dwutygodnik internetowy
23.02.2015
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Dobry rok

W państwie „które istnieje tylko teoretycznie”, w którym często narzekamy, że wiele inwestycji, projektów i reform przeprowadzanych jest w niechlujny i nieefektywny sposób, przykłady skoków narciarskich i siatkówki pokazują, że całe obszary mogą funkcjonować inaczej i osiągnięcie tego stanu rzeczy nie jest niewykonalne.

ilustr.: Antek Sieczkowski

ilustr.: Antek Sieczkowski

Rok 2014 to był dobry rok. Bardzo dobry, wyjątkowy, być może najlepszy w historii polskiego sportu. Lista sukcesów jest długa. Nasi potrafili wychodzić z rywalizacji zwycięsko niezależnie od okoliczności. Wygrywali murowani faworyci, jak Kamil Stoch; wygrywali ci, którzy byli już spisywani na straty, jak Justyna Kowalczyk biegnąca ze złamaną nogą; wygrywali, startując z pozycji „czarnego konia” buńczucznie zapowiadającego sukces – Michał Kwiatkowski; wygrywali w rywalizacji, w której mieli nie mieć szans – polscy piłkarze z reprezentacją Niemiec. Wygrywali regularnie, we wszystkie pory roku, w każdym sezonie, w wielu dyscyplinach.

Zaczęło się w Soczi. Dotychczas w historii zimowych igrzysk olimpijskich Polacy tylko dwa razy stali na najwyższym stopniu podium. Po tej olimpiadzie wynik ten został potrojony! Dwu, a właściwie czterokrotnie najdalej latał Kamil Stoch. Konfederacji Norweżek znów przeciwstawiła się Justyna Kowalczyk. Wreszcie złoto o trzy tysięczne części sekundy wyszarpał Zbigniew Bródka, będąc jedynym nie-Holendrem stojącym na najwyższym stopniu podium w łyżwiarstwie szybkim mężczyzn na tych igrzyskach. Zawodnik z kraju, w którym nie ma toru do trenowania jego dyscypliny.

Wiosna upłynęła najspokojniej, nasze drużyny: piłkarze, siatkarze, szczypiorniści, koszykarze szykowali się do najważniejszych imprez sezonu. Wreszcie ruszyło kolarstwo, na szóstym miejscu w klasyfikacji generalnej Giro d’Italia znalazł się Rafał Majka. Miejsce znakomite, ale widać było, że na najważniejszych podjazdach nasz kolarz, być może z powodu zatrucia pokarmowego, z którym się zmagał, odstaje od najlepszych. To zaś kibiców i jego samego nie do końca satysfakcjonowało. Odegrał się na Tour de France wygrywając dwa arcytrudne górskie etapy i zgarniając koszulkę najlepszego górala. W formie z Francji przyjechał do kraju i jako pierwszy Polak od 2003 roku wygrał Tour de Pologne. Wreszcie kolarskie wyczyny uzupełnił drugi z naszych asów. Michał Kwiatkowski w nieprawdopodobnym stylu (uciekając z peletonu na zjeździe) zdobył we wrześniu tytuł mistrza świata.

Sukces drużynowy

W czerwcu rozpoczęło się starcie Polska-Niemcy; mieliśmy zmierzyć się w sumie w czterech drużynowych dyscyplinach. Jak zwyciężać dali przykład szczypiorniści, wygrywając z naszymi zachodnimi sąsiadami eliminacyjny dwumecz do mistrzostw świata (Niemcy dostali potem dziką kartę i i tak w turnieju zagrali). Latem odbyły się bardzo udane dla nas Mistrzostwa Europy w lekkoatletyce: 5 brązowych, 5 srebrnych i 2 złote medale – Anity Włodarczyk i Adama Kszczota – uplasowały nas na szóstym miejscu w klasyfikacji medalowej. Koszykarze zdobyli kolejny punkt w rywalizacji z Niemcami, dwukrotnie ogrywając ich w eliminacjach Eurobasketu.

