dwutygodnik internetowy
27.06.2019
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Dlaczego warto oglądać Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej Kobiet?

7 czerwca we Francji rozpoczęły się ósme Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej Kobiet. Inauguracyjny mecz między Francją a Koreą Południową na stadionie Parc de Princes w Paryżu obejrzało ponad 45 000 kibiców i kibicek. We francuskiej telewizji mecz obejrzało prawie 11 milionów osób, a niemal połowę widowni stanowiły kobiety. W Polsce jednak żeńska piłka nożna stanowi nadal zjawisko mało znane i systemowo lekceważone.

ilustr.: Antek Sieczkowski

ilustr.: Antek Sieczkowski

Często słychać komentarze, że nie ma powodu, aby TVP transmitowała mecze kobiet, bo mało kto chce je oglądać. Zastanówmy się jednak, dlaczego właściwie tak jest. Kto kształtuje oglądalność i popularność pewnych sportów, a kto powinien to robić? Czy męscy piłkarze byliby tak znani, gdyby ich meczów nie transmitowało kilka kanałów telewizyjnych jednocześnie, podczas międzynarodowych turniejów w barach nie byłyby wystawiane stoliki, pierwsze strony gazet przestałyby drukować prognozy powołań, a komercyjni giganci nie wykupywali wizerunków do reklam? Czy Ronaldo, Messi i Lewandowski zdecydowaliby się na występ w meczu, za który ich federacja zapłaciłaby im kilkanaście razy mniej niż obecnie? Zagraliby za darmo?

Wygląda na to, że brak popularności kobiecej piłki w Polsce stawia nas przed starym jak świat dylematem, czy to kura była pierwsza, czy jajko: czy to inwestowanie w sport zwiększa jego oglądalność, czy oglądalność prowadzi do napływu funduszy na rozwój dyscypliny? Polski Związek Piłki Nożnej od lat głowi się nad przyczynami niskiej popularności kobiecej piłki nad Wisłą. Tymczasem sam ma nie tylko narzędzia, ale i powinność, by zmienić ten stan rzeczy. Pierwszym z celów i zadań statutowych PZPN jest „stałe doskonalenie gry w piłkę nożną oraz jej promowanie, regulowanie i kontrolowanie na terytorium Polski z uwzględnieniem zasad fair play oraz jej wartości integracyjnych, edukacyjnych, kulturalnych i humanitarnych”. Można więc zastanawiać się, czy brak promocji wydarzeń związanych z kobiecą piłką nożną nie jest łamaniem statutu Związku. Można też wnioskować, że walory edukacyjne i kulturalne polegające na eksponowaniu piłkarek i pokazywaniu dziewczynkom, że piłka nożna jest też ich sportem, są ważniejsze niż opłacalność (przecież niewspomniana w statucie). Kto wątpi, niech obejrzy początek meczu otwarcia mundialu we Francji i spojrzy na rozgorączkowany wzrok małych Francuzek na trybunach. Dlaczego dziewczynki z innych krajów nie mają przeżywać tych samych emocji?

Trudy reprezentantek

Gra w reprezentacji w istotny sposób różni się od gry w klubach. Jest pracą opłacaną przez państwo, która – teoretycznie – nie podlega w pełni logice rynkowej. Mimo to jak dotąd jedynie w Norwegii i Nowej Zelandii (do tego samego dążą Islandia, Holandia, Szwecja i Dania) zarobki kobiet i mężczyzn grających w reprezentacji zostały zrównane. Tymczasem PZPN w swoim statucie jasno stwierdza: „Jakakolwiek dyskryminacja kraju, jednostki lub grupy osób w związku z organizacją lub uprawianiem sportu piłki nożnej ze względów etnicznych, płci, języka, religii, przekonań politycznych lub innego powodu jest wyraźnie zabroniona pod groźbą zastosowania sankcji dyscyplinarnych, w tym zawieszenia lub wykluczenia ze związku”. Kobiety jednak nadal otrzymują mniejsze wynagrodzenia niż mężczyźni (brakuje oficjalnych danych, o ile) i zmuszone są grać w zdecydowanie gorszych warunkach.

