dwutygodnik internetowy
09.09.2013
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Gdynia Festiwal Filmowy: po pierwsze promocja

Wszyscy rozpływają się nad wysokim poziomem filmów w konkursie głównym. Nikt nie zauważa jednak, że festiwal stanął w rozkroku – między prestiżem a promocją.

 

38. Gdynia Festiwal Filmowy dobiegł końca. Wszyscy rozpływają się w zachwytach nad wysokim poziomem filmów w konkursie głównym. Słusznie. Nikt nie zauważa jednak, że festiwal stanął w rozkroku – między prestiżem a promocją.

 

Do konkursu głównego trafiają zarówno filmy wyświetlane w kinach w ciągu minionego roku, jak i dzieła, które dopiero pojawią się na ekranach. O ile przy tak dużej liczbie dobrych filmów można zrozumieć chęć rozdzielenia nagród pośród wielu zasługujących na nie artystów, o tyle w oczy kłuje pomijanie w werdykcie jury dzieł wybitnych, których dystrybucja kinowa już się zakończyła. Trudno oprzeć się wrażeniu, że kilkakrotnie decydujące okazywało się to, komu nagroda bardziej się przyda, a nie to, który film jest bardziej wartościowy.

 

Nie można mieć wielkich pretensji do Złotych i Srebrnych Lwów. „Ida” to film kameralny, artystyczny, a zarazem bardzo udany, subtelny i znakomicie zagrany. Docenione w Montrealu „Chce się żyć” zdobyło nie tylko Srebrne Lwy, lecz także nagrodę publiczności i wydaje się, że tak uniwersalna, a przy tym zarówno wzruszająca, jak i zabawna historia ma duże szanse, by stać się polskim kandydatem do Oscara. „W imię…” docenili natomiast selekcjonerzy Berlinale, Europejskiej Nagrody Filmowej oraz wielu krytyków, w związku z czym i to wyróżnienie wydaje się uzasadnione. Pytanie brzmi: gdyby gdyńskie pokazy „Drogówki” oraz „Imagine” były premierowe, czy filmy te nie zwróciłyby na siebie większej uwagi członków jury i nie zostałyby bardziej docenione? Ośmielę się twierdzić, że właśnie tak by było. Jeśli nie kosztem „Idy”, to co najmniej „W imię…” (wyróżnione dwoma istotnymi nagrodami: Srebrnymi Lwami oraz za reżyserię), „Biletu na księżyc” (scenariusz) lub kuriozalnie wyróżnionych „Bejbi blues” i „Miłości” (Nagrody Specjalne Jury). Wygląda jednak na to, że przeważyły względy promocyjne.

 

Nagrodzona tylko za montaż „Drogówka” zdobyła uznanie zarówno widzów, jak i krytyków. Gdyby miała w Gdyni premierę, zapewne stałaby się wydarzeniem festiwalu. Osobny, artystyczny i nowatorski formalnie „Imagine” wyróżniono jedynie za dźwięk, podczas gdy Europejska Akademia Filmowa zakwalifikowała go do oficjalnej selekcji 2013 obok takich dzieł jak „Pozycja dziecka”, „Wielkie piękno”, „W kręgu miłości” czy „Koneser” (inne polskie akcenty to „W imię…”, „Gorejący krzew” i „Kongres”). Nóż otwiera się w kieszeni, gdy prestiżową Nagrodę Specjalną Jury za „odwagę formy i treści, a także za szczególne, unikatowe walory artystyczne” otrzymują twórcy filmów „Bejbi blues” oraz „Miłość” zamiast twórców „Drogówki” czy „Imagine”.

 

Trochę szkoda Andrzeja Jakimowskiego i Wojtka Smarzowskiego. Szkoda tym bardziej, że „Pod Mocnym Aniołem” ma wejść do kin w styczniu i nawet jeśli będzie to dobry film, podczas przyszłorocznego 39. Gdynia Festiwalu Filmowego może pozostać w cieniu premier. Taka specyfika Gdyni – po pierwsze promocja, po drugie prestiż.