dwutygodnik internetowy
23.03.2015
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Gdzie jest twój brat?

Franciszek domaga się nie tylko wsparcia dla potrzebujących, lecz także stworzenia warunków, w których będą oni mogli stać się aktorami, nie zaś jedynie widzami, procesu swojego wyzwolenia.

ilustr.: Karolina Burdon

ilustr.: Karolina Burdon

 

Z okazji drugiej rocznicy wyboru kard. Jorge Maria Bergoglio na Stolicę Piotrową, publikujemy tekst pochodzący z 27. numeru kwartalnika “Kontakt” zatytułowanego “Niema Bieda”, w którym dokonano podsumowania i próby systematyzacji dotychczasowego nauczania społecznego papieża Franciszka. 

„Pragnę Kościoła ubogiego i dla ubogich”. To zdanie, wypowiedziane przez Franciszka w jednym z pierwszych przemówień po wyborze na Stolicę Piotrową, odbiło się szerokim echem i w społecznym odbiorze stało się dewizą jego pontyfikatu. Po upływie niemal dwóch lat od tamtego wydarzenia można z przekonaniem powiedzieć, że motyw wołającej o pomstę do nieba nędzy, której pełny jest współczesny świat, i motyw Kościoła solidarnego z ubogimi, występującego w ich imieniu i zadającego trudne pytania o strukturalne przyczyny ich kondycji, stały się kluczowymi tematami papieskiego nauczania i troski. Ojciec Święty regularnie punktuje bezduszność świata, który – w wymiarze zarówno lokalnym, jak i globalnym – dopuszcza do powstawania olbrzymich różnic społecznych i trwałego wykluczania całych grup ludzi. Warto przyjrzeć się temu wątkowi nauczania Franciszka w sposób systematyczny: sięgnąć do jego ewangelicznych źródeł, zrozumieć jego zasadniczą treść oraz wskazać powtarzające się motywy papieskiego przesłania. Przesłanie to kierowane jest do ludzi Kościoła, do elit polityczno-gospodarczych, ale przede wszystkim do każdego człowieka dobrej woli, który znalazł się w tej uprzywilejowanej sytuacji, że nie musi troszczyć się o podstawy swojego materialnego bytu i biologicznego przetrwania.

Droga naznaczona ubogimi

Za programowy dokument Franciszka uznana została adhortacja „Evangelii gaudium”, ogłoszona już w listopadzie 2013 roku. Znamienny jest zarówno jej tytuł, jak i okoliczności jej powstania. Dokument miał bowiem służyć za podsumowanie synodu biskupów poświęconego Nowej Ewangelizacji, który odbył się rok wcześniej, jeszcze pod przewodnictwem Benedykta XVI. Tematyka adhortacji znacznie wykroczyła jednak poza stricte duszpasterski wymiar głoszenia Dobrej Nowiny. Tym, co zaskoczyło wielu czytelników, było ścisłe połączenie treści duszpastersko-misyjnych ze społeczną nauką Kościoła.

Sprawą zasadniczą dla zrozumienia adhortacji jest zastosowanie się do papieskiego polecenia, aby podstawowe nakazy Ewangelii rozumieć dosłownie i „nie relatywizować ich żadną kościelną hermeneutyką” (EG 194). Centralne miejsce pośród tych nakazów zajmują wezwania do miłosierdzia i troski o ubogich oraz do refleksji nad sposobami polepszenia ich społecznego położenia. Papież podkreśla kluczową rolę ubogich w historii zbawienia, przypominając o tym, że „cała droga naszego odkupienia naznaczona jest ubogimi. Zbawienie to dotarło do nas dzięki wypowiedzianemu «tak» pokornej dziewczyny z małego kraju, zagubionego na peryferiach wielkiego imperium” (EG 197). Wynika stąd jasno, że „to ubodzy są szczególnie uprzywilejowanymi adresatami Ewangelii” (EG 48), ponieważ to przede wszystkim do nich przyszedł Chrystus.

