dwutygodnik internetowy
23.10.2017
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Egzotyczne podróże czy trud i poświęcenie?

Jako osoba młoda muszę przyznać, że sam dałem ponieść się tym idealistycznym, romantycznym wręcz nadziejom. I z każdym miesiącem cierpiałem coraz bardziej, widząc, jak upadają moje ideały. Ten protest to naprawdę ostatni krzyk rozpaczy.

@marjacielecka

@marjacielecka

Publikujemy tekst Kacpra Pawlika – studenta piątego roku medycyny, który z rosnącą bezsilnością oczekuje decyzji politycznych wpływających nie tylko na jego przyszłość, ale też dostęp do podstawowej opieki medycznej dla wszystkich mieszkańców Polski.

***

Od kilku tygodni jednym z głównych tematów w polskich mediach jest protest lekarzy rezydentów. Niestety, swoje macki próbuje wplątać w to polityka. Media, popierające różne obozy i wpływy, często bardziej niż na postulatach protestu skupiają się na osobach wspierających medyków, a samym lekarzom zarzucają ukryte polityczne cele. Poznałem tych ludzi. Spędziłem z nimi 52 godziny. A teraz opowiem, o co im naprawdę chodzi.

Wszystko zaczęło się dwa lata temu. Do szpitala, w którym pracował i odbywał rezydenturę z anestezjologii i intensywnej terapii Damian Patecki, przyjechał ówczesny minister zdrowia rządu Platformy Obywatelskiej, Marian Zembala. Patecki, świeżo po studiach lekarskich, był zatrwożony stanem polskiego systemu ochrony zdrowia i dolą jego pracowników. Spytał odwiedzającego ministra o możliwość zwiększenia finansowania. Niestety, nie uzyskał pozytywnej odpowiedzi.

Ale czy naprawdę możemy podzielać strach Pateckiego? Ja podzielam. W Polsce przeznaczamy na zdrowie jedynie około 4,7 procent PKB. Minimalna bezpieczna wartość według World Health Organization wynosi 6 procent PKB. W rankingu OECD jesteśmy na samym końcu państw Europy, zostawiając za sobą jedynie Łotwę i Turcję. A przecież sprzęt medyczny i leki wszędzie kosztują tyle samo. Kraje Europy Zachodniej wydają na zdrowie 8–10 procent swojego PKB, a mowa tu tylko o proporcjach, a nie o sumach bezwzględnych, które są niewyobrażalnie większe. Rozumieją to nasi sąsiedzi: Czesi, Słowacy, a nawet Węgrzy, którzy systematycznie powiększają swoje wydatki na zdrowie. Na 1000 Polaków przypada jedynie 2,2 lekarza i 5,1 pielęgniarki, a łączne zatrudnienie w sektorze opieki zdrowotnej to 24,6 pracownika na 1000 obywateli. Dla porównania: współczynnik ten w Niemczech i Francji wynosi 61,4, a w Wielkiej Brytanii 63,5. Przez długie lata zaniedbywania ochrony zdrowia w Polsce powstała duża luka pokoleniowa wśród jej pracowników. Średnia wieku lekarza specjalisty to około 60 lat. Młodzi lekarze i pielęgniarki często myślą o wyjeździe za granicę lub zmianie zawodu. Jako główne problemy wymieniają:

• poczucie pracowania w skrajnie przeciążonym, niewydolnym systemie;

• brak możliwości leczenia zgodnie ze współczesną wiedzą – bardzo frustrujące jest wiedzieć, że nie można kogoś wyleczyć lub uratować, chociaż w innym kraju można by temu pacjentowi pomóc. Powody? Brak potrzebnego sprzętu lub nierefundowanie jedynego leku zarejestrowanego do leczenia danej choroby;

• niskie wynagrodzenia – lekarze rezydenci i większość pielęgniarek zarabiają około 3200 złotych brutto miesięcznie. Zarobki rezydentów zostały ustalone w 2009 roku i nie zmieniają się wraz z inflacją i średnią krajową przez co z roku na rok ich realna siła nabywcza spada. W Niemczech lekarze rezydenci w pierwszym roku pracy otrzymują 4200 euro brutto miesięcznie, a z każdym kolejnym rokiem ich pensja dynamicznie wzrasta. Ponadto następuje regularna reewaluacja uwzględniająca wzrost średniego wynagrodzenia;

