dwutygodnik internetowy
23.09.2013
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Domański: Gdy czujesz się lepszy (“Chamofobia”)

„Białe kołnierzyki”, które czują na plecach oddech robotników i chłopów, nie chcą, żeby ich utożsamiano z tymi klasami, bo aspirują do bycia „inteligencją” – cokolwiek to słowo znaczy.

ilustr.: Marta Lissowska

Najbardziej chamofobiczne postawy okazują ludzie, którzy maja poczucie zagrożenia degradacją, żyją w przekonaniu, że mogą przestać być zaliczani do tych, których się uważa za „lepszych”. „Białe kołnierzyki”, które czują na plecach oddech robotników i chłopów, nie chcą, żeby ich utożsamiano z tymi klasami, bo aspirują do bycia „inteligencją” – cokolwiek to słowo znaczy. Z profesorem Henrykiem Doańskim rozmawia Mateusz Luft.
Artykuł pochodzi z numeru „Chamofobia” („Kontakt” 21/2012).
Czy „chamofobia”, rozumiana jako lęk inteligencji przed wsią, rzeczywiście istnieje?

Wprawdzie określenie to nie funkcjonuje w słowniku socjologicznym, ale można je zdefiniować. „Chamofobia” objawia się w braku szacunku, a może nawet pogardzie w stosunku do ludzi, których uważa się za gorszych. Gorszych ze względu na status społeczno-ekonomiczny, który jest związany na przykład z niższymi kompetencjami kulturowymi albo z niskim poziomem wykształcenia. Ludzi sytuowanych na wyższych szczeblach hierarchii społecznej razi brak oczytania, sposób wysławiania się, ubierania albo posługiwania widelcem i nożem… W takich przypadkach poczucie wyższości rodzi się z przekonania, że ja jestem lepszy, a inni są gorsi. Zasłużyłem na to, mam wyższe wykształcenie, osiągnąłem to własnym wysiłkiem, albo pochodzę z lepszej rodziny, bo tak się złożyło, że moi rodzice są inteligentami, bo urodziłem się w „klasie wyższej”. Z poczuciem własnej wyższości wiąże się silna potrzeba ekskluzywności. Ludzie uznający się za lepszych unikają bliskich kontaktów z tymi, którzy są na dole, nie chcą się z nimi mieszać. Towarzyszy temu, czasami nieracjonalne, ale zrozumiałe przekonanie, że się skażą, zabrudzą, spłycą, albo staną się tacy sami jak reszta.

Trudno jednak wyobrazić sobie, żeby wysokiej klasy inżynier miał nagle stać się robotnikiem tylko dlatego, że z takimi ludźmi pracuje.

Najbardziej „chamofobiczne” postawy okazują ludzie, którzy maja poczucie zagrożenia degradacją – którzy żyją w przekonaniu, że mogą przestać być zaliczani do tych, których uważa się za „lepszych” – choćby w wyniku utraty pracy lub obniżenia poziomu zarobków. Zniknęłyby wtedy bowiem wyznaczniki wyższego statusu, które kwalifikują ich do owych „lepszych”.

Degradacji najbardziej boją się kategorie pracowników umysłowych o niższym statusie, niższa klasa średnia. W każdym społeczeństwie starają się oni zdystansować wobec „klas niższych”, definiowanych w powszechnym odczuciu jako ci gorsi. To samo zjawisko występuje w Polsce. „Białe kołnierzyki” (z których większość to pracownicy biurowi) czują na plecach oddech robotników i chłopów. Nie chcą, żeby ich utożsamiano z klasą robotniczą, bo aspirują do bycia „inteligencją”, cokolwiek to znaczy. Prawidłowością jest, że im większa jest „obiektywna” bliskość w hierarchii społecznej w relacji do klas „niższych”, tym większa może być chamofobia, bo większe jest niebezpieczeństwo, że otoczenie postrzega nas gorzej.

