dwutygodnik internetowy
11.06.2012
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Duma i uprzedzenia

„Uważam Rze” tworzy historię. W kioskach znalazły się już dwa numery miesięcznika pod auspicjami Pawła Lisickiego, poświęconego przeszłości. „Uważam Rze Historia” nie jest jednak kolejnym periodykiem naszpikowanym ciekawostkami z życia prywatnego historycznych celebrytów. Odpowiadając niejako na wezwanie Jarosława Kaczyńskiego do porzucenia „pedagogiki wstydu”, a nawet je uprzedzając, redakcja kreuje politykę pamięci odmienną od obowiązującej dotychczas. […]

„Uważam Rze” tworzy historię. W kioskach znalazły się już dwa numery miesięcznika pod auspicjami Pawła Lisickiego, poświęconego przeszłości. „Uważam Rze Historia” nie jest jednak kolejnym periodykiem naszpikowanym ciekawostkami z życia prywatnego historycznych celebrytów. Odpowiadając niejako na wezwanie Jarosława Kaczyńskiego do porzucenia „pedagogiki wstydu”, a nawet je uprzedzając, redakcja kreuje politykę pamięci odmienną od obowiązującej dotychczas. „Uważam Rze” tworzy więc nie tyle historię, co nową jej interpretację, kręcąc przy okazji bicz na III Rzeczpospolitą.

Kto kupił pierwszy numer zatytułowany „Bezpieka. Zbrodnia bez kary” nie jest skazany na czytanie między wierszami. W artykule wstępnym naczelny odkrywa wszystkie karty i wyjaśnia, skąd bierze się potrzeba odzyskania pamięci historycznej Polaków. Okazuje się, że głównym celem grupy postsolidarnościowych działaczy skupionych niegdyś wokół Adama Michnika, osób cechujących się niechęcią do wartości narodu i polskości w ogóle, była „reedukacja Polaków, którzy wreszcie mieli pozbyć się złudzeń, że byli narodem ofiar”. Jaki był skutek promowanej przez nich pedagogiki wstydu? „Formalnemu odzyskaniu niepodległości po 1989 r. nie towarzyszyło przebudzenie narodowe i odzyskanie narodowej dumy”.

 

Czytając takie słowa, trudno nie szczypać się w ucho, bo chociaż uwielbienie dla narodowej martyrologii nie jest w polskiej kulturze niczym nowym, to niepojęte jest, żyjąc w niepodległym państwie, szukać powodów do dumy w narodowym cierpieniu. Kolejne akapity wstępniaka rozwiewają jednak złudzenie, że autor publikowanego w odcinkach na łamach „Faktu” romansu kryminalnego pragnie wejść w buty Adama Mickiewicza. Lisicki wielką ideę wieszcza sprowadza bowiem do zadania rehabilitacji antykomunizmu, która to postawa jego zdaniem do czasów prezydentury Lecha Kaczyńskiego była w wolnej Polsce czymś „podejrzanym i wstydliwym”.

Nie przekonuje mnie ani diagnoza postawiona przez Lisickiego, ani płynące z niej wnioski. Przyznam jednak, że kilka artykułów z pierwszego numeru okazało się, z punktu widzenia stawianych przez niego tez, strzałami w środek tarczy. Trzy z pięciu artykułów w temacie przewodnim opiera się bowiem na poruszających relacjach „reakcjonistów z AK” torturowanych przez bezpiekę. Najdotkliwsze uderzenie biczem, które spada przy tej okazji na plecy architektów wolnej Polski, wiąże się z zarzutem nieosądzenia ludzi odpowiedzialnych za zbrodnie dokonane w pierwszych latach PRL. Wydaje się zresztą, że są to razy zasłużone.

 

Dużo słabiej przemawia do mnie pomysł strojenia narodu polskiego w cierpiętnicze szaty przez eksponowanie motywu Żydów w bezpiece. Poświęcony temu zagadnieniu krótki artykuł Piotra Gontarczyka sprowadza się do wyliczenia nazwisk wysoko postawionych bezpieczniaków żydowskiego pochodzenia i sumiennego przytoczenia danych procentowych świadczących o dużym udziale Żydów we władzach aparatu bezpieczeństwa (co zresztą zrobił prof. Paczkowski w wywiadzie zamieszczonym stronę wcześniej). W pierwszych akapitach Gontarczyk dystansuje się od mitu żydokomuny jako „jednego z zagrożeń dla Polski”, ale po co w takim razie publikować artykuł, z którego nie wynika, skąd brał się akces Żydów do bezpieki czy komunizmu w ogóle?

