dwutygodnik internetowy
22.02.2016
magazyn papierowy


Dyplomacja i powiew Ducha Świętego

Pierwsze spotkanie głowy Kościoła Katolickiego z Patriarchą Moskwy i Wszechrusi zapisze się bez wątpienia w historii relacji obydwu Kościołów. W podpisanej przez hierarchów wspólnej deklaracji trudno doszukiwać się przełomowych wniosków, hawański szczyt odegrał przede wszystkim rolę polityczną.

ilustr.: Zuzia Wojda

ilustr.: Zuzia Wojda

Warto jednak pamiętać, iż dysonansowe nuty stawiane przez człowieka na pięciolinii dziejów Bóg zawsze jest w stanie połączyć za pomocą swojego kunsztownego glissanda w harmonijną symfonię. Czy taką muzykę niebios usłyszymy, zależy nie od działań politycznych, ale od naszej umiejętności odkrycia Bożych energii w świecie ogarniętym konfliktami i nienawiścią.

Stolica Apostolska w Rzymie, jak i Patriarchat Moskiewski są dzisiaj – przynajmniej w życiu publicznym – organizmami działającymi według struktury instytucjonalnej. Posiadają mniej (Patriarchat Moskiewski) lub bardziej (Watykan) rozwiniętą podmiotowość prawną i międzynarodową wraz z całymi aparatami dyplomatycznymi (Wydział Stosunków Zewnętrznych Patriarchatu Moskiewskiego, watykański Sekretariat Stanu i liczne kongregacje Kurii Rzymskiej). Spotkania biskupów Kościoła katolickiego i Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej, pomimo pewnej wartości symbolicznej, nie wiążą się praktycznie ze ściśle rozumianym dialogiem teologicznym. Tym zajmują się wyspecjalizowane grupy w rodzaju Międzynarodowej Komisji Mieszanej ds. Dialogu Teologicznego pomiędzy Kościołem katolickim i prawosławnym, ustanowionej w 1979 roku przez papieża Jana Pawła II i patriarchę Konstantynopola Dymitra I. Obraduje ona z pewnymi problemami od 1980 roku, a przedstawiciele Patriarchatu Moskiewskiego są w jej ramach jedną z wielu delegacji.

Polityka zaciemniająca wiarę

Trudno więc oczekiwać od papieża oraz patriarchy Moskwy i Wszechrusi dwustronnych ustaleń dogmatycznych: wyjaśnienia zagadnienia Filioque, rozumienia prymatu apostolskiego Rzymu czy w końcu fundamentalnego problemu braku jedności eucharystycznej pomiędzy Kościołami. Z żadnym innym autokefalicznym Kościołem prawosławnym, w tym nawet z uchodzącą za najbardziej konserwatywną Cerkwią w Grecji, Kościoła katolickiego nie dzieli tyle różnic politycznych i społecznych, co z Rosyjską Cerkwią Prawosławną. Co znamienne, różnice te uwidoczniły się w dość ostrej formie na skutek przełomu politycznego w Europie Wschodniej po 1989 roku. Przyczyn i sfer konfliktu było wiele: odrodzenie Ukraińskiej Cerkwi Greckokatolickiej – spadkobierczyni Unii Brzeskiej z 1596 roku, erygowanie przez Jana Pawła II diecezji z dotychczasowych katolickich administratur apostolskich na terenie Federacji Rosyjskiej w 2002 roku i niechętne spojrzenie Patriarchatu Moskwy i Wszechrusi na misyjną działalność Kościoła katolickiego na kanonicznym terytorium Cerkwi rosyjskiej, nałożone na te zjawiska animozje historyczne pomiędzy Rosjanami, Ukraińcami i Polakami, sytuacja geopolityczna Rosji wciągniętej w wojnę na wschodniej Ukrainie i w Syrii oraz – last but not least – dążenia Rosyjskiej Cerkwi do przewodnictwa w świecie prawosławnym. Zapytać można, czy w tak skomplikowanych relacjach obejmujących spory na temat przeszłości, teraźniejszości i przyszłości, stosunków międzynarodowych i życia społecznego pozostaje miejsce na  rozwiązywanie problemów teologicznych i realizowanie słów pożegnalnej modlitwy Chrystusa z Ostatniej Wieczerzy: „Aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie posłał” (J 17, 21)? Przy takim nagromadzeniu spornych kwestii trudno się w zasadzie dziwić, iż jakiekolwiek formy dialogu pomiędzy „pierwszym i trzecim Rzymem” są przez światową opinię publiczną postrzegane głównie poprzez pryzmat dyplomacji i polityki. W tym kontekście nawet najbardziej podniosłe słowa wspólnych deklaracji siłą rzeczy pozostają w cieniu. Mało kto zwraca też uwagę, że w Hawanie spotkali się nie tylko „liderzy religijni”, ale również dwaj kapłani, celebrujący codziennie Eucharystię i obdarzeni charyzmatem święceń biskupich. Charyzmat ten wynika ze wspólnej dla chrześcijańskiego Wschodu i Zachodu sukcesji apostolskiej.