Zdarza się jednak, że pracownicy uniwersyteccy zarabiają niewiele więcej niż pracownicy fizyczni.

Zjawisko chamofobii rzadziej występuje wśród inteligencji. Reprezentantom tej kategorii nie wypada demonstrować swojej wyższości. Po pierwsze, nie jest to w dobrym tonie. Po drugie, to w ogóle nie jest potrzebne, ponieważ wszyscy wiedzą, że inteligencja ma „wysoką kulturę” i inne cenione zasoby. Znany profesor renomowanego uniwersytetu mógłby od biedy chodzić na co dzień w podartych spodniach bez utraty prestiżu. Nie zmienia to faktu, że członkowie tej kategorii mogą żywić przekonanie, że zasługują na pewne przywileje z tytuły zajmowania wysokiej pozycji. Być może niektórzy z nich oczekują nawet oznak szacunku, przykładowo ukłonu od sąsiadów, gdy mijają się w domu na schodach.

Jak może się z tym łączyć paternalistyczne podejście inteligencji do wsi?

Paternalizm inteligencji powoli zanika. Dotykamy tu procesów kształtowania się nowej inteligencji, która przestaje być uosobieniem tradycyjnego, inteligenckiego etosu. Według niego inteligencja miała zajmować się edukacją klasy chłopskiej, likwidacją zacofania wsi w stosunku do miasta. Paternalizm był jednym z elementów tego etosu i oczywiście neutralizował skłonności do chamofobii.

Inteligencja przekształca się dziś w „wyższą klasę średnią” – ludzi, dla których ważniejszym powołaniem jest praca zawodowa, doskonalenie własnych kompetencji, profesjonalizacja i orientacja na siebie, której ważnym aspektem jest zapewnienie najlepszej edukacji własnym dzieciom. Nie mają czasu na wywiązywanie się z roli „inteligenta”, nawet gdyby chcieli. Z punktu widzenia „chamofobii” ważne jest to, że przekształcająca się kategoria specjalistów przesuwa się w górę hierarchii społecznej, zwłaszcza w wymiarze zarobków i standardu materialnego. Z badań wynika, że są coraz zamożniejsi, co zwiększa „obiektywne” dystanse dzielące ich od klas niższych. Wielu z nich ma tego świadomość, co redukuje potrzeby demonstrowania swojej wyższości, bo ona rysuje się i bez tego.

Czyli, mimo że „nowa” inteligencja przestaje kultywować swoją odrębność, dystans między inteligencją a „chamstwem” się powiększa?

Obiektywnie dystans się zwiększa. „Nowi inteligenci” są coraz zamożniejsi, kupują sobie domy i przyzwoite samochody, wyjeżdżają na wakacje za granicę, starają się stworzyć sobie jak najlepsze warunki do życia. Zaczynają funkcjonować jakby na innej orbicie i nie zaprzątają sobie głowy klasą robotniczą i chłopstwem. Nastawienie prospektywne odcina ich od przeszłości, nie mają również potrzeby i głowy do brania odpowiedzialności za kształtowanie tożsamości narodowej i sprawy ogółu, co należało do powinności „starej” inteligencji. „Nowa” inteligencja to przyszła klasa średnia, a członków klasy średniej absorbują własne interesy, a nie cele kolektywne, zorientowane na społeczeństwo czy naród. Są indywidualistami – nawet jeżeli realizują indywidualne interesy zbiorowym wysiłkiem w ramach profesjonalnych organizacji zawodowych (jak robią to lekarze czy prawnicy) lub wspólnot lokalnych, jak dzieje się to w Stanach Zjednoczonych czy Anglii.

Czy inteligencja ma poczucie, że wieś jest balastem modernizacyjnym, bez którego Polska mogłaby zajść dużo dalej?