• ogromne braki kadrowe – pracownicy zmuszani są poprzez złą sytuację finansową lub mobbing ze strony dyrektorów placówek do obstawiania zdecydowanie zbyt wielu dyżurów w tygodniu. Nie chciałbym, aby moją mamę operował chirurg, który nie śpi już od 41 godzin. Dochodzi do tak patologicznych i niebezpiecznych sytuacji jak jednoczesne opiekowanie się przez jednego lekarza pacjentami leżącymi na oddziale oraz nagłymi przypadkami przywożonymi na SOR. Przecież nikt nie potrafi być w dwóch miejscach na raz;

• kolejki frustrujące pacjentów i pogarszające ich stan zdrowia – kiedy czeka się na wymianę stawu biodrowego kilka lat, naturalnym jest oszczędzanie bolącej kończyny i przenoszenie ciężaru ciała na drugą nogę. Powoduje to drastyczne przyspieszenie zużycia stawu w dotychczas zdrowym biodrze i nierzadko stwarza potrzebę drugiej operacji, co generuje dodatkowe koszty;

• biurokrację – większość czasu pracy lekarz poświęca na wypełnianie druków, zamiast dokładniej zbadać pacjenta lub zastanowić się nad jego diagnostyką;

• przerażające statystyki o wypaleniu zawodowym wśród pracowników ochrony zdrowia – pielęgniarki należą do jednej z grup zawodowych najczęściej cierpiących na depresję.

Wróćmy jednak do Damiana Pateckiego. Pod wpływem wzburzenia, jakie spowodowała rozmowa z ministrem Zembalą, wraz z kolegami założył Porozumienie Rezydentów. Postanowili zmienić system. Ale nie groźbą i paleniem opon. Chcieli poprzez nagłośnienie problemu i logiczną argumentację nakłonić rządzących (teraz już z Prawa i Sprawiedliwości) do potrzebnych zmian. W czasie ostatnich dwóch lat zorganizowano w Warszawie dwie manifestacje. Przeprowadzono bezprecedensową akcję „Adoptuj posła!”, w której rezydenci, jak Polska długa i szeroka, kontaktowali się ze swoimi lokalnymi parlamentarzystami i przedstawiali swoje racje. Akcja została przyjęta bardzo pozytywnie i „adoptowano” ponad dwustu posłów, głównie partii rządzącej. Wszyscy bez wyjątku przyznali im rację. Co ciekawe, było wśród nich wiele osób, które aktualnie oczerniają medyków, oskarżając ich o polityczną stronniczość.

Porozumienie Rezydentów dało podstawy do powstania Porozumienia Zawodów Medycznych, organizacji reprezentującej wszystkie profesje związane z ochroną zdrowia – lekarzy, pielęgniarki, ratowników, fizjoterapeutów, diagnostów laboratoryjnych, psychologów klinicznych, dietetyków. Kiedy dotychczasowe działania nie przyniosły żadnego rezultatu, stworzono obywatelski projekt ustawy regulującej minimalne wynagrodzenia w ochronie zdrowia. Zebrano ponad 250 tysięcy podpisów. Jednak to tylko przyspieszyło uchwalenie kontrustawy rządowej, która ma jedynie w minimalny i bardzo rozłożony w czasie sposób zwiększać finansowanie ochrony zdrowia. Dojście do 6 procent PKB zakładane jest dopiero w 2025 roku. Biorąc pod uwagę fakt, że wszystkie kraje z każdym rokiem zwiększają procent PKB przeznaczany na politykę zdrowotną, nasz wzrost spowoduje tylko to, że otchłań, jaka zionie między nami a Zachodem, nie powiększy się.