Niełatwe wspólne świadectwo

Treść Deklaracji podpisanej w stolicy Kuby przez Cyryla i Franciszka już w pierwszych swoich punktach nie pozostawia złudzeń, że rozłam pomiędzy obydwoma Kościołami jest zjawiskiem trwałym, niełatwym do usunięcia i pozostawiającym duchowe i materialne rany. Istniejąca od ponad tysiąca lat wielka schizma dzieląca obydwa płuca chrześcijaństwa wciąż nie unieważnia jednak możliwości dawania wspólnego świadectwa o podstawowych prawdach wiary we współczesnym świecie („tam gdzie jest to możliwe i konieczne”, jak głosi siódmy punkt dokumentu), jak i działania na rzecz sprawiedliwości i pokoju. Miejscem, gdzie to świadectwo może być dawane, jest rozdarty konfliktami i wojną oraz niszczony śmiercią dzisiejszy świat, a szczególnie Bliski Wschód i Afryka, gdzie sytuacja jest najbardziej dramatyczna. W tym miejscu pojawia się już pierwszy mały zgrzyt. Deklaracja wymienia głównie prześladowanych chrześcijan, co samo w sobie nie jest niczym nietrafnym. Jednakże wyznawcy innych religii, w tym niewymienionego expressis verbis islamu, którzy przecież są głównymi ofiarami wojen toczących się w Syrii, Libii, Iraku i południowo–wschodniej Turcji, pojawili się w tekście niejako na uboczu, jako osoby, którym chrześcijański świat współczuje cierpień związanych z przemocą, wygnaniem i terroryzmem. Wydaje się, że sam fakt masowej eksterminacji ludności Bliskiego Wschodu, niezależnie od jej przynależności religijnej, powinien być wyrzutem sumienia dla hierarchów obydwu Kościołów.

Pojawiające się dalej wezwanie „wszystkich stron konfliktu” do rozmów i rokowań przy jednoczesnym zapewnieniu o konieczności położenia kresu terroryzmowi za pomocą „wspólnych, skoordynowanych działań wspólnoty międzynarodowej” zawiera w sobie mimo wszystko pewną retoryczną sprzeczność. W chwili obecnej Państwo Islamskie, jako jeden z najważniejszych aktorów konfliktu bliskowschodniego, nie przejawia gotowości do jakichkolwiek rozwiązań politycznych i opartych na pokojowym dialogu, z drugiej zaś strony prowadzone niezależnie od siebie akcje militarne koordynowanej przez Zachód koalicji antyterrorystycznej oraz prowadzone przez Rosję bombardowania Syrii nie przynoszą zakończenia wojny, a jeszcze bardziej komplikują i tak trudną sytuację regionu. Trudno w tym miejscu nie znaleźć związku pomiędzy obecnością w Deklaracji tematu Syrii, a strategią polityczną Kremla, poszukującą na świecie poparcia dla swojego zaangażowania militarnego w tym kraju. Liczne środowiska prawosławne w Rosji określają je zresztą wprost jako „świętą wojnę chrześcijaństwa z islamem”.