Można powiedzieć, że inteligencja ma coraz większą wiedzę diagnostyczną o rzeczywistości. Coraz trafniej ją postrzega i zdaje sobie sprawę, że kategoria rolników się zmniejsza, bo takie są uwarunkowania strukturalne, że rolnicy z chłopów stają się farmerami, podobnie jak miało to miejsce w wielu krajach zachodnich. W związku z tym przestają być definiowani w kategoriach ciemnego, zacofanego i zaściankowego chłopstwa. Farmer uwikłany w wymianę rynkową zaczyna myśleć podobnie jak „specjalista”, przestaje się od „nas” różnić. Tyle, że mieszka na wsi. W Stanach Zjednoczonych farmerzy od zawsze byli zaliczani do middle class.

I dlatego w związku z emancypacją chłopów poczucie niższości i wyższości ludzi z różnych kategorii będzie niwelowane?

Samo poczucie niższości i wyższości będzie zawsze obecne, bo hierarchia społeczna istnieje w każdym społeczeństwie. Jest niezbędna dla jego normalnego funkcjonowania, choćby ze względu na potrzebę obsadzania najwyższych i wymagających kompetencji stanowisk przez ludzi, którzy się do tego najlepiej nadają. Hierarchia ta stale się odtwarza, ponieważ zawsze ci, którzy są na górze, będą szukali nowych symboli wyższości. Dotychczasowe wyznaczniki statusu społecznego przestają pełnić tę rolę. Dziś jeden samochód nie zawsze jest już wystarczającym świadectwem sukcesu. Nie można również wykluczyć, że inteligencja zacznie wynajdywać nowe atrybuty „gorszości” wśród farmerów, żeby utrzymać wysoką pozycję społeczną. Ale może się również przestawić na szukanie ich w innych kategoriach usytuowanych na niższych piętrach drabiny społecznej.

ilustr.: Marta Lissowska

Czy politycy wykorzystują nasze poczucie wyższości i niższości w swoich rozgrywkach?

Zagrożeniem byłaby sytuacja, w której poczucie niższości w klasach niższych prowadziłoby do rozbudzenia poczucia konfliktu interesów czy w ogóle chęci zmiany tego stanu na lepszy. Jednak partie, które próbują żerować na poczuciu niższości, stawiają złą diagnozę socjologiczną, ponieważ reakcje na nierówności i niższość społeczną są niejednolite.

Ludzie znajdujący się na dole hierarchii społecznej są świadomi swojego położenia. Niektórzy chcieliby, żeby ich traktowano jako równych, ale nie dotyczy to wszystkich. Wielu z nich stosuje strategię obrony własnej niższości. Starają się ją racjonalizować, czyli usprawiedliwiać, tłumaczyć się z niej przed samym sobą, ponieważ trudno byłoby żyć z poczuciem niższości.

Jednym ze sposobów legitymizacji swojego położenia jest przekonanie, że tak już jest świat urządzony i nie da się go zmienić. Nawet jeżeli budzi to sprzeciw, koszty zmiany status quo są zbyt wysokie. Przede wszystkim jednak członkowie klas niższych nie myślą o tym na co dzień, co oczywiście sprzyja „pragmatycznej” legitymizacji własnej niższości i akceptacji hierarchii społecznej.

Prawo i Sprawiedliwość od samego początku, jeszcze przed 2005 rokiem, było formacją występującą z hasłem przywrócenia poczucia godności i honoru grupom zagrożonym degradacją lub o niższym statusie. Postulaty te przerodziły się w obronę „Polski Solidarnej”. Występowanie z nimi na forum publicznym na pewno nie pozostaje bez wpływu na aktywizację „świadomości klasowej” i jest zachętą do zmiany istniejącego układu, ale nie dociera to do wszystkich. Wielu reprezentantów klas niższych czerpie poczucie bezpieczeństwa z faktu, że są jakieś autorytety, elity kulturalne, które nimi kierują. Tacy nie pójdą na barykady dla obrony własnej godności.

