dwutygodnik internetowy
8.08.2016
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Franciszek walczy o dusze młodych

Wielokrotnie słyszałem pytanie o to, czy Franciszek ma szansę zmienić spojrzenie Polaków – zwłaszcza młodych, do których przyjechał w pierwszej kolejności – na współczesny świat i jego wyzwania. Nasuwająca się odpowiedź brzmi: tylko on ma na to szansę.

ilustr.: Tomasz Obiński

ilustr.: Tomasz Obiński

Podczas Światowych Dni Młodzieży papież Franciszek nawoływał do jedności, braterstwa, otwartości, solidarności, do braku lęku przed wielokulturowością. Chwilę po jego wyjeździe, 1 sierpnia, przez Warszawę przeszedł marsz ONR-u, którego uczestnicy – w sporej części młodzi – krzyczeli „Duma, duma, narodowa duma” oraz „Wielka Polska Katolicka”. Ktoś tu czegoś nie zrozumiał. Albo w ogóle nie chciał słuchać.

Frazesy kontra Ewangelia

Część uczestników marszu zapewne w poważaniu miała słowa obecnego biskupa Rzymu – nawet jeśli lubi powoływać się na chrześcijańskie wartości i przywiązanie do Kościoła. Znamienny jest tu przykład Roberta Winnickiego, który – nie widząc chyba śmieszności swojego zachowania – ogłosił, że rezygnuje „z przysługującego mu jako posłowi miejsca na mszy papieskiej”. Powołując się na swój katolicyzm i członkostwo we wspólnotach religijnych, przypomniał, że dogmat o papieskiej nieomylności „określa ściśle, jakie warunki musi spełniać papieska wypowiedź, czego dotyczyć i w jakich okolicznościach być wygłaszaną, by być nieomylną. Papież Franciszek z tego nie korzysta”.

Co prawda przedstawiciele tego samego środowiska sami nie wahali się przy innych okazjach szantażować swoich przeciwników wyrwanymi z kontekstu słowami prymasa Wyszyńskiego czy nauczaniem papieży – to jednak bez znaczenia. Hipokryzję posła Winnickiego widać bowiem najwyraźniej, gdy dodaje, że „w ostateczności – najważniejsze dla każdego katolika jest, by być wiernym dziedzictwu Wiecznego Rzymu. Nauczanie Kościoła to Ewangelia i 2000 lat integralnej Tradycji, jedno i drugie w równym stopniu”. Wygląda jednak, jakby w sprawie otwartości na przyjmowanie uchodźców nie zrozumiał ani jednego, ani drugiego.

Dość może jednak o pośle, który – wymachując krzyżem i rzucając frazesy o katolickiej Polsce – jednocześnie w co drugim zdaniu zaprzecza nauce Kościoła. Niezależnie od jego siły politycznej i rzeczywistego znaczenia w środowiskach prawicowych, jego postawa wydaje się niestety dość reprezentatywna dla przynajmniej części osób o poglądach narodowych.

Cała nadzieja we Franciszku?

Tymczasem wróćmy do Franciszka. Podczas skończonych niedawno Światowych Dni Młodzieży kilkukrotnie usłyszałem pytanie o to, czy słowa, gesty i przesłanie papieża Franciszka coś w polskim społeczeństwie zmienią. Czy polscy katolicy – w większości stający w sprawie kryzysu migracyjnego w opozycji nie tylko wobec papieża, ale również polskiego episkopatu – usłyszą głos papieża, tak mocno zakorzeniony w Ewangelii? Czy Franciszek ma szansę zmienić spojrzenie Polaków – zwłaszcza młodych, do których przyjechał w pierwszej kolejności – na współczesny świat i jego wyzwania?

Być może odpowiedź brzmi: tylko on ma obecnie na to szansę. Dla niektórych pewnie to wniosek pesymistyczny, skoro zakłada pokładanie nadziei w jednej tylko osobie. Dla mnie to jednak myśl w sumie optymistyczna, bo oznaczająca, że nie wszystko jeszcze stracone. Że mamy drogowskaz, który wskazuje nam, w jaki sposób mówić mogą sami młodzi, a także, w jaki sposób mówić do młodych i wśród młodych, jeśli chcemy zawalczyć o ich przekonania. Że jest ktoś, kto jest w stanie radykalizującym się młodym wskazać inną perspektywę, pokazać nowy horyzont i zaproponować alternatywną opowieść o świecie i ich własnym życiu.