30 sierpnia rozpoczęła się chyba najważniejsza impreza sezonu, siatkarski mundial w Polsce. Nasza drużyna prowadzona przez debiutującego w roli trenera Stefana Antigę powtórzyła sukces sprzed czterdziestu lat, wygrywając złoty medal. Nasi zbliżyli się do podopiecznych Huberta Wagnera nie tylko w treści, ale i w formie. Tak jak herosi z lat siedemdziesiątych, stali się mistrzami piątego seta, w kluczowej fazie turnieju wygrywając 3:2 cztery mecze z rzędu. W tym zwycięstwie nie było przypadku. Podopieczni Antigi wygrali 12 z 13 spotkań, pokonując Rosjan, Włochów, Francuzów, Niemców (wygrana w kolejnej dyscyplinie) i dwukrotnie detronizując mistrzów z 2006 i z 2010 roku, Brazylijczyków.

Jesień należała do piłki nożnej, najważniejszej i najsmutniejszej w ostatnich latach dyscypliny w naszym kraju. Reprezentacja, w którą nie wierzył już nikt poza Romanem Kołtoniem (inni eksperci w Cafe Futbol nawoływali do wyjścia drugim składem i poddania meczu z Niemcami), rozpędziła się w meczu z Gibraltarem i po raz pierwszy w historii pokonała reprezentację Niemiec, obecnych mistrzów świata. Tak nasi zdobyli Wielkiego Szlema, pokonując sąsiadów zza Odry w każdej drużynowej dyscyplinie, w której się z nimi mierzyli. Gol na dwa do zera autorstwa Sebastiana Mili jest chyba najlepszym symbolem 2014 roku. Zawodnik, uznawany za zmarnowany talent, który jeszcze niedawno miał kończyć karierę, doprowadził do wygranej nad najlepszą drużyną globu. Naszym sportowcom wychodziło naprawdę wszystko. Po kolejnych meczach, remisie ze Szkocją i zwycięstwie w Gruzji, podopieczni Nawałki liderują swojej grupie eliminacyjnej do Euro 2016. Wreszcie coś ruszyło się w piłce klubowej. Metamorfozę pod batutą Norwega Henninga Berga przeszła Legia Warszawa. Rok temu najgorsza w swojej grupie Ligi Europejskiej w tym sezonie wygrała ją w cuglach, dając realne nadzieje, pomimo wielu dotykających klub problemów, na wyczekiwany od prawie dwudziestu lat awans do piłkarskiego raju, Ligi Mistrzów.

Przepis(y) na sukces

Takie zatrzęsienie sukcesów budzi pytania. Podstawowe brzmi: skąd się wzięły, czy jest jakiś wspólny mianownik, którym możemy je określić? Czy mają jakiś wpływ na nasze życie, czy mówią coś o kondycji naszego kraju i społeczeństwa, czy możemy się od naszych idoli czegoś nauczyć? Przecież w czasie zawodów targają nami wielkie emocje, czujemy się tak, jakbyśmy to my sami uczestniczyli w turnieju, a sami sportowcy podkreślają często, że zwycięstwo zawdzięczają w dużej mierze dopingowi kibiców. Musi być więc jakaś wieź łącząca ich, profesjonalnych zawodników, z nami, kibicami, czyli społeczeństwem.

Sukces, jak to często bywa, ma wielu ojców. Nie pretenduję do tego, by analizować zwycięstwa we wszystkich wspomnianych przeze mnie dyscyplinach. Warto jednak przypatrzeć się kilku z nich. Budującym przykładem są skoki narciarskie. Tam jednostkowy, niewytłumaczalny niczym innym poza osobistym talentem sukces Adama Małysza, przełożył się na rozwój całej dyscypliny. Doczekaliśmy się kolejnego mistrza – Kamila Stocha, zawody pucharu świata potrafią wygrywać inni zawodnicy. Ocieramy się o medal w konkursach drużynowych, wygrywamy mistrzostwa świata juniorów. Pierwszą reprezentacją rządzi polski trener Łukasz Kruczek, który przez wiele lat mógł podpatrywać i uczyć się od mistrza tego fachu Hannu Lepisto. Nie ustępujemy od innych kadr technologicznie, wręcz przeciwnie, to my często wprowadzamy nowinki w sprzęcie. Nawet jeśli ten sezon będzie mniej udany od poprzednich, nie można negować tego, że staliśmy się jedną z czołowych nacji w skokach.