Zawodniczki drużyny Stanów Zjednoczonych od lat walczą przeciwko związkowi piłkarskiemu US Soccer – w ich kraju, podobnie jak w naszym, istnieje legislacja, która zabrania dyskryminowania w płacach ze względu na płeć. Amerykanki argumentują, że teraz należy jedynie stosować się do istniejącego już prawa. A przecież drużyna USA, jako jedna z niewielu na świecie, ma wszystkie argumenty po swojej stronie. To piłkarki zdobywają najważniejsze trofea – obecnie bronią mistrzostwa świata, czterokrotnie zdobyły złoto olimpijskie. Może nie bez powodu ich mecze mają większą oglądalność niż reprezentacja mężczyzn, która nie zakwalifikowała się nawet do mundialu w Rosji. Jak to możliwe, że lepszy i przynoszący więcej pieniędzy zespół według analiz zamieszczonych w pozwie z marca 2019 roku dostaje 38% wypłaty mężczyzn?

Sprawa Amerykanek jest najwyraźniejszym przykładem dyskryminacji, często używanym przez zwolenników zrównania płac, jednak kluczową kwestią pozostaje to, jak istotnym argumentem powinna być opłacalność i dorobek zawodniczek. Czy skala sukcesów odnoszonych przez drużynę powinna być wyznacznikiem tego, ile pieniędzy dostaje ona jako podstawę wynagrodzenia za reprezentowanie kraju (premie za istotne zwycięstwa liczone są oddzielnie i również są niższe dla kobiet niż dla mężczyzn)? Czy oglądalność powinna decydować o tym, ile instytucja publiczna płaci za równą pracę?

Różnice nie są kosmetyczne, nie tylko w Stanach – podczas gdy mężczyźni na grze w piłkę zbijają fortuny, kobiety ze swojego zawodu nie mogą się nawet utrzymać. Zgodnie z raportem „FIFPro Global Employment Report. Working Conditions in Professional Women’s Football” organizacji FIFPro z 2017 roku prawie połowa respondentek ankiety, na którą odpowiedziało 3295 piłkarek, nie otrzymuje żadnego wynagrodzenia za swoją grę. Dwie trzecie tych, które otrzymują pieniądze, zarabia na piłce mniej niż 600 dolarów miesięcznie. Warto podkreślić, że dane te obejmują jedynie piłkarki grające w najwyższych ligach krajowych oraz w reprezentacjach poszczególnych państw w Europie, Amerykach, Afryce i Azji.

Jak pokazuje przykład Ady Hegerberg, uznawanej obecnie za jedną z najlepszych zawodniczek na świecie, problemem nie są jedynie wynagrodzenia. Mimo zrównania przez federację w jej państwie wynagrodzeń kobiet i mężczyzn Norweżka nie zdecydowała się na grę w reprezentacji w czasie mundialu we Francji. Hegerberg wskazuje na powszechną, wielowymiarową dyskryminację żeńskiego futbolu, przejawiającą się między innymi w warunkach treningowych dla drużyn czy braku inwestycji w piłkę nożną dla dziewczynek. W niektórych krajach ujawniane są zupełnie skandaliczne sytuacje. Kobieca drużyna Kolumbii w lutym tego roku opisała na Twitterze przykłady molestowania piłkarek przez kadrę, niewypłacanie im zaległych wynagrodzeń, niedostateczną liczbę lekarzy i fizjoterapeutów. Zawodniczki często same pokrywają koszty transportu na mecze międzynarodowe, nie są dla nich organizowane zgrupowania, a nawet nie wyposaża się ich w niezbędny sprzęt czy stroje. Jakoby w odwecie za upublicznienie tych informacji federacja zdegradowała jedyną profesjonalną ligę kobiecą w Kolumbii do półprofesjonalnej.

Przykłady indolencji znamy przecież i z polskiego podwórka: w kwietniu 2018 roku sześć piłkarek nie zostało zgłoszonych na mecz z Albanią, a kilka dni później samolot tanich linii, którym reprezentantki leciały na mecz ze Szkocją, dotarł do celu z kilkugodzinnym spóźnieniem, przez co zawodniczki nie miały treningu przed meczem decydującym o kwalifikacji do mundialu.