Tej szansy nie mają politycy, spętani przez zobowiązania, poparcie społeczne, a także niekiedy przez polityczną poprawność. Nie ma jej żaden polski biskup – bo słowa żadnego z rodzimych pasterzy nie odbiją się takim echem jak słowa papieża. Nie chce tej szansy wykorzystywać szkoła. Nikt inny nie jest w stanie na kilka dni tak całkowicie zawładnąć oczami i uszami całego polskiego społeczeństwa. Oczywiście, wiedzeni przykładem Franciszka, sami możemy nieść to samo przesłanie kolejnym młodym. Jeśli tak się stanie, będzie to jedynie wzmocnienie wyjściowej tezy.

Weź Ewangelię i czytaj

To walka o dusze młodzieży – zresztą każdej, nie tylko tej narodowej. Oto młodym pełnym lęku (nie tylko przed obcym, ale także przed przyszłością czy samym sobą), papież Franciszek proponuje odwagę, jaka płynie z Ewangelii. Młodym próbującym budować swoją tożsamość w niemałym stopniu w kontrze (nie tylko do ciapatych, pedałów, lewaków czy islamistów, ale również do czarnej mafii czy ciemnogrodu), papież przedstawia narrację afirmacji, akceptacji i jedności. Młodym poznającym świat z perspektywy monitora i internetowych memów, Franciszek mówi: wyjdź z domu, zobacz rzeczywistość taką, jaka jest! Młodych ospałych, zasiedziałych, zblazowanych namawia do porzucenia wygodnej kanapy i zaangażowania na rzecz zmiany świata na lepsze.

Wszystkim tym młodym (bo przecież do mało kogo odnoszą się wszystkie te opisy jednocześnie) Franciszek oferuje jedno, elementarne przesłanie. Mówi: istnieje alternatywa dla wszystkich twoich lęków, uprzedzeń, niepewności czy zgnuśnienia. Jest nią Jezus Chrystus. Odpowiedzi na swoje pytania znajdziesz w Ewangelii. Weź ją, czytaj i zacznij wcielać w życie. Nie wpychaj jej od razu innym – zacznij żyć nią właśnie ty. Dzisiaj, nie od jutra. I wyciągnij z niej wnioski dla swoich wyborów, słów i przekonań. Nawróć je pod jej dyktando – nie pod dyktando ideologów, polityków, publicystów. Nie na podstawie swoich lęków, obaw i uprzedzeń. Nie wymawiaj się brakiem czasu, możliwości czy zewnętrznymi okolicznościami. To dobre dla bywalców kanap, a nie dla uczniów Chrystusa.

Czego boi się papież

To proste przesłanie Franciszka, w swej treści całkowicie nierewolucyjne, dzięki charyzmie, formie przekazu, prostocie i autentyczności papieża może przynieść wielkie owoce. Pewnie nie w życiu wszystkich – poseł Winnicki zdaje się być impregnowany na słowa obecnego biskupa Rzymu (choć oczywiście nie należy tracić nadziei: Duch wieje wszak, kędy chce).

Może jestem naiwny. Ale młodzi ludzie – także Polki i Polacy – usłyszeli w ostatnich dniach głos pasterza nie tylko o nich zatroskanego, ale także przyjaźniącego się z nimi oraz – co jeszcze ważniejsze – wierzącego im i w nich. Czasami wydaje się, jakby Franciszek widział w młodych jedyną poza Bogiem nadzieję na przemianę tego świata. Czas, by i młodzi w tę szansę uwierzyli. Wtedy nadzieja, że pociągnięci słowami – a przede wszystkim świadectwem – papieża młodzi zaczną inaczej postrzegać świat i drugiego człowieka, przestanie być bez podstaw. Potrzeba jednak do tego odwagi, by zakwestionować dotychczasowy sposób życia, wybory, poglądy i swoich idoli. Ale czy chrześcijaństwo kiedykolwiek przestało do tego wzywać?

Potrzeba takiej odwagi, jaką ma sam Franciszek, który nie boi się poruszać tematów trudnych. Nie boi się narazić wielu osobom – również w samym Kościele. Nie boi się proponować nieoczywistych odpowiedzi. Nie boi się bliskości, miłości, czułości. Nie boi się napominać, gdy jest czegoś pewien, i pytać, gdy sam szuka. Gdy trzeba – nie boi się milczeć. Gdy warto – grzmieć.

Zdaje się, że papież Franciszek boi się tylko jednego – ale za to śmiertelnie. To strach przed tym, co czeka jego samego i cały Kościół, gdyby przestał być wierny Ewangelii. Zwłaszcza wtedy, gdy jest ona najbardziej wymagająca, szokująca i idąca wbrew utartym schematom myślenia. Franciszek nie boi się także dzielić się tym jedynym swoim strachem z młodymi. Bo wie, że gdy dla człowieka stanie się to obawa dominująca – wszystkie inne lęki stracą na znaczeniu.