Nie jestem przeciwny pisaniu o stosunkowo szerokim akcesie Żydów do komunizmu, ale „suche fakty” niczego nie wnoszą, a mogą umocnić w niektórych czytelnikach przekonanie, że komunizm był żydowskim spiskiem obliczonym na zgubę Polski. Obawiam się zresztą, że właśnie na skażonych takim myśleniem odbiorców periodyku obliczony był ten temat. Co więcej, rodzi się też we mnie paskudne podejrzenie, że redakcja próbuje licytować się z Żydami w kwestii tego, kto ma większe prawo czuć się ofiarą, co wpisywałoby się niestety w sprzeciw prawicy wobec „pedagogiki wstydu”: „Może i Polacy są odpowiedzialni za śmierć Żydów w Jedwabnem, ale oni też byli naszymi oprawcami”.

 

Drugi numer zatytułowany „II RP nasza duma” pozwala zapomnieć o romantycznych wzlotach naczelnego widocznych w pierwszym numerze i przedstawia program pozytywny. Wzorem dla dzisiejszej Polski powinno być, zdaniem redakcji, dziedzictwo tytułowej II Rzeczpospolitej. Znamienne jednak, że niewątpliwe osiągnięcia dwudziestolecia międzywojennego służą redaktorom „Uważam Rze Historia” do dezawuowania osiągnięć ostatniego dwudziestolecia.

Bezkrytyczny zachwyt nad II RP, który wyłania się ze sztandarowego dla numeru artykułu autorstwa Piotra Zychowicza, wicenaczelnego miesięcznika, jest po prostu wzruszający. Zychowicz szczególnie roztkliwia się nad etosem, któremu hołdowało przedwojenne społeczeństwo. „Człowiek przedwojenny” chciał jego zdaniem służyć społeczeństwu, unikał prywaty i karierowiczostwa. I choć także wtedy zdarzali się tacy, którzy traktowali Polskę jak „dojną krowę”, jednak była to „postawa potępiana i ostro zwalczana. A nie reguła, tak jak to ma miejsce w III Rzeczpospolitej”.

 

Gdy czytam takie opinie, zastanawiam się, czy autor pamięta o krwiożerczym antysemityzmie zaślepiającym część elit, niesamowitej biedzie panującej w części obszarów wiejskich i olbrzymich nierównościach społecznych? Pamięta, nawet wspomina o tym w tekście, szkoda tylko, że nie wyciąga wniosków. A co do prywaty, Zychowicz pieje nad postawą hrabiego Maurycego Zamoyskiego, który z własnych środków zbudował w Paryżu gmach polskiego poselstwa. Autor jest przekonany, że dziś taki postępek byłby uznany za „frajerski”. Ciekawe, że ów „frajer” był jednym z największych posiadaczy ziemskich w Polsce (gdzie Palikotowi się do niego równać), ale nie spieszyło mu się, podobnie jak większości innych ziemian, do poparcia reformy rolnej, która pozwoliłaby wyjść z nędzy najdrobniejszym rolnikom, choć zapewne uszczupliłaby (za odszkodowaniem) hrabiowski stan posiadania.

W zestawieniu z tekstem Piotra Zychowicza duże wrażenie robi wywiad z prof. Andrzejem Chojnowskim, przeprowadzony przez Macieja Rosalaka. Redaktor przedstawia co prawda punkt widzenia absolutnie tożsamy z tym, jaki ujawnił w swoim tekście Zychowicz, ale jego rozmówca już nie. Chojnowski nie zgadza się z sugerującym mu odpowiedzi Rosalakiem, że w Polsce wciąż ważną rolę odgrywa wizerunek II RP kreowany przez komunistów; nie zgadza się z opinią, że budowie przedwojennego Centralnego Okręgu Przemysłowego możemy dziś przeciwstawić jedynie „likwidację stoczni i cukrowni”; prostuje przekonanie Rosalaka, że po 1989 roku Polacy stali przed wiele łatwiejszym zadaniem niż po pierwszej wojnie światowej, a i tak nic nam się nie udało. Przyznać trzeba, że redakcja popisała się uczciwością intelektualną, zamieszczając na „dwójce” wywiad dezawuujący główne tezy wyrażone w tekście zastępcy redaktora naczelnego.