Czy liberalne środowiska polityczne mają swój udział budowaniu poczucia niższości i wyższości pewnych kategorii społecznych?

Tak, jeżeli zgodzimy się ze stanowiskiem, że umowa okrągłostołowa została podpisana przez członków obu elit: ze strony opozycji – przez środowiska intelektualistów o orientacji głównie liberalnej mających poczucie wyższości, czerpanej z przekonania o posiadaniu wiedzy eksperckiej, i bycia predestynowanym do wytyczania kierunku transformacji. Rząd Tadeusza Mazowieckiego mógł być reprezentantem tej opcji, a jej kontynuacją w sensie strukturalnego podłoża były kolejno: Unia Demokratyczna, Unia Wolności i obecnie PO.

Dlaczego duża część elity intelektualnej tak chętnie wyraża sympatię do wsi?

Podobnie, jak dzieje się to z innymi sprzecznymi postawami, chamofilia i chamofobia przenikają się w myśleniu tych samych środowisk. Postawy te nie wykluczają się również wśród inteligencji, klasach średnich i innych kategoriach usytuowanych na wyższych piętrach hierarchii społecznej. Dla ludzi, którzy mają poczucie sukcesu, charakterystyczne jest odczuwanie potrzeby okazywania życzliwości tym z dołu hierarchii. Na tym polega między innymi pokazywanie, że jest się ponad podziałami klasowymi. Takie tendencje (o konotacji lewicowej) wyrastają z poczucia winy i chęci zaradzenia złu. Ale gdy przychodzi co do czego, ludzie o lewicowych inklinacjach będą bronili własnych interesów, żeby utrzymać swą wyższość.

Czy ci, których popularnie nazywamy „słoikami” – ludzie, którzy przeprowadzili się do dużych metropolii, ale na weekend wracają do rodziny spoza miasta przywożąc gotowe obiady – mogą się pozbyć piętna wynikającego ze swojego pochodzenia?

W przypadku inteligencji zjawisko to sięga lat 50., czasów kształtowania się „nowej” inteligencji, rekrutującej się z klasy chłopskiej i robotniczej. Powtarza się to falami do dzisiaj, ponieważ jest to stały kanał napływu, zasilający szeregi inteligencji. Dla części „tradycyjnej inteligencji”, której członkowie dziedziczą przynależność do niej z pokolenia na pokolenie, przybysze z klas niższych są parweniuszami, których trudno traktować na równi. Częściowo tkwią oni jeszcze w środowisku wiejskim, w zwyczajach i zachowaniach typowych dla wsi, co rodzi poczucie wyższości i ekskluzywności.

Inną kwestią są postawy nuworyszów. Czy przeważa u nich sentyment w stosunku do środowiska, z którego się wywodzą – do chłopstwa, robotników – czy też odcinają się od niego? Badania nad nową inteligencją wskazują na przenikanie się obu tych postaw. Inteligencja „słoikowa” chciałaby zyskać status „prawdziwej” inteligencji, co polega choćby na wykazywaniu, że z obyczajowością chłopską nic już ich nie łączy. Z drugiej strony, nie są oni w stanie pozbyć się systemów wartości i mentalności kojarzonej z klasą chłopską – zapobiegliwości, skrupulatności, ale i skąpstwa.
Pełny tekst wywiadu z prof. Domańskim został opublikowany w 21. numerze magazynu „Kontakt”.


prof. Henryk Domański (ur. 1952) jest socjologiem, zajmuje się badaniem stratyfikacji i ruchliwości społecznej. Pracuje w Polskiej Akademii Nauk, Instytucie Socjologii Uw i Colegium Civitas.

Tematowi “Chamofobii” poświęcony jest 21. numer naszego papierowego kwartalnika. Mogą Państwo zapoznać się z nim tutaj. Zachęcamy też do wykupienia prenumeraty kwartalnika.