Podobnym przykładem jest siatkówka. Po zdobyciu wicemistrzostwa świata w 2006 roku zbudowano bardzo solidne zaplecze. Dobry system szkolenia juniorów, znakomitą, należącą do trzech najlepszych na świecie ligę, również w aspekcie technologicznym (to w niej po raz pierwszy wprowadzono system video weryfikacji). Nasze kluby rokrocznie meldują się w Final Four Ligi Mistrzów. Wreszcie zatrudniono Stefana Antigę. Z jednej strony trenerskiego żółtodzioba, z drugiej człowieka, który rozwój polskiej siatkówki oglądał tu, na miejscu. Był jedną z pierwszych zagranicznych gwiazd, które zasiliły Plusligę, zna nasze realia, mentalność, osobiście przyjaźni się z wieloma zawodnikami, w tym MVP mundialu, Mariuszem Wlazłym, którego właśnie Antiga namówił do powrotu do reprezentacji. Niezbędne doświadczenie w drużynie gwarantował Philippe Blain, były trener Antigi, zatrudniony w reprezentacji w roli asystenta. I choć cały plan obarczony był dużym ryzykiem, okazało się jednak, że było warto.

Na drugim biegunie znajdują się przykłady Kowalczyk i Bródki. Ci sportowcy w kraju nie mają gdzie trenować. Muszą walczyć z hegemonami w swoich dyscyplinach, Norwegami i Holendrami, przewyższającymi zapleczem nasze kadry w niewyobrażalnym stopniu. Oboje są przykładami niebywałej, wręcz romantycznej determinacji i zwycięstw mimo przeciwnościom.

Korzyści z planowania

Sukcesy sportowe pełnią bardzo istotną rolę w życiu społecznym, szczególnie w naszym kraju. Walka do upadłego za biało-czerwone barwy naszych asów, wsparcie z trybun i sprzed telewizorów, którego dostarczamy my, kibice, są jedną z głównych form współczesnego patriotyzmu i budowania tożsamości narodowej. Mało który z nas, nawet pomimo usilnych starań, jest w stanie stwierdzić, że rywalizacja z reprezentantami Rosji czy Niemiec nie różni się niczym od starć z innymi rywalami. Areny sportowe stają się teatrem pokojowego rozgrywania sporów i zaszłości historycznych oraz politycznych.

Zwycięstwa dostarczają radości i energii, pozwalają oderwać się od codzienności, odważniej patrzeć w przyszłość. Mobilizują do stawiania sobie ambitniejszych celów. W państwie „które istnieje tylko teoretycznie”, w którym często narzekamy, że wiele inwestycji, projektów i reform przeprowadzanych jest w niechlujny i nieefektywny sposób, przykłady skoków narciarskich i siatkówki pokazują, że całe obszary mogą funkcjonować inaczej i osiągnięcie tego stanu rzeczy nie jest niewykonalne. Dzięki sukcesom w tych dyscyplinach możemy obserwować, że warto jest planować i działać długofalowo, a taka konsekwentna praca przynosi efekty.

Zawody z udziałem naszych sportowców pozostają być może ostatnimi wydarzeniami, które łączą nas ponad wszelkimi innymi podziałami. W społeczeństwie, rozdartym przez spory głęboko wychodzące poza ramy polityczne, jest to szczególnie ważne. Transmisje ze sportowych aren są często jedynymi programami telewizyjnymi, których oglądanie w szerszym gronie nie rodzi dyskusji i negatywnych emocji. Tym bardziej powinniśmy się cieszyć, że naszych sukcesów, a co za tym idzie okazji do wspólnego, społecznego świętowania, jest tak dużo i między innymi na nich budować naszą wspólnotowość.

Wreszcie, choć zabrzmi to nieco szkolnie, nasi mistrzowie powinni być dla nas przykładem. Najlepszym będą tu szczypiorniści. Na zakończenie wróćmy do bieżącego roku i wsłuchajmy się w ich komentarze po kolejnych meczach odbywającego się w Katarze mundialu, na którym nasza drużyna zdobyła brązowy medal. Usłyszymy, że nie wygrywali dzięki poszczególnym gwiazdom i indywidualnym popisom, tych rywale mieli częstokroć znacznie więcej. Najważniejsze dla końcowego sukcesu były współpraca, zaufanie i wzajemna pomoc kolegów z drużyny, wiara w kolektyw, świadomość swojej roli na boisku w dążeniu do dobra wspólnego. Dlaczego, jeśli te wartości i podejście dają sukces w sporcie, tak rzadko są one obecne w współczesnym świecie, w którym na piedestale w relacjach międzyludzkich stawiamy indywidualizm i dążenie do własnej korzyści?

Życzmy sobie, aby trwający rok 2015 był dla naszych sportowców równie udany, co poprzedni, i abyśmy jak najpełniej potrafili korzystać z ich sukcesów.