dwutygodnik internetowy
06.04.2015
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Głosy z debaty “Myśląc z Wojtyłą… o kobiecie”

10 marca miała miejsce w warszawskim Pałacu Arcybiskupim panelowa dyskusja dotycząca nauczania Jana Pawła II o kobiecie. Do rozmowy prowadzonej przez publicystę “Więzi” Sebastiana Dudę zaproszone zostały Aneta Gawkowska, Karolina Wigura, Agnieszka Graff i Magdalena Gawin. Za punkty wyjścia przyjęto psychologiczne portrety kobiet z literackich tekstów Wojtyły oraz jego list pasterski, w którym papież pisał m.in., że […]

myslac z wojtyłą o kobiecie

10 marca miała miejsce w warszawskim Pałacu Arcybiskupim panelowa dyskusja dotycząca nauczania Jana Pawła II o kobiecie. Do rozmowy prowadzonej przez publicystę “Więzi” Sebastiana Dudę zaproszone zostały Aneta Gawkowska, Karolina Wigura, Agnieszka Graff i Magdalena Gawin. Za punkty wyjścia przyjęto psychologiczne portrety kobiet z literackich tekstów Wojtyły oraz jego list pasterski, w którym papież pisał m.in., że dzięki swojemu wrodzonemu geniuszowi kobiety powinny przyczynić się do przekształcenia niesprawiedliwych, opartych na instrumentalizacji człowieka i jawnym wyzysku stosunków społeczno-gospodarczych w kierunku ich humanizacji.

Jako pierwsza swoją liberalną wizję feminizmu, który powinien być przede wszystkim ruchem na rzecz swobody wyboru we wszelkich obszarach życia, przedstawiła Karolina Wigura. Zaznaczyła, że liberalizm, sam w sobie dosyć chłodny i racjonalny, potrzebuje miłości jako warunku swojego powodzenia.

Dalszą zaś część spotkania zajęła polemiczna wymiana zdań między pozostałymi intelektualistkami, które podzielił problem rozumienia tego, co Jan Paweł II nazwał „kobiecym geniuszem”.

Agnieszka Graff zaczęła od nakreślenia krótkiej historii kolejnych faz feminizmu. Zaznaczyła od razu, że w swojej pracy naukowej najwięcej czasu poświęciła powstałej w odpowiedzi na powojenne przemiany społeczne tzw. drugiej fali feminizmu. Jej cechą charakterystyczną było żądanie takich samych szans i możliwości wyboru dla kobiet i mężczyzn. Nurt ten zawieszał kwestię różnic między płciami, obecną we wcześniejszych formach feminizmu, które publicystka zdecydowanie krytykuje, oskarżając o przypisywanie  kobietom istotowych cech, takich jak domowość, uległość, opiekuńczość i czystość. Podejście takie można nazwać esencjalną pobłażliwą idealizacją kobiecości, która uniemożliwiała pierwsze upolitycznienie kobiecej tożsamości, skoro ta miała pozostawać w prywatnej sferze domowej.  W związku z czym przyczynia się do podtrzymania sztywnego gorsetu norm obyczajowych, oraz usprawiedliwiania paternalistycznej dominacji. Graff zarzuciła nauczaniu Jana Pawła II właśnie takie rozumienie geniuszu kobiet, na który ona osobiście się nie zgadza.

Z takim postawieniem sprawy polemizowały wespół historyczka idei Magdalena Gawin i socjolożka Aneta Gawkowska. Pierwsza z nich, zajmująca się na co dzień dziejami postępowych ruchów kobiecych końca XIX i XX wieku w Polsce, przekonywała, że aktywistek tamtych czasów, kobiet silnych i zdecydowanych, których głos przebijał się do publicznych dyskursów, bynajmniej nie można scharakteryzować wymienionymi przez Graff czterema przymiotami. Warto dodać, że postawa tych kobiet nie wywoływała wcale powszechnego zgorszenia, co świadczy o tym, że dyskurs feministyczny cieszył się w społecznej świadomości szeroką akceptacją. Gawkowska z kolei argumentowała, że zmarłemu papieżowi również nie chodziło o takie rozumienie geniuszu kobiecości, a raczej o relacyjność – cechę, która choć wymaga dokładnego zdefiniowania, była ogniwem łączącym dyskutantki.

Agnieszka Graff relacyjność rozumie podobnie do Carol Gilligan, która przeprowadzając badania  psychologiczne zorientowała się, że w procesie akulturacji dziewczynki inaczej niż chłopcy przystosowują się do reprodukowania sieci społecznych relacji, troszcząc się o doświadczenia bliskich osób. Kolejną ciekawą obserwacją psycholożki było to, że na pewnym etapie rozwoju dziewczynki „tracą głos”. O ile chłopcy przyzwyczajeni są do pobłażliwego traktowania przejawów swojego nieposłuszeństwa, później także obywatelskiego – a kultura przyjmuje  typowo „męskie cechy”: niezależność i racjonalność za wskaźniki dorosłości, o tyle od dziewczynek wymaga się, by milczały we własnej sprawie w imię specyficznie rozumianej dobroci i uległości. „[K]obieta dobra – pisze Gilligan – troszczy się o innych – wsłuchuje się w ich głosy, reaguje na ich potrzeby. […] etyka żeńskiej dobroci podtrzymywała  n o r m a l n e, codzienne konwersacje, w których mężczyźni zabierali głos, jakby nie widząc pomijania kobiet, a kobiety pomijały lub usprawiedliwiały własne pominięcie” (zainteresowanym polecam też książki Carol Gilligan: „Chodźcie z nami. Psychologia i opór” oraz „Innym głosem”).

Relacyjność, która była przedmiotem dyskusji, jest swego rodzaju „emocjonalną pojemnością”, zdolnością do współodczuwania, tym, co w pewien sposób determinuje szczególne dyspozycje do wykonywania pracy opiekuńczej. Ten wątek jest niezwykle ważny, ponieważ niemal cała praca związana z troską – praca zwana niekiedy afektywną, trudna, nierzadko frustrująca, wyczerpująca, a zarazem niezbędna – obarczała i współcześnie obarcza głównie kobiety. Ten stan rzeczy jest nie do zaakceptowania, o czym wielokrotnie przypominała Graff. Psychologiczne różnice, które najnowsze nurty feminizmu przyjmują jako fakt społeczny (nie szukając daremnie ich deterministycznie biologicznych źródeł), należy potraktować jako założenie i wyzwanie, by uwzględnić kobiece doświadczenia w polityce, zwrócić uwagę na trudy związane z macierzyństwem, opieką nad niepełnosprawnymi, schorowanymi i starszymi. Tej różnicy nie można traktować jako legitymizacji obecnego podziału pracy. Przeciwnie, należy go przekształcić, by sprawiedliwie – równo w ramach płci – rozdzielić niezbędną społecznie działalność opiekuńczą.

Etyka troski nie powinna pozostawać dłużej domeną samych kobiet. W świecie demokratycznym potrzebna jest jej uniwersalizacja: z etyki kobiecej powinna stać się zwyczajnie etyką ludzką, ponieważ opiekuńczość i dbałość o innych nie jest problemem samych kobiet, tylko całego ludzkiego gatunku.