Z analizy treści Objawienia wyciąga papież wniosek, że obowiązkiem zarówno ludzi Kościoła, jak i wszystkich ludzi dobrej woli jest rozeznanie sytuacji osób dotkniętych wielowymiarowym ubóstwem i podjęcie starań o ich społeczne „włączenie”. Do tego jednak wrócimy później. W tej chwili najistotniejszą sprawą jest bowiem dojrzenie ewangelicznego i, szerzej, biblijnego źródła społecznych poglądów Franciszka. Lekturę Pisma Świętego niejednokrotnie traktuje on jako bezpośredni impuls do podejmowania działań na płaszczyźnie społecznej. Znamienne są tu słowa, które zapisał w głośnej książce „W niebie i na ziemi”, będącej owocem rozmów prowadzonych z rabinem Abrahamem Skórką. Komentując fragmenty Księgi Wyjścia przyszły papież zauważył, że Żydzi – pod przywództwem Mojżesza i z Bożą pomocą – walczyli o lepszy byt na Ziemi. Warto zacytować zawierającą aluzję do słynnej diagnozy Marksa tezę Jorge Mario Bergoglio, że „jeśli ktoś wytrzymuje bez walki o swoje prawa, myśląc o raju, to znaczy, że faktycznie znajduje się pod wpływem opium”.

Milczenie Franciszka

Tak więc jest oczywiste, że za źródło swoich wyrazistych poglądów na kwestię społeczną papież przyjmuje Objawienie. Sprawę tę stawia zresztą w „Evangelii gaudium” jasno, pisząc: „Dla Kościoła opcja na rzecz ubogich jest raczej kategorią teologiczną niż kulturową, socjologiczną, polityczną czy filozoficzną”. Za tą deklaracją idzie wyraźne odcięcie się od domniemanych ideologicznych podstaw głoszonych nauk. W adhortacji czytamy między innymi, że w swych twierdzeniach papież jest „daleki od jakiejkolwiek ideologii politycznej”, a także że „jego słowo nie jest słowem wroga ani przeciwnika”. W innym miejscu swojej rozmowy ze Skórką podkreśla, że „należy oczyścić to, co religijne, z pierwiastka politycznego”. Wydaje się, że papież – doskonale zdając sobie sprawę z radykalizmu swojego przesłania –broni się w ten sposób przed zaszufladkowniem w roli człowieka z lewej strony sceny politycznej.

Szczególnie interesujący jest na tym tle ambiwalentny stosunek Franciszka do teologii wyzwolenia. Nie ulega wątpliwości, że pochodzący z Ameryki Łacińskiej papież dobrze ją rozumie i że podziela jej społeczną wrażliwość. Na poziomie deklaratywnym stara się on jednak nie akcentować swoich z nią związków. Gdy będąc jeszcze kardynałem, redagował dokument wieńczący konferencję biskupów latynoamerykańskich w Aparecida, ani razu nie użył pojęcia „teologia wyzwolenia”. Zarazem jednak tchnął w tekst jej ducha, nawołując do „budowania sprawiedliwego i opartego na braterskich relacjach społeczeństwa”, które wszystkim swoim członkom zapewnia dostęp do opieki zdrowotnej, pożywienia, edukacji, dachu nad głową i pracy. Gdy sześć lat później mówił Franciszek w Brazylii, że przebywanie blisko ubogich to dotykanie ciała Chrystusa, wsparł radykalne rozumienie preferencyjnej opcji na rzecz ubogich, na gruncie którego ich punkt widzenia staje się punktem widzenia ukrzyżowanego Boga.

Wrażliwość Jorge Mario Bergoglio uformowana została przez teologię argentyńską, w której inspiracje marksistowskie nie odegrały szczególnie doniosłej roli. Przypomniał o tym jeden z dawnych nauczycieli papieża, Juan Carlos Scannone, który powiedział, że Franciszek nigdy nie wspierał opartej na przesłankach marksistowskich wersji teologii wyzwolenia. Pamiętajmy jednak i o tym, że to właśnie teologowie wyzwolenia jako pierwsi zwrócili uwagę na konieczność równoważenia „ortodoksji”, to znaczy słuszności przekonań, „ortopraksją”, czyli słusznością działania. Idąc tym tropem, mniej powinno interesować nas, czy i co papież o teologii wyzwolenia mówi, bardziej zaś – czy i jak ją robi. Teologia wyzwolenia nie polega bowiem na odrealnionym myśleniu o wyzwoleniu, które jest przecież tylko drugim imieniem zbawienia, lecz na urzeczywistnianiu go na miarę ludzkich możliwości w horyzoncie doczesnym. Być może nawet lepiej, że Franciszek o niej milczy, gdyż utrudnia w ten sposób zadanie swoich potencjalnych kontestatorów, którzy z wyraźną ulgą zaklasyfikowaliby go jako „socjalistę”.

