dwutygodnik internetowy
20.01.2014
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Film postaci, nie historii. American Hustle

Duża część filmu była bowiem improwizowana przez aktorów. Ponoć gdy Christian Bale spytał o to reżysera, ten odpowiedział, że dla niego nie ma znaczenia historia, liczą się tylko bohaterowie.


Film Davida O. Russella (Fighter, Poradnik pozytywnego myślenia) zaczyna się od sceny, w której przez dwie minuty Christian Bale układa tupecik i włosy, by jak najlepiej wyglądać. Można to odnieść do całego American Hustle, które z zewnątrz, na pierwszy rzut oka, prezentuje się świetnie (dobry reżyser, fantastyczna obsada, mnóstwo nominacji do różnorakich nagród). Gdy jednak bliżej przyjrzeć się szczegółom, obraz nie jest aż tak ładny.
 
Historii tego typu było już bardzo dużo. Kamera, prowadzona momentami w sposób, w jaki swoje filmy kręci Paul Thomas Anderson, śledzi pięć postaci. Irving Rosenfeld to oszust, zarabiający na zdesperowanych naiwniakach – człowiek inteligentny, sprytny i nie pozbawiony pewnej charyzmy. W jego życiu obecne są dwie kobiety – żona Rosalyn Rosenfeld oraz wielka miłość Sydney Prosper, która pomaga mu w nielegalnej działalności. Oboje wpadają w sidła bardzo ambitnego agenta FBI Richiego DiMaso, który wpierw chce złapać na gorącym uczynku burmistrza New Jersey Carmine’a Polito. A potem pójść znacznie dalej.
 
American Hustle warto obejrzeć ze względu na obsadę aktorską. Christian Bale, podobnie jak we wcześniejszym Fighterze Russella gra świetnie. Prezentuje spory zakres środków, bez problemu skacząc po różnych płaszczyznach osobowości Irvinga. Mam jednak wrażenie, że jego rola jest nieco zbyt zaplanowana, skrojona specjalnie pod nagrody. Amy Adams po raz nie wiadomo który udowadnia, iż jest znakomitą aktorką – potrafi pokazać siłę, pewność siebie, przy jednoczesnym zagubieniu i rezygnacji. Film Russella podtrzymuje też dobrą passę Jennifer Lawrence. Jej Rosalyn jest i komiczna i cyniczna i seksowna – ciężko się dziwić, że Irving miał do niej taką słabość. Najsłabszy, co nie znaczy, że nie gra bardzo dobrze, jest Cooper, który jako nie do końca zrównoważony psychicznie człowiek, momentami nieco za bardzo przypomina Pata Jr. Solitano z Poradnika pozytywnego myślenia. Rewelacyjny jest za to Jeremy Renner – jego występ chwyta za serce, naprawdę ciężko jest nie uwierzyć, że rzeczywiście wszystko, co robił miało na celu dobro stanu New Jersey. Miło jest także obejrzeć Roberta De Niro w epizodycznej roli, bo chociaż gra gangstera (co widzieliśmy już wiele razy), to w ostatnim czasie każdy film, w którym robi coś więcej niż dwie, trzy miny na krzyż, trzeba uznać za sukces. Relacje między tymi wszystkimi osobowościami poprowadzone są sensownie i wiarygodnie, co również ma duże znacznie.
 
Problem polega na tym, że oprócz bohaterów w filmie musi być jeszcze historia. A z tą jest gorzej. Po pierwsze, dialogi momentami są przeciągnięte, czasem z kolei za bardzo idą w efekciarstwo. Po drugie, Amercian Hustle ma bardzo nierówne tempo – twórcy nie ustrzegli się niestety dłużyzn. Po trzecie, nie do końca wiadomo, o czym jest film. O tym, że są oszuści, zbyt ambitni agenci (i nie wiadomo kto gorszy), a politycy bywają skorumpowani? Toż to żadne odkrycie, ocierające się o banał. Nazbyt pospieszny, trochę naiwny i średnio przekonujący jest też końcowy zwrot akcji. Zamiast ekscytacji i podziwu dla poczynań postaci wywołuje on raczej wzruszenie ramion. Po czwarte w końcu, wszystko to razem niezbyt się klei. Są więc naprawdę świetne sceny, ale nie ma świetnego filmu.
 
Mam spore podejrzenie, że wynika to ze specyficznego sposobu pracy Davida O. Russella. Duża część filmu była bowiem improwizowana przez aktorów. Ponoć gdy Christian Bale spytał o to reżysera, ten odpowiedział, że dla niego nie ma znaczenia historia, liczą się tylko bohaterowie. Stąd też pewnie wynika duża dbałość o ich wygląd (zwłaszcza fryzury) i ubiór. Mnie one nie przeszkadzały, ale niezbyt daleko im do przesady i zbyt dużego kiczu. Pomysł, by koncentrować się wyłącznie na postaciach, chociaż jest całkiem ciekawy, nie pozwala chyba jednak na stworzenie pełnokrwistego filmu. Dlatego też American Hustle, mimo że zdecydowanie nie jest nieudaną produkcją, jest moim zdaniem trochę rozczarowujące. Warto jednak przekonać się o tym samemu.