dwutygodnik internetowy
01.04.2013
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Donoma

Film jest przede wszystkim spojrzeniem na społeczeństwo francuskie, pełne imigrantów, co rodzi oczywiste podziały. Powracającym motywem jest też nierówność wynikająca z sytuacji ekonomicznej („Należymy do innych światów”). I trzeba przyznać, że jest to spojrzenie bardzo smutne i przygnębiające.

Urodzony na Haiti Djinn Carrenard to najwyraźniej człowiek-orkiestra. Nie dość, że do swojego debiutu filmowego, „Donomy”, napisał scenariusz i go wyreżyserował, to jeszcze pracował przy jego produkcji, zdjęciach, montażu i dźwięku. Na przyszłość powinien się chyba zastanowić, czy nie ograniczyć się tylko do części obowiązków.

 

Fabuła opowiada dwie przeplatające się ze sobą historie, dziejące się w Paryżu. Jest tu nauczycielka hiszpańskiego, która wdaje się w romans z jednym z uczniów. Fotografka, która, chcąc przeprowadzić pewien eksperyment związany ze związkiem między dwojgiem ludzi, nawiązuje znajomość z przypadkowym mężczyzną. Jest w końcu dziewczyna, która opiekuje się chorą na białaczkę siostrą i zaczyna wierzyć w boskie cuda.

 

Film jest przede wszystkim spojrzeniem na społeczeństwo francuskie, pełne imigrantów, co rodzi oczywiste podziały. Powracającym motywem jest też nierówność wynikająca z sytuacji ekonomicznej („Należymy do innych światów”). I trzeba przyznać, że jest to spojrzenie bardzo smutne i przygnębiające. Właściwie wszystkie postaci są tu egoistami, skupionymi wyłącznie na sobie osobami, które teoretycznie dążą do szczęścia, a tak naprawdę, gdy jest ono na wyciągnięcie ręki, odtrącają je. Ranią zarówno innych, jak i siebie. Owo skupienie się na sobie nie działa jednak jak samokrytyka, każdy ma tu pretensje do wszystkich, poza sobą samym.

 

Ważnym tematem jest też Bóg, jako ostoja, kiedy pojawiają się problemy, bohaterowie zwracają się do Niego, w nim szukają oparcia. Jak pokazuje kilka scen – jest to ratunek pozorny. Innym ważnym aspektem jest rola aparatu, sporo postaci ma jakiś związek, mniejszy lub większy, z tym urządzeniem. Część scen jest filmowana tak, jakbyśmy obserwowali sytuację przez wizjer. Aparat służy tu więc w pewnym sensie do podglądania innych, ale też do utrwalania krótkich chwil szczęścia, które później, z powodu złych wyborów, sprawiają wrażenie sztucznych.

 

O ile taka forma kręcenia niektórych scen jest dość ciekawym pomysłem, o tyle generalnie warsztat filmu, w mojej opinii, stoi na średnim poziomie. Rozumiem, że kamera z ręki ma sprawić, że to, co oglądamy, odbierzemy jako bardziej autentyczne, intymne. W tym przypadku zabieg ten mnie jednak raczej irytował.

 

Jakby tego było mało, film jest wyraźnie za długi, a przez to po jakimś czasie zaczyna zwyczajnie nudzić. Kilka razy patrzyłem na zegarek, przyznaję się bez bicia. Do tego jest w „Donomie” coś, mam wrażenie, bardzo zimnego, opowiedziane historie ani mnie zbytnio nie ciekawiły, ani nie poruszyły. Pewnym wyjaśnieniem może być fakt, iż historia romansu nauczycielki z uczniem to czysty schemat, w którym nie znajdziemy nic świeżego.

 

Muszę przyznać, że mam z „Donomą”, a w zasadzie z jej oceną, pewien problem. Nie jest to film, który mogę z czystym sumieniem polecić, ale jak na debiut – jest całkiem przyzwoity. Jeśli prawdą jest, że powstał on za 150 euro, to tym bardziej twórcom należy się szacunek. Pozostaje mieć nadzieję, że następny projekt Carrenarda będzie znacznie bardziej udany.

 

Przeczytaj inne teksty Autora.