2 października 2017 roku grupa ponad dwudziestu lekarzy rezydentów rozpoczęła protest głodowy w Szpitalu Pediatrycznym Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Ich postulaty to: zwiększenie nakładów na zdrowie do 6,8 procent PKB w ciągu 3 lat, zmniejszenie kolejek, rozwiązanie problemów braków kadrowych, redukcja biurokracji oraz poprawa warunków pracy i płacy. To kontynuacja dzieła rozpoczętego dwa lata temu. Dzieła, które miało udowodnić, że możliwa jest zmiana na lepsze bez uciekania się do środków ostatecznych – strajku uderzającego w pacjentów. Jako osoba młoda muszę przyznać, że sam dałem ponieść się tym idealistycznym, romantycznym wręcz nadziejom. I z każdym miesiącem cierpiałem coraz bardziej, widząc, jak upadają moje ideały. Ten protest to naprawdę ostatni krzyk rozpaczy.

Podjęcie głodówki to niełatwa decyzja. Najpierw trzeba zdecydować się wykorzystać swoje dni urlopu. Sam pobyt i nocleg w holu szpitala nie sprzyja odpoczynkowi. Rezydenci śpią na twardych materacach przy zapalonym świetle. O szóstej rano budzą ich pracownicy szpitala myjący podłogę przy użyciu głośnych pojazdów czyszczących lub dziennikarze rozstawiający swoje kamery albo spieszący się zebrać wywiad. Hałas towarzyszy im przez cały dzień, kiedy szpital wypełnia się spacerującymi pacjentami i biegającym personelem. Nieznośny jest również brak prywatności. Do tego dochodzą typowe objawy braku pokarmu: rozkojarzenie, bóle głowy, drażliwość, osłabienie, mdłości. Na szczęście cały czas czuwa nad nimi lekarz, który dyskwalifikuje tych, których stan zdrowia znacznie się pogarsza. Jednej lekarce gwałtownie zaczęło spadać ciśnienie krwi, u innego lekarza wystąpiła żółtaczka. Głodujący mają nadzieję, że poprzez ich poświęcenie i trud społeczeństwo oraz reprezentujący je rząd zrozumieją, w jak dramatycznej sytuacji znajduje się ochrona zdrowia w Polsce.

Niestety wiele środowisk stara się upolitycznić ten całkowicie apolityczny i motywowany dobrem pacjenta protest. Głodujący nie mają wpływu na to, kto przyjdzie ich odwiedzić, i przyjmą wsparcie od każdego, kto podziela ich zdanie. Bulwersująca jest również nagonka mediów, zwłaszcza Telewizji Polskiej, a atak na jedną z protestujących, Katarzynę Pikulską, woła o pomstę do nieba. Jej wyjazd na misję, by pomóc i ratować życia rannych w Kurdystanie, został przedstawiony jako egzotyczne podróże.

Mimo upływu czterystu godzin głodówki (w momencie pisania tekstu) oraz manifestacji popierających protest w dwudziestu jeden miastach rząd nie zmienia stanowiska i nie zamierza zmodyfikować swojego planu finansowania opieki zdrowotnej w Polsce. Co dalej? Rezydenci w kolejnych miastach zaczynają głodować, dołączają do nich inne zawody medyczne. Protest eskaluje. Jak się to wszystko skończy? Czy jest możliwe coś zmienić w Polsce, nie uciekając się do użycia gróźb i siły? Powoli przestaję w to wierzyć…

***

Kim jest lekarz rezydent?

• lekarz po 6 latach studiów, 13-miesięcznym stażu i ze zdanym Lekarskim Egzaminem Końcowym

• posiadający pełne Prawo Wykonywania Zawodu

• diagnozujący, leczący i biorący odpowiedzialność za pacjentów jak lekarz specjalista

• odbywający dodatkowo w swoim miejscu pracy wieloletnie (rezydenci mają od 26 do 38 lat) szkolenie specjalizacyjne, podczas którego zgłębia tajniki jednej dziedziny medycyny, stając się potem lekarzem specjalistą

***

Pozostałe teksty z bieżącego numeru dwutygodnika „Kontakt” można znaleźć tutaj.