Nie każde złoto jasno błyszczy. Ale może zacząć

Mundial mający obecnie miejsce we Francji pokazuje, że przy odpowiednich nakładach na organizację wydarzenia może ono wzbudzić zainteresowanie, ściągnąć kibiców i kibicki na stadiony i przed telewizory. Oglądalność meczu inauguracyjnego mistrzostw nie odbiegła znacząco od oglądalności pierwszego meczu drużyny męskiej na mundialu w zeszłym roku, wbrew fatalistycznemu tonowi komentarzy dotyczących popularności żeńskiego futbolu. Wskaźniki są rekordowe – niemal każda drużyna występująca w tegorocznych mistrzostwach bije swoje poprzednie dokonania, z oglądalnością sięgającą ponad sześciu milionów podczas meczów otwarcia Anglii i Niemiec. Pierwsze spotkanie turnieju obejrzało prawie jedenaście milionów osób, co stanowi 44% wszystkich francuskich telewidzów. Liczby te zaskakują stacje telewizyjne, które otwarcie przyznawały, że nie wiedziały, czego się po kobiecym mundialu spodziewać.

Stąd też może wynikać tegoroczna zapowiedź PZPN dotycząca zainwestowania w kobiecą piłkę nożną trzydziestu milionów złotych w ciągu najbliższych pięciu lat. Przy zachowaniu proporcji (bo sześć milionów dla męskiej piłki rocznie byłoby niewielkim procentem całego poświęconego jej budżetu) można mieć nadzieję, że to zwiastun zmiany w myśleniu o kobiecym futbolu w Związku, a nie jednorazowa dotacja. Zważywszy na poziom zainteresowania poczynaniami męskiej drużyny, zwrot w stronę dofinansowania kobiecego futbolu wydaje się decyzją słuszną nie tylko z perspektywy równego traktowania. Jest to również decyzja obiecująca finansowo. Wydaje się, że to prosta zasada nasycenia – na piłce męskiej niewiele już da się ugrać, bo jest rozwinięta do granic możliwości, natomiast na wzbudzeniu zainteresowania do tej pory niszowym kobiecym futbolem można dużo zyskać. Szczególnie że piłką nożną w wykonaniu kobiet mogą zainteresować się też inne grupy niż tradycyjni kibice piłkarscy. Bo to zupełnie inna gra.

Czysta gra

Po tym, jak problem nierównych wynagrodzeń podniosła na Twitterze Sylwia Spurek, wśród komentarzy często przywoływany był przykład „meczu” rozegranego przez reprezentację Stanów Zjednoczonych z drużyną piętnastolatków w Dallas. Mistrzynie świata przegrały w tym spotkaniu 2:5, co – również w polskich mediach – określano jako sygnał tego, „jak wielka przepaść dzieli futbol kobiecy od męskiego”. Przedstawianie wspólnego treningu nastolatków i kobiecej reprezentacji niczym pojedynku w tenisa rozegranego przez Bobby Riggsa i Billie Jean King, znanego jako battle of the sexes, wydaje się jednak nadinterpretacją i wyrazem braku uznania dla wykonywanej przez piłkarki pracy. Był to bowiem przede wszystkim przyjazny sparing i okazja do promowania piłki nożnej wśród nastolatków, a także umożliwienie im spotkania z (prawdopodobnie) idolkami, które w przeciwieństwie do męskiej reprezentacji USA zdobywają regularnie tytuł mistrzyń świata. Wypowiedzi takie były też lekceważące wobec rozgrywanego przez piłkarki kilka dni później spotkania z reprezentacją Rosji, czyli de facto – wobec wykonywanej przez nie pracy. Jak skomentował to w swoim tekście Jamie Spencer: „W związku z nadchodzącym meczem przeciwko reprezentacji Rosji szaleństwem ze strony piłkarek byłoby grać tak, jakby chodziło o rzeczywistą walkę”. Ten mecz zresztą reprezentacja Stanów Zjednoczonych wygrała 4:0.

