dwutygodnik internetowy
05.10.2015
magazyn papierowy


Kup
egzemplarz
Magazynu
kontakt
z tym
artykułem

Dargiewicz: Czas docenić pielęgniarki

Nie ma zainteresowania zawodem, bo płace są bardzo niskie i od lat nie robi się nic, by sytuacja uległa zmianie. Potrzeba rozwiązań systemowych, aby zachęcić młode kobiety do podejmowania zawodu. Środowisko pielęgniarek i położnych dostrzega ten dramat, bo spotyka się z pacjentami, pracuje, i widzi od lat, że jest nas za mało w stosunku do potrzeb, do ilości pacjentów, których trzeba obsłużyć. Patrzymy też na statystyki i wiemy, że społeczeństwo się starzeje i potrzebuje od nas większego wsparcia. A my nie jesteśmy w stanie go zapewnić.

ilustr.: Ania Libera

ilustr.: Ania Libera

23 września Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych zawarł porozumienie z ministrem zdrowia prof. Marianem Zembalą, w kwestii podwyżek dla pielęgniarek. Mają one wynieść 400 zł do miesięcznej pensji przez najbliższe cztery lata. Porozumienie to jest efektem prac OZZPiP i silnych nacisków na rząd. Publikujemy wywiad z panią Lucyną Dargiewicz, szefową OZZPiP, który przeprowadziliśmy jeszcze przed podpisaniem porozumienia, a po protestach pielęgniarek 10 września.

ZUZANNA MORAWSKA, STANISŁAW ZAKROCZYMSKI: Jak wygląda przeciętny dzień pracy pielęgniarki w Polsce? Przychodzi do pracy do szpitala i…

LUCYNA DARGIEWICZ: przede wszystkim przejmuje raport od swojej koleżanki o stanie oddziału. Ilu pacjentów ma na oddziale, w jakim są stanie, jakie czynności pielęgniarskie u nich wykonano, kto wymaga pierwszoplanowej ingerencji, tak zwany raport pielęgniarski. Potem idzie na salę chorych, sama osobiście dokonuje przeglądu stanu pacjentów. Następnie wykonuje czynności higieniczne, pomaga pacjentom w toalecie, ubrać się…. Po czym realizuje zlecenia lekarskie :podaje lekarstwa, wykonuje zabiegi. Po ich wykonaniu dokumentuje je w formie papierowej i elektronicznej. Później asystuje przy wizycie lekarskiej, podczas której zlecenia są aktualizowane, więc nanosi tę aktualizację i wykonuje zlecenia, które doszły. Wykonuje zadania, które wynikają ze zleceń lekarskich i z sztuki pielęgnowania pacjenta, cały czas przy pacjencie jest i pracuje. Policzono, że pielęgniarka podczas dyżuru pokonuje odległości 30 kilometrów.

Jest to więc ciężka, fizyczna praca.

Tak, i odpowiedzialność. Proszę zwrócić uwagę na to, że w trakcie dyżuru pielęgniarka wykonuje często dziesiątki zastrzyków, roznosi setki leków. A zwykła tabelka, żeby się znalazła w kartoniku, czy w miejscu dla pacjenta wyznaczonym, musi być sprawdzona trzy razy! Wszyscy mają świadomość, jakie mogą być konsekwencje drobnej pomyłki.

Ilu pacjentów ma pod opieką jedna pielęgniarka?

Mówi się, że średnio około dwudziestu, ale z własnego doświadczenia i licznych relacji mogę stwierdzić, że zdarza się nawet trzydziestu i więcej.

To musi być fizycznie wykańczające!

Psychicznie również. Przecież to jest praca z wieczną rozterką, dylematem, którą czynność i u którego pacjenta wykonać w pierwszej kolejności. Bo jeśli spośród trzydziestu pacjentów kilku cierpi na jakąś dolegliwość bólową, któremu pomóc pierwszemu? Jeśli pacjent ma poważne problemy psychiczne, lub zwyczajnie boi się operacji i potrzebuje zwyczajnego ludzkiego wsparcia, widać, że trzeba mu poświęcić czas – to, czego jest za mało… To są często tragiczne wybory, przed którymi każda z nas staje.

Po 7 godzinach i 35 minutach pielęgniarka schodzi z dyżuru i…

Jest potwornie zmęczona.

To jasne. A co robi dalej? Czy wiele spośród was dorabia?

Tak, jest to częste zjawisko, szacuje się, że dorabia trzy czwarte koleżanek. Są takie rekordzistki, które pracują po 400 godzin w miesiącu, przy normie 160! Przekraczają standardy o ponad 100% One schodzą z dyżuru np. rannego i idą na popołudniowy, albo idą gdzieś do pracy na noc, rano schodzą z dyżuru i wracają do swojej macierzystej jednostki. Są więc skrajnie wymęczone.

Taka sytuacja nie powinna mieć miejsca!