 

Mimo wszystko, „Uważam Rze Historia” merytorycznie stoi na dość wysokim poziomie. Obok niektórych zaniżających standard tekstów odredakcyjnych znajdują się bowiem artykuły takich autorów jak Timothy Snyder czy Wiktor Suworow oraz ciekawe wywiady z Tomem Segevem i Richardem Pipesem. Fakt, że redaktorzy skupiają się prawie wyłącznie na polskim podwórku, a dziewięćdziesiąt procent tekstów dotyczy wieku XX, trochę razi, ale może w kolejnych numerach uda się zachować zdrowsze proporcje.

Niezwykle ambitnym przedsięwzięciem redakcji, która chyba zbyt dosłownie traktuje antyczną maksymę, mówiącą o historii jako nauczycielce życia, jest próba budowy w oparciu o przeszłość nowej polskiej tożsamości. Próba nieudana, bo wartości, które miałyby stać się podwaliną dla nowej polityki historycznej, toną w sosie publicystycznego zaangażowania redaktorów. Ich nienawiść do realiów współczesnej Polski powoduje, że skłonni są idealizować przeszłość w stopniu, który stawia ich niebezpiecznie blisko granicy, za którą zaczyna się już propaganda.

 

Nie wiem zresztą, czy wicenaczelny „Uważam Rze Historia” już tej granicy nie przekroczył, cytując z aprobatą „pewnego starego Polaka”, tłumaczącego, dlaczego nie jesteśmy w stanie dogonić świetlistej przeszłości: „Stalin przebudował nasze społeczeństwo tak, że na wierzch wypłynęły męty. Pomimo upływu trzech pokoleń nadal borykamy się ze skutkami tej społecznej inżynierii”. Jak budować narodową dumę Polaków nieustannie dowodząc, że ostatnie dwadzieścia lat wolnej Polski składa się wyłącznie z porażek, pozostanie dla mnie nierozwiązywalną zagadką.

  • JanekPopławski

    mnie tam razi parę spraw:

    1 przypisanie (co jest starą nagminną metodą)
    bezpośrednich motywacji politycznych “autorów prawicowych”, tak jakby
    inni autorzy byli obiektywni i wolni od jakichkolwiek przekonań a jedynie ci
    straszni prawicowi- to wiadomo- na zlecenie kaczafiego, no siedzą
    i piszą pod jego dyktando… Takie paranoiczne pojmowanie rzeczywistości utrudnia
    jakąkolwiek racjonalną dyskusję

    2 zarzut do artykułu Gontarczyka, że nie
    powinien przytaczać podstawowych faktów, zestawiać danych bo wzmacnia jakiś
    stereotyp, który we wstępie potępia- to ja nie rozumiem… Czytając ten artykuł
    odniosłem wrażenie, że autor ma na celu przytoczenie realiów tamtych czasów,
    które mają tłumaczyć skąd tak silne przekonanie o żydokomunie w społeczeństwie.
    Ale być może odniosłem tylko mylne wrażenie…

    3 nienawiść autorów do współczesnych realiów III RP- wynikać ma z prostego zestawienia osiągnięć dwóch
    dwudziestoleci- to już w ogóle nie wiadomo o co chodzi- autorzy zestawiając ogrom wysiłku jaki był
    włożony w zbudowanie II RP z nikłymi osiągnięciami III RP od razu ma świadczyć
    o niezdrowych emocjach? Przypisywanie komuś nienawiści,
    nie wiadomo na jakiej podstawie, dalej stawiając zarzut propagowania jakiś idei może
    tłumaczyć rzeczywistą intencję autora.

    4 zarzut bycia propagandzistą (co razi jedynie
    w publikowaniu artykułów popularno-historycznych przez osoby z łatką
    “prawicowych”, tych zrywających “z pedagogiką wstydu” cała
    masa innych wydawanych artykułów żadnych treści ideologicznych w swojej treści
    nie propaguje- bo te lansujące model patriotyzmu krytycznego to już nie niosą
    wartości ideologicznych, tylko jedynie słusznie właściwe) w zestawieniu z
    zarzutem 1- pisaniem pod dyktando określonej partii- to już jest jawna
    próba cenzurowania wyłomów spod pisania pod pewnym określonym kanonem
    opowiadania o historii- jako motywowane działaniami polityków!

    Kontakcie i Cyrylu nie idźcie tą drogą…