W dodatku zawodniczki otwarcie mówią, że ich ambicją nigdy nie było pokonanie mężczyzn – są fizycznie silniejsi i szybsi. Nie bez powodu futbol kobiecy i męski są oddzielnymi dyscyplinami. Nie znaczy to jednak, że kobiety grają w piłkę gorzej – grają inaczej. Jak wspominała w wywiadzie dla „Wysokich Obcasów” Hope Solo: Eric Cantona, legendarny francuski piłkarz, a obecnie komentator, twierdzi, że kobieca piłka to powrót do czystej gry.

Wystarczy porównać jakiekolwiek mecze męskiego i kobiecego mundialu, żeby zobaczyć, o ile mniej jest wymuszeń, fauli i kartek. Charline Hartmann, obrończyni FC Kolonia, twierdzi, że gra kobiet jest wolniejsza, przez co też bardziej skupiona na technice. Mecz przebiega bardziej płynnie, bo akcje są rzadziej przerywane brutalnymi faulami lub symulowaniem. Przez to, że dyscyplina jest młodsza, pojawia się też więcej niespodzianek, a skoro każdy przeciwnik może być nieprzewidywalny, to zawodniczki są zmotywowane do końca spotkania i walczą o każdą bramkę. Można też postawić tezę, że mniejsze pieniądze włożone w kobiecą piłkę przekładają się na bardziej spektakularną grę, nieobciążoną w tak dużym stopniu finansowym wymiarem sportu. Kluby nie inwestują astronomicznych sum w zakup piłkarek (jak w przypadku rekordowego zakupu Neymara przez PSG), więc nie ma tak mocnych zależności między kapitałem a jakością gry zespołu. Trzeba się zastanowić, jak u progu popularyzacji kobiecej piłki nie powtórzyć błędów piłki męskiej. Spowodowały one, że liga mistrzów zdominowana jest przez kilka najpotężniejszych klubów, których lista pokrywa się mniej więcej z listą rekordów transferowych.

Żeński futbol niesie ze sobą również potencjał emancypacyjny, którego wydaje się brakować w męskiej wersji tej gry. Wśród uczestniczących w mundialu piłkarek 34 są homo- lub biseksualne i otwarte w kwestii swojej orientacji. Jest to liczba dwa razy wyższa niż w czasie poprzednich mistrzostw żeńskich. Możliwe, że jest to powiązane z tym, jak niewiele ma część z nich do stracenia: zainteresowanie sponsorów żeńskim futbolem dopiero kiełkuje, mniejsza jest więc obawa o homofobiczne reakcje i skutki dla partnerów komercyjnych. Jak zresztą widać na przykład po mundialowych reklamach Nike’a, hasła reklamowe związane są z potencjałem zmiany, widocznością kobiet i inkluzywnością – co raczej nie zdarza się w przypadku męskich sportów. W ankiecie przeprowadzonej wśród piłkarek biorących udział w mundialu przez „New York Times” Loes Guerts, holenderska bramkarka, na pytanie o najlepszą część gry odpowiedziała: „Radość z czystości i uczciwości gry. Piłkarki żyją dla gry, nie dla pieniędzy. Taka motywacja czyni grę czystszą i fajniejszą”.

Powodem, dla którego warto oglądać Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej Kobiet, nie jest to, że stanowią wariację na temat futbolu w wydaniu męskim. Żeńska piłka jest inna, ale to właśnie stanowi jej wartość. W czasie komercjalizacji męskiego futbolu to właśnie w kobiecej odmianie można znaleźć wartości tego sportu, integracyjne, edukacyjne czy kulturalne – które w Polsce ma za zadanie promować PZPN.

***

Działalność Kontaktu można wspierać finansowo w serwisie Patronite.

Pozostałe teksty z bieżącego internetowego wydania Kontaktu można znaleźć tutaj.

***

Polecamy także:

Pełno(s)prawny sport

Krzyżyk na kibicach

  • Zmeczonyczekaniem

    Proste, poziom mistrzostw kobiet jest żenująco niski. Mało kto chce oglądać amatorska kopaninę, a bełkot o różnicach w zarobkach pozostawmy bez komentarza. Męscy piłkarze są lepsi to zarabiają więcej. Tak jak kobiece modelki zarabiają więcej .

    • Staszek Krawczyk

      Trochę nie rozumiem implikacji, że modelki są lepsze od modeli, ale okej. ;-)