Zgoda, ale gdyby dzisiaj pielęgniarki w Polsce pracowały tylko w jednym miejscu pracy to już niektóre placówki trzeba by zamykać, bo nie byłoby kim ich obsadzić.

Brakuje pielęgniarek?

Dramatycznie. Młodych osób w zawodzie, poniżej 30 roku życia jest 2%. To jest tragedia, bo tworzy się luka pokoleniowa. Średnia wieku polskiej pielęgniarki to 48 lat i rośnie z roku na rok. Są regiony w których wynosi ona ponad 50 lat. Jest nas zwyczajnie za mało. Na 1000 mieszkańców naszego kraju przypada 5,2 pielęgniarki, a w niektórych województwach nawet 3,6! Średnia europejska wynosi około 10, a w niektórych krajach nawet 16.

Dlaczego się tak dzieje?

Wszystko jest ze sobą połączone. Nie ma zainteresowania zawodem, bo płace są bardzo niskie i od lat nie robi się nic, by sytuacja uległa zmianie. Potrzeba rozwiązań systemowych, aby zachęcić młode kobiety do podejmowania zawodu. Środowisko pielęgniarek i położnych dostrzega ten dramat, bo spotyka się z pacjentami, pracuje, i widzi od lat, że jest nas za mało w stosunku do potrzeb, do ilości pacjentów, których trzeba obsłużyć. Patrzymy też na statystyki i wiemy, że społeczeństwo się starzeje i potrzebuje od nas większego wsparcia. A my nie jesteśmy w stanie go zapewnić.

Według danych ministerstwa zdrowia średnia pensja pielęgniarek w Polsce waha się brutto w granicach od 2900 do 3500 złotych. Zgadza się to z waszymi szacunkami?

My szczegółowych statystyk nie prowadzimy. Jednak bardzo liczne dane, które docierają do nas od pielęgniarek z całego kraju świadczą o tym, że częsta jest sytuacja, gdy pielęgniarki otrzymują 2000 złotych. Zresztą na naszej ostatniej manifestacji do ministra zdrowia podchodziły pielęgniarki pokazując wydruki z pensji, które otrzymują z takimi właśnie kwotami.

Na rękę?

Niekoniecznie na rękę! Często zdarza się, że na rękę wychodzi 1600, 1700, 1800. Na pewno są szpitale, w których pielęgniarki zarabiają więcej, zwłaszcza ze szczegółową specjalistyką, wykonujące wysoko płatne procedury. I wtedy płace tak wyglądają. Ale tych wysoko specjalistycznych szpitali nie ma aż tak dużo. Jednak one znacząco „podbijają” statystykę. My mówmy o sytuacji faktycznej i autentycznej. Są pielęgniarki, które zarabiają 1500 na rękę. Najgorsza jest sytuacja w szpitalach powiatowych, wykonujących często „frontową”, podstawową pracę medyczną.

Od czego zależy płaca pielęgniarki? Czy to decyzja dyrektora?

To zależy od kontraktu na świadczenia medyczne. Od dyrektora w pewnym sensie, bo zarządzający placówką ma wizje i plany dotyczące jej funkcjonowania i kontraktuje procedury medyczne, od wysokości tych kontraktów zależy pośrednio wysokość pensji pielęgniarek.

Jakie umowy mają pielęgniarki zatrudniane w ramach takich kontraktów?

Niestety, w dużej mierze są to umowy cywilnoprawne, tak zwane śmieciowe. Protestujemy przeciw temu. Wiemy, jak wygląda sytuacja w krajach Unii Europejskiej, odwiedziliśmy Norwegię, Austrię, Niemcy. Tam nie ma kontraktów dla pielęgniarek w szpitalach i my jesteśmy też przeciwni kontraktowaniu usług szpitala. To powoduje, że pielęgniarki w szpitalach często się zmieniają. A stałość w kontaktach z pacjentem, zwłaszcza na takich oddziałach jak psychiatria, onkologia, czy pediatria to podstawa! Ci ludzie są w ciężkiej sytuacji i potrzebują ciągłej, ludzkiej relacji.

Jakie zarobki uznałaby Pani dziś za satysfakcjonujące dla pielęgniarki w Polsce?