Podobnie wieloznaczne sfomułowania znalazły się w dokumencie w związku z konfliktem na Ukrainie, gdzie ograniczono się do dyplomatycznej formuły wzywającej wszystkie strony trwającej tam wojny do działań na rzecz pokoju. Dla wszystkich, którzy na własnej skórze doświadczyli wydarzeń na Euromajdanie, Doniecku i Ługańsku, być może stracili swoje domy i najbliższych, tego typu okrągłe sformułowania okażą się wysoce niewystarczające.

Hierarchowie Rzymu i Moskwy słusznie zauważają, że wszelka przemoc dokonywana w imię Boże jest formą pogańskiej idolatrii, niemniej jednak brakuje tu stwierdzenia, że pochodzi ona w linii prostej od wszelkich prób politycznej instrumentalizacji religii, od których w różnych formach nie jest wolny również świat chrześcijański.

Sojusz przeciwko nowoczesności?

W dokumencie pobrzmiewają również przedstawione w dość dyplomatyczny sposób idee lansowane od niemal dziesięciu lat przez biskupa Hilariona (Alfiejewa) europejskiego sojuszu prawosławia i katolicyzmu w obronie tradycyjnego modelu rodziny i społeczeństwa z silną obecnością Kościołów w życiu publicznym. Obecny przewodniczący Wydziału Stosunków Zewnętrznych Patriarchatu Moskiewskiego po raz pierwszy zaprezentował ją w połowie minionej dekady, sprawując godność prawosławnego biskupa Wiednia. W pewien sposób kojarzy się ona z nieco uproszczoną formą poglądów Włodzimierza Sołowjowa, który już pod koniec XIX wieku postulował sojusz europejskich „królestw chrześcijańskich” pod berłem cara Rosji i papieża rzymskiego. Nikt rozsądny nie będzie negował twierdzenia, że kondycja duchowa całego Starego Kontynentu pozostaje dzisiaj daleka od  chrześcijańskiego ideału, choć pamiętać należy, iż kontrowersyjne zjawiska obyczajowe stanowią jedynie jeden z wielu objawów choroby współczesnej atomizacji społecznej i egoizmu. Sformułowania obecne w  Deklaracji koncentrują się słusznie na moralnych formach przeciwstawiania się tego rodzaju tendencjom, choć trudno oprzeć się wrażeniu, iż większość negatywnych zjawisk moralnych autorzy tekstu widzą raczej na zlaicyzowanym Zachodzie niż „odradzającym się duchowo Wschodzie”. Niesie to ze sobą propagandowy wydźwięk dla samej Moskwy, wykorzystującej w polityce globalnej argument obrony ładu cywilizacyjnego opartego na tradycji i religii.

Projekt sojuszu przeciwko „antychrześcijańskiej Europie” nie jest jednak najlepszym spoiwem duchowym dla rozdzielonych Kościołów podzielających wiarę w te same sakramenty i celebrujących je codziennie w imię Trójcy Świętej jako wyraz tajemniczej więzi Boga, Syna i Ducha Świętego z człowiekiem i całym kosmosem. Jak napisał Paul Evdokimov, za ten jeden Kościół wydał samego siebie Chrystus, aby nie tyle świat potępić, lecz aby uczynić z niego „hagiofanię” – przejawienie Tego, który jest i który jest Święty. Kościół, który już tu na ziemi staje się Boską liturgią wieczności i obcowaniem świętych, czyli rzeczywistością, w której uczniów Chrystusa już nic nie dzieli i nic nie zmusza do jakiejkolwiek walki. Liturgią jedności, która zaczyna się tam, gdzie dwóch niegdyś rozdzielonych spotyka się i jednoczy w inspirowanym Bożą miłością śpiewaniu doksologii: „Gloria Gloria Patri, et Filio, et Spiritui Sancto / Sława Otcu, i Synu, i Swiatomu Duchu”. Pomimo wielu wątpliwości wierzmy, że łagodny powiew Ducha Świętego da się odczuć nawet w najbardziej niedoskonałej ludzkiej dyplomacji.