Nie wszystko na sprzedaż

Wyraźne odcięcie się Franciszka od polityczności stoi w pewnym napięciu z podejmowaną przez niego, krytyczną analizą systemowych uwarunkowań dotykającego współczesny świat ubóstwa. Papież powraca do niej w wielu swoich tekstach i wypowiedziach. Zacznijmy od mocnego zdania pochodzącego ze wspomnianego już z dialogu z rabinem Skórką: „Chrześcijaństwo potępia z jednakową mocą zarówno komunizm, jak i dziki kapitalizm”. Zagrożenia tym pierwszym Ojciec Święty w dzisiejszym świecie nie dostrzega. Kapitalizm jednak, przyjmujący formę „nieokiełznanego liberalizmu ekonomicznego”, spotyka się w papieskich tekstach z druzgocącą krytyką.

Głównym zarzutem, jaki Franciszek kieruje pod jego adresem, jest absolutyzacja rynku. Papież powtarza, że wszystkiemu nadaje się dziś wartość rynkową, utowarowieniu ulegają kolejne dziedziny życia społecznego. Papież, nie odbiegając daleko od dziedzictwa swoich poprzedników, nie szczędzi gorzkich słów kulturze konsumpcji, która wszystko wystawia na sprzedaż, ale nie oferuje w zamian szczęścia, a tylko jego komercyjny substytut w postaci codziennych wygód. Szkodliwość „nieokiełznanego konsumizmu” polega według Franciszka na tym, że wzmaga on nierówności społeczne i nierówności pomiędzy dwoma światami, spośród których jeden zajęty jest konsumpcją, a drugi – dostarczaniem przedmiotów konsumpcji. Zjawisko to prowadzi do „odczłowieczenia wielkiej części ludzkości” i „całkowitego niszczenia tkanki społecznej”.

Największym problemem, który rodzi „imperializm pieniądza” jest kreowanie indywidualistycznej, egoistycznej i obojętnej na los bliźniego mentalności uczestników sytego społeczeństwa konsumentów. Wyjątkowo dramatycznym przykładem funkcjonowania tych mechanizmów jest według papieża obojętność i bezradność Europejczyków i instytucji zjednoczonej Europy na los imigrantów z północnej Afryki, którzy „poszukując odrobiny równowagi i pokoju, lepszego miejsca dla siebie i dla swoich rodzin, znajdują śmierć”. W homilii wygłoszonej na wyspie Lampedusa, której mieszkańcy niemal codziennie muszą grzebać wyłowione z morza zwłoki, cytował papież biblijne pytanie zadane przez Boga Kainowi: „gdzie jest Twój brat?”, czytelnie sugerując naszą odpowiedzialność za ich śmierć. Ubrany w pokutny strój wypominał nam, że poddajemy się „globalizacji obojętności” i błagał Boga o wybaczenie tym, „którzy przez swoje prawa i decyzje stworzyli sytuacje, które doprowadziły do tych tragedii”.

Papież twierdzi, iż prymat zysku i pieniądza nieuchronne prowadzi do „odrzucenia etyki kierującej nas do Boga”. Bardzo interesująca jest opinia wyrażona przez niego w rozmowie z rabinem Skórką, że „kapitalizm traktuje religię protekcjonalnie”. To znaczy, że nie neguje jej ani nie usuwa całkowicie z życia społecznego, jak czynił to komunizm, ale sprowadza ją do roli nieszkodliwej ozdoby, nie zaś treści, która ma wypełniać całe życie i kierować ludzkimi wyborami moralnymi.

Profetyczna krytyka

Ogłoszenie „Evangelii gaudium” sprowokowało pojawienie się wielu głosów krytycznych. Jedną z najciekawszych uwag dotyczących adhortacji wygłosił w rozmowie z Tomaszem Ponikło biskup Grzegorz Ryś. Stwierdził on, że „Franciszek przeprowadził mocną krytykę [współczesnego świata], ale nie przedstawił pozytywnej wizji, nie sformułował zaproszenia do poradzenia sobie ze zdiagnozowanymi zagrożeniami”. Krakowski hierarcha podkreślił, że Kościół – informując wiernych o tym, że dany obszar zachowań wiąże się z grzechem – powinien pokazywać im, w jaki sposób mogą ten grzech przezwyciężyć. Według biskupa Rysia papież poprzestaje tymczasem na ukazywaniu systemowego zła, obarczając każdego mieszkańca bogatej części świata współodpowiedzialnością za nie.