To jest trudne pytanie. Zacznijmy od tego, że mamy dziś olbrzymi problem z wyjazdami pielęgniarek za granicę. Młode uciekają, bo nie widzą dla siebie perspektyw godnego życia. Starsze wyjeżdżają często, bo nie mają już siły i wiedzą, że pięć lat pracy zagranicą, nawet poza zawodem, pozwoli zwiększyć im emeryturę nawet dwukrotnie. Niemcy płacą pielęgniarkom w przeliczeniu 9 tysięcy złotych, Skandynawia 14 tysięcy, Szwajcaria 21, a my 2 tysiące…

Nie jesteśmy Niemcami…

Zgoda, daleko nam do ich możliwości finansowych, ale musimy ustanowić płace na takim poziomie, żeby zatrzymać pielęgniarki i położne w kraju, żeby mogły wykonywać swój zawód. To nie są wygórowane żądania. Dlatego, po długich rozmowach, wysunęłyśmy nasz postulat: chcemy podwyżki przez trzy lata po 500 złotych miesięcznie. To nie są oszałamiające kwoty, to ma być koło ratunkowe wobec środowiska, które wymiera. Niech to wybrzmi głośno: dzisiejsze warunki to są żarty. Z pacjentów, a nie z pielęgniarek. Jeśli tak dalej pójdzie, to szpitale w Polsce padną. Nie z powodu długów, które generują, ale z braku pielęgniarek. Bo o ile inne czynności, nawet badania specjalistyczne można w ostateczności wykonać zewnętrznie, to z brakiem pielęgniarek szpitale sobie nie poradzą.

A jednocześnie, minister Zembala zaproponował po 400zł przez 4 lata, ale nie zgodziłyście się na tę propozycję. Dlaczego?

To nieprawda! Po prostu minister Zembala tę propozycję złożył po raz pierwszy na demonstracji 10 września.

Wziął Was z zaskoczenia…

Tak, bo dyskutujemy i konsultujemy te kwoty, pracujemy w zespołach z ministerstwem zdrowia od kwietnia. I strona rządowa stała sztywno, 300zł brutto, obok poborów, i gwarancja tej umowy miała trwać tylko przez 10 miesięcy. Zaskoczyła nas ta nagła zmiana stanowiska. Wierzę, że na najbliższym posiedzeniu zespołu propozycja zostanie złożona na piśmie i wtedy będziemy o niej rozmawiać.

 

Z drugiej stronny przeciętny Polak może mieć wrażenie, że protesty pielęgniarek powracają jak bumerang. Wszyscy pamiętają Białe Miasteczko sprzed ośmiu lat, które spotkało się ze sporą społeczną sympatią… Czy białe miasteczko rozwiązało jakiś problem?

Wszelkie poprawy naszej sytuacji finansowej były krótkoterminowe. Wszystkie wywalczone podwyżki po jakimś czasie wygasały. Wówczas obecna pani premier wiele nam obiecała, minęło 8 lat i nie ma z tego nic.

 

Minister Zembala wsławił się swoją wypowiedzią, że gdyby w jego zakładzie pracy ktoś zaczął strajkować, zwolniłby taką osobę. Jak przyjęliście te słowa?

Z wielkim oburzeniem! Była od razu reakcja środowiska na takie wypowiedzi. Strajk jest dozwolony prawnie. Działamy w oparciu o ustawę o rozwiązywaniu sporów zbiorowych, nie przekraczając jej przepisów.

A czy szukacie poparcia politycznego dla protestu?

Na pewno nie chcemy wiązać go z konkretną siłą polityczną, natomiast jasne jest, że o prawie w Polsce decyduje parlament, a więc politycy. Szukamy więc zrozumienia wśród opcji od prawa do lewa. Nie mamy zamiaru się wdawać się w rozgrywki polityczne, chcemy zmienić tragiczną rzeczywistość naszego zawodu.

Pani premier ostatnio ogłosiła program wyborczy partii rządzącej. Padł w nim pomysł likwidacji etatów związkowych. Co pani o tym myśli?

Pani premier i inni przedstawiciele koalicji Platformy Obywatelskiej i PSL w swoich wypowiedziach podkreślają, że jesteśmy nowoczesnym krajem. Ja tego nie neguję, widzę lepsze drogi, budynki, stadiony, nie możemy powiedzieć, że nic się nie zmieniło w ciągu 8 lat. Jeśli chodzi o szpitale, to one też zmieniły oblicze. Wiele kwestii zostało dostosowanych do wymogów unijnych, unormowano wysokość pomieszczeń, pojawiły się krany bezdotykowe, glazura na odpowiedniej wysokości, toaleta przy salce, kupiono odpowiedni sprzęt, wreszcie kwalifikacje kadr zostały podniesione do granic możliwości. Jeden element nie funkcjonuje. Płace. Tylko ten element trzeba poprawić.. Jednak w cywilizowanym świecie wszędzie funkcjonują związki zawodowe, które wywierają nacisk na pracodawców, na rząd, aby płacami się zajęli. Mądry dyrektor ceni związki zawodowe, Związek jest od pilnowania spraw pracowniczych, czyli od płacy i od pracy, i te działania związku zawodowego powinny być dla dyrekcji zakładu pomocne, bo dobry pracownik to lepsza wydajność pracy. W całej Unii uzwiązkowienie jest różne, ale my jesteśmy pod tym względem na szarym końcu. Nie dajmy sobie wmówić, że szykanowanie związków zawodowych to nowoczesność, wręcz przeciwnie!