dwutygodnik internetowy
23.04.2012
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Fotokomórka

Tych historii prawie nic ze sobą nie łączy. Dzieją się na ulicy, na imprezie, po weselu, po burzy, o świcie, pod wieczór, w Warszawie, w Londynie. Każda z nich może być błaha albo może coś mówić – to zależy, co w niej dostrzeże postronny obserwator. To właściwie nawet nie są zdjęcia, to są przypadkowe fragmenty […]

Tych historii prawie nic ze sobą nie łączy. Dzieją się na ulicy, na imprezie, po weselu, po burzy, o świcie, pod wieczór, w Warszawie, w Londynie. Każda z nich może być błaha albo może coś mówić – to zależy, co w niej dostrzeże postronny obserwator. To właściwie nawet nie są zdjęcia, to są przypadkowe fragmenty rzeczywistości zarejestrowane telefonem komórkowym.

Dziś nie potrzebujemy już fotografów, żeby opowiadać o świecie przy pomocy obrazów. Prawie każdy nosi w kieszeni sprzęt, którym spokojnie można zrobić zdjęcie na okładkę kolorowego pisma albo wygrać World Press Photo. Tylko po co robić zdjęcie na okładkę, skoro można rejestrować takie głupawe historyjki, które do żadnych mediów nie pasują, a jednak są warte opowiedzenia?

Każdego dnia powstają setki, tysiące takich zdjęć. Są tacy, którzy je kolekcjonują, jak Jon Rafamn zbierający zdjęcia z serwisie google maps czy Paweł Szypulski który wyłapuje foto-historie z kronikach policyjnych. Te niby-zdjęcia są niedoskonałe, brzydkie, niedopowiedziane, urwane, wyjęte z kontekstu, a mimo to tak cholernie wymowne, że mówią wcale nie mniej, niż Wielkie Reportaże Wielkich Fotografów. Ci są nadal potrzebni, ale nie są już niezbędni. Obraz naszych czasów nie będzie obrazem z wielkoformatowego aparatu Ansela Adamsa, Dorothei Lange albo Augusta Sandera. To będzie obraz z telefonu komórkowego, z google street view albo z kamery przemysłowej. Autor: nieznany.