Faktem jest, że papieska krytyka rzeczywistości społeczno-ekonomicznej operuje na poziomie systemowym i podważa fundamenty kapitalistycznego porządku, który rządzi tą rzeczywistością. Czy decydując się na tak zasadniczą polemikę, powinien papież uzupełnić ją szczegółowym programem działań obliczonych na przezwyciężenie krytykowanych tendencji? Być może Franciszek hołduje raczej zasadzie sformułowanej przez twórcę teologii politycznej, Johanna Baptista Metza, która głosi, że Kościół w swoim nauczaniu społecznym powinien pełnić przede wszystkim funkcję krytyczną, nie powinien zaś proponować konkretnych rozwiązań politycznych, ponieważ groziłoby mu to zejściem na poziom polityki partyjnej. Kościół powinien natomiast w imię głoszonych wartości opisywać i w ten sposób wpływać na przemianę rzeczywistości społeczno-politycznej.

Mimo wszystko wydaje się, że prześledziwszy uważnie zarówno tekst adhortacji, jak i szereg innych wypowiedzi Ojca Świętego, da się zrekonstruować szereg postulatów polityczno-ekonomicznych, które mogłyby zainspirować działania zdolne do wydobycia świata spod władzy „imperializmu pieniądza”, powodującego powstawanie gigantycznych sfer biedy i wykluczenia. Co ważniejsze, postulaty te można ująć w spójny i logiczny system. Spróbujmy pokrótce go naszkicować.

Kluczową rolę przypisuje papież przywróceniu ekonomii jej pierwotnego sensu, którym jest „sztuka dochodzenia do odpowiedniego zarządzania wspólnym domem, jakim jest świat”. Ojciec Święty nie neguje rynku, pieniądza czy własności prywatnej jako narzędzi służących temu zarządzaniu. Jest jednak istotne, żeby pełniły one funkcję służebną wobec człowieka. Dzisiejszy stosunek do pieniądza papież nazywa bowiem „negacją prymatu osoby ludzkiej” i „oddawaniem czci nowemu bożkowi”. Istnienie rynku samo w sobie również nie jest zjawiskiem negatywnym. Problem w tym, że aby rynek dobrze pełnił swoją funkcję, powinien zostać poddany kontroli sprawowanej przez państwa, które „są powołane do tego, aby czuwać nad ochroną dobra wspólnego”. Tymczasem obecnie „odradza się nowa niewidoczna tyrania [rynków finansowych]”, której skutkami są rosnące rozwarstwienie społeczne, unikanie płacenia podatków i pozbawianie obywateli możliwości korzystania z dobrodziejstw „praktycznych możliwości ekonomii”. Zadanie zmiany tego stanu rzeczy Franciszek powierza politykom, którzy powinni „skutecznie uzdrawiać głębokie korzenie chorób tego świata, a nie tylko ich zewnętrzne objawy”.

Praca jak sakrament

Wyjątkowo ważną rolę w „systemie Franciszka” odgrywa praca, którą w rozmowie z rabinem Skórką nazwał „olejem namaszczającym godnością”. Nie można bagatelizować tego określenia, jeśli wziąć pod uwagę znaczenie świętych olejów w liturgii katolickiej. Można by się nawet, toutes proportions gardées, pokusić o stwierdzenie, że papież „sakralizuje” pracę lub że podnosi ją do rangi quasi-sakramentu. Kardynał Bergoglio uważał za absolutnie konieczne stworzenie każdemu warunków do wykonywania uczciwej pracy i zapewnienie za nią sprawiedliwego wynagrodzenia. Wielokrotnie dawał do zrozumienia, że jest w pełni świadomy ogromu wyzysku, na jakim jest oparty obecny system ekonomiczny. Pracę robotników w azjatyckich fabrykach nazwał „niewolniczą”. Za skandaliczny uznał regres uprawnień pracowniczych w wielu zakładach we Włoszech. Stwierdził jednocześnie, że „nie istnieje gorsze ubóstwo materialne od tego, które nie pozwala zarobić na chleb i pozbawia godności pracy”.

