąż nie wiadomo, na jakie cele zostaną spożytkowane pieniądze (10 mln w 2012 roku) przekazane na pomoc innym krajom. Czy „Wiedzieć jak” będzie wyczerpującą odpowiedzią na potrzebę elastycznego działania, czy kolejnym szczeblem administracyjnej machiny?

Dyskusja wokół polityki zagranicznej dzieje się u nas  tylko i wyłącznie w perspektywie naszej pozycji w Unii Europejskiej oraz wiz do USA. Jaka jest nasza rola, skoro wizerunek Polaków za granicą kształtowany jest głównie przez obecność naszych żołnierzy na Bliskim Wschodzie? Czy nie powinniśmy bardziej angażować się w budowę demokracji w Egipcie czy na Ukrainie? To wszystko powinno stać się również przedmiotem debaty publicznej.