Niezwykle sugestywny jest obraz Chrystusa-cieśli, Chrystusa-robotnika, do którego często powraca Franciszek w swoich wypowiedziach. Równie znamienna była papieska modlitwa wśród bezrobotnych na Sardynii: „Chryste, któremu nie brakowało pracy, pomóż nam przezwyciężyć niesprawiedliwe systemy i pomóż nam walczyć o pracę!”. Zupełnie niezwykła sceneria tego przemówienia, któremu towarzyszyły łzy ubranych w robotnicze hełmy, oklaskujących Ojca Świętego mężczyzn, mogła niektórym bardziej przypominać wiec związku zawodowego niż papieską wizytę. Wielu wpływowych komentatorów, w tym przede wszystkim amerykańscy neokonserwatyści, zaczęło zresztą czynić wobec papieża zarzuty o nadmierną „lewicowość” bądź „populizm”. Franciszek dał im swoistą odpowiedź na spotkaniu z delegacjami ruchów ludowych Ameryki Południowej, dziwiąc się, że kiedy mówi o prawie do ziemi, pracy i domu, nazywany jest „komunistą”. „A przecież miłość do biednych znajduje się w centrum Ewangelii”. Brak pracy i związany z nią wyzysk papież zdefiniował wówczas jako skutek „wyboru społecznego, systemu ekonomicznego, który przedkłada zyski ponad człowieka”.

Co najmniej od czasów Jana Pawła II i jego encykliki „Laborem exercens” Kościół uznaje pracę za jeden z podstawowych wymiarów funkcjonowania człowieka w społeczeństwie i nadaje jej istotne znaczenie etyczne, wyprowadzając je z przyrodzonej godności każdego człowieka. Obecny papież głosi jednak tę samą prawdę w sposób jeszcze bardziej bezpośredni i radykalny niż jego poprzednicy.

Uzdrawiać korzenie chorób

Nie można mówić o „programie Franciszka”, nie wspominając o środkach, które sam autor proponuje zastosować przy wprowadzaniu go w życie. W tym miejscu być może najmocniej odchodzi on od dotychczasowych kanonów przyjętych w katolickim nauczaniu społecznym. Co prawda za jedną z naczelnych zasad budowania społeczeństwa uznaje tę, że „jedność jest ważniejsza niż konflikt”, jednakże obudowuje ją bardzo poważnymi zastrzeżeniami. Jednym z najmocniejszych bodaj fragmentów adhortacji jest oświadczenie, że „pokój społeczny nie może być pojmowany jako irenizm albo jako zwykły brak przemocy, uzyskany przez dominację jednej strony nad innymi”. Czytamy dalej: „Oskarża się o przemoc ubogich i ludy najbiedniejsze, ale bez równych szans różne formy agresji i wojny znajdą żyzną glebę, co wcześniej czy później doprowadzi do wybuchu”. Tym zdaniom bardzo łatwo można by nadać klasowy, a może nawet marksistowski charakter. Faktycznie bowiem Franciszek wydaje się dzielić ludzkość na dwie grupy: jedną, która trzyma w ręku władzę i kapitał, i drugą, która jest tamtej podporządkowana za sprawą nieuczciwych reguł politycznej i ekonomicznej gry.

Tu jednak skrajnie lewicowe analogie się kończą. Ojciec Święty wyraźnie zaznacza swój niepokój związany z potencjalnym konfliktem pomiędzy tymi grupami. Apelując do słabszych i wykluczonych o dopominanie się o swoje, główną nadzieję na zmianę stanu rzeczy pokłada jednak nie w buncie czy rewolucji, lecz w zapobiegawczym działaniu tych, którzy rozdają karty na globalnej scenie. Stąd bardzo jednoznaczny akt wiary papieża w politykę, który również znajdziemy w „Evangelii gaudium”. Franciszek stwierdza, że może ona być „cenną formą miłości” i modli się o polityków, którym „rzeczywiście leży na sercu dobro społeczeństwa, ludu, życie ubogich”. Zwraca uwagę na fakt, iż często podejmuje się leczenie objawowe wobec problemów związanych z ubóstwem, tymczasem w tej kwestii konieczne jest „uzdrawianie korzeni problemów”. Papież wykazuje się też pewnym zrozumieniem współczesnych realiów politycznych, przyznając, że państwa narodowe często nie są już w stanie poradzić sobie z problemami natury społeczno-ekonomicznej. Konieczne jest tworzenie w tym celu instytucji i norm globalnych, gdyż „każde ubóstwo jest skandalem” i wszyscy są odpowiedzialni za jego zwalczanie.

Wszyscy, nie wyłączając samych ludzi dotkniętych ubóstwem. Franciszek domaga się nie tylko wsparcia dla potrzebujących, lecz także stworzenia warunków, w których będą oni mogli stać się aktorami, nie zaś tylko widzami, procesu swojego wyzwolenia. „Biedni nie czekają, chcą być protagonistami, organizują się, uczą, pracują, protestują i przede wszystkim działają w duchu szczególnej solidarności, jaka panuje między tymi, którzy cierpią […], o której nasza cywilizacja zdaje się zapominać lub pragnie to zrobić”.

 

ilustr.: Karolina Burdon

ilustr.: Karolina Burdon

Patrzeć w oczy ubogiego

Bardzo istotne w nauczaniu papieża jest to, że poświęcając bardzo wiele miejsca zagadnieniom systemowym, nie zapomina bynajmniej o potrzebie osobistego zaangażowania na rzecz ubogich, wynikającego z korzeni chrześcijańskiej caritas. Wielokrotnie i z całą mocą podkreśla konieczność bezpośredniego kontaktu z potrzebującymi poprzez rozeznanie ich problemów i niesienie im pomocy. Znamienny jest fragment rozmowy Franciszka z rabinem Skórką. Kardynał Bergoglio opowiada o tym, jak udzielając kiedyś sakramentu pokuty i pojednania, zapytał penitenta, czy dając jałmużnę ubogiemu, patrzy mu w oczy i dotyka jego ręki. Jako przykład źle udzielanej pomocy podaje natomiast aukcję charytatywną organizowaną przez argentyński Caritas w czasie ekskluzywnej kolacji. Wydaje się jednak, że w kwestii osobistego kontaktu z ubogimi lepiej niż słowa świadczą czyny i sposób bycia Franciszka: jego regularne wizyty w więzieniach czy szpitalach i błogosławienie ciężko chorych.

Nie ulega wątpliwości, że za szczególnie powołanych do bezpośredniej służby najuboższym papież uznaje ludzi Kościoła. W tym wymiarze bardzo istotnym, programowym wręcz elementem wystąpień papieża jest często przypominane przez niego „zagrożenie światowością”, jakie może dotknąć wyznawców Chrystusa. Powszechnie znany jest jego apel do młodych kleryków i sióstr zakonnych o to, aby nie ulegali pokusie gromadzenia ziemskich bogactw. „Tak nie można” – wołał papież wywołując burzę oklasków. Zresztą i w tej kwestii nie jest gołosłowny. Słynna jest sprawa pozbawienia urzędu arcybiskupa Limburga, który znaczną część finansów swojej diecezji przeznaczył na budowę nowego pałacu dla siebie.

Wiele środowisk katolickich uznaje instytucjonalne formy zwalczania za wykluczające się z nakazem udzielania bezpośredniej pomocy ubogim. Z nauczania papieża Franciszka wynika jednak jasno, że obie te formy działania są potrzebne i konieczne, jeśli chcemy na serio mierzyć się z problemem rosnących nierówności i wykluczenia społecznego. „Nie można być rzeczywiście z ubogimi, jeżeli się nie walczy z ubóstwem. […] Chrześcijańskie ubóstwo […] jest solidarnością z ubogimi i protestem przeciw ubóstwu”. Tak paradoks ewangelicznego wezwania do ubóstwa i nakazu pomocy ubogim streścił jeden z twórców teologii wyzwolenia, ojciec Gustavo Gutiérrez. Nie będzie chyba nadużyciem, jeśli stwierdzimy, że w tych dwóch zdaniach streszcza się cały „program” papieża w kwestii ubóstwa. Bo jest to po prostu program Ewangelii. Bardzo aktualny i bardzo trudny dla każdego, kto pragnie potraktować go serio.

 

Współpraca: